Z czym przychodzą młodzi dorośli
Historie są różne, a skutki zaskakująco podobne. Jedni dorastali w domu, w którym rodzic pił, chorował albo był tak zajęty własnym kryzysem, że dziecko musiało radzić sobie samo. Inni byli w domu „tymi rozsądnymi”: pilnowali rodzeństwa, uspokajali matkę po kłótni, słuchali zwierzeń ojca o małżeństwie. Jeszcze inni wyrośli pod okiem rodzica, który wszystko wiedział lepiej i każdy samodzielny krok traktował jak zdradę.
Po latach taki człowiek przychodzi do gabinetu i mówi, że nie potrafi podjąć żadnej decyzji bez lęku, że ją zepsuje. Że przy rodzicach ma dwanaście lat, choć ma trzydzieści. Że w pracy daje z siebie wszystko, a w domu nie umie odpocząć bez wyrzutów sumienia. Że wybrał studia, bo tak chciał ojciec, a partnera, bo przypominał matkę. Że od kilku lat planuje wyprowadzkę i wciąż ją odkłada, albo wyprowadził się i zamiast ulgi poczuł pustkę i wstyd. Że związki albo się nie zaczynają, albo kończą po kilku tygodniach, bo gdy ktoś podchodzi bliżej, trzeba uciekać.
W większości tych osób nie ma nic zepsutego. Po prostu nikt im nie pokazał, jak rozmawia się o uczuciach, jak się kłóci i godzi, jak prosi o pomoc i jak mówi „nie”. Trudno robić coś, czego nikt wcześniej nie nauczył.
Czego nie dał dom, a co można nadrobić
Wiek między osiemnastym a trzydziestym rokiem życia psychologowie traktują dziś jako osobny etap: czas, w którym człowiek dopiero szuka swojej drogi zawodowej, swojego sposobu na bliskość i swojego zdania (Arnett, 2000). Badania nad tym etapem prowadzono głównie w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, więc nie wszystko przekłada się wprost na polskie realia, ale jedno powtarza się wszędzie: jak ten czas przebiegnie, zależy w dużej mierze od tego, co młody człowiek wyniósł z domu.
Dzieci, które przejęły obowiązki dorosłych, w badaniach częściej zgłaszają w dorosłości objawy depresji i lęku oraz trudności w bliskich relacjach (Hooper i in., 2011). To zależność statystyczna, nie wyrok. Właśnie dlatego ma sens praca nad tym w terapii: w gabinecie można nauczyć się tego, co w zdrowym domu dostaje się mimochodem. Rozpoznawać własne uczucia, zanim wybuchną albo zostaną zamiecione pod dywan. Stawiać rodzicom granice bez zrywania kontaktu i bez poczucia winy. Podejmować decyzje według własnych potrzeb, a nie według tego, co powiedzą w domu. Budować bliskość, która nie kończy się ucieczką. Odpoczywać bez wyrzutów sumienia. I wreszcie oddać rodzicom odpowiedzialność za ich życie, a zatrzymać własną.