Rodzina patchworkowa. Jak poukładać życie, gdy łączą się dwie rodziny
„Nie jesteś moim tatą”. Dziesięcioletni Kuba mówi to cicho, ale wyraźnie, gdy partner mamy prosi go przy kolacji, żeby odłożył telefon. Przy stole zapada cisza. Mama wpatruje się w talerz, jej partner zaciska szczęki, a jego dziewięcioletnia córka, która co drugi weekend przyjeżdża od swojej matki, nagle bardzo starannie kroi ziemniaki. Nikt nie mówi tego głośno, ale wszyscy myślą o tym samym: czy my w ogóle jesteśmy rodziną?
Rodzice z rodzin patchworkowych, którzy przychodzą do nas po pomoc, opisują podobne sceny. Zwykle dodają, że bardzo się starają, a mimo to napięcia w domu przybywa. Skąd ono się bierze? Czego tak naprawdę boją się dorośli, a czego dzieci? Myślę, że żeby odpowiedzieć na te pytania, trzeba spojrzeć szerzej niż na osoby siedzące przy stole. Do takiej rodziny należą także drugi rodzic dziecka, dziadkowie z obu stron, a czasem nowy partner byłego męża czy byłej żony. Każda z tych osób wpływa na to, co dzieje się w domu, nawet jeśli nigdy w nim nie bywa.
Co to jest rodzina patchworkowa
Nazwa pochodzi od patchworku, czyli tkaniny zszywanej z kawałków różnych materiałów. Rodzina patchworkowa powstaje wtedy, gdy przynajmniej jedno z partnerów wnosi do nowego związku dziecko z wcześniejszej relacji. Z czasem często dołącza do niej wspólne dziecko nowej pary. W literaturze psychologicznej mówi się o rodzinie zrekonstruowanej. Każdy z „kawałków” ma własną historię, własne przyzwyczajenia i własne straty, dlatego zszycie ich w całość wymaga czasu.
Dlaczego w rodzinie patchworkowej bywa trudniej
Patricia Papernow, amerykańska psycholożka, która od kilkudziesięciu lat pracuje z rodzinami zrekonstruowanymi, zwraca uwagę, że część trudności wynika z samej budowy takiej rodziny, a nie z błędów konkretnych osób.
„Swoi” i „obcy”. W pierwszej rodzinie para jest razem, zanim pojawią się dzieci. W rodzinie patchworkowej więź rodzica z dzieckiem jest starsza i silniejsza niż więź nowych partnerów. Rodzic biologiczny stoi pośrodku i czuje się rozdarty, a nowy partner łatwo zostaje na zewnątrz, choćby wtedy, gdy dzieci przy kolacji zwracają się tylko do mamy.
Strata, którą przeżywają dzieci. Dla dorosłych nowy związek jest szansą. Dla dziecka często oznacza koniec nadziei, że rodzice znów będą razem. Złość na ojczyma czy macochę bywa więc swoistą przykrywką. Pod nią kryje się zwykle smutek po tym, co się skończyło, i lęk, że w nowym układzie zabraknie dla dziecka miejsca. Łatwiej jednak złościć się na nowego dorosłego niż przyznać, że się cierpi.
Konflikt lojalności. Dziecko, które polubi partnera mamy, może pomyśleć: „Jeśli będzie mi z nim dobrze, zdradzę tatę”. Wtedy dystans wobec nowego dorosłego nie wynika z niechęci do niego, ale z lojalności wobec rodzica, którego nie ma w domu. Tamara Afifi, badaczka komunikacji w rodzinie, zebrała relacje członków rodzin zrekonstruowanych i opisała, jak dzieci czują się „złapane w środku”: gdy dorośli przekazują sobie przez nie wiadomości, wypytują o drugi dom albo krytykują byłego partnera w ich obecności. Badanie opierało się na rozmowach z członkami rodzin, więc nie mówi, jak często takie sytuacje się zdarzają. Dobrze jednak pokazuje mechanizm, który łatwo przeoczyć: dziecko nie musi uczestniczyć w kłótni dorosłych, żeby nieść jej ciężar.
Dwa domy, dwa zestawy zasad. W każdym domu inaczej wygląda pora snu, kieszonkowe, czas przed ekranem i sposób rozwiązywania sporów. Dzieci co tydzień albo co dwa tygodnie przechodzą z jednego świata do drugiego i za każdym razem muszą się przestawić.
