Mój przełożony zachowywał się względem mnie bardzo źle. Jak poradzić sobie z lękiem, że w kolejnej pracy będzie podobnie?

Mam zaburzenia koncentracji i problem ze stresem. Jak to zmienić?

Mam 23 lata, moim problemem są zaburzenia koncentracji, a także nie radzenie sobie ze stresem. Początki w każdej nowej pracy to dla mnie jakiś horror. Czuję się niekumata. Ciężko mi szybko przyswoić nową wiedzę, a nawet jak coś zapamiętam to zaraz i tak zapomnę. W poprzedniej pracy natrafiłam na niezbyt przyjemną kierowniczkę, gdy nie potrafiłam czegoś od razu załapać, lub popełniałam błędy byłam wyzywana. Nie potrafiłam się jej postawić i mimo wszystko byłam dla niej miła a wracając do domu strasznie to wszystko przeżywałam.

Po niedługim czasie znalazłam pracę biurową. Na początku też było ciężko, byłam obgadywania za plecami, że się nie nadaje i nie łapię o co chodzi. Po ponad miesiącu czasu dopiero wdrożyłam się do pracy. Przestałam popełniać błędy, zaprzyjaźniłam się z ludźmi i po kilku miesiącach pracy zostałam pochwalona przez szefostwo. Niestety po pół roku zlikwidowali nasz dział.

Obecnie pracuję od tygodnia w nowej firmie. Szkoli mnie bardzo pomocny i cierpliwy chłopak, lecz momentami czuję się jak kretynka. On mi coś tłumaczy,a na następny dzień jak mnie o to zapyta, to nie potrafię udzielić informacji. Czy ja naprawdę jestem taka głupia? Jest mi wstyd, że nie potrafię tak szybko się wdrożyć w nowej pracy, szybko zapamiętać nowych informacji. Ciągle myślę o tym, co pomyślą o mnie inni. Jakiś czas temu bardzo chciałam polepszyć swój angielski. Jeden dzień się pouczyłam a potem już to olałam.Tak samo mam z innymi rzeczami np. karnetem na siłownię. Poszłam dwa razy i potem już mi się nie chciało.

Szybko tracę zapał do wszystkiego. Chciałabym już mieć stałą pracę, w której będzie mi dobrze szło i dzięki której, wreszcie będę mogła wyprowadzić się z domu i zamieszkać z moim chłopakiem. Jak mam się zmienić? Jak to jest, że na rozmowach dobrze wypadam, dostaję naprawdę super stanowiska, a później tak długo się wdrażam?

Pani Anito,

opisuje Pani problem, który nazywa się zaburzeniem koncentracji i nie radzenie sobie ze stresem. Ja bym powiedziała, że są to objawy, a nie przyczyny Pani problemu. Kłopoty z koncentracją uwagi oraz nie radzenie sobie ze stresem, gdzie rozumiem, że stresem nazywa Pani sytuacje, w których doświadcza Pani lęku przed oceną, są konsekwencją Pani myślenia na swój temat tzn. niskiej samooceny.

Pisze Pani o sobie: „czuję się nie kumata, ciężko mi szybko przyswoić nową wiedzę, a nawet jak coś zapamiętam to zaraz i tak zapomnę”. W związku z tym Pani uwaga nie jest skupiona na wykonywanym zadaniu, ale na tym co o Pani myśli lub pomyśli dana osoba, oraz jak spełnić jej oczekiwania – „ ciągle myślę o tym co pomyślą inni”. Jest to błędne koło, ponieważ nie skupiając się na zadaniu popełnia Pani błędy lub zapomina ważne szczegóły, co dalej prowadzi do wykształcenia się mechanizmu wyuczonej bezradności. Polega to na tym, że nie ma sensu starać się, angażować, czy uczyć nowych rzeczy bo przecież i tak mi się nie uda, więc przerywa Pani często różne działania: „poszłam dwa razy i potem już mi się nie chciało. Szybko tracę zapał do wszystkiego.”.

Pani samoocena jest zależna od tego jak widzą Panią inni, a nie jest oparta na prawdziwym obrazie siebie. Dlatego też nie ma Pani zaufania do siebie. Warto byłoby z pomocą psychoterapeuty znaleźć przyczyny takiego widzenia siebie i zacząć mieć wpływ na własne życie. Dlatego też zachęcam Panią do konsultacji ze specjalistą, który dokładnie zdiagnozuje Pani sytuację oraz wskaże kierunek zmiany – pracy nad sobą. Trzymam kciuki!

Skutecznie pomagamy w walce z niskim poczuciem własniej wartości. Pracujemy także online.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Czy to możliwe, że przeszedłem wszystkie etapy żałoby i jestem gotowy na nową znajomość?

