Żałoba po mamie lub tacie. Czas nie zawsze leczy rany
Od śmierci mamy minęły dwa lata, a jej numer wciąż jest w telefonie Anny na pierwszym miejscu listy ulubionych. Anna nie potrafi go usunąć. Kilka razy w tygodniu łapie się na tym, że po pracy chce do mamy zadzwonić i opowiedzieć jej, jak minął dzień. Jej mąż mówi, że to rozumie, ale coraz częściej wraca do domu później, bo w milczącym mieszkaniu trudno mu wytrzymać. Wszyscy wokół powtarzają Annie, że czas leczy rany. Ona tymczasem ma wrażenie, że z każdym miesiącem boli ją bardziej.
Czas rzeczywiście pomaga, ale tylko wtedy, gdy relacja ze zmarłym rodzicem była za jego życia w miarę uporządkowana. Jeśli między dorosłym dzieckiem a rodzicem coś zostało niezałatwione, rana po jego śmierci goi się bardzo źle. Odnawia się przy każdej rocznicy, w każde święta, a często także przy każdej kłótni małżeńskiej. Dlatego żałoba po rodzicu rzadko dotyczy tylko jednej osoby. Dotyka także męża czy żony, którzy od miesięcy patrzą, jak ktoś bliski oddala się coraz bardziej.
Ile trwa żałoba po mamie lub tacie?
Według dawnej tradycji żałoba po mamie lub tacie trwała rok. Przez pierwsze pół roku rodzina nosiła czarne ubrania, a przez kolejne pół roku ubierała się w stonowane kolory. Dziś każda rodzina ustala te zasady po swojemu. Jedni przez cały rok nie chodzą na wesela i inne uroczystości, a inni wracają do zwykłego życia już tydzień po pogrzebie. Oba wybory są w porządku, bo zewnętrzne zwyczaje niewiele mówią o tym, co dzieje się w sercu osoby w żałobie.
Z psychologicznego punktu widzenia żałoba nie trzyma się żadnego kalendarza. Pierwsze miesiące po śmierci mamy czy taty są zwykle najtrudniejsze. Później ból nie znika, tylko powraca falami w najmniej oczekiwanych momentach. Wystarczy, że w radiu zabrzmi ulubiona piosenka mamy, że w sklepie wzrok padnie na kawę, którą pił tata, albo że przy wigilijnym stole po raz pierwszy zostanie puste krzesło. O tym, jak przejść przez pierwsze święta po stracie, piszemy w tekście Żałoba i święta. U większości osób po roku albo dwóch latach te fale stopniowo słabną. Tęsknota za rodzicem zostaje na zawsze, ale przestaje odbierać siły do codziennego życia.
U części osób żałoba wygląda jednak zupełnie inaczej. Mija rok, potem drugi, a one nadal żyją tak, jakby pogrzeb odbył się wczoraj. Psychiatrzy nazywają taki stan przedłużoną żałobą. Z przeglądu wielu badań wynika, że dotyczy ona mniej więcej co dziesiątej osoby, która straciła kogoś bliskiego (Lundorff i in., 2017). Nie znaczy to, że te osoby kochały swoich rodziców mocniej niż inne. Znacznie częściej oznacza to, że w relacji z rodzicem zostało coś niezałatwionego. Mamy przed oczami dziesiątki takich historii. Prawie wszystkie układają się w jeden z dwóch scenariuszy, które opisujemy poniżej. Oba prędzej czy później odbijają się także na małżeństwie osoby w żałobie.
Gdy syn albo córka nie zdążyli pogodzić się z mamą lub z tatą
W pierwszym scenariuszu dorosłe dziecko przez wiele lat było z rodzicem w konflikcie. Bywało, że ojciec nigdy nie zaakceptował synowej i przy każdej okazji dawał jej to odczuć. Bywało też, że matka do końca życia nie przyznała, że w domu rodzinnym działo się coś złego. Wizyty u rodziców często kończyły się kłótnią i trzaśnięciem drzwiami. Szczera rozmowa, która mogła wszystko wyjaśnić, była odkładana z roku na rok. Syn czy córka powtarzali sobie, że jeszcze przyjdzie na nią czas. Tymczasem rodzic zmarł i tej rozmowy nie da się już przeprowadzić.