Opieka naprzemienna, czyli życie w dwóch domach
Coraz więcej dzieci po rozstaniu rodziców mieszka na zmianę u mamy i u taty, na przykład tydzień w jednym domu i tydzień w drugim. Dla dziecka oznacza to dwie szafy, dwa zestawy zasad i plecak, w którym zawsze czegoś brakuje. Co kilka dni musi się przestawić: na innych dorosłych, inne przyzwyczajenia, czasem inne rodzeństwo.
Rodzina patchworkowa przy opiece naprzemiennej ciągle zmienia skład. W jednym tygodniu dom jest pełny i głośny, w drugim nagle cichnie. Nowy partner co kilka dni wchodzi w rolę ojczyma czy macochy, a potem z niej wychodzi. Dzieci obojga partnerów mogą się prawie nie widywać albo spotykać tylko w weekendy. W takim rytmie trudno o wspólne zwyczaje, a to właśnie one zwykle zszywają rodzinę.
Dziecko, które wraca od drugiego rodzica, bywa przez dzień czy dwa rozdrażnione albo zamknięte w sobie. Dorośli łatwo odczytują to jako znak, że „tam źle na nie wpływają”, i takie myśli szybko przenoszą się na relacje z byłym partnerem. Częściej jest to jednak zwykły koszt przejścia z jednego świata do drugiego. Pomaga stały rytuał powrotu, na przykład spokojny wieczór bez wypytywania, oraz kilka wspólnych zasad uzgodnionych między domami, choćby co do pory snu czy telefonu.
Błędne koło: wychowanie, opór, wycofanie
Wróćmy do kolacji z Kubą i spróbujmy spojrzeć na nią oczami partnera mamy. Mógłby powiedzieć o sobie tak: „Czuję się w tym domu trochę jak gość. Chcę, żeby było normalnie, więc pilnuję zasad. Bo przecież jeśli teraz odpuszczę, nigdy mnie nie uszanują”. Stawia więc granice i zwraca uwagę. Kuba słyszy w tym przede wszystkim jedno: obcy człowiek zajmuje miejsce taty. Odpowiada oporem, a partner mamy zaczyna myśleć: „On mnie nie akceptuje, bo jestem kiepskim ojczymem”. Z perspektywy terapii poznawczo-behawioralnej to personalizacja: zachowanie dziecka, które wynika z jego straty i lojalności, zostaje odczytane jako ocena dorosłego. Pod pilnowaniem zasad kryje się natomiast często nieuświadomiony lęk przed odrzuceniem. Kontrola daje chwilową ulgę (redukcję lęku), ale oddala od celu, jakim jest bliskość.
Mama ma w tym czasie własne myśli: „Muszę chronić syna” i jednocześnie „Muszę zadbać, żeby partner nie czuł się odrzucony”. Raz staje po stronie dziecka, raz po stronie partnera, a każdy z nich odbiera to jako brak lojalności wobec siebie. Napięcie przenosi się na związek dorosłych. Każda z tych osób próbuje zadbać o ważną dla siebie potrzebę: Kuba o lojalność wobec taty, partner mamy o uznanie, mama o spokój w domu. Każdy reaguje w sposób dla siebie zrozumiały, a razem tworzą koło, które samo się napędza.
Lawrence Ganong i jego zespół z Uniwersytetu Missouri przebadali 234 pary z rodzin zrekonstruowanych. Im bardziej ojczym zabiegał o dobrą relację z dzieckiem partnerki, spędzając z nim czas i interesując się tym, co dziecko lubi, tym mniej było między nimi konfliktów. Mocniejszy był też związek dorosłych i poczucie, że cała rodzina trzyma się razem. Badanie dotyczyło ojczymów w Stanach Zjednoczonych i miało charakter korelacyjny, więc nie dowodzi, że to sama troska ojczyma poprawia relacje. Wskazuje jednak kierunek zgodny z tym, co opisują klinicyści.
Dlatego w pierwszym okresie dyscyplinę lepiej zostawić rodzicowi biologicznemu. Ojczym czy macocha mogą w tym czasie budować zwykłą, życzliwą relację: przy wspólnym gotowaniu, w drodze na trening, przy szkolnym projekcie. Autorytet przychodzi później i wyrasta właśnie z tej relacji.
Ile trwa zżywanie się rodziny patchworkowej
Papernow przestrzega przed złudzeniem, że po kilku miesiącach dobrej woli wszyscy staną się jedną rodziną. Według jej obserwacji zżywanie się trwa zwykle kilka lat, a w części rodzin dłużej. Podobne wnioski płyną z badań Jamesa Braya, który przez lata obserwował rodziny zrekonstruowane w Stanach Zjednoczonych: najtrudniejsze są pierwsze rok lub dwa, a połączenie rodzin przychodzi z największym trudem, gdy dzieci mają od 10 do 14 lat i same zaczynają oddalać się od rodziców.
Ta wiedza ma znaczenie praktyczne. Dorośli, którzy oczekują szybkiego efektu, łatwo wpadają w myślenie „wszystko albo nic”: „Skoro po roku dalej się kłócimy, to nic z tego nie będzie”. Gdy wiedzą, że napięcia w pierwszych latach są przewidywalnym etapem, łatwiej im nie traktować każdego trudnego wieczoru jako dowodu porażki.
Gdy pojawia się wspólne dziecko
Dla nowej pary narodziny wspólnego dziecka są często znakiem, że ich rodzina naprawdę się zawiązała. Dla dzieci z wcześniejszych związków to wydarzenie może wyglądać zupełnie inaczej. Maluch mieszka na stałe z obojgiem rodziców, ma swój pokój i nikt nie wozi go co tydzień do drugiego domu. Starsze dziecko, które przyjeżdża co drugi weekend albo co drugi tydzień, może pomyśleć: „Oni mają teraz prawdziwą rodzinę, a ja tu tylko bywam”.
To poczucie wyobcowania rzadko jest wypowiadane wprost. Częściej widać je w zachowaniu: dziecko nie chce przyjeżdżać, zaczepia młodsze rodzeństwo, wraca do zachowań, z których dawno wyrosło, albo przeciwnie, staje się podejrzanie grzeczne i niewidoczne. Sytuację utrudnia to, że rodzice są w tym czasie zmęczeni i skupieni na niemowlęciu, a od starszych dzieci oczekują, że „będą już duże”.
Pomaga to, żeby starsze dzieci miały w domu swoje stałe miejsce, także wtedy, gdy przyjeżdżają tylko na kilka dni, oraz czas sam na sam z rodzicem, który nie zależy od rytmu dnia niemowlęcia. Dobrze też zapraszać je do kontaktu z maluchem, ale bez obarczania ich rolą opiekunów.
Zazdrość w rodzinie patchworkowej
Zazdrość pojawia się tu w wielu kierunkach naraz. Partnerka bywa zazdrosna o czas, który mąż spędza z córką, albo o jego rozmowy z byłą żoną w sprawach dzieci. Dziecko bywa zazdrosne o nowego partnera mamy i o przyrodnie rodzeństwo. Za zazdrością często stoją myśli z uogólnieniem w środku: „Zawsze będę na drugim miejscu” albo „Teraz liczy się już tylko maluch”.
Zazdrość bywa przykrywką dla innych emocji, najczęściej lęku przed utratą i poczucia, że moje potrzeby przestały się liczyć. Dlatego tłumaczenie, że „nie ma powodu”, rzadko cokolwiek zmienia: nie odpowiada na to, czego dana osoba naprawdę się obawia. Zazdrość zwykle słabnie dopiero wtedy, gdy każdy ma w rodzinie swoje miejsce: dziecko ma czas sam na sam z rodzicem, partnerzy mają czas tylko dla siebie, a kontakty z byłym partnerem toczą się według jasnych, przewidywalnych zasad.
Związek nowych partnerów jako fundament
Związek dorosłych jest fundamentem całej konstrukcji, a jednocześnie w rodzinie patchworkowej najłatwiej o nim zapomnieć. Kalendarz pary układa się według ustaleń z byłymi partnerami, często po obu stronach naraz. Weekendy, ferie, święta i wakacje trzeba dopasować do planów dwóch innych domów, a każda zmiana u jednego z byłych partnerów przesuwa wszystko inne. Wieczory, kiedy w domu są dzieci, należą do dzieci, a te, kiedy ich nie ma, wypełniają sprawy odłożone na później.
W takim układzie łatwo o myśl: „Nasz związek musi poczekać, aż wszystko się ułoży”. Odkładanie własnych potrzeb na później prowadzi jednak do ich frustracji. A to z kolei rodzi zmęczenie, pretensje i poczucie, że partnerzy żyją obok siebie. Myślę, że warto pamiętać, iż to właśnie związek dorosłych daje dzieciom poczucie, że nowa rodzina jest stabilna. Pomaga stały czas tylko dla pary, zapisany w kalendarzu tak samo jak terminy dzieci, choćby krótki, ale niepodlegający negocjacjom. Jeśli partnerzy nie potrafią porozumieć się w sprawie pieniędzy, zasad w domu i kontaktów z byłymi partnerami, napięcie szybko przenosi się na dzieci. Warto więc rozmawiać o tym we dwoje, zanim pojawi się kryzys. Więcej o tym, co dzieje się w związku w rodzinie patchworkowej, piszemy w rozdziale „Związek w sytuacji wyjątkowej” poradnika „Płonący dom” oraz w artykule Związek z mężczyzną, który ma dziecko.
Kiedy warto skorzystać z terapii rodzinnej
Warto zgłosić się po pomoc, gdy:
- dziecko odmawia przyjazdów albo po każdym powrocie z drugiego domu długo dochodzi do siebie,
- partnerzy coraz częściej kłócą się o wychowanie dzieci,
- nowy partner czuje się obco we własnym domu,
- dziecko wycofuje się, ma kłopoty w szkole albo wyraźnie zmieniło zachowanie,
- konflikt z byłym partnerem przenosi się na dzieci,
- po narodzinach wspólnego dziecka starsze dzieci czują się w domu obco,
- partnerzy od miesięcy nie mają czasu tylko dla siebie, bo wszystko podporządkowują ustaleniom z byłymi partnerami.
Na terapię rodzinną przychodzi kilka osób z rodziny, zwykle od trzech do sześciu. Terapeuta nie szuka winnego. Pomaga zobaczyć, jak reakcje poszczególnych osób wzajemnie się wzmacniają, i nazwać myśli, które za nimi stoją. Dzieci mogą powiedzieć, co przeżywają, a dorośli wspólnie ustalają zasady, które da się utrzymać w obu domach. Gdy trudność dotyczy przede wszystkim relacji jednego rodzica z dzieckiem, prowadzimy też spotkania rodzica z dzieckiem. Jeśli członkowie rodziny mieszkają w różnych miastach, sesje online pozwalają spotkać się wszystkim naraz.
Najczęstsze pytania
Co znaczy rodzina patchworkowa?
To rodzina, w której przynajmniej jedno z partnerów ma dziecko z wcześniejszego związku. W psychologii nazywa się ją rodziną zrekonstruowaną.
Ile trwa, zanim rodzina patchworkowa się zżyje?
Zwykle kilka lat. Najtrudniejsze bywają pierwsze rok lub dwa, zwłaszcza gdy dzieci mają od 10 do 14 lat.
Czy ojczym lub macocha powinni wychowywać dzieci partnera?
Na początku lepiej, żeby dyscyplinę utrzymywał rodzic biologiczny, a nowy partner budował z dzieckiem życzliwą relację. Rola wychowawcza przychodzi z czasem.
Jak pomóc dziecku, które żyje w dwóch domach?
Pomaga stały rytuał powrotu, spokój zamiast wypytywania o drugi dom i kilka wspólnych zasad uzgodnionych między rodzicami. Rozdrażnienie po zmianie domu jest częste i zwykle mija po dniu lub dwóch.
Jak poradzić sobie z zazdrością w rodzinie patchworkowej?
Pomaga zadbanie o to, żeby każdy miał swoje miejsce: czas dziecka sam na sam z rodzicem, czas partnerów tylko dla siebie i jasne zasady kontaktów z byłym partnerem.
Kto przychodzi na terapię rodzinną?
Zwykle od trzech do sześciu osób, które razem mieszkają albo regularnie się spotykają. Skład sesji ustala się z terapeutą po pierwszym spotkaniu.
Bibliografia
Afifi, T. D. (2003). „Feeling caught” in stepfamilies: Managing boundary turbulence through appropriate communication privacy rules. Journal of Social and Personal Relationships, 20(6), 729–755.
Bray, J. H., i Kelly, J. (1998). Stepfamilies: Love, Marriage, and Parenting in the First Decade. New York: Broadway Books.
Ganong, L., Jensen, T. M., Sanner, C., Russell, L., i Coleman, M. (2019). Stepfathers’ affinity-seeking with stepchildren, stepfather–stepchild relationship quality, marital quality, and stepfamily cohesion among stepfathers and mothers. Journal of Family Psychology, 33(5), 521–531.
Papernow, P. L. (2013). Surviving and Thriving in Stepfamily Relationships: What Works and What Doesn’t. New York: Routledge.





Dodaj komentarz
Chcesz się przyłączyć do dyskusji?Feel free to contribute!