Czy to możliwe, że przeszedłem wszystkie etapy żałoby i jestem gotowy na nową znajomość?

Od czterech miesięcy jestem wdowcem. Mam 39 lat. W marcu, rok temu, dowiedziałem się, że moja żona jest chora, a postęp choroby jest tak duży, że dawali jej tygodnie życia. Przeszedłem załamanie. Przez miesiąc jak żona przybywała w szpitalu, psycholog i psychiatra doprowadzili mnie do stanu funkcjonalności – leki, rozmowy. Po wyjściu żony ze szpitala postanowiłem sam się nią zająć – karmienie dojelitowe, zmiany stomii, kąpiele, masaże. Wiedziałem, że nie ma szans. Lekarze bardzo dokładnie mi to wyjaśnili. Ale opieką udało mi się dla niej wywalczyć nie 4 tygodnie a 7 miesięcy.

Po śmierci zamiast poczuć szok, przygnębienie, poczułem ulgę – cieszyłem się, że już nie cierpi. Musiałem zajmować się także naszą 5-letnią córką. Pogodziłem się z losem, ale odczuwam straszną samotność od drugiego człowieka, od przyjaciela jakim była moja żona. Oczywiście wspominamy ją z córką. Chodzimy czasem razem na cmentarz. Ale mam poczucie, że mam dość żałoby. Chcę normalności.

Poznałem nawet kobietę. Nie jest to związek, raczej przyjaźń, której bardzo potrzebowałem, ale dopuszczam, że może to kiedyś się przerodzić w coś więcej. Dużo rozmawiamy, czuję że mam z kim pogadać. Przestałem czuć samotność. Martwię się czy oby na pewno nieświadomie czegoś złego nie czynię. Czy możliwe, że przeszedłem wszystkie etapy żałoby tak szybko? Mam poczucie, że zaczyna być normalnie. Bardzo zmęczył mnie okres choroby żony. W 100% poświęciłem się jej. Nadal ją kocham i nie mam zamiaru wyprzeć jej z głowy, ale bardzo chcę normalności w życiu, której od ponad roku nie mam. Proszę o odpowiedź. Pozdrawiam, Adam

Panie Adamie,

Żałoba ma określone etapy, ale mimo to jest procesem przeżywanym różnie, u niektórych może trwać dłużej, a u innych krócej. Może też przebiegać bardziej lub mniej intensywnie – jest to sprawa bardzo indywidualna i zależy od różnych czynników, np.:

  • od odporności psychicznej człowieka dotkniętego stratą bliskiej osoby,
  • od rodzaju pomocy i wsparcia, jakie dostawał w tym trudnym czasie,
  • od tego, w jakim momencie jego życia wystąpiło trudne wydarzenie,
  • od sytuacji, w jakiej pozostał – inaczej działa strata na kogoś, kto ma pod opieką małe dzieci, inaczej na kogoś, kto dzieci ma już dorosłe, a jeszcze inaczej na osobę zupełnie samotną, czy też nieaktywną zawodowo, która jest na etapie uświadamiania sobie również innych swoich strat, np. utraty własnej młodości, sprawności, czy przydatności zawodowej.

W Pana sytuacji proces żałoby rozpoczął się już w momencie uzyskania informacji o zaawansowanej, szybko postępującej, śmiertelnej chorobie żony. Załamanie, które Pan przeszedł, było pierwszym etapem tego procesu. Wtedy otrzymał Pan profesjonalną pomoc, co wpłynęło zarówno na podbudowanie Pana kondycji psychicznej, jak i na przebieg kolejnych etapów żałoby. Przez 7 miesięcy opiekował się Pan żoną ze smutną świadomością zbliżającej się jej śmierci, która z jednej strony byłaby ostateczną stratą bliskiej osoby, a z drugiej – końcem cierpienia zarówno żony, jak i Pana, czyli ulgą.

Konćowym procesem żałoby jest pogodzenie się ze śmiercią bliskiej osoby, akceptacja tego faktu i powrót do codzienności. I właśnie taki stan przeżywa Pan aktualnie (czyli w momencie pisania listu do nas). Patrzenie przez 7 miesięcy na cierpienie i umieranie bliskiej osoby było dla Pana udręką i naturalnie zmęczyło psychicznie na tyle, że teraz potrzebuje Pan czegoś pozytywnego, bliskości drugiego człowieka, zrozumienia, wsparcia, przyjaźni, miłości – poczucia normalności. Jest to przejaw pragnienia powrotu do zdrowego życia i nie jest to dziwne, biorąc pod uwagę Pana młody wiek oraz obecny etap życia. Dobrze, że myśli Pan teraz o sobie, o ułożeniu swojego życia na nowo. Daje to szansę w przyszłości na zrekonstruowanie rodziny – to jest bardzo ważne również dla Pana córki.

Odpowiadając na Pana pytanie: uważam, że przeszedł Pan już wszystkie etapy żałoby, bo licząc jej początek od momentu informacji o rychłej śmierci żony, trwała ona około roku, więc tyle, ile przeciętnie żałoba trwa. Pomimo tego, że będą jeszcze występowały dłuższe lub krótsze okresy smutku, tęsknoty i wspomnień tego trudnego czasu – w różnych sytuacjach, takich jak rocznice, święta, urodziny lub przy innych zdarzeniach przypominających to, co się stało. Proszę jednak nie obawiać się tego, nie wzbraniać się przed tym, a po prostu przeżywać. Emocjonalność jest wpisana w istotę człowieczeństwa, życie zaś pisze scenariusze, które wyzwalają w nas te emocje i są to procesy naturalne.

Skutecznie pomagamy przezwyciężyć trudności życiowe. Pracujmy także online.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Jak powiedzieć mężowi, że chodzę na terapię i potrzebuję jego wsparcia?

Jak powiedzieć mężowi, że chodzę na terapię i potrzebuję jego wsparcia?

Witam! Mam banalne pytanie. Jak powiedzieć mężowi, że chodzę na terapię i potrzebuję jego wsparcia? Boję się, że on tego nie zrozumie, wyśmieje mnie, itp. Już tydzień zbieram się na odwagę i próbuję przełamać swoje objawy, ale za każdym razem po prostu tchórzę. Proszę o pomoc!

Teresa

 

Pani Tereso,

Pani pytanie nie jest ani trochę banalne! Myślę, że wiele osób może mieć obawy przed przyznaniem się bliskim, że chodzą na terapię i nie jest to do końca bezpodstawne – niestety w naszym społeczeństwie nadal niektórzy uważają to za coś dziwnego, za przejaw słabości, czy oznakę choroby psychicznej… Nic bardziej mylnego! Absolutnie nie ma Pani czego się wstydzić.

Podjęcie terapii świadczy o odwadze i gotowości zrobienia czegoś dla siebie, chęci wprowadzenia pewnych zmian w życiu, tak aby czuć się lepiej. Wymaga to dużego wysiłku, energii i pracy. Czy brzmi to jak coś czego można by się wstydzić?

Oczywiście zrozumiałe jest dla mnie to, że chce Pani podzielić się tym z mężem i potrzebuje jego wsparcia. W trakcie trwania terapii mogą pojawić się dla Pani trudniejsze momenty i jest to jak najbardziej wskazane, żeby mąż wiedział o tym, że coś się z Panią może dziać i zachodzą w Pani pewne zmiany.

Chociaż to dla Pani trudne, radziłabym jednak spróbować zebrać się na odwagę i wytłumaczyć po kolei wszystko mężowi – po co Pani podjęła terapię, czemu ona ma służyć i jaki jest jej cel. Niech mąż wie, że jest to dla Pani ważne i zarazem nowe doświadczenie oraz chciałaby Pani czuć, że on to rozumie. Początkowo ta informacja może być dla niego zaskakująca, ale proszę się nie zrażać i na spokojnie porozmawiać z nim na czym polega terapia – zdarza się, że ludzie po prostu tego nie rozumieją i wtedy trudno jest im na to spojrzeć jak na coś dobrego. Powodzenia!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mam dwadzieścia pięć lat i nigdy nie byłam w związku. Co mam zrobić, aby się zmienić?

Mam dwadzieścia pięć lat i nigdy nie byłam w związku. Co mam zrobić, aby się zmienić?

Jestem dwudziestopięcioletnią kobietą i wielkim problemem jest dla mnie kwestia relacji damsko-męskich. Nigdy nie byłam z nikim w związku. Z biegiem czasu zaczęły mnie męczyć moje własne reakcje, których nie jestem w stanie do końca zrozumieć, ani kontrolować. Gdy ktoś pojawia się na horyzoncie ratuję się ucieczką, chociaż tak na prawdę wcale tego nie chcę. Ranię drugą osobę i siebie. Wiem, że ma to związek z moją niską samooceną, ale żadne chłodne i logiczne podejście do sprawy mi nie pomaga. W przeszłości miałam problemy ze sobą i wielkie kompleksy, jednak i tak wtedy było mi łatwiej otworzyć się przed kimś. Czuję, że zbudowałam wokół siebie mur i bardzo ciężko mi go zburzyć. Stan zakochania kojarzy mi się z wielkim rozchwianiem emocjonalnym, bólem i wręcz derealizajcą rzeczywistości. Nawet jeśli jest ono odwzajemnione, przeczuwam rychły koniec lub czuję się niegodna miłości, wręcz ułomna. Mam w zwyczaju ignorować, często nawet obrażać mężczyzn, którzy mi się podobają. Oczywiście, gdy z wiadomych przyczyn męczą się mną, mi zaczyna bardzo zależeć. Masochistyczne kółko się zamyka. Zdarzyło mi się kiedyś zadurzyć w nauczycielu i w księdzu. Pociągali mnie niedostępni. Czuję się bardzo samotna. Zawsze po odrzuceniu kogoś postanawiam, że następnym razem zbiorę się na odwagę i postaram zmienić zachowanie, ale ten schemat się powtarza. Szukałam źródła problemu w rodzinnym domu, jednak wyraźnych zaniedbań ze strony rodziców brak. Moje relacje z nimi nie są bardzo ciepłe, ale wiem, że mnie kochają. Znam charakter mojej mamy i wiem, że jest nieco introwertyczną osobą. Dopatruję się podobieństw do niej w sobie – może moja osobowość nie pozwala mi się do końca otworzyć. Czuję się opuszczona i wybrakowana, a przy tym mam wyrzuty sumienia. Bardzo chcę to zmienić, ale nie wiem jak. Proszę o pomoc.

Karolina 

Pani Karolino,

Z Pani listu wynika, że ma Pani bardzo negatywne przekonania o bliskości, miłości, relacji dwojga kochających się ludzi i nic dziwnego, że bardziej “bezpieczna” wydaje się miłość do kogoś niedostępnego. Z jednej strony potrzebuje Pani bliskości, a z drugiej boi się związanego z tym cierpienia. Wytworzył się tym sposobem lęk przed bliskością oraz konflikt wewnętrzny dążenie – unikanie, który powoduje dużą frustrację.

Potrzebę bliskości odczuwa każdy (oczywiście w różnym nasileniu) i jest to bardzo typowe dla ludzi. Natomiast myślenie o stanie zakochania jako o “wielkim rozchwianiu emocjonalnym, bólu i wręcz derealizacji rzeczywistości” jest bardzo dysfunkcjonalne, czyli mówiąc krótko – uniemożliwia  tworzenie bliskich relacji, a tym samym przeszkadza w zdrowym funkcjonowaniu. Niekorzystne są również Pani myśli o sobie samej, np. “niegodna miłości, wręcz ułomna, opuszczona i wybrakowana”. Ranieniem drugiej osoby i siebie w relacji oraz odrzucaniem utwierdza się Pani w tym, że ww. przekonania są prawdą.

Aby pomóc sobie, powinna Pani zmienić przekonania na temat siebie, miłości, bliskości, związków – dostrzec pozytywne ich aspekty, korzyści, a nie tylko wady i zagrożenia. Pomocne byłoby na pewno odnalezienie przyczyn tak ukształtowanego sposobu myślenia, np. przez przeanalizowanie relacji rodzinnych – w tym pomógłby terapeuta. Trudności w relacjach, niska samoocena czy kompleksy często mają korzenie w domu rodzinnym, ale nie zawsze jesteśmy tego świadomi lub po prostu wypieramy taką wiedzę chcąc wierzyć, że nasza rodzina jest i zawsze była dobra.

Gdy już otworzy się Pani na siebie, kolejnym krokiem powinno być otwarcie się na drugiego człowieka, na oczekiwanie od niego akceptacji Pani całej wraz z wadami i słabościami oraz gotowość odwzajemnienia się tym samym. Ostatnim etapem wprowadzania zmiany w Pani życiu powinno być wejście w związek i doświadczanie w sposób pozytywny tego wszystkiego, czego się Pani boi, czyli zakochania, “motyli w brzuchu”, uczucia odrealnienia, poznawania kogoś od początku, przeżywania chęci podobania się komuś, itp. Wielu ludzi tęskni za takim stanem, bo wtedy czuli się młodzi, piękni, silni, ważni. Miłość i bliskość to przede wszystkim piękna wzajemność – możliwość brania i dawania siebie. Trudności bywają we wszystkim, co nas spotyka, ale to nie znaczy, że z powodu tych trudności powinniśmy rezygnować ze wszystkiego, co jest nam dane.

W całym tym procesie zmian na pewno korzystna dla Pani byłaby pomoc psychoterapeuty.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mój syn jest uzależniony od komputera. Jak mu pomóc?

Mój syn jest uzależniony od komputera. Jak mu pomóc?

Witam! Mam problem z 24-letnim synem. Jest uzależniony od komputera. Zawsze były z nim problemy. Kiedy miał 3 lata uciekał z przedszkola. Później były problemy w szkole. Nie znosił szkoły i jej nie skończył. W pracy też ma problemy. Brak mu potrzeby bycia z innymi, ma trudności w nawiązywaniu przyjaźni, trudności z przejściem z jednej czynności do drugiej. Nie ma żadnych planów, nie przestrzega żadnych reguł i zasad. Jak mu pomóc i sobie, skoro on nie widzi żadnych problemów? Nie chce jeść i całymi dniami i nocami siedzi przy komputerze… Proszę o pomoc,

Ela

Pani Elu,

Problem, który Pani opisuje, brzmi poważnie. Napisała Pani, że kłopoty z synem są od dawna, zastanawiam się, dlaczego dopiero teraz szuka Pani pomocy?

Dziś jest to dorosły chłopak, a więc możliwości wpływu na niego będą ograniczone. Co nie oznacza, że nie można mu pomóc. Słyszę Pani bezradność, dlatego zachęcam do spotkania z psychologiem czy psychoterapeutą, który zdiagnozuje Państwa sytuację rodzinną i dopasuje do niej możliwe sposoby poradzenia sobie z problemem.

Napisała Pani również o uzależnieniu syna od komputera. Warto wiedzieć, że uzależnienie jest wierzchołkiem góry lodowej, a problem tkwi głębiej. Przyczyny uzależnienia od komputera to między innymi brak umiejętności radzenia sobie z problemami, a nie „komputer” sam w sobie. Internet i gry komputerowe są ucieczką od lęków, niepowodzeń, poczucia bezradności, winy czy problemów w kontaktach interpersonalnych, to sposób na polepszenie nastroju.

W świecie wirtualnym wszystko jest łatwiejsze: jeśli ktoś nas zrani podczas rozmowy to można się wylogować. Można się dowartościować tworząc swój wyimaginowany – często odbiegający od rzeczywistości wizerunek, przecież nikt tego nie sprawdzi. To daje w pewnym sensie poczucie bezpieczeństwa i siły, którego zapewne brakuje w prawdziwym życiu. Co jest tego powodem? Często niska samoocena, nieśmiałość, brak akceptacji ze strony rodziny i rówieśników. Dlatego bardzo ważna jest rozmowa z dzieckiem, a nawet bardziej wysłuchanie i zrozumienie sytuacji drugiej osoby.

Dziecko uzależnione od komputera potrzebuje specjalistycznej pomocy psychoterapeutycznej, ponieważ podlega tym samym mechanizmom, co np. alkoholik. Podczas takiej terapii uczy się jak aktywnie wypoczywać, rozwijać pasje, nawiązywać znajomości, rozmawiać z innymi. Dlatego raz jeszcze zachęcam Panią do spotkania ze specjalistą, który dokładnie zapozna się z Państwa problemem i doradzi najlepsze rozwiązanie.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mam ogromny kompleks niższości względem kobiet. Jak sobie z tym poradzić?

Mam ogromny kompleks niższości względem kobiet. Jak sobie z tym poradzić?

Dzień dobry, mój problem może się wydać dość śmieszny i budzący politowanie czy kpinę, dlatego zrozumiem, jeśli zostanie on przez Pana/Panią zignorowany albo potraktowany z pobłażliwym dystansem. Trudno. Otóż mam problem ze swoją męskością. Nie akceptuję siebie jako mężczyzny. Albo inaczej rzecz ujmując: nie odpowiada mi kulturowa rola mężczyzny obowiązująca w naszym kraju. Chodzi mi zwłaszcza o wymóg, żeby na każdym kroku nadskakiwać kobietom i być taką pacynką spełniającą ich życzenia. Mam wrażenie, że w naszej kulturze, obowiązkiem mężczyzny jest to, żeby kobieta czuła się dobrze i komfortowo. Żeby to jej ego było połechtane, żeby to ona była na piedestale. A z potrzebami mężczyzn nikt się nie liczy albo traktuje jako mniej istotne, bo przecież my to takie pół zwierzęta pół ludzie, w opinii wielu pań. Nie odpowiadają mi powszechnie przyjęte w naszym kraju zasady savoir-vivre’u, w którym mężczyzna zajmuje pro forma niższą pozycję i praktycznie zawsze jest pokornym usługodawcą, a kobieta wyłącznie bierze i często nawet za to nie dziękuje, gdyż męską kurtuazję uważa za nasz psi obowiązek. Uważam, że wielką krzywdę wyrządzili mi nauczyciele w szkole, ucząc mnie tych skostniałych zasad niby dobrego wychowania, że kobietom trzeba ustępować, obchodzić się jak z jajkiem, nie wolno uderzyć “nawet kwiatkiem” i tym podobne, moim zdaniem brednie. Tymczasem nie widzę ze strony ogółu kobiet jakiegokolwiek ekwiwalentu męskiej szarmanckości albo jest on wyrażony na tyle ogólnie i na tyle dowolny, że niemal pozostaje niezauważalny. Boli mnie to, że savoir-vivre wyznacza mi pozycje damskiego pazia. A zbuntować się boję, dlatego z wielką niechęcią i obrzydzeniem stosuję się do owych zasad, tzn. przepuszczam kobiety w drzwiach, noszę za nie ciężkie rzeczy, ustępuje miejsca, bo wiem, że społeczny aparat represji nie śpi i jest wszechpotężny. Boję się etykietki chama. Ale na moją psychikę działa to katastrofalnie. Dzięki temu “formatowaniu na dżentelmena” najpierw w domu rodzinnym, potem w szkole jestem dziś wrakiem psychicznym człowieka. Mam depresję, nerwicę lękową i ogromny kompleks niższości względem kobiet. Co mam robić wobec tego? Z poważaniem,

Mirosław

 

Panie Mirosławie,

zbyt presyjnie wpajane normy kulturalno-obyczajowe (czasem skądinąd uzasadnione i mające sens) mogą powodować u dzieci i młodzieży różnego typu trudności oraz problemy. Dzieje się tak zwłaszcza w przypadku norm i zasad związanych z wzajemnymi relacjami obu płci. W Pana przypadku to poczucie zewnętrznej i wewnętrznej presji spowodowało, jak Pan napisał, szereg przykrych stanów psychicznych, a w następstwie zaburzenia depresyjno-lękowe i konfliktowy stosunek do własnej męskości – brak samoakceptacji i “kompleks niższości” wobec kobiet.

Normy i zasady grzecznościowe mają uzasadnienie jeśli pomagają nam w życiu, jeśli nie – zamieniają się w przykry przymus. Myślę, że w ewentualnej terapii u Pana ważne byłoby położenie akcentu na odbudowanie Pana poczucia wewnętrznej wolności i umiejętności utrzymywania dystansu wobec presji zewnętrznej w różnych obszarach Pana życia. Potrzebne byłoby wzmocnienie autonomii i poczucia możliwości wyboru zachowań w różnych sytuacjach życiowych.

Problemy z męskością przeżywa Pan szczególnie dotkliwie, ale myślę, że może warto pracować przede wszystkim nad wzmocnieniem własnej osobowości, poczucia wartości, a wtedy zmaleje obawa i uleganie wobec zewnętrznych nacisków, a wzrośnie akceptacja siebie i innych, śmiałość oraz swoboda w stosunkach z ludźmi. Dalszym krokiem byłoby wypracowanie swoich, wewnętrznie akceptowanych zasad i zachowań wobec kobiet.

Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w terapii.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mąż wyprowadził się z domu i nie chce wrócić. Czy istnieje szansa na pojednanie?

Mąż wyprowadził się z domu i nie chce wrócić. Czy istnieje szansa na pojednanie?

Dzień dobry, piszę do Państwa odnośnie terapii małżeńskiej. A raczej chęci ratowania naszego małżeństwa. Jesteśmy z mężem 13 lat po ślubie, mamy córkę w wieku 11 lat. Ponad miesiąc temu mąż się wyprowadził, po tym jak w emocjach kazałam mu się wyprowadzić. Ale powiedziałam to nie kontrolując się. Jestem osobą nerwową. Mąż jest z tych, co się niczym nie przejmują. Ja lubię mieć wszystko poukładane, zaplanowane. Mąż przez 13 lat niczym się nie musiał martwić. Wszystko robiłam ja, włącznie z płatnościami rachunków. A teraz mi mówi, że brakuje mu miłości, czułości i zrozumienia. Nie jest mu łatwo spędzać czas bez nas, ale brakuje mu tej iskry, spontaniczności, że na coś ma ochotę i to robimy. Ja to rozumiem, tylko kiedy? Mąż uważa, że to wszystko przez kredyt i przeze mnie. Że ja chcę mieć idealny dom, posprzątany. On uważa, że to nie muzeum i żyją w tym domu ludzie. Pyta czemu w zlewie nie ma kupy garów. Nie potrafimy cieszyć się tym, co mamy. Mąż uważa, że nie jest to życie, tylko marazm. Gdy chcę go przytulić, to odsuwa mnie od siebie, a sam się nigdy do mnie nie przytula. Próbuję się zmienić, ale mąż nie chce wrócić do domu. Ja chcę ratować małżeństwo, ale czy terapia coś zmieni? Mąż jest bardzo uparty. Byliśmy już u jednej Pani psycholog, ale polegało to tylko na tym, że ona słuchała i nic nie mówiła. Nie zrobiła nic, aby spróbować uratować to małżeństwo. Skupiła się na problemach męża i córki, choć to nie było celem wizyty. Na koniec dała nam film do obejrzenia “Jak przetrwać rozwód nie krzywdząc dzieci”. Ale to nie było moim celem. Dlatego pytam czy jest szansa na jakieś pojednanie? Bardzo kocham męża i może potrzeba innej terapii? Na tej nie było nic oprócz tego, że psycholog nas słuchała. A byliśmy już na 4 spotkaniach. Na ostatnim mąż był sam i powiedział, że nie ma czego ratować. Ale ja się z tym nie zgadzam, bo mąż codziennie do nas przychodzi. Chodzi tylko spać do siebie i nie ma nikogo innego.