Po pogrzebie konflikt wcale się nie kończy, tylko przenosi się do wnętrza osoby w żałobie. Syn, który całe lata spierał się z ojcem, teraz spiera się sam ze sobą, bo nie ma już z kim rozmawiać. Wciąż wracają do niego te same pytania: „Dlaczego nie zadzwoniłem do niego w urodziny?” i „Czy on w ogóle wiedział, że go kocham?”. Odtwarza w pamięci ostatnią kłótnię słowo po słowie, choć często nie pamięta już, o co właściwie wtedy poszło. Poczucie winy z każdym tygodniem odbiera mu coraz więcej sił. Najpierw przestaje spotykać się ze znajomymi, potem rezygnuje ze swoich planów, a w końcu przestaje rozmawiać z żoną. W ten sposób żałoba powoli przechodzi w depresję. Badacze żałoby nazywają takie sytuacje niezałatwionymi sprawami ze zmarłym. Z ich badań wynika, że właśnie takie niezałatwione sprawy najbardziej przedłużają żałobę i czynią ją cięższą (Holland i in., 2020).
Bardzo trudno jest wtedy żonie. Widzi, że mąż cierpi, i bardzo chce mu pomóc. Proponuje szczerą rozmowę, wspólny wyjazd albo wizytę u lekarza. W odpowiedzi słyszy jednak: „Ty tego nie zrozumiesz, to nie był twój ojciec”. Kiedy podobna rozmowa powtarza się kilka razy, żona w końcu przestaje proponować pomoc. Nadal mieszka z mężem pod jednym dachem, ale czuje się w tym małżeństwie coraz bardziej samotna.
Gdy mama była najlepszą przyjaciółką
Drugi scenariusz wygląda na pierwszy rzut oka jak przeciwieństwo pierwszego. Między dorosłym dzieckiem a rodzicem nie było konfliktu, tylko bardzo silna, a nawet zbyt silna więź. Weźmy córkę, która przez całe dorosłe życie dzwoniła do mamy codziennie rano, zanim wyszła do pracy. Pytała ją o zdanie we wszystkich sprawach, od przepisu na pierogi, przez wybór szkoły dla syna, aż po to, czy przyjąć awans. Jej mąż przez dwadzieścia lat małżeństwa słyszał to samo zdanie: „Zadzwonię do mamy, ona będzie wiedziała”. Psychoterapeuci nazywają taki układ splątaniem. Chodzi o relację, w której dorosłe dziecko i rodzic nigdy naprawdę się od siebie nie oddzielili. Córka podejmuje decyzje tak, jakby patrzyła na świat oczami mamy, a mama przeżywa życie córki tak, jakby było jej własnym życiem.
Kiedy taka mama umiera, córka traci coś więcej niż bliską osobę. Traci kogoś, kto przez lata pomagał jej podjąć każdą decyzję i wskazywał kierunek. Nagle nie wie, co przygotować na niedzielny obiad, jak odpowiedzieć szefowi ani czy wyjechać na zaplanowany urlop, bo nie ma już kogo zapytać o zdanie. Podobne zjawisko opisał amerykański psycholog George Bonanno, który badał osoby po stracie współmałżonka. Zauważył, że najdłużej i najciężej przeżywają żałobę te osoby, które jeszcze przed stratą najbardziej polegały na zmarłym (Bonanno i in., 2002). Z dorosłym dzieckiem, za które przez lata decydował rodzic, dzieje się bardzo podobnie.
Żałoba po teściowej lub teściu. Test dla małżeństwa
Po śmierci teściowej lub teścia tradycja przewidywała krótszą żałobę niż po własnych rodzicach, zwykle od kilku tygodni do trzech miesięcy. Już ta różnica pokazuje, jak otoczenie patrzy na synową i zięcia. Na pogrzebie wszyscy składają kondolencje mężowi, a o to, jak czuje się jego żona, prawie nikt nie pyta. Tymczasem ona również przeżywa stratę. Być może przez ostatnie miesiące woziła teściową na chemioterapię i czuwała przy jej łóżku w szpitalu. A być może przez dwadzieścia lat toczyła z teściową cichy spór i teraz sama nie wie, czy płacze z żalu, czy z ulgi. Amerykański badacz żałoby Kenneth Doka nazwał takie przeżycie żałobą nieuznaną. To smutek, do którego osoba w żałobie nie czuje się uprawniona, bo powtarza sobie: „przecież to nie była moja matka”.
Śmierć teściowej lub teścia bywa także egzaminem dla całego małżeństwa. Dopiero wtedy wychodzi na jaw, jak dużo miejsca zajmował w nim zmarły rodzic. Często to właśnie on rozstrzygał spory między małżonkami. To jego zdanie liczyło się najbardziej, kiedy para kupowała mieszkanie albo wybierała szkołę dla dzieci. To on dawał synowi poczucie, że wszystko jest pod kontrolą. Małżonkowie przez lata żyli więc w trójkącie, choć żadne z nich nie nazwałoby tego w ten sposób. O tym, jak trzecia osoba wpływa na związek, piszemy szerzej w tekście o trójkątach w związkach. Kiedy trzecia osoba umiera, okazuje się nagle, że mąż i żona nie potrafią funkcjonować we dwoje.
