Wpisy

Różnimy się charakterami i potrzebami. Czy ten związek ma sens?

Różnimy się charakterami i potrzebami. Czy ten związek ma sens?

Czy w związku głębokie, wzajemne zrozumienie jest niezbędne? Mam wspaniałego partnera, który mnie szanuje, dba o mnie i zawsze uwzględnia. Staramy się budować maksymalnie partnerską relację opartą na komunikacji. Kochamy się. 

Mamy jednak zupełnie odmienne charaktery. Ja – potwornie wrażliwa introwertyczka, czerpiąca energię z samotności, skupiona na samorozwoju, kochająca ciszę, przyrodę, sztukę. On – neurotyczny ekstrawertyk, chory gdy tylko zostanie odcięty od internetu i ludzi, działacz społeczny i prawdziwe zwierzę towarzyskie. Choć bardzo dużo rozmawiamy, tłumaczymy się sobie wzajemnie, mam nieustanne poczucie, że nie jesteśmy w stanie się rzeczywiście zrozumieć. Uwzględniamy się, ale nie rozumiemy. Jesteśmy ze sobą rok. Na horyzoncie migają zaręczyny, ślub. Jesteśmy wytrenowani w kompromisach, bo często nam nie po drodze. Dziś, mimo świeżego jeszcze uczucia, wkładamy w tę relację dużo pracy. Czy w perspektywie czasu nie będzie jeszcze trudniej? Czy takie związki mogą przetrwać?

Pani Aniu,

Z Pani listu wynika, że obydwoje jesteście zaangażowani w związek, tzn. staracie się widzieć drugą osobę, brać pod uwagę jej odmienność i próbujecie się do tego dostosować. Pisze Pani również, że się szanujecie i kochacie.  Chciałabym się dowiedzieć, co rozumie Pani przez miłość do swojego partnera i odwrotnie, co to oznacza dla niego?

Słyszę, że dużo robicie dla siebie nawzajem. Ciekawa jestem, jak się z tym czujecie, czy kompromis dla Was to już poświęcenie siebie? Czy jesteście szczęśliwi w tej relacji, tak po prostu czy odczuwacie radość? Co w sobie lubicie, mimo tych wielu różnic? Czy Wasze potrzeby są w tej relacji zaspokajane? Zadaje te wszystkie pytania (a tak naprawdę jest ich dużo więcej), ponieważ odpowiedź na Pani pytania “Czy w związku głębokie, wzajemne zrozumienie jest niezbędne? Czy w perspektywie czasu nie będzie jeszcze trudniej? Czy takie związki mogą przetrwać?” nie jest jednoznaczna.

Stworzenie dojrzałego, zdrowego i pełnego uczucia związku to praca, którą musimy wypełniać niemalże każdego dnia, której efektem jest poczucie więzi z drugą osobą. Jest wiele istotnych czynników, które charakteryzują dobry związek: „zrozumienie”, czyli według mnie empatia (o którą Pani pyta) jest jednym z nich. Pozostałe równie ważne składowe dobrej relacji to: wzajemne zaufanie i szczerość, wsparcie oraz troska, akceptacja (tolerancja) partnera, rozmowa o oczekiwaniach, potrzebach i o swoich uczuciach, zdolność do kompromisu i stawiania się na miejscu partnera, wspólne spędzanie czasu np. podobne zainteresowania, intymność i bliskość, zaangażowanie oraz pozytywne myślenie o swoim partnerze. Jednak ważne jest wzajemne powiązanie tych cech, aby wpłynęły one na występowanie szczęśliwej relacji. Wtedy też różnice, które nas pozornie dzielą mogą wzbogacić związek.

Każdy związek przechodzi przez pewnego rodzaju etapy, zaczynając od zakochania, a kończąc na akceptacji. Przez ten czas partnerzy poznają się lepiej, a ich uczucie dojrzewa. Jeśli przez ten czas uda im się przetrwać momenty kryzysowe i chwile zwątpienia, mają szansę na stworzenie trwałej oraz silnej relacji.

Pani Aniu, jeśli wątpliwości nie ustąpią, a odpowiedzi na powyższe pytania nie będą nasuwały się same, zachęcam do spotkania razem z partnerem z psychoterapeutą par/małżeństw. Podczas wspólnej terapii zrozumiecie co stoi na drodze do wzajemnego zrozumienia się. Trzymam kciuki!

Masz podobny problem? Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

jestem w ciąży i podejrzewam partnera o zdradę

Jestem w ciąży i podejrzewam partnera o zdradę. Czy mogę mieć depresję?

Witam,
mam pytanie dotyczące depresji w ciąży. Jestem w 8 miesiącu ciąży. Do tej pory było w miarę ok. Natomiast 3 tygodnie temu, mój chłopak musiał zostać na noc w pracy (zbiegło się to również z wyjazdem mieszkającymi pod nami rodzicami) i nagle coś stało się z moim nastrojem. Dostałam wręcz jakieś obsesji na temat tego, że on mnie zdradza. On ostatnio bardzo dużo pracuje – to, że jest w pracy jest pewne – mamy aplikację, która to potwierdza – ale to czy tak się tam “garnie” już nie jest pewne – w sensie czy kogoś tam nie poznał. Robiłam mu już milion wyrzutów, na które odpowiada trochę wymijająco. Każdego dnia coraz bardziej popadam w paranoję, że mnie zdradza.

Codziennie płaczę, nie potrafię potem przestać, a on wyraźnie ma już tego dość. Chciałabym wiedzieć, czy jest opcja bym nie robiąc krzywdy dziecku, mogła wziąć jakieś leki albo pomóc sobie w jakiś inny sposób? Jeśli będę mieć taką obsesję przez kolejne 8 tygodni, to wykończę siebie, moją córeczkę i partnera. Dodam, że kiedy “wpadliśmy” nie znaliśmy się za dobrze, ale wydawało mi się, że pomimo jego przeszłości, to dobry chłopak. Teraz już nie wiem. Nie wiem, czy mogę ufać swoim przeczuciom, czy moje przeczucia zastąpiły wojujące hormony i ja to sobie wszystko po prostu wymyślam.

Natomiast czuję, że on ma już dość. Jeśli do tej pory mnie nie zdradzał, a to wszystko było w mojej głowie, to myślę, że teraz gdyby mu się udało kogoś poznać, to zrobiłby to z miłą chęcią. Bo ja i tak go o to posądzałam, a po drugie jestem pewna, że nie stanowię już dla niego nikogo wartego kochania, skoro jestem gruba. Z resztą sam już od 4 miesięcy w ogóle nie chce się ze mną kochać (to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że może kogoś poznał). Będę wdzięczna za jakiekolwiek porady. Pozdrawiam.

Pani Karolino,

z Pani listu można wywnioskować, że problemy w Waszym związku pojawiły się dużo wcześniej niż zajście w ciążę tzn. brak zaufania do partnera (mam poczucie, że nigdy Pani nie ufała chłopakowi: „to, że jest w pracy jest pewne – mamy aplikację, która to potwierdza – ale to czy tak się tam “garnie” już nie jest pewne”, sam fakt posiadania aplikacji do kontrolowania partnera świadczy o braku zaufania), a w związku z tym brak poczucia bezpieczeństwa, czego konsekwencją jest Pani lęk przed zdradą.

Piszę też Pani o sobie: „nie stanowię już dla niego nikogo wartego kochania, skoro jestem gruba…” świadczy to o niskiej samoocenie, braku wiary w siebie. Zastanawiam się, czy takie myślenie na swój temat pojawiło się u Pani teraz, czy już wcześniej tak Pani siebie widziała? Zwracam uwagę na te kwestie, ponieważ to w nich leży przyczyna Pani obecnego samopoczucia.

Ciąża to czas trudny, ponieważ każde wydarzenie życiowe, które powoduje dużą zmianę jest stresogenne. Kobieta, która jest ciążą zaskoczona tym bardziej może doświadczać negatywnych emocji tj. niepokój, zwłaszcza gdy ma niestabilną relacje z partnerem. Zdiagnozowanie depresji u ciężarnej nie jest łatwe, ponieważ niektóre objawy depresji tj. obniżone samopoczucie, odczuwanie skrajnych emocji np. lęku czy smutku, zmęczenie czy brak energii mogą pojawiać u kobiety w ciąży.

Kiedy lęk, smutek, zniechęcenie mieszają się z pewnego rodzaju podekscytowaniem i radością to nie jest to depresja, a typowa dla ciąży ambiwalencja uczuciowa spowodowana zmianami hormonalnymi. Gdy jednak uczucie przygnębienia nie mija, a nawet się pogłębia. Kiedy kobieta całymi tygodniami żyje na zwolnionych obrotach, jest zmęczona, smutna i nic jej nie interesuje, towarzyszy temu poczucie winy i bezwartościowości oraz brak odczuwania radości, wtedy przestaje być to zachowanie normalne i warto skonsultować to z lekarzem psychiatrą, bądź psychoterapeutą.

Leczenie depresji w czasie ciąży jest ograniczone ze względu na stosowanie farmakoterapii. Leki psychotropowe przechodzą przez łożysko do krwiobiegu płodu. Dlatego preferuje się w okresie ciąży pomoc psychoterapeutyczną i odłożenie leczenia farmakologicznego depresji na czas po urodzeniu dziecka, najlepiej po okresie karmienia.

Masz podobny problem? Skutecznie pomagamy wygrać z depresją, także online.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mój partner stale się obraża. Jak z nim postępować?

Mój partner stale się obraża. Jak z nim postępować?

Dzień dobry,
Mam problem z moim partnerem. Za każdym razem kiedy nie chcę się na coś zgodzić lub mam inne poglądy w jakiejś materii, on obraża się na mnie i chce kończyć nasz związek. Zawsze wtedy mówi “To koniec, nie chce mieć z Tobą nic wspólnego, nie odzywaj się już do mnie nigdy”. Dodatkowo w czasie takiej złości nie panuje nad słowami. Mówi złośliwe i obraźliwe rzeczy (że jestem głupia, na niczym się nie znam itd.). Zazwyczaj obraża się o błahe rzeczy (np. o to, że chodzę do kościoła, a on nie). Taka sytuacja ma miejsce przynajmniej raz w tygodniu. Po kilku godzinach “foch” mu przechodzi i wyciąga rękę na zgodę. Jestem skłonna się pogodzić, ale taki stan rzeczy bardzo mnie frustruje. Jak powinnam na to reagować ?

Pani Agato,

Opisywana przez Panią sytuacja faktycznie wygląda na trudną, frustrującą i wymagającą rozważenia, jak ta relacja ma wyglądać dalej. W każdym związku można coś zmienić czy poprawić. Najlepiej oczywiście gdyby obie osoby zdecydowały się wziąć odpowiedzialność za Państwa związek. Często jest jednak tak, że początkowo tylko jedna strona wprowadza zmiany, druga decyduje się na to później lub niestety niekiedy – wcale.

Na początek warto, by sama odpowiedziała sobie Pani na kilka pytań. Zarówno Pani, jak i każda inna osoba, ma jakieś wyobrażenie relacji partnerskiej, które najczęściej kształtuje się już w najmłodszych latach naszego życia. Jak wygląda to wyobrażenie u Pani? Jak wygląda według Pani udany związek? Czy Pani związek taki jest? Jeśli nie, to jakie są różnice? Jakie Pani zachowania utrudniają zbudowanie takiej udanej relacji?

Zachęcam, aby dała sobie Pani trochę czasu na przemyślenie odpowiedzi na powyższe pytania, a następnie, aby zadała je Pani partnerowi, również dając czas do namysłu.