Agnieszka

Pani Agnieszko,

Z pewnością decyzja o poszukaniu pomocy psychologa była słuszna, jeśli nie potraficie Państwo poradzić sobie z zaistniałym kryzysem w związku.

Z pewnością uważność na drugą osobę, nauczenie się otwartego wyrażania swoim emocji oraz wzajemnych potrzeb są bardzo dobrym wyjściem do odbudowywania Państwa relacji. To, że mąż się wyprowadził świadczy o tym, że doszedł do jakiejś ściany i trudno mu najprawdopodobniej dalej funkcjonować w Państwa relacji. Wcale nie musi mieć kogoś innego, by podjąć taką decyzję.

Jako doświadczony terapeuta par mogę powiedzieć, że wiele rzeczy da się naprawić, że można walczyć o Państwa związek i rodzinę oraz pracować nad tym, byście obydwoje Państwo zaczęli czuć się dobrze w swoim związku. Jest jednak jeden warunek – wola ratowania i naprawy relacji musi być z dwóch stron – i z Pani z strony i ze strony męża. Być może na spotkaniach z psychologiem mąż nie wykazał takiej chęci, a wtedy nawet terapeuta jest bezradny. Nie można nikogo zmusić do chęci.

Być może ten dystans, który Państwo teraz macie, pozwoli Wam obejrzeć ten związek z dystansu, docenić go i zatęsknić za sobą, jednak tego nie da się przewidzieć. Motywacja do ratowania małżeństwa i obudowy go na nowo – lepszym – jest konieczna i ze strony Pani i ze strony męża.

Jeśli mąż na razie nie wykaże chęci do zaangażowania się w proces terapii małżeńskiej, zachęcam Panią do podjęcia indywidualnej terapii. Wychwycenie i skorygowanie zachowań po Pani stronie, które negatywnie wpływają na Państwa relacje, może zachęcić męża do podjęcia pracy również nad sobą i przełamania bariery, która między Państwem powstała.

Masz podobny kłopot? Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Uważam, że seks powinien wynikać z miłości. Moja partnerka ma inne zdanie. Co mam o tym myśleć?

Uważam, że seks powinien wynikać z miłości. Moja partnerka ma inne zdanie. Co mam o tym myśleć?

Witam, jestem od roku w związku z dziewczyną, którą bardzo kocham i wiem, że ona mnie też. Zanim się poznaliśmy spotykała się przez miesiąc z jakimś chłopakiem. Przyznała mi się, że wylądowali razem w łóżku po kilku spotkaniach, ale nic do niego nie czuła i to nie było nic ważnego. Nie chciała z nim żadnego związku. Po prostu podobał się jej i chciała żeby ją rozdziewiczył, bo źle się czuła nadal jako dziewica (miała wtedy 21 lat). Co mam o tym myśleć? Ja jestem dość konserwatywny i uważam, że seks powinien być tylko z miłości. Nie akceptuję seksu bez uczucia i czasami robię jej o to wyrzuty, że poszła do łóżka z facetem, do którego nic nie czuła. A ona twierdzi, że nic złego nie zrobiła. Proszę o pomoc, bo już nie wiem co o tym myśleć.

Tomek

Panie Tomaszu,

z Pana wiadomości wynika, że cała seksualność, jak i sam seks jest dla Pana niezwykle ważnym, jednocześnie zarezerwowanym dla bliskiej relacji, aspektem życia oraz funkcjonowania. Faktycznie jest tak, że współżycie stanowi znaczącą część, a także niejako dopełnienie, bliskiej relacji między dwojgiem ludzi. Chęć dzielenia swojej intymności z drugą osobą wynika wtedy z miłości i silnej więzi.

Nie można jednak zapominać o tym, że seks jest też potrzebą fizjologiczną (jedną z podstawowych) każdego człowieka, i do zaspokojenia tej potrzeby każdy z nas dąży. Każde zachowanie, również seksualne, z wyłączeniem mimowolnych impulsów, ma swój konkretny cel. Można dyskutować o tym, czy dany cel jest dla wszystkich akceptowalny czy nie, jednak w każdym takim dążeniu motywację stanowi satysfakcja i realizacja odczuwanego braku lub potrzeby.

Nawiązując bezpośrednio do Pana relacji, chciałabym zwrócić uwagę na to, że współżycie na jakie zdecydowała się Pana partnerka nie stanowiło zdrady dla Państwa związku, i choć dla Pana to nieakceptowalne, Pana dziewczyna nie musi odczuwać, w zaspokojeniu swojej potrzeby, poczucia winy. Jednocześnie warto pamiętać o tym, że zarówno Pan jak i Pana partnerka nosicie w sobie potrzebę budowania ciepłej oraz pełnej akceptacji relacji. Obopólne spełnienie tych potrzeb warto, aby stanowiło dla Państwa fundament budowania związku.

Na koniec chciałabym jeszcze zachęcić Pana do własnej refleksji nad Pana seksualnością. Często zdarza się, że mężczyźni chcą być wyjątkowi, niepowtarzalni, jedyni i porównują się do innych osób tej samej płci. Jak Pan się czuje z tym, że nie jest Pan pierwszym i jedynym kochankiem swojej dziewczyny? Czy mimo to potrafi Pan odczuwać spełnienie, radość i satysfakcję?

Jeśli, odpowiadając sobie na powyższe pytania, zauważa Pan, że stanowi to dla pana trudność, zachęcałabym do przyjrzenia się własnemu poczuciu wartości jako człowieka i jako mężczyzny, własnym kompleksom oraz idącym za tym oczekiwaniom wobec drugiej osoby. Mogę przypuszczać, że głównie przepracowanie (urealnienie i adekwatna zmiana) przekonań może dać Panu wolność w bliskiej relacji.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Stałam się bardzo drażliwa i zdenerwowana. Jak sobie z tym poradzić?

Stałam się bardzo drażliwa i zdenerwowana. Jak sobie z tym poradzić?

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy stałam się bardzo drażliwą, ciągle zdenerwowaną osobą. Czuję się brzydka i niechciana. Mój stan emocjonalny to “0”. Przerastają mnie najdrobniejsze obowiązki np. posprzątanie jednego pokoju. Bardzo źle wpłynęło to na moich najbliższych. Nie umiem sobie z niczym poradzić, proszę o jak najszybszą pomoc.

Eliza 

 

Pani Elizo,

Z tych kilku słów, które Pani napisała można wywnioskować, że przechodzi Pani trudne chwile i ciężki dla Pani czas. Takie objawy mogą mieć różne przyczyny. Jednak pewne jest to, że przeżywa Pani stan obniżonego nastroju, a nawet depresji.

Jeśli złe samopoczucie zaczyna Pani sprawiać trudność oraz uniemożliwia normalne funkcjonowanie poradziłabym Pani, by poszukała Pani fachowej pomocy. Być może potrzebuje Pani wsparcia farmakologicznego, które podniosłoby Pani nastrój – wówczas powinna się Pani zgłosić do psychiatry – albo psychoterapii, która pomogłaby Pani zrozumieć dlaczego nie czuje się Pani dobrze, skąd obniżona samoocena i uczucie odrzucenia, o których Pani wspomina oraz  nauczyłaby Panią walczyć z takim stanem.

 

Skutecznie pomagamy osobom cierpiącym z powodu depresji, także online.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Czy psycholog może wydać opinię, że matka ma towarzyszyć dziecku podczas spotkań z ojcem?

Czy psycholog może wydać opinię, że matka ma towarzyszyć dziecku podczas spotkań z ojcem?

Czy psycholog może wydać opinię, że dziecko na spotkaniach z ojcem musi być razem z matką? Taką opinię wydała pani psycholog już po jednej wizycie matki z dzieckiem. Czy to jest dopuszczalne?

Marzena

 

Pani Marzeno,

w pytaniu Pani zawarte jest nieco zbyt mało informacji, aby można było na nie wyczerpująco odpowiedzieć. Ogólnie rzecz biorąc zagadnienie ma na pewno aspekty psychologiczno- merytoryczne i formalno- prawne.

Psycholog może np. w postępowaniu sądowym opiniować i zalecać jakieś rozwiązania – mają one jednak tylko status opinii i wniosków. Nie są wiążące w tym znaczeniu, że decyzję podejmuje sąd, a przede wszystkim zainteresowani rodzice dziecka. Zawsze mają oni możliwość do decyzji sądu się odnieść, czy się od niej odwołać.

Od strony merytorycznej trudno tym bardziej odpowiedzieć na Pani pytanie przy tak niewielu danych. Rzeczywiście trudno jest zakładać pełne rozeznanie sytuacji rodziny przez psychologa po jednym spotkaniu. Jednak, być może zachodzą jakieś bardzo wyraźne wskazania do takiej opinii, które psycholog może stwierdzić czasem już na pierwszym spotkaniu. Bywa tak np. w przypadku silnych lęków u dziecka, domniemania zaburzeń emocjonalnych u jednego, czy obu rodziców, ich uzależnień. Tego typu opiniowanie ma na celu wówczas zapewnienie bezpieczeństwa dziecku w czasie spotkań. W grę może wchodzić także wiele innych względów, ale bez konkretnych informacji o sprawie trudno jest je wymienić.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.