Najciężej jest wtedy współmałżonkowi osoby w żałobie. Weźmy żonę, która od kilku miesięcy załatwia wszystko za męża po śmierci jego matki. To ona dzwoni do urzędów, pilnuje rachunków i tłumaczy dzieciom, dlaczego tata jest ciągle smutny. Z czasem czuje się bardziej jak opiekunka męża niż jak jego żona. Ma o to do niego żal, a zaraz potem ma wyrzuty sumienia, że czuje żal do kogoś, kto właśnie pochował matkę. Ten żal nie świadczy jednak o tym, że żona ma złe serce. Świadczy raczej o tym, że ich małżeństwo potrzebuje nowego układu. W takim układzie jest miejsce dla dwojga dorosłych partnerów, a nie dla bezradnego dziecka i jego nowej opiekunki. Z podobnym kłopotem napisała do nas autorka listu „Po śmierci teścia nie mogę dogadać się z mężem”.
Do tego dochodzi jeszcze owdowiały teść albo owdowiała teściowa. Taki rodzic został nagle sam i szuka oparcia w swoim dorosłym dziecku. Syn jeździ więc do ojca w każdy weekend, bo nie potrafi mu odmówić, a żona i dzieci spędzają soboty bez niego. Amerykański socjolog Jeffrey Stokes zbadał, jak relacja z owdowiałym rodzicem wpływa na małżeństwo jego dorosłego dziecka. Okazało się, że gdy ta relacja się pogarsza, pogarsza się również małżeństwo. Gdy z kolei relacja z owdowiałym rodzicem się poprawia, na lepsze zmienia się także małżeństwo (Stokes, 2016). Dlatego o tym, ile czasu i uwagi rodzina poświęci owdowiałemu rodzicowi, powinni zdecydować razem oboje małżonkowie, a nie tylko jedno z nich.
Jak być przy kimś, kto stracił mamę albo tatę
Kiedy mąż albo żona cierpi po śmierci rodzica, współmałżonek zwykle chce przede wszystkim, żeby ten ból jak najszybciej minął. Dlatego pociesza, organizuje wyjazdy, a po kilku tygodniach delikatnie sugeruje, że pora wrócić do normalnego życia. Osoba w żałobie odbiera to jednak tak, jakby jej smutek przeszkadzał najbliższej osobie. Znacznie więcej pomaga zwykła obecność. Pomaga też cierpliwość, dzięki której współmałżonek potrafi po raz kolejny wysłuchać tej samej historii o zmarłej mamie czy tacie.
Nie oznacza to, że współmałżonek ma zrezygnować z własnych potrzeb. Powinien o nich mówić, tylko bez wyrzutów i oskarżeń. Żona mogłaby na przykład powiedzieć mężowi: „Wiem, że tata cię teraz potrzebuje. Ja też cię potrzebuję. Ustalmy razem, ile weekendów spędzisz u niego, a ile z nami”. Takie zdanie nie odbiera mężowi prawa do żałoby. Przypomina mu jedynie, że w domu czeka na niego własna rodzina.
W przypadku splątanych relacji pojawia się jeszcze jedna pułapka. Współmałżonek widzi, że mąż albo żona nie radzi sobie z codziennymi sprawami, i zaczyna przejmować rolę zmarłego rodzica. Podejmuje za niego decyzje, dzwoni w jego imieniu i załatwia za niego wszystkie sprawy. Na krótko to rzeczywiście pomaga. Z czasem jednak osoba w żałobie zamienia jedną zależność na drugą: zamiast polegać na mamie czy tacie, zaczyna we wszystkim polegać na współmałżonku. Wspierać kogoś w żałobie znaczy pomagać mu stanąć na własnych nogach, a nie nosić go na rękach.
Kiedy potrzebna jest pomoc psychoterapeuty
Żałoba nie jest chorobą i większość osób przechodzi przez nią bez pomocy psychoterapeuty. Pomoc jest potrzebna wtedy, gdy mijają kolejne miesiące, a sytuacja się nie zmienia albo jest coraz gorzej. Niepokojącym sygnałem jest poczucie winy, przez które osoba w żałobie nie może spać. Równie niepokojące jest wycofywanie się z życia i sięganie po alkohol, żeby choć na chwilę zapomnieć o stracie. Jeśli pojawiają się myśli o odebraniu sobie życia, nie wolno czekać ani jednego dnia. Osoba w takim kryzysie może o każdej porze zadzwonić do Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym pod numer 800 70 2222.