O Państwa wspólnych pragnieniach i oczekiwaniach należałoby później porozmawiać i zastanowić się, co możecie Państwo wspólnie zmienić, aby dla obojga Państwa, ta relacja była satysfakcjonująca i udana. W takim wspólnym planie zmiany, powinny znaleźć się jasne granice na co Państwo się godzicie, a co jest niedopuszczalne oraz w jaki sposób będziecie sobie Państwo radzić, a jak reagować na łamanie przez drugą stronę wspólnie ustalonych zasad.

Gdyby się okazało, że samodzielne Państwa działania, nie przynoszą oczekiwanych efektów i jednocześnie decyzją obojga jesteście Państwo zdecydowani pracować nad poprawą Państwa relacji, zachęcam do rozważenia terapii pary.

Masz podobny problem w związku? Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mój partner jest nieodpowiedzialny

Mój partner jest nieodpowiedzialny. Jak skłonić go do zmiany?

Co zrobić, aby mój chłopak w końcu wziął życie w swoje ręce? Zachowuje się jak dziecko, ciągle ucieka od problemów, gdy się kłóćmy i mimo, że to jego wina mówi, że to moja. Jestem w nim zakochana. Jesteśmy ponad rok razem, ale kiedyś było zupełnie inaczej. Cieszyliśmy się każdą chwilą razem, a teraz już tak nie jest. Negatywny wpływ ma też na niego środowisko w jakim przebywa. Czy przerwa między nami to dobra decyzja? Co jeżeli nie wróci i nie będzie się starał? Znaczy w moim życiu bardzo dużo i na prawdę nie chcę Go stracić.

Pani Aleksandro,

rozumiem, że zależy Pani na związku z chłopakiem i boi się go stracić. W Pani działaniu czuć lęk przed rozstaniem. Szuka Pani sposobu na to, żeby mu pomóc, kiedy on z jakiś powodów nie wie, czy tego chce.

Co zrobić, aby mój chłopak w końcu wziął życie w swoje ręce? Zachowuje się jak dziecko, ciągle ucieka od problemów, gdy się kłóćmy i mimo, że to jego wina mówi, że to moja”. Świadczy to o Pani pewnej nadodpowiedzialności. Warto się zastanowić skąd pojawia się u Pani taka potrzeba?

Szukając odpowiedzi na pytanie: Co zrobić, aby mój partner wziął odpowiedzialność za siebie w związku, w życiu? Chce Pani tym samym w pewnym sensie zrobić coś za niego, tak jakby zmusić go do tego, aby poczuł potrzebę zmiany swojego zachowania. Jednocześnie nie zwracając uwagi na siebie.

Brakuje mi informacji, co się dzieje z Panią w tej relacji, jak Pani rozumie tą sytuację, jakie nadaje znaczenie temu, co się dzieje między Wami. Co to dla pani znaczy?

Pani Aleksandro zachęcałabym do podjęcia próby odpowiedzenia na te pytania, mogą one wskazać kierunek w jakim powinna Pani podążać w tej sytuacji. Dodatkowo, jeśli chcieliby Państwo zobaczyć na czym polegają problemy w Waszej relacji zawsze można skorzystać z psychoterapii pary, podczas której terapeuta pomoże zrozumieć i znaleźć źródło nieporozumień.

Masz podobny problem? Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Wątpliwości w związku stały się przyczyną naszych problemów.

Wątpliwości w związku stały się przyczyną naszych problemów. Co robić?

We wrześniu wzięłam ślub. Po roku narzeczeństwa, na rok przed ślubem, mojego przyszłego małżonka zaczęły dręczyć wątpliwości, czy podołamy finansowo z taką imprezą. Na pół roku przed wydarzeniem usłyszałam, że nie jest pewien, czy chce brać ze mną ślub, a na miesiąc – że bierze go bo “mu kazałam”, ale ma nadzieje, że będzie dobrze. Cały czas go uspokajałam, że będzie dobrze, bo się kochamy.

Po ślubie zdarzały się wzloty i upadki. W miesiąc po imprezie pierwszy raz usłyszałam, że chce rozwodu. Szybko jednak zrezygnował, ale temat powracał. Od dnia ślubu słyszałam również, że nie chce dzieci, mimo, że wcześniej razem planowaliśmy co najmniej jedno. Od nowego roku wydawało mi się, że jest znacznie lepiej. Jednak z początkiem lutego dowiedziałam się, że od połowy grudnia miał kochankę. Po tej wiadomości załamałam się i nie umiem się pozbierać. Obecnie w naszym domu nie trudno o kłótnie, a o wszystko – ślub, niechęć do dzieci i kochankę – obwiniana jestem w efekcie ja. Od miesiąca moja samoocena jest niższa niż zero, a niechęć do samej siebie już kilka razy niemal doprowadziła do niemiłych skutków. Nie wiem, czy terapii potrzebuję tylko ja, czy oboje. Może lepiej po prostu się rozejść, choć ta myśl sprawia, że czuje się jeszcze gorzej.

Kasia

Pani Kasiu,

Z listu wynika, że od długiego czasu byliście Państwo niesymetrycznie przekonani do tego związku, tzn. Pani w pełni chciała małżeństwa, natomiast partner nie miał takiej pewności. Próbował to kilka razy powiedzieć, ale wycofywał się. Pani natomiast nie chciała dopuścić do siebie tak trudnych informacji.

Nie jest łatwo zerwać zaręczyny, bo wiadomo, że sprawi się ogromny ból drugiej osobie. Jednak jeśli nie ma się pewności co do chęci bycia z tą osobą, to powinno się to uczciwie powiedzieć. Jeśli się tego nie zrobi, oszukuje się partnerkę/a i brnie w coś, czego tak naprawdę się nie chce. Wątpliwości wcale nie znikają, a wręcz narastają i w końcu wybuchają z taką siłą, że padają raniące słowa lub czyny, w dodatku w momencie, gdy sprawy zaszły już bardzo daleko – np. załatwiony jest ślub i wesele. Tak się dzieje wtedy, gdy ktoś boi się wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje – tak jak Pani narzeczony.

