Brak samodzielności u dorosłych dzieci, czyli o problemie rodziców "niedojrzałych dzieci 30+"

Brak samodzielności u dorosłych dzieci, czyli o problemie rodziców “niedojrzałych dzieci 30+”

Problem 30-letnich niesamodzielnych dzieci staje się coraz bardziej powszechny. Brak samodzielności może przybierać różne formy. Wspólne mieszkanie z rodzicami, brak pracy, nie partycypowanie we wspólnych wydatkach, pożyczanie pieniędzy czy brak umiejętności w podejmowaniu decyzji. Jechać na urlop nad morze czy w góry? Jaką sukienkę wybrać na randkę? Poprosić o podwyżkę w pracy? Dorosłe dzieci rozmawiają z rodzicami, pytają się o radę, zastanawiają i wciąż zmieniają zdanie, nie mogąc podjąć decyzji.

Dziecko nie jest w stanie wydorośleć

Pierwotnie dziecko jest całkowicie związane z matką. Wraz z narodzinami rozpoczyna się proces separacji fizycznej oraz psychicznej, co jest rozłożone w czasie. Dziecko ma się przekształcić w autonomiczną, niezależną i samodzielną osobę.

W prawidłowym procesie separacji dziecko stopniowo oddziela się od matki. Jeżeli jednak z jakiegoś powodu proces separacji jest zaburzony, wówczas pomiędzy matką a dzieckiem utrzymuje się pierwotna więź. Dziecko nie jest w stanie wydorośleć. Co utrudnia proces separacji? Przede wszystkim wysoki poziom lęku matki, uwarunkowany jej własnymi doświadczeniami. Ale również problemy w trakcie ciąży i porodu, brak właściwej relacji pomiędzy matką a jej partnerem, postawa ojca.

Nadopiekuńczość rodziców

To, że dorośli ludzie mają tak duże problemy w samodzielnym decydowaniu o swoim życiu, wynika z niskiego poczucia własnej wartości, braku wiary i pewności siebie. Źródeł należy szukać w nadopiekuńczej postawie rodziców.

Wielu rodziców wyręcza swoje dzieci w sytuacjach, w których same mogłyby sobie poradzić, np. rodzic odbiera dziecko ze szkoły, a w drodze powrotnej niesie za niego plecak; rodzic karmi swoje 7-letnie dziecko; rodzic zawiązuje buty swojemu 10-letniemu dziecku. Wydawać by się mogło, że taka troska o dziecko jest potrzebna i zdrowa, jednak jest to zjawisko równie niepokojące jak zaniedbywanie dziecka.

Nadopiekuńczość związana jest z brakiem zdrowych i jasnych granic u osoby dorosłej. Matki, które nadmiernie opiekują się dziećmi, same zazwyczaj wywodzą się z rodzin, w których nie było jasnych granic, gdzie nie można było określić własnego terytorium. Nadopiekuńczość może również wynikać z własnych doświadczeń w rodzinie pochodzenia. Przykładowo jedno z rodziców zmarło, wówczas jedno z dzieci musiało wziąć odpowiedzialność za rodzinę.

W nadopiekuńczym stylu wychowania dorośli nadmiernie kontrolują dziecko i manipulują nim. Ta postawa daje rodzicom poczucie siły i władzy nad dzieckiem, z czego czerpią satysfakcję. Nadopiekuńczy rodzic przekazuje dziecku informację: „świat jest niebezpieczny”, „nie poradzisz sobie beze mnie”. Taki przekaz buduje w dziecku przekonanie, że potrzebuje innych, by móc żyć.

Nadopiekuńczy styl wychowania prowadzi do tego, że dziecko opóźnia się w rozwoju emocjonalnym oraz społecznym. W wieku dojrzewania może czuć lęk, niepewność. Dziecko będzie bało się wchodzić w otwarte relacje z rówieśnikami, zaś jako dorosły może doświadczać ataków paniki.

Niesamodzielne dorosłe dzieci – „Ja wszystko za ciebie zrobię!”

Co utrudnia jeszcze usamodzielnianie się dziecka? Lęk rodziców oraz pośpiech. Często wyręczamy dziecko, bo zrobimy to szybciej, bo dziecko zrobi coś źle lub się pobrudzi, itd. Wyręczanie dziecka może być podszyte komunikatem „są ważniejsze rzeczy do zrobienia” , tzn. nauka, zdane egzaminy. Takie sprawy jak samodzielne pójście do sklepu czy do szkoły, przestają być istotne. A przecież samodzielne wyjścia i samodzielne załatwianie spraw to nauka odpowiedzialności! To umiejętności nawiązywania kontaktu z drugim człowiekiem, nauka proszenia o pomoc, to nauka samodzielnego rozwiązywania problemów. A są to bardzo ważne społeczne kompetencje.