W psychoterapii indywidualnej pracujemy z poczuciem winy i ze wszystkim, czego dorosłe dziecko nie zdążyło powiedzieć rodzicowi za jego życia. Osobom, które żyły w splątanej relacji z rodzicem, pomagamy oddzielić się od niego i po raz pierwszy samodzielnie podejmować decyzje. Jeśli żałoba zachwiała całym małżeństwem, zapraszamy na terapię par w naszym gabinecie w Warszawie albo online. W czasie tej terapii małżonkowie uczą się żyć we dwoje, bez trzeciej osoby, która przez lata stała między nimi. Prowadzimy też wspólne sesje dorosłego dziecka z owdowiałym rodzicem. Pomagają one wtedy, gdy po śmierci jednego z rodziców trzeba na nowo ułożyć relację z drugim.
Puste krzesło po mamie czy tacie zostanie przy rodzinnym stole na długo, ale mąż i żona mogą wreszcie usiąść naprzeciw siebie i zacząć rozmawiać tylko we dwoje.
Najczęstsze pytania
Ile trwa żałoba po mamie lub tacie?
Tradycyjnie żałoba po rodzicach trwała rok: pół roku żałoby ścisłej i pół roku łagodniejszej. Dziś każda rodzina ustala to po swojemu. Samo przeżywanie straty trwa zwykle od roku do dwóch lat, choć tęsknota zostaje na dłużej. Jeśli po roku ból wciąż nie słabnie i utrudnia codzienne życie, trzeba porozmawiać z psychoterapeutą.
Ile trwa żałoba po teściowej lub teściu?
Tradycja przewidywała po teściach krótszą żałobę, zwykle od kilku tygodni do trzech miesięcy. Dotyczyło to przede wszystkim noszenia ciemnych ubrań i udziału w uroczystościach rodzinnych. Synowa czy zięć mogą jednak przeżywać śmierć teściowej czy teścia równie mocno jak śmierć własnego rodzica. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy opiekowali się nimi w chorobie.
Dlaczego po śmierci rodzica nie mogę się pozbierać?
Najczęściej dlatego, że relacja z rodzicem za jego życia pozostała nierozwiązana. Jedni do końca byli z rodzicem w konflikcie i teraz dręczy ich poczucie winy. Inni byli z nim tak mocno związani, że bez niego nie potrafią podejmować decyzji. W obu przypadkach żałoba się przeciąga i może przejść w depresję. Pomaga wtedy psychoterapia, w której osoba w żałobie może spokojnie przyjrzeć się tej relacji.
Jak pomóc mężowi albo żonie po śmierci mamy lub taty?
Najbardziej pomaga obecność i cierpliwość, żeby słuchać o zmarłym rodzicu. Pocieszanie i ponaglanie do powrotu do życia zwykle przynoszą odwrotny skutek. Współmałżonek nie musi przy tym rezygnować z własnych potrzeb, byle mówił o nich bez wyrzutów. Nie powinien też przejmować roli zmarłego rodzica i decydować za osobę w żałobie.
Co zrobić, gdy mąż po śmierci matki całe dnie spędza z ojcem?
Najlepiej spokojnie porozmawiać o tym, ile czasu mąż chce poświęcać ojcu, a ile własnej rodzinie. Na początku żałoby częste wizyty są naturalne, bo owdowiały rodzic potrzebuje pomocy. Jeśli jednak po kilku miesiącach nic się nie zmienia, mąż mógł przejąć rolę zmarłej matki. Wtedy pomocna bywa terapia par albo wspólne sesje męża z ojcem.
Bibliografia
Bonanno, G. A., Wortman, C. B., Lehman, D. R., Tweed, R. G., Haring, M., Sonnega, J., Carr, D., Nesse, R. M. (2002). Resilience to loss and chronic grief: A prospective study from preloss to 18-months postloss. Journal of Personality and Social Psychology, 83(5), 1150–1164.
Doka, K. J. (red.) (1989). Disenfranchised grief: Recognizing hidden sorrow. Lexington Books.
Holland, J. M., Plant, C. P., Klingspon, K. L., Neimeyer, R. A. (2020). Bereavement-related regrets and unfinished business with the deceased. Death Studies, 44(1), 42–47.
Lundorff, M., Holmgren, H., Zachariae, R., Farver-Vestergaard, I., O’Connor, M. (2017). Prevalence of prolonged grief disorder in adult bereavement: A systematic review and meta-analysis. Journal of Affective Disorders, 212, 138–149.
Stokes, J. E. (2016). The influence of intergenerational relationships on marital quality following the death of a parent in adulthood. Journal of Social and Personal Relationships, 33(1), 3–22.






Dodaj komentarz
Chcesz się przyłączyć do dyskusji?Feel free to contribute!