W zaistniałej trudnej sytuacji, przede wszystkim powinna Pani odpowiedzieć sobie na pytanie: czy chcę być z kimś, kto będąc ze mną około 2 lat, wciąż nie wie, czy chce ze mną wziąć ślub, wycofuje się ze wspólnych planów dotyczących posiadania dzieci, miesiąc po ślubie mówi, że chce rozwodu i na dodatek zdradza mnie praktycznie zaraz po ślubie?

To, że czuje się Pani gorzej na myśl o rozstaniu – to normalna reakcja, ale niepokojące jest to, że nie wytrzymuje pani wyobrażenia o nie byciu z tą osobą, zupełnie tak, jakby wraz z tym związkiem miał przestać istnieć cały Pani świat. Dlatego też terapia wskazana jest przede wszystkim dla Pani, z powodu kurczowego trzymania się partnera, który nie jest do końca szczery i uczciwy.

Terapia dla Państwa mogłaby pomóc w sytuacji, gdybyście oboje jej chcieli. Trzeba jednak pamiętać, że terapia nie ma na celu nakłonienia kogoś do miłości, a poprawę funkcjonowania ludzi w relacji, w której są z własnej woli.

Masz podobny problem? Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Kobieta na krańcu… sił – dlaczego w roli męczennicy odnajduje swoją wartość?

Kobieta na krańcu… sił – dlaczego w roli męczennicy odnajduje swoją wartość?

Kobiety w roli męczennicy, które oczekują podziwu i uznania za ich poświęcanie – dlaczego tkwią w takiej roli?

Czy to jest korzystne dla ich rodzin? Dlaczego doprowadza to do kryzysu a nawet rozpadu małżeństwa? Jak temu zapobiec?

W gabinecie terapeutycznym nierzadko spotykam kobiety, które po wejściu w rolę matki stawiają ją na pierwszym miejscu. Opieka nad dzieckiem i obowiązki domowe dominują ich działanie do tego stopnia, że dobro rodziców schodzi na daleki plan, a jeśli ich mężowie myślą inaczej, to postrzegani są przez nie jako niedojrzali i nieodpowiedzialni.

Kobiety poświęcające się dla rodziny, zajęte swoimi obowiązkami, nie doceniają potrzeby odpoczynku i regeneracji sił, zarówno fizycznych jak i psychicznych, co niekorzystnie wpływa na ich samopoczucie, a tym samym na relacje małżeńskie.

Spotykam w gabinecie często małżeństwa, u których niedługo po przyjściu dziecka na świat zaczął się kryzys małżeński.

Przyczyną tego jest między innymi nadmiar obowiązków spadających na „świeżo upieczonych” rodziców oraz diametralna zmiana stylu ich życia. Wcześniej przecież nie musieli budzić się po kilka razy w nocy, aby nakarmić i uspokoić dziecko, nie mieli przerywanego snu, nie byli tak zmęczeni, co najwyżej po dłuższej imprezie… 

Inną – istotną przyczyną kryzysu małżeńskiego po pojawieniu się dziecka jest to, że kobiety często na skutek przemęczenia, zaniedbują potrzeby swoje oraz mężów, nie mają ochoty na upojne noce, nie mają siły na bycie miłą, natomiast mają pretensje np. o to, że każdego dnia wszystko jest „na ich głowie”, gdy mąż wychodzi „sobie” do pracy. Potrzeby seksualne męża, a także ich własne w porównaniu z „potrzebami domu” są dla nich na tyle mało istotne, że spychają je poza margines wspólnego życia.

Problem czasami tkwi w tym, że niektóre kobiety „potrzebują” być zmęczone. Potrzebują być zmęczone i nieszczęśliwe – brzmi to jak absurd, ale tak jest. Poświęcanie się dla rodziny jest dla nich ogromną wartością, więc wchodzą w rolę męczennicy, aby czuć się wartościowe.

Jakie są tego przyczyny?

Często przyczyną nadmiernego poświęcania się jest taki właśnie wzór kobiety-matki w rodzinie, z której pochodzą. To, co widziały przez całe lata, stało się dla nich normą, a pamiętają własną matkę wiecznie zmęczoną, narzekającą na złe samopoczucie z powodu przepracowania, na bóle kręgosłupa oraz na swojego męża, który według niej nigdy wystarczająco nie doceniał jej krwawicy.

Niektóre panie, które trafiały do mnie do gabinetu, były tak umęczone pełnieniem roli matki i żony, że miały depresję spowodowaną przeciążeniem psychicznym i fizycznym. Kobiety – męczennice przeważnie nie chcą skorzystać z możliwości leczenia farmakologicznego, aby wyrównać nastrój, dodać pozytywnej energii.

– Dlaczego?  – pytam.

– A, wolę sama sobie z tym poradzić. Może jakoś dam radę…

Jednak pod tą odpowiedzią jest inna – prawdziwa odpowiedź,  której prawdopodobnie nie uświadamiają sobie:

– Bo musiałabym żyć inaczej, a nie znam innego sposobu na realizowanie roli matki i żony. Bo potrzebuję wzbudzać w innych ludziach (również w moim mężu) uznanie i podziw – za to, że jestem taka dzielna i oddana rodzinie  – wtedy czuję się prawdziwą kobietą, dobrą matką.

Kobiety – męczennice budują poczucie własnej wartości na poświęcaniu się, a nie poświęcać się – w ich mniemaniu znaczy nie być wartościowym człowiekiem – dlatego tak trudno jest im z tej roli zrezygnować.

Jakie są skutki w funkcjonowaniu rodziny, w której kobieta tkwi w roli męczennicy?

  1. Kobiety narzekają, że nikt im nie pomaga (ale dobrowolnie biorą na siebie większość obowiązków), więc mężowie i dzieci czują się niedocenieni.
  2. Mężowie czują się krytykowani i zaniedbywani przez ich stale zmęczone żony, więc stopniowo wycofują się z życia rodzinnego.
  3. Kobiety są stale zmęczone, czują się nierozumiane i niedoceniane przez wycofanych mężów, więc czują się nieszczęśliwe.
  4. Małżonkowie mają często do siebie wzajemne pretensje, więc oddalają się od siebie.
  5. Dzieci czują się krytykowane przez matkę, co wpływa na kształtowanie się u nich przekonania: „wciąż nie jestem dość dobry”.
  6. U dzieci utrwala się obraz wiecznie zmęczonej i nieszczęśliwej matki, co negatywnie wpływa na kształtowanie się u nich obrazu pełnienia ról w dorosłości.
  7. Dzieci, a zwłaszcza córki na ogół powielają taki wzór w swoich związkach w przyszłości.
  8. Bywają poważne kryzysy w związku, a nawet rozpad małżeństwa.

W efekcie powstaje paradoks, w którym kobiety są bardzo oddane rodzinie, a z tego powodu ich mężowie wycofują się z życia rodzinnego lub w skrajnym przypadku odchodzą od nich. A one pytają w swej rozpaczy – dlaczego? Przecież poświęciłam dla niego i dla dzieci wszystko – całą siebie…

Dlaczego mężczyźni odchodzą od kobiet – męczennic?

  • Bo kobiety mają wciąż pretensje do mężów o to, że albo nic nie robią albo wszystko robią źle, w każdym razie gorzej niż one,
  • bo okazują złość mężom, są też przez to niedostępnymi żonami,
  •  bo mężowie tak naprawdę nie mają żony dla siebie, gdyż ona jest cały czas zapracowana, zmęczona lub zła na nich,
  • bo mężowie czują się nieważni, niedoceniani, wciąż krytykowani,
  • wreszcie – bo znalazła się inna kobieta, która słucha, docenia, chwali, pragnie –  mężczyźni przekonują się wtedy, ku własnemu zaskoczeniu, że takie kobiety jednak istnieją!
  • bo mężowie też potrzebują miłości, uznania, bliskości, wsparcia, zrozumienia – jak każdy człowiek,
  • bo mężowie chcą być szczęśliwsi niż są obecnie.

Czy nie lepiej być zadowoloną mamą i wyluzowaną żoną – po prostu szczęśliwą kobietą?

Oczywiście, że tak, a żeby to osiągnąć, trzeba:

  • zmienić swoje nieprawidłowe schematy myślenia na temat wypełniania roli matki i żony,
  • zrozumieć, że męczennica męczy nie tylko siebie, ale i otoczenie,
  • znaleźć coś innego niż poświęcanie się rodzinie, co będzie budowało poczucie własnej wartości,
  • zobaczyć korzyści wynikające z bycia kobietą zadowoloną ze swojego życia.

Kobieto, jeśli choć trochę odnajdujesz w sobie cechy kobiety- męczennicy, to zatrzymaj się na chwilę, odpocznij, a potem zrób bilans zysków i strat ze swojego poświęcania się dla rodziny. Pomyśl, jak chciałabyś czuć się jako kobieta i jak chciałabyś, żeby wyglądało twoje życie, rodzina, małżeństwo. Następnie zacznij to realizować!

Zrób to, zanim będzie za późno, zanim znajdziesz się na krańcu swoich sił, zanim zorientujesz się, że jesteś na krańcu… swojego małżeństwa!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Jak powiedzieć mężowi, że chodzę na terapię i potrzebuję jego wsparcia?

Jak powiedzieć mężowi, że chodzę na terapię i potrzebuję jego wsparcia?

Witam! Mam banalne pytanie. Jak powiedzieć mężowi, że chodzę na terapię i potrzebuję jego wsparcia? Boję się, że on tego nie zrozumie, wyśmieje mnie, itp. Już tydzień zbieram się na odwagę i próbuję przełamać swoje objawy, ale za każdym razem po prostu tchórzę. Proszę o pomoc!

Teresa

 

Pani Tereso,

Pani pytanie nie jest ani trochę banalne! Myślę, że wiele osób może mieć obawy przed przyznaniem się bliskim, że chodzą na terapię i nie jest to do końca bezpodstawne – niestety w naszym społeczeństwie nadal niektórzy uważają to za coś dziwnego, za przejaw słabości, czy oznakę choroby psychicznej… Nic bardziej mylnego! Absolutnie nie ma Pani czego się wstydzić.

Podjęcie terapii świadczy o odwadze i gotowości zrobienia czegoś dla siebie, chęci wprowadzenia pewnych zmian w życiu, tak aby czuć się lepiej. Wymaga to dużego wysiłku, energii i pracy. Czy brzmi to jak coś czego można by się wstydzić?

Oczywiście zrozumiałe jest dla mnie to, że chce Pani podzielić się tym z mężem i potrzebuje jego wsparcia. W trakcie trwania terapii mogą pojawić się dla Pani trudniejsze momenty i jest to jak najbardziej wskazane, żeby mąż wiedział o tym, że coś się z Panią może dziać i zachodzą w Pani pewne zmiany.

Chociaż to dla Pani trudne, radziłabym jednak spróbować zebrać się na odwagę i wytłumaczyć po kolei wszystko mężowi – po co Pani podjęła terapię, czemu ona ma służyć i jaki jest jej cel. Niech mąż wie, że jest to dla Pani ważne i zarazem nowe doświadczenie oraz chciałaby Pani czuć, że on to rozumie. Początkowo ta informacja może być dla niego zaskakująca, ale proszę się nie zrażać i na spokojnie porozmawiać z nim na czym polega terapia – zdarza się, że ludzie po prostu tego nie rozumieją i wtedy trudno jest im na to spojrzeć jak na coś dobrego. Powodzenia!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

7 kwestii, które powinniście ustalić zanim razem zamieszkacie

7 kwestii, które powinniście ustalić zanim razem zamieszkacie

Decyzja o wspólnym zamieszkaniu to ukoronowanie miłości

Dowód na to, że chcemy dzielić z drugą osobą życie nie tylko w miłych okolicznościach, na randkach, ale również w prozie codzienności. Wspólne mieszkanie to prawdziwa próba dla związku. Dlatego zanim zdecydujemy się na ten krok, to warto dobrze przemyśleć i omówić kilka spraw z partnerem:

1. Określmy podstawy waszego związku

Ważne, by mieć pewność, że za wspólnym dzieleniem życia stoi miłość, przywiązanie, wierność, zaangażowanie, chęć przynależenia do drugiej osoby czy rodziny, którą chcemy razem tworzyć (my dwoje to też już rodzina, ta nowa – wybrana).

A może przyczynkiem do tej decyzji jest chęć zabicia samotności, spełnienie wymagań rodziny czy środowiska – “bo już czas się ustatkować”, względy ekonomiczne czy zwykły rozsądek? Jeśli tak to budowanie poważnego związku rysuje się raczej mgliście. Dlaczego?

Bo każdy ma swoje potrzeby. W związku “bez pełni”, budowanym ze złych powodów nie da się ich zaspokoić. Miłości, czy zaangażowania nie da się nauczyć. Ono albo pojawiło się w naszych umysłach albo nie. Nawet, gdy początkowo będziemy udawać, że jest ok albo wręcz wmawiać sobie, że jakoś to się wszystko ułoży – któregoś dnia ten miraż runie. A my – zostaniemy z uczuciem pustki, zmarnowanego czasu (takie związki potrafią wikłać psychicznie i trwać nawet kilkadziesiąt lat) i niewykorzystanych szans.

2. Porozmawiajmy o pieniądzach

Tak, tak – to może się wydawać przyziemnie, takie mało romantyczne. Jednak problemy finansowe mogą wiele zepsuć. Szczególnie jeśli w łożeniu na dom i wspólne utrzymanie nie ma symetrii. Wówczas osoba, która angażuje się bardziej, na której spoczywa więcej zadań i wydatków (robienie zakupów, płacenie czynszu, raty kredytowej czy rachunków) może czuć się pokrzywdzona, wykorzystana, użyta.

Zanim razem zamieszkamy dokładnie ustalmy kto za co płaci, jak dzielimy się kosztami i w jaki sposób będziemy zarządzać domowym budżetem. Możemy założyć wspólne konto i co miesiąc przelewać na nie określoną kwotę na utrzymanie domu albo choćby wkładać ją do przysłowiowego “słoika”. To brzmi nieco staroświecko, ale wcale nie jest złym pomysłem. Tym sposobem dokładnie widać jak dużo wydajemy i kiedy trzeba co nie co dorzucić do wspólnego portfela.

3. Sprawiedliwy podział obowiązków

Powinniśmy w równym stopniu angażować się we wspólne życie. To nie tylko da nam poczucie większej przynależności do związku, ale i odpowiedzialności za wspólne życie oraz za drugą osobę. Obowiązki “na rzecz” rodziny są nie do przecenienia. Bardzo ważne jest ustalenie zadań na początku, najlepiej przed zamieszkaniem razem albo zaraz po nim. W przeciwnym razie może być trudno potem uzyskać kompromis.

Jeżeli tylko jedno z parterów będzie brać na siebie wszystkie domowe obowiązki i do tego jeszcze “obsługiwać” drugą osobę – prędzej czy później będzie się czuło nadużyte, wykorzystane, będzie miało poczucie krzywdy albo czuło się jak niewolnik.

 4. Porównajmy temperamenty i potrzeby

Sprawdźmy czy nasz partner to domator czy może fan hulaszczego życia. Czy my funkcjonujemy podobnie jak on? To bardzo ważne!

Różnice w temperamencie, potrzebie życia społecznego i bodźców zewnętrznych (szaleństw, zabaw) mogą zniszczyć niejeden związek. Ważne jest to, abyśmy mieli podobne upodobania i spędzali jak najwięcej czasu razem, porozumiewali się na wielu płaszczyznach. Inaczej będą zgrzyty. To, które będzie zostawało w domu zamiast się bawić, zacznie się czuć więzione, to, które będzie “przymuszane” do wypadów ze znajomymi – zmuszane, a to, które zostanie w domu – opuszczone.

5. Skoncentrujmy się na naszych potrzebach

Sprawdźmy czy partner, z którym dotychczas się tylko widywaliśmy, okazuje nam czułość, uwagę, miłość. Czy potrafimy wyrażać emocje? Czy spełniamy wzajemnie nasze potrzeby? Jeśli tego nie robimy, to nie liczmy na to, że to się zmieni po tym jak zamieszkamy razem.

Jeśli potrzebujemy ciepła, a nasz ukochany jest z natury chłodny – trudno mu będzie się dla nas zmienić. Zresztą idea zmieniania drugiej osoby na swoją modłę, może przynieść tylko zawód i ból. Wystrzegajmy się tego! Nie znaczy to jednak, że jeśli uważamy, że nasz partner jest za mało wylewny to nie możemy z nim tworzyć związku i wspólnie zamieszkać. Ale zanim razem zamieszkamy powinniśmy być pewni, że akceptujemy nasze cechy.

6. Przeanalizujmy kryzysy

Przypomnijmy sobie jak osoba, z którą chcemy zamieszkać, zachowuje w czasie kłótni, konfliktu. Zastanówmy się nad tym czy nie bywa agresywna, czy nie ma trudności z opanowywaniem emocji – złości, smutku. Jeśli tak – nie decydujmy się pochopnie na zamieszkanie razem.

Na “swoim” nieposkromione emocje mogą bardziej jaskrawie dojść do głosu i stać się nie do zniesienia. Ze swojego mieszkania trudniej po prostu wyjść i trzasnąć drzwiami albo wyprosić “oprawcę”. Agresja niekoniecznie bywa fizyczna (nie musi być bicia). Agresja to również upokarzające słowa, uporczywe milczenie, ignorowanie, niechęć do przyjęcia przeprosin czy pójścia na kompromis. Jeśli przed zamieszkaniem razem to się zdarzało, potem może być jeszcze gorzej i trudniej.

7. Kontrola czy zaufanie?

Jeżeli przed zamieszkaniem razem nasz partner był zaborczy, ciągle zazdrosny, rozliczał nas z czasu czy ciągle o coś podejrzewał – prawdopodobnie ma ogromną potrzebę kontrolowania naszego życia oraz nie darzy nas należytym zaufaniem. Wówczas bardzo poważnie przemyślmy pomysł wspólnego mieszkania, bo parter może zechcieć zrobić z nas swojego więźnia.

Brak zaufania może zniszczyć nawet najlepiej zapowiadający się związek. Nic tak bardzo nie oddala i nie zabiera poczucia bezpieczeństwa. Wcześniej czy później kontrolowana osoba zaczyna się “dusić” w takim związku, a poczyniwszy ogromną inwestycję emocjonalną, finansową, trudno nam będzie z tego wszystkiego zrezygnować i zawalczyć o siebie, odejść… Dlatego lepiej dmuchać na zimne…

Pamiętajmy!

  •  Nie rozpoczynajmy nowego związku zanim całkowicie nie zakończymy poprzedniego. I nie chodzi tylko o wyprowadzkę od siebie, ale o to, by zaakceptować zaistniałą sytuację, by pozbyć się wszelkiego uwikłania – złości, gniewu, resztek namiętności, chęci zemsty, frustracji czy żalu po rozpadzie. W przeciwnym razie wszystkie te złe emocje wniesiemy w nową relację i zaryzykujemy jej niepowodzenie.
  • By zdecydować się na wspólne życie powinniśmy przedtem uporać się ze swoimi “bolączkami”, pokochać siebie. Jeśli będziemy pewni swojej wartości, pogodzeni za sobą – nie będziemy nadmiernie i nieadekwatnie reagować w momentach trudnych, po prostu damy się kochać.
  • Od samego początku wprowadzajmy w nowy związek zasadę mówienia o swoich uczuciach – i o tych dobrych i o tych złych. Wykładajmy kawę na ławę, czyli mówmy otwarcie o tym co nam się nie podoba. Z uwagą słuchajmy też argumentów i odczuć drugiej strony, niczego nie zamiatajmy pod dywan. Inaczej złe emocje będą się kumulować i w którymś momencie wybuchną ze zwielokrotnioną siłą. Wtedy mogą między nami wiele napsuć, zatrzeć początkowo dobre wrażenie i zadowolenie z życia we dwójkę.

 

Masz podobny kłopot? Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mąż wyprowadził się z domu i nie chce wrócić. Czy istnieje szansa na pojednanie?

Mąż wyprowadził się z domu i nie chce wrócić. Czy istnieje szansa na pojednanie?

Dzień dobry, piszę do Państwa odnośnie terapii małżeńskiej. A raczej chęci ratowania naszego małżeństwa. Jesteśmy z mężem 13 lat po ślubie, mamy córkę w wieku 11 lat. Ponad miesiąc temu mąż się wyprowadził, po tym jak w emocjach kazałam mu się wyprowadzić. Ale powiedziałam to nie kontrolując się. Jestem osobą nerwową. Mąż jest z tych, co się niczym nie przejmują. Ja lubię mieć wszystko poukładane, zaplanowane. Mąż przez 13 lat niczym się nie musiał martwić. Wszystko robiłam ja, włącznie z płatnościami rachunków. A teraz mi mówi, że brakuje mu miłości, czułości i zrozumienia. Nie jest mu łatwo spędzać czas bez nas, ale brakuje mu tej iskry, spontaniczności, że na coś ma ochotę i to robimy. Ja to rozumiem, tylko kiedy? Mąż uważa, że to wszystko przez kredyt i przeze mnie. Że ja chcę mieć idealny dom, posprzątany. On uważa, że to nie muzeum i żyją w tym domu ludzie. Pyta czemu w zlewie nie ma kupy garów. Nie potrafimy cieszyć się tym, co mamy. Mąż uważa, że nie jest to życie, tylko marazm. Gdy chcę go przytulić, to odsuwa mnie od siebie, a sam się nigdy do mnie nie przytula. Próbuję się zmienić, ale mąż nie chce wrócić do domu. Ja chcę ratować małżeństwo, ale czy terapia coś zmieni? Mąż jest bardzo uparty. Byliśmy już u jednej Pani psycholog, ale polegało to tylko na tym, że ona słuchała i nic nie mówiła. Nie zrobiła nic, aby spróbować uratować to małżeństwo. Skupiła się na problemach męża i córki, choć to nie było celem wizyty. Na koniec dała nam film do obejrzenia “Jak przetrwać rozwód nie krzywdząc dzieci”. Ale to nie było moim celem. Dlatego pytam czy jest szansa na jakieś pojednanie? Bardzo kocham męża i może potrzeba innej terapii? Na tej nie było nic oprócz tego, że psycholog nas słuchała. A byliśmy już na 4 spotkaniach. Na ostatnim mąż był sam i powiedział, że nie ma czego ratować. Ale ja się z tym nie zgadzam, bo mąż codziennie do nas przychodzi. Chodzi tylko spać do siebie i nie ma nikogo innego.

Agnieszka

Pani Agnieszko,

Z pewnością decyzja o poszukaniu pomocy psychologa była słuszna, jeśli nie potraficie Państwo poradzić sobie z zaistniałym kryzysem w związku.

Z pewnością uważność na drugą osobę, nauczenie się otwartego wyrażania swoim emocji oraz wzajemnych potrzeb są bardzo dobrym wyjściem do odbudowywania Państwa relacji. To, że mąż się wyprowadził świadczy o tym, że doszedł do jakiejś ściany i trudno mu najprawdopodobniej dalej funkcjonować w Państwa relacji. Wcale nie musi mieć kogoś innego, by podjąć taką decyzję.

Jako doświadczony terapeuta par mogę powiedzieć, że wiele rzeczy da się naprawić, że można walczyć o Państwa związek i rodzinę oraz pracować nad tym, byście obydwoje Państwo zaczęli czuć się dobrze w swoim związku. Jest jednak jeden warunek – wola ratowania i naprawy relacji musi być z dwóch stron – i z Pani z strony i ze strony męża. Być może na spotkaniach z psychologiem mąż nie wykazał takiej chęci, a wtedy nawet terapeuta jest bezradny. Nie można nikogo zmusić do chęci.

Być może ten dystans, który Państwo teraz macie, pozwoli Wam obejrzeć ten związek z dystansu, docenić go i zatęsknić za sobą, jednak tego nie da się przewidzieć. Motywacja do ratowania małżeństwa i obudowy go na nowo – lepszym – jest konieczna i ze strony Pani i ze strony męża.

Jeśli mąż na razie nie wykaże chęci do zaangażowania się w proces terapii małżeńskiej, zachęcam Panią do podjęcia indywidualnej terapii. Wychwycenie i skorygowanie zachowań po Pani stronie, które negatywnie wpływają na Państwa relacje, może zachęcić męża do podjęcia pracy również nad sobą i przełamania bariery, która między Państwem powstała.

Masz podobny kłopot? Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Uważam, że seks powinien wynikać z miłości. Moja partnerka ma inne zdanie. Co mam o tym myśleć?

Uważam, że seks powinien wynikać z miłości. Moja partnerka ma inne zdanie. Co mam o tym myśleć?

Witam, jestem od roku w związku z dziewczyną, którą bardzo kocham i wiem, że ona mnie też. Zanim się poznaliśmy spotykała się przez miesiąc z jakimś chłopakiem. Przyznała mi się, że wylądowali razem w łóżku po kilku spotkaniach, ale nic do niego nie czuła i to nie było nic ważnego. Nie chciała z nim żadnego związku. Po prostu podobał się jej i chciała żeby ją rozdziewiczył, bo źle się czuła nadal jako dziewica (miała wtedy 21 lat). Co mam o tym myśleć? Ja jestem dość konserwatywny i uważam, że seks powinien być tylko z miłości. Nie akceptuję seksu bez uczucia i czasami robię jej o to wyrzuty, że poszła do łóżka z facetem, do którego nic nie czuła. A ona twierdzi, że nic złego nie zrobiła. Proszę o pomoc, bo już nie wiem co o tym myśleć.

Tomek

Panie Tomaszu,

z Pana wiadomości wynika, że cała seksualność, jak i sam seks jest dla Pana niezwykle ważnym, jednocześnie zarezerwowanym dla bliskiej relacji, aspektem życia oraz funkcjonowania. Faktycznie jest tak, że współżycie stanowi znaczącą część, a także niejako dopełnienie, bliskiej relacji między dwojgiem ludzi. Chęć dzielenia swojej intymności z drugą osobą wynika wtedy z miłości i silnej więzi.

Nie można jednak zapominać o tym, że seks jest też potrzebą fizjologiczną (jedną z podstawowych) każdego człowieka, i do zaspokojenia tej potrzeby każdy z nas dąży. Każde zachowanie, również seksualne, z wyłączeniem mimowolnych impulsów, ma swój konkretny cel. Można dyskutować o tym, czy dany cel jest dla wszystkich akceptowalny czy nie, jednak w każdym takim dążeniu motywację stanowi satysfakcja i realizacja odczuwanego braku lub potrzeby.

Nawiązując bezpośrednio do Pana relacji, chciałabym zwrócić uwagę na to, że współżycie na jakie zdecydowała się Pana partnerka nie stanowiło zdrady dla Państwa związku, i choć dla Pana to nieakceptowalne, Pana dziewczyna nie musi odczuwać, w zaspokojeniu swojej potrzeby, poczucia winy. Jednocześnie warto pamiętać o tym, że zarówno Pan jak i Pana partnerka nosicie w sobie potrzebę budowania ciepłej oraz pełnej akceptacji relacji. Obopólne spełnienie tych potrzeb warto, aby stanowiło dla Państwa fundament budowania związku.

Na koniec chciałabym jeszcze zachęcić Pana do własnej refleksji nad Pana seksualnością. Często zdarza się, że mężczyźni chcą być wyjątkowi, niepowtarzalni, jedyni i porównują się do innych osób tej samej płci. Jak Pan się czuje z tym, że nie jest Pan pierwszym i jedynym kochankiem swojej dziewczyny? Czy mimo to potrafi Pan odczuwać spełnienie, radość i satysfakcję?

Jeśli, odpowiadając sobie na powyższe pytania, zauważa Pan, że stanowi to dla pana trudność, zachęcałabym do przyjrzenia się własnemu poczuciu wartości jako człowieka i jako mężczyzny, własnym kompleksom oraz idącym za tym oczekiwaniom wobec drugiej osoby. Mogę przypuszczać, że głównie przepracowanie (urealnienie i adekwatna zmiana) przekonań może dać Panu wolność w bliskiej relacji.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.