Jeśli rodzic trzyma dziecko pod kloszem wówczas sprawia, że dziecko zaczyna postrzegać świat jako niebezpieczny. Takie dziecko będzie stopniowo wycofywać się z różnych rzeczy. Jeżeli rodzic wyręcza dziecko, bo uważa, że zrobi to lepiej lub szybciej, to dziecko ma poczucie, że nie umie tego zrobić i sobie z tym nie poradzi. W pewnym momencie dziecko wchodzi w wiek adolescencji, kiedy chce się już od rodzica uniezależnić i nie umie tego zrobić.

Dorosłe dzieci uzależnione od rodziców

Skutki takich postaw rodzicielskich oddziałują na wiele postaw i zachowań dorosłych ludzi. Trzymając dziecko pod kloszem, rodzice nie chronią swojego dziecka, tylko je krzywdzą. Zabierają dziecku szansę na dorastanie, na konfrontowanie się ze swoimi emocjami, na podejmowanie własnych wyborów, choć czasami niewłaściwych. Jeżeli rodzice nie dają takiej szansy, wówczas uczą dziecko, że nie ma rzeczy, których mama i tata nie zrobią dla niego.

Osoby nie potrafiące żyć samodzielnie, własnym życiem i podejmować za siebie odpowiedzialności, prezentują pewne cechy osobowości zależnej. Główną cechą tej osobowości jest utrwalona i nadmierna potrzeba doznawania opieki. Związane jest z tym zjawisko „wyuczonej bezradności”.

Mimo dorosłego wieku ludzie w podejmowaniu decyzji nadal kierują się przede wszystkim lojalnością wobec rodziców. To zaś w konsekwencji często uniemożliwia stworzenie im dojrzałej relacji partnerskiej.

Problemy z dorosłymi dziećmi – duże dzieci, duży kłopot

Jeśli w domu dziecko 30+ nie pracuje, nie studiuje, to trzeba sprawdzić czy nic nie wskazuje na depresję lub czy nie ma objawów jakiegoś uzależnienia. Jeżeli tak, to warto udać się do specjalisty uzależnień lub poradzić się psychologa.

Na pewno nie wolno przymykać oczu na takie zachowania, które zagrażają życiu, zdrowiu lub bezpieczeństwu dorosłemu dziecku lub komuś z jego otoczenia. Czasami może się to wiązać z koniecznością wezwania policji. Już na pierwsze niepokojące sygnały trzeba reagować!

Bardzo ważne jest, aby rodzice, którzy mierzą się z niedojrzałością swoich dorosłych dzieci, mówili o tym innym i szukali sojuszników. Tym sojusznikiem może być psycholog lub psychiatra.

Skutecznie pomagamy rozwiązywać problemy rodzinne. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Problemy ze współżyciem w małżeństwie. Czym spowodowany jest brak seksu?

Problemy ze współżyciem w małżeństwie. Czym spowodowany jest brak seksu?

Często brak pożycia seksualnego jest określane przez pary jako „białe małżeństwo”. Trzeba jednak pamiętać, że termin „białe małżeństwo” dotyczy tylko tych par, które świadomie i obopólnie godzą się na relację, w której nie ma pożycia seksualnego. Najczęstszymi przyczynami takiej postawy są przekonania religijne, aseksualizm.

Osoba, która nie godzi się na brak seksu w relacji często odczuwa frustrację, jakiś rodzaj cierpienia. Wówczas nie możemy mówić o „białym małżeństwie”, ale o problemach wynikających z braku pożycia seksualnego między małżonkami.

Problemy ze współżyciem w małżeństwie – z czego mogą wynikać?

Bliskość fizyczna w związku jest ważnym obszarem, który wpływa na jakość relacji. Traktowana jest jako uzupełnienie więzi emocjonalnej między małżonkami. Poprzez bliskość małżonkowie wzmacniają realizację szeregu potrzeb, takich jak bezpieczeństwo, zaufanie, akceptacja, poczucie ważności, bycia atrakcyjnym, wyjątkowym. Sam akt jest wynikiem zawierzenia i oddania drugiej osobie. Często brak bliskości fizycznej jest konsekwencją zaniedbania powyższych potrzeb i ich niezaspokojenia.

Problemy ze współżyciem w małżeństwie często bywają wynikiem zaniedbania emocjonalnego. W związkach, które zgłaszają się do poradni małżeńskiej, to właśnie brak otwartej komunikacji na temat seksu często stanowi źródło problemu. Pomimo wielu, wspólnie spędzonych lat małżonkowie mają trudność w rozmawianiu na temat swoich oczekiwań, potrzeb czy fantazji seksualnych. Wstydzą się rozmawiać na te tematy, czują się zakłopotani. Ale niekiedy też nie wiedzą jak rozmawiać o seksie, bo nikt ich tego wcześniej nie nauczył. O tym, jak rozmawiać o seksie w związku, pisaliśmy tutaj.

W gabinecie psychoterapeuty pojawiają się często pary, gdzie to właśnie partnerka przejmuje pełną odpowiedzialność za wspólne życie. Decyzje, wywiązywanie się z umów, obowiązki, finanse lub inne sprawy, należą do obszaru działań i kontroli kobiety. Mężczyzna w takiej relacji prezentuje wycofanie, uległość, niechęć do podejmowania inicjatywy, wreszcie nie jest współodpowiedzialny za sprawy wspólnego życia. Często w takiej relacji obserwuje się asymetrię. Nie jest to relacja partnerska, oparta na współdziałaniu tylko relacja stworzona na podobieństwo relacji rodzic-dziecko. Mężczyzna jawi się jako obiekt do opieki, natomiast przestaje prezentować się jako atrakcyjny partner seksualny. W takiej relacji wydaje się, że pożycie naturalnie nie może być satysfakcjonujące. W sferze seksu, aby był udany i satysfakcjonujący potrzeba dwoje dojrzałych ludzi.

Pary, które zgłaszają się do poradni z powodu kryzysu w związku często mówią, że brak seksu jest jednym z problemów, z którymi się borykają. Często jest konsekwencją innych problemów, które wywołują nieporozumienia, kłótnie czy awantury. Bywa, że przez wiele miesięcy a nawet lat nie dochodzi do zbliżenia.

Zdaniem naukowców wystarczą dwa tygodnie bez zbliżenia fizycznego, które może skutkować powolnym oddalaniem się od siebie małżonków.

Brak seksu w małżeństwie – powody

Najczęstszymi powodami braku pożycia seksualnego w relacji jest:

  1. Skupienie się w związku na roli matki/ojca. Z chwilą pojawienia się dziecka, małżonkowie zaprzestają dbania o siebie, a całkowicie oddają się roli rodzica. Pojawia się stres, zmęczenie i frustracja, którą często małżonkowie odreagowują wobec siebie.
  2. Zaniedbania emocjonalne, czyli brak wsparcia, troski i opieki. Wzajemne pretensje, krzywdy i żale.
  3. Brak konstruktywnych sposobów radzenia sobie z problematycznymi tematami będą oddalały od siebie małżonków (finanse, wychowanie dzieci, pretensje o czas poświęcany pracy, itp.)
  4. Trudne, czasami traumatyczne doświadczenia, których doświadczają pary w realnej rzeczywistości (kłopoty wynikające z niepłodności, poronienie, śmierć dziecka i inne), budują napięcie i oddalanie się od siebie.
  5. Doświadczenia z przeszłości (nadużycia seksualne), które mogły ukształtować lęk przed bliskością, lęk przed zaufaniem, itp. Osoby, które doświadczyły nadużyć seksualnych.
  6. Różne potrzeby seksualne (np. różnice w temperamencie).
  7. Zaniedbania fizyczne (zaniedbania w kwestii higieny osobistej, nadwaga, itp.).
  8. Problemy zdrowotne (ból fizyczny podczas stosunku).
  9. Inne problemy zdrowotne (np. depresja) oraz przyjmowane leki, np. te, które wpływają na poziom libido.

Problemy ze współżyciem – jak im zaradzić?

Brak bliskości fizycznej wymaga zaopiekowania i zrozumienia przyczyn. Szybkie działanie daje realną szansę na rozwiązanie problemu. Nie należy zaniedbywać tej przestrzeni w relacji, uznając że jest nieważna czy nieistotna.

Po pierwsze – działaj

Pamiętaj, że zmiana wymaga działania, a zatem:

  1. Zadbaj o atmosferę, która panuje między tobą a mężem/żoną. Przez najbliższy tydzień zapisuj wszystkie najdrobniejsze pozytywne gesty, które są zwyczajnie miłe i życzliwe, a którymi wzajemnie się obdarowujecie na co dzień. Może to być uśmiech, gest, pytanie o kawę, czy po prostu słowa: „miłego dnia”.
  2. Zadanie „lubię, gdy…” Na kartce papieru napisz co lubisz, gdy robi dla ciebie żona/mąż. Pozwól sobie na swobodę, spontaniczność, fantazje. Poproś żeby i on/ona zrobił/a to samo. Następnie wymieńcie się kartkami i spróbujcie zrealizować wzajemne przyjemności.
  3. Idźcie na randkę. Postaracie się o atmosferę randkową wedle zasady: adoruj i flirtuj. Niech to będzie atrakcyjny czas dla każdego z was.
  4. Jeśli to możliwe wyjedźcie na weekend bez dzieci, bez obowiązków, bez codzienności. Przypomnijcie sobie romantyczne, szalone chwile tylko we dwoje. I zrealizujecie je na nowo.
  5. Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz rozmawialiście o swoich preferencjach, o tym co daje wam przyjemność z seksu. Czego potrzebujecie od siebie. Usiądźcie i porozmawiajcie. Może to nie będzie łatwa rozmowa, może nawet krępująca, ale dajcie sobie szansę – szczera rozmowa potrafi wyzwolić.
  6. Ważne, by zadbać o czas, spokój, brak pośpiechu, warunki, okoliczności a nade wszystko o atmosferę akceptacji i zrozumienia.

Po drugie – rozmawiaj

Najważniejszym, a jednocześnie najbardziej dostępnym środkiem zapobiegawczym jest rozmowa, która może pomóc zrozumieć co się dzieje w relacji, jakie są wzajemne oczekiwania, potrzeby, co małżonkowie myślą o sytuacji, czy jakie ona wywołuje w nas uczucia.

Szczera, otwarta rozmowa bywa skutecznym sposobem do rozwiązania lub poszukiwania sposobów prowadzących do rozwiązania. Czasami niezbędna okazuje się pomoc specjalisty psychoterapeuty czy seksuologa.

Warto pamiętać, że problemy ze współżyciem same nie znikną. Unikanie, uciekanie, minimalizowanie problemu bywa strategią, która tylko na chwilę pozwala uciec od problemem, jednak pozostawiona bez interwencji tylko wzmocni problem i uderzy ze wzmożoną siłą.

Warto pamiętać, że dynamika związku przewiduje zmienności. Monitorowanie i reagowanie na to co dzieje się w relacji jest drogą do budowania dojrzałego, zdrowego i satysfakcjonującego związku.

Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy w związku. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Syndrom sztokholmski w związku - jak go rozpoznać?

Syndrom sztokholmski w związku – jak go rozpoznać?

Syndrom sztokholmski jest zjawiskiem, które można określić jako solidaryzowanie się ofiary ze swoim oprawcą. Genezą, ogólnymi objawami i leczeniem zajmowaliśmy się w poprzednim artykule. Dzisiaj szerzej przyjrzymy się występowaniu tej specyficznej więzi w związkach małżeńskich czy partnerskich. Okazuje się bowiem, że może on występować również w przemocowych związkach miłosnych.

Mechanizm ofiary w związku

W związkach, w których jeden z partnerów przyjmuje rolę ofiary a drugi kata stwierdzenie to nabiera nowego znaczenia. Choć ofiara może sobie nawet zdawać sprawę z kierowanej wobec niej przemocy fizycznej i/lub psychicznej nie podejmuje działań dążących do zmiany tej sytuacji, a co więcej przemocowego partnera usprawiedliwia. Usprawiedliwia jego zachowanie tłumacząc je ciężkim czasem w pracy, nadmiernym stresem czy trudnym dzieciństwem. Chociaż zachowania oprawcy są dla niej bolesne to większa uwaga skierowana jest na wytłumaczenie występujących sytuacji niż na dostrzeżenie negatywnego wpływu na własną osobę.

Syndrom sztokholmski w związku – objawy

  • Izolacja – oprawca regularnie okazuje swoje niezadowolenie z pozazwiązkowych relacji partnera. W efekcie ofiara w obawie przed agresją kata, wycofuje się z relacji rodzinnych, koleżeńskich i społecznych.
  • Uzależnienie – oprawca dewaluuje wartość i wiarygodność partnera. Manipuluje faktami, wywołuje określone emocje i generuje takie sytuacje, aby ofiara stawała się coraz bardziej bezradna, zależna. Uzależnianie może również dotyczyć odcinania ofiary od pieniędzy. Jak również uniemożliwiania podejmowania decyzji w taki sposób, aby ofiara miała poczucie, że bez swojego partnera oprawcy sobie nie poradzi.
  • Klimat strachu – oprawca wywołuje strach, stosuje groźby bezpośrednie, szantażuje, przerzuca odpowiedzialność wywołując poczucie winy.
  • Idealizacja – ofiara idealizuje partnera, widzi go jedynie w pozytywnych barwach. Odczuwa wobec oprawcy jedynie przyjemne emocje, tłumaczy i usprawiedliwia;
  • Niemożność ucieczki – zakończenie takiego związku może być utrudnione posiadaniem dzieci, wspólnego kredytu czy wspomnianą wcześniej zależnością finansową.
  • Negacja problemu – ofiara nie zauważa problemu, nie dostrzega lub zaprzecza negatywnym skutkom tych działań wobec siebie. Często odsuwa się i krytykuje osoby z otoczenia, które wskazują na problem.

Syndrom sztokholmski w związku – jak pomóc ofierze?

Choć jak w większości trudnych sytuacji najważniejsza jest pomoc bliskich osób, rodziny czy przyjaciół, to w tej sytuacji najczęściej niezbędna jest pomoc psychologa, psychoterapeuty a czasem również lekarza psychiatry.

Po pierwsze osoba, która w związku pełniła czy nadal pełni rolę ofiary, potrzebuje wsparcia w uwolnieniu się z toksycznej relacji. Potrzebuje miejsca i osób wśród których poczuje się bezpiecznie.

Po drugie, w dalszym etapie pracy, ważne aby przyjrzeć się dlaczego ofiara dała się uwikłać w taką relację oraz pomóc jej zyskać (lub odzyskać) samodzielność i niezależność w kierowaniu własnym życiem.

Skutecznie pomagamy przezwyciężyć trudności przemocy. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Konflikt dorosłych dzieci z rodzicami - szacunek a mentalne niewolnictwo

Konflikt dorosłych dzieci z rodzicami – szacunek a mentalne niewolnictwo

Według definicji słownika języka polskiego, szacunek to rodzaj postawy wobec osób uważanych za godnych uznania i wartościowych. Szacunek do kogokolwiek nie może więc wypływać ze strachu przed konsekwencjami. Według tej definicji obdarzamy kogoś szacunkiem, bo taką mamy refleksję i wolę. Szanujemy kogoś bo realnie chcemy, a nie dlatego, że ktoś tego od nas oczekuje lub nas do tego zmusza.

Wychowanie – warunkowe zasługiwanie na akceptację, czyli miłość warunkowa

W procesie wychowania – które jest przecież swoistym rodzajem nauki – możemy się dowiedzieć, np.: co powinniśmy robić, aby rodzice byli z nas zadowoleni. W pewnym sensie to naturalne, że dziecko dąży do zaspokojenia oczekiwań rodzica. Dla dziecka rodzic jest przecież najważniejszą istotą we wszechświecie.

Naturalne jest też to, że rodzic ma prawo mieć pewne oczekiwania wobec dzieci, bo to przecież rozwojowe. Jednak rodzice często stawiają dziecku poprzeczkę zbyt wysoko – mają zbyt wygórowane oczekiwania. Taki styl wychowania, nie pozwala dziecku wyjść z poczucia powinności wykonywania różnych działań wobec rodzica.

Rodzice mają własne przekonania na temat świata i relacji, które w sposób świadomy lub nie, implementują dziecku. Jednak wiele z tych wzorców funkcjonowania nie jest adaptacyjnych. Nierzadko kryją się za nimi zniekształcenia w sposobie postrzegania świata i relacji międzyludzkich. Jednym z częściej występujących zniekształceń jest przerzucanie na dziecko własnej wersji postępowania, tak aby zasługiwać na uznanie świata, innych ludzi. Przykładowo: muszę wykonywać szereg zadań na tyle dobrze, aby inni ludzie mnie lubili lub akceptowali. Wobec czego zdarza się tak, że tymi właśnie ludźmi są rodzice. Wówczas, relacja, która buduje się między rodzicami a dzieckiem przybiera formę warunkowego zasługiwania na akceptację, czyli miłości warunkowej.

Delegacja po akceptację

Kiedyś bywało tak, że z założenia, np.: najmłodsze dziecko w rodzinie dostawało w spadku „misję” zaopiekowania się rodzicami. W dzisiejszych czasach ciągle się to zdarza. Chociażby ze względu na osobowość i specyfikę rodzica, ale też jego doświadczeń. Rodzic może na przykład być osobą lękową. Z tego względu będzie zakładał, że w pewnym wieku sam sobie nie poradzi i będzie potrzebować opieki dziecka, by móc dalej funkcjonować.

Myślenie na zasadzie: „jeśli spełnisz określone warunki (zadania) to masz moje zadowolenie” uczy, że jeśli nie wykonam poleceń/próśb rodzica, to mogę liczyć na jego dezaprobatę i niezadowolenie.

W ten sposób kształtuje się silna zależność relacyjna, czyli nie będę czuł się dobrze jeśli osoba dla mnie najważniejsza nie będzie czuła się dobrze w pierwszej kolejności. Później może się to przełożyć na relacje z innymi ludźmi. Jednak najbardziej zależni czujemy się wobec rodzica, który tą zależność w nas kształtuje. Od tego, czy rodzic dostaje to, czego oczekuje jest zależny nasz stan emocjonalny.

Redukcja napięcia, budowanie poczucia bezpieczeństwa

W życiu możemy doświadczyć różnych trudnych sytuacji, które mogą wywierać na nas bardzo silny wpływ. Mogą odcisnąć tak duże piętno, że w pewnym sensie stajemy się ich niewolnikami, ale też niewolnikami relacji, których doświadczyliśmy.

Dziecko powiernikiem problemów dorosłych

Wyobraźmy sobie sytuację, w której jako dzieci pełnimy rolę powiernika problemów dorosłych. Niech przykładem będzie rodzina, w której jest jeden syn i rodzice. Ojciec często jest nieobecny w domu, a jak wraca po pracy to jest nieobecny mentalnie – bo jest zmęczony. Czasami przerzuca swoją frustrację na żonę i dziecko. Czasami też upija się i jest głośny, wulgarny.

Zlękniona i sfrustrowana matka dużo rozmawia z synem o tym, jak ma w życiu z ojcem ciężko. Zdarzało się jej też wypłakiwać swoją bezradność.

Syn może nauczyć się tego, że jego matka sobie bez niego nie poradzi. Tylko on może jej zagwarantować wsparcie, spokój i bezpieczeństwo. Tym sposobem, sam będzie dbał o swój spokój – redukcję napięcia psychicznego (lęku o jej zdrowie, samopoczucie, ogólny dobrostan). Taki schemat niejako nie pozwoli mu odczuwać spokoju bez sprawdzania, czy i jak radzi sobie jego matka.

Strach przed krzywdą to nie szacunek

W rodzinach, w których dziecko doświadcza przemocy ze strony obojga rodziców może się ono nauczyć, że wręcz musi spełniać oczekiwania, inaczej poniesie srogą karę. Doświadczy wówczas cierpienia psychicznego i/lub fizycznego. Doświadczenie takie jest bardzo trudne, bo rzeczywiście przysparza bólu trudnego do przejścia, ale też kształtuje samoocenę i buduje zniekształconą wersję poczucia własnej wartości dziecka-ofiary.

W nieświadomym/momentami w świadomym umyśle tak poranionego człowieka, pojawia się refleksja, że jeśli najbliższe osoby źle mnie traktują i mocno mnie krytykują, to jakim cudem inni mogą o mnie myśleć i postępować ze mną lepiej. Rodzice stają się jedynym zwierciadłem i punktem odniesienia swoich działań w rozpaczliwym dążeniu dziecka do uzyskania ich aprobaty lub unikania takiego zachowania, które będzie się mogło wiązać z ich niezadowoleniem. W efekcie nawet dorosły człowiek będzie miał tendencje do ciągłego weryfikowania swojej postawy życiowej wobec nich.

Na drodze ku wolności

Bardzo często zdarza się, że jeśli doświadczyliśmy funkcjonowania w jakiejś specyficznej rzeczywistości relacyjnej i emocjonalnej, nie dostrzegamy tego, że można żyć inaczej. Czasami będąc dzieckiem dopada nas smutek lub wstyd, bo momentami dostrzegamy, że w innych rodzinach jest inaczej.

Najczęściej wtedy też działają różne procesy – w tym mechanizmy obronne – które na poziomie przetwarzania informacji (w doświadczeniu różnych trudności) pozwalają nam nauczyć się unikać, wypierać lub rekompensować sobie negatywne emocje. Czasami takie procesy dotyczą obszaru myślenia i odczuwania, ale też różnego zachowania, które pozwala odcinać się od cierpienia psychicznego.

Dlatego z czasem, pomimo doświadczania dużych trudności w życiu dorosłym, nie potrafimy połączyć doświadczeń z obecnym naszym funkcjonowaniem. Pozornie jesteśmy dorosłymi ludźmi, ale ciągle przecież dziećmi swoich rodziców i nadal w poczuciu konieczności spełniania jakiś oczekiwań napływających z ich strony. Nie potrafimy odciąć pępowiny, bo to rola człowieka dorosłego, a nie dziecka.

By móc się uwolnić trzeba jeszcze spróbować dorosnąć – dojrzeć na poziomie emocjonalnym, zdać sobie sprawę z toksyczności relacji jakie nas łączą z rodzicem. Uznać tą relację za szkodliwą dla nas i przejść przez poczucie straty pozytywnej relacji z rodzicami, której to czasami mogliśmy nigdy nie doświadczyć.

Proces ten może być trudny i czasochłonny. Ale zasada w działaniu na drodze ku wolności jest taka sama. Żeby opuścić więzienie należy najpierw przejść proces resocjalizacji i nauczyć się żyć na wolności. Podobnie jak w poczucia bycia niewolnikiem jakiejś relacji.

Wolność to swoboda i poczucie bezpieczeństwa, które możemy budować w oparciu o swoje umiejętności, potrzeby. Do tego może być pomocna lub konieczna psychoterapia.

Pomagamy uzdrowić zniekształcone, toksyczne relacje rodzinne. Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
"Nie mam na nic czasu!" Czy to tylko wymówka?

“Nie mam na nic czasu!” Czy to tylko wymówka?

Czas – pojęcie względne

Na temat czasu można prowadzić filozoficzne lub fizyczno-matematyczne dywagacje. Naukowcy do końca nie są zgodni czym jest czas. Ludzie przyjęli pewną miarę do określania jego upływu w odniesieniu do obserwacji przestrzeni (zmian w otoczeniu i przyrodzie) lub w postępie wykonywania różnych zadań i aktywności w przeciągu ich życia.

Na przykład, w naszym funkcjonowaniu na co dzień towarzyszy nam zjawisko rozwoju, które również można ulokować w czasie i przestrzeni. Można mierzyć upływ czasu fazami wzrostu czy rozwoju dziecka, przyjąć pewne granice co do których można się odnosić obserwując jakiś postęp lub jego brak. Pozwala to nam mieć większe poczucie kontroli nad tym, co dzieje się w naszym życiu, tym samym ma wpływ na nasze poczucie bezpieczeństwa.

Doba ma 24 godziny i kropka

Ogólnie przyjęta miara czasu rzutuje w jaki sposób możemy postrzegać naszą codzienność. Skoro doba ma 24h to w miarę możliwości jesteśmy w stanie sprawdzić, jak sami dysponujemy swoim czasem na co dzień. W ten sposób możemy również zaobserwować jak dobrze i skutecznie zarządzamy naszym czasem oraz jak ustalić sobie priorytety. Możemy sprawdzić jak dzielimy balans między pracą a odpoczynkiem, jak dzielimy wolny czas dla rodziny, bliskich i siebie oraz w jaki sposób to robimy.

Taka analiza oparta o zwykły grafik dobowy lub „plan lekcji”, może pozwolić nam dostrzec gdzie przekierowujemy nadmiar swojej energii i pracy, a gdzie może za mało poświęcamy uwagi. Sami wykonując swoisty „rachunek sumienia” możemy dostrzec, co właściwie robimy z naszym czasem. Podjąć próbę połączenia tego z różnymi konsekwencjami naszego sposobu ustalania i realizacji priorytetów.

Konsekwencje mogą być na pozór niewidoczne lub nie zawsze namacalne. Najczęściej jednak, sami jesteśmy w stanie zbadać siebie zadając sobie dwa może trzy pytania:

  • Czy jestem szczęśliwy?
  • Czy to jak funkcjonuję jest dobre dla mnie (zdrowia, samopoczucia) i dla moich relacji (związku, dzieci, przyjaźni itp.)?
  • Jakie konsekwencje takiego stylu życia ponoszę i mogę ponieść w przyszłości?

Dlaczego nie mam na nic czasu?

Skuteczna racjonalizacja – nadmiar pracy

Zazwyczaj jednak łatwo nam jest uznać, że to co robimy jest właściwym działaniem (pozornie dobrym dla nas). Na przykład osoba, która bardzo dużo pracuje może sobie tłumaczyć ten stan potrzebą zadbania o dobro rodziny (bezpieczeństwo ekonomiczne).

O ile sama praca w sobie na pewno może pełnić taką funkcję, to nadmiar uwagi poświęcamy jaki przypisujemy pracy, prawdopodobnie ma negatywny wpływ na relacje z bliskimi i może zaburzać budowanie relacji z dziećmi (za mało czasu dla rodziny). Jednocześnie wtedy zazwyczaj dom staje się miejscem konfliktów i nieporozumień lub różnych trudności (np.: wychowanie dzieci), których ta sama praca pozwala uniknąć.

Mogę nie wiedzieć jak zajmować się dzieckiem, ale w zadaniach zawodowych radzę sobie świetnie. W pracy czuję się dobrze. Jestem doceniany, szanowany, ważny. Zaś w domu jestem mało skuteczny, obarczony obowiązkami i zadaniami, które są nowe i trudne – tracę kontrolę i poczucie bezpieczeństwa. A przecież chcę czuć się lepiej – dlatego nie mam czasu dla rodziny: „bo dużo pracuje dla dobra rodziny”.

Zagubiony czas – samopoświęcenie, czyli głupi bohater

Może też być inaczej. W pracy nie jestem za dużo, nie unikam odpowiedzialności za dom, rodzinę. Wręcz przeciwnie – balans między pracą, a życiem zawodowym jest zadowalający dla bliskich. Nie ma na tym tle konfliktów, nieporozumień – pozorny spokój.

Tylko nie wiedzieć czemu, gdy zadam sobie wcześniej wspomniane trzy pytania, to może jest tak, że nie potrafię mówić „nie”. Nie potrafię odmawiać i biorę na siebie za dużo odpowiedzialności. Może nawet nie widzę pytania, żebym mógł odpowiedzieć: „nie”.

Możemy funkcjonować w przekonaniu, że powinniśmy coś robić, gdyż tego właśnie oczekuje od nas świat, inni ludzie. Kiedy inni są zadowoleni mamy poczucie, że misja jest wykonana. Wówczas czujemy spokój – mamy kontrolę i poczucie bezpieczeństwa, że nic się nie wydarzy. Ale to oczywisty pozór, gdyż nie możemy mieć wpływu na wszystkie okoliczności, również te losowe.

Kiedy działamy tak, że nie widzimy siebie, w końcu dopadną nas konsekwencje: wypalenie, brak siły i energii do działania, pogorszenie stanu zdrowia. Inni nadal będą mieć oczekiwania w stosunku do nas, a my będziemy mieć coraz większe poczucie, że nie jesteśmy w stanie im sprostać. Wtedy też relacje z innymi mogą stać się dla nas niewygodne, praca zbyt trudna i nie przynosząca satysfakcji, a życie pozbawione celu i sensu. To prosta droga do depresji. Tracąc z oczu siebie, nie potrafiąc wygospodarować czasu dla siebie, jesteśmy bliscy utraty tego na czym nam zależy. Tracąc kontakt z sobą samym, tracimy uważność na innych ludzi, tracimy relacje. To też jest kwestią czasu.

Brak czasu – skuteczne unikanie

Nie odmawianiem, braniem wielu spraw na siebie, ucieczką w pracę budujemy w sobie wewnętrzne przekonanie: „nie mam na nic czasu”. Często zdarza się, że czujemy, że taka wersja nas jest tym czego inni od nas oczekują.

W kulturze człowiek, który nie ma czasu może być postrzegany jako człowiek silny i odpowiedzialny, bo zdolny do robienia wielu rzeczy. Brzmi pięknie i dumnie, ale powstają pytania: „Czy jest szczęśliwy?”, „Czy to jak funkcjonuje jest dobre dla niego (zdrowia, samopoczucia) i dla jego relacji (związku, dzieci, przyjaźni itp.)?”, „Jakie konsekwencje takiego stylu życia ponosi i może ponieść w przyszłości?”.

Może ciągły brak czasu jest również pewną formą wymówki, unikaniem wyrażania swoich potrzeb. Stanowi ucieczkę przed samym sobą. Dlatego też warto zadać sobie właśnie te trzy pytania. Na pozór proste pytania mogą dać nam odpowiedzi, które nam się nie spodobają. Odpowiedzi, które znaczyłyby, że jeśli chcę czuć się inaczej muszę coś zmienić, odpuścić potrzebę kontroli i narazić się na niebezpieczeństwo.

Możemy bać się odrzucenia wersji zgodnej z naszymi potrzebami, dlatego unikamy. Dlatego ciągle powtarzamy: „nie mam na nic czasu”, żeby nie myśleć, nie czuć i nie mieć kontaktu z samym sobą. W stwierdzeniu „nie mam na nic czasu” kryje się – nie mam czasu dla siebie.

Powielanie wzorców i schematów, ale nie brak czasu

Brakujący czas jest konsekwencją naszego działania, a nie cechą charakteru. To, że nam ciągle brakuje czasu jest pewną funkcją naszego umysłu, swoistym mechanizmem obronnym, chroniącym przed doświadczaniem siebie, uniknięcia zewnętrznych trudności, lęku przed porażką. W relacjach natomiast nie chcemy doświadczać lęku przed oceną lub przed bliskością i odrzuceniem.

W praktyce objawia się to tak, że żyjemy w przekonaniu, że coś powinniśmy robić i to robimy, bo to daje nam poczucie kontroli. Zarzucanie się zadaniami – rzutuje na brak czasu – bywa racjonalizacją tego dlaczego nam tego czasu może brakować. Konsekwencją tego w perspektywie czasu jest poczucie braku celu i sensu oraz ogólnej satysfakcji w życiu.

Źródłem takiego i podobnych modeli funkcjonowania jest najczęściej doświadczenie wzorców nabytych w domu i w dzieciństwie – poprzez wychowanie i socjalizację (oddziaływanie środowiska społecznego: szkoła, itp.). Niech przykładem będzie nieobecny i zapracowany ojciec, krytyczna i chłodna emocjonalnie matka, brak wsparcia motywującego (mało pochwał), a duże wymagania, brak więzi emocjonalnej z rodzicami. Mogą też być rodzice w ciągłym konflikcie, skupieni na własnych potrzebach i nie dostrzegający przez to potrzeb swoich dzieci.

Zarządzanie czasem = zarządzanie sobą. Potrafisz albo nie

Wychodzi na to, że brak czasu to tylko wymówka. Oczywiście są sytuacje i okoliczności, kiedy tak nie jest .W życiu zdarzają się okresy i momenty, kiedy rzeczywiście mamy za dużo zbyt oczywistych zadań „na głowie”.

Natomiast, gdy poczucia „braku czasu” doświadczamy ciągle i prawie od zawsze – oznaczać może to, że nie do końca potrafimy zarządzać sobą, a nie czasem. Łatwo przenieść odpowