Uniezależnienie od rodziców. Jak dorosłe dziecko odcina pępowinę
– Mamo, w sobotę nie przyjadę. Mamy z Kubą inne plany.
– Aha. Ojciec znowu nie odzywa się do mnie od tygodnia, tylko na ciebie czekałam. Ale nie przejmuj się, ty już masz swoją rodzinę.
Magda ma trzydzieści lat. Po tej rozmowie odkłada telefon i do końca wieczoru nie może się na niczym skupić. Z domu wyprowadziła się osiem lat temu. Dziś mieszka w innym mieście i sama na siebie zarabia. A jednak czuje się tak, jakby zostawiła mamę w potrzebie. W głowie słyszy: „Jeśli nie przyjadę, mama zostanie z tym sama”. W sobotę rano nie jedzie z Kubą nad jezioro. Wsiada w pociąg do rodziców.
Takie historie często słyszymy w gabinecie. Kryje się w nich to samo złudzenie. Wydaje się, że do niezależności wystarczy wyprowadzka. Tymczasem można mieszkać trzysta kilometrów od rodziców i wciąż żyć w rytmie telefonów od mamy. Można też mieszkać piętro wyżej i być naprawdę samodzielnym. Pępowiny nie przecina się kluczem do własnego mieszkania.
Uniezależnienie od rodziców to coś więcej niż wyprowadzka
Amerykański psycholog Jeffrey Hoffman opisał, że oddzielanie się od rodziców ma kilka poziomów (Hoffman, 1984). Pierwszy jest praktyczny. Chodzi o to, czy ktoś umie sam zarobić na siebie i załatwić swoje sprawy. Drugi poziom dotyczy poglądów. Dorosła osoba ma prawo myśleć o świecie inaczej niż jej rodzice. Trzeci dotyczy uczuć. Taka osoba nie potrzebuje już zgody rodziców na każdy krok.
Czwarty poziom jest najtrudniejszy. Chodzi w nim o to, żeby móc wybrać po swojemu bez poczucia winy. Z pierwszymi trzema większość młodych dorosłych radzi sobie dość dobrze. Do gabinetu przychodzą zwykle z czwartym. Tak jest też z Magdą. Ma własne pieniądze i własne poglądy. Wystarczy jednak jedno zdanie mamy, żeby zmieniła plany na cały weekend. Podobne pytania stawia autorka listu „Czy jestem uzależniona od moich rodziców?”.
Zależność od rodziców daje spokój, za który płaci się później
Zależność od rodziców nie bierze się znikąd. Coś daje i dlatego tak trudno z niej zrezygnować. Przede wszystkim daje spokój. Kiedy córka robi to, czego chce mama, mama nie jest smutna i nie ma pretensji. Córka czuje się wtedy dobrym dzieckiem. Jest w tym też pewna ulga. Skoro decyzja zapadła „dla rodziców”, nie trzeba brać za nią pełnej odpowiedzialności.
Jest tylko jeden problem. Za ten spokój płaci się później, i to coraz więcej. Pierwszy zauważa to partner. Kuba coraz częściej ma wrażenie, że w ich związku są trzy osoby. Kiedy rozmawiają o pracy, mieszkaniu czy dzieciach, Magda najpierw myśli o tym, co powie mama. A kiedy próbuje postawić granicę, słyszy: „Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam?”.
Murray Bowen był jednym z twórców terapii rodzin (Bowen, 1978). Pisał o umiejętności, którą nazwał różnicowaniem siebie. Chodzi o to, żeby być blisko rodziny i nie tracić przy tym siebie. Osoba, której tej umiejętności brakuje, reaguje zwykle na jeden z dwóch sposobów. Jedni stapiają się z rodziną i przejmują każdy jej niepokój. Inni uciekają. Zrywają kontakt, wyjeżdżają daleko i nie odbierają telefonów.
Te dwie reakcje wyglądają zupełnie inaczej. Mają jednak wspólny korzeń. Ucieczka nie jest jeszcze niezależnością. Można powiedzieć, że to ta sama zależność, tylko na przekór. O życiu takiej osoby nadal decyduje rodzina.
Dorosłe dziecko bywa spoiwem rodziny
Mama Magdy nie prosi wprost, żeby córka przyjechała. Mówi tylko, że ojciec od tygodnia milczy i że czekała. W wielu domach dziecko ma właśnie takie zadanie, choć nikt go głośno nie nazwał. Łagodzi napięcia między rodzicami. Wypełnia mamie samotność w małżeństwie. Bywa też dumą ojca, któremu życie się nie ułożyło. W głowie takiego dziecka brzmi zdanie, którego nikt nie wypowiedział: „Jeśli odejdę, oni sobie nie poradzą”. Ten mechanizm opisujemy szerzej w tekście o parentyfikacji.
Kiedy takie dziecko dorasta, chce zbudować własne życie. Czuje się wtedy tak, jakby wyjmowało cegłę z fundamentu rodzinnego domu. Dlatego zdanie „ty już masz swoją rodzinę” tak bardzo boli. Mogłoby brzmieć jak życzenia. Magda słyszy w nim jednak wyrzut.
Odpowiedzialność rozkłada się tu wyraźnie. Za samotność mamy odpowiadają rodzice. Za ich małżeństwo również. Dorosła córka odpowiada natomiast za to, czy dalej podtrzymuje układ, który jej szkodzi. Dla rodziców taka zmiana bywa bolesna. Często jednak zbliża ich do siebie. Kiedy przestaje między nimi stać córka, muszą zacząć rozmawiać ze sobą.
Jak uniezależnić się od rodziców bez zrywania kontaktu?
Uniezależnienie nie polega na tym, żeby mniej kochać rodziców. Polega na tym, żeby samemu decydować o swoim życiu. Zaczyna się zwykle od drobnych rzeczy. Córka informuje mamę o decyzji, zamiast pytać o zgodę. Odmawia niedzielnego obiadu, kiedy ma inne plany. Kończy rozmowę, kiedy mama zaczyna krytykować jej partnera.
Magda mogłaby powiedzieć: „Mamo, przykro mi, że z tatą jest teraz trudno. Tę sprawę musicie jednak rozwiązać we dwoje. W sobotę jedziemy z Kubą nad jezioro”. Takie zdanie trzeba zwykle powtórzyć kilka razy. Rodzice mogą się smucić albo obrażać. Mogą też przypominać o swoim zdrowiu. To ich reakcja na zmianę, a nie dowód, że decyzja była zła. Po kilku miesiącach większość rodzin przyzwyczaja się do nowego układu. Co robić, gdy rodzic mimo wszystko przekracza granice, opisujemy w tekście Jak postępować, jeśli rodzic nie respektuje granic.
Najtrudniejsza zmiana nie dotyczy jednak rodziców. Poczucie winy nie znika od razu. Przez lata było przecież sygnałem, że robi się coś złego. Słabnie powoli, z każdą odmową, po której nikomu nie stała się krzywda. Okazuje się, że relacja przetrwała. Rodzice poradzili sobie sami. Skąd bierze się to uczucie, opisujemy w artykule Dlaczego rodzice wywołują u mnie poczucie winy.
Kiedy szukać pomocy psychoterapeuty?
Pomoc terapeuty jest potrzebna, gdy mimo prób nie udaje się postawić rodzicom granicy. Sygnałem jest też poczucie winy, które po każdej rozmowie z nimi trwa kilka dni. Bywa, że zależność od rodziców zaczyna niszczyć związek. Zdarza się też, że ktoś zrywa kontakt z rodzicami. Przynosi mu to ulgę, ale nie daje spokoju. W terapii można zrozumieć, jaką rolę pełniło się w rodzinie. Można też zobaczyć, dlaczego tak trudno z niej wyjść.
Młodym dorosłym pomagamy w ramach psychoterapii dla młodych dorosłych. Prowadzimy też wspólne sesje dorosłego dziecka z rodzicem, jeśli rodzic jest gotowy na rozmowę. Przebiegają one podobnie jak terapia par. Kiedy zależność od rodziców obciąża małżeństwo, pomocna bywa terapia par.
Pępowina przecięta w porę nie odbiera rodzicom dziecka. Oddaje im dorosłą córkę albo dorosłego syna. Z takim dzieckiem można się wreszcie spotkać jak równy z równym.
Najczęstsze pytania
Czy wyprowadzka wystarczy, żeby uniezależnić się od rodziców?
Nie zawsze. Po wyprowadzce płaci się własne rachunki i samemu prowadzi dom. Oczekiwania rodziców nie zostają jednak w starym mieszkaniu. Można mieszkać na drugim końcu Polski i przed każdą ważną decyzją zastanawiać się, co powie na to mama.
Czy uniezależnienie od rodziców oznacza zerwanie kontaktu?
Nie. Z rodzicami można dalej się spotykać, dzwonić do nich i spędzać razem święta. Chodzi tylko o to, żeby o własnym życiu decydować samemu. Zerwanie kontaktu bywa konieczne wtedy, gdy w relacji jest przemoc.
Co robić, gdy rodzice obrażają się na granice?
Najlepiej konsekwentnie trzymać się swojej decyzji, bez tłumaczenia się i bez kłótni. Obrażenie się jest zwykle pierwszą reakcją rodziców na zmianę i z czasem słabnie. Kontakt trwa wtedy dalej, tylko na nowych zasadach. Gdy napięcie długo się utrzymuje, pomocne bywają wspólne sesje z terapeutą.
W jakim wieku powinno się uniezależnić od rodziców?
Nie ma tu jednej granicy wieku. Zwykle dzieje się to stopniowo, między końcem szkoły a trzydziestką. Niepokój budzi dopiero sytuacja, w której zależność od rodziców zaczyna przeszkadzać w związku albo w pracy.
Bibliografia
Bowen, M. (1978). Family therapy in clinical practice. Jason Aronson.
Hoffman, J. A. (1984). Psychological separation of late adolescents from their parents. Journal of Counseling Psychology, 31(2), 170–178.




Dodaj komentarz
Chcesz się przyłączyć do dyskusji?Feel free to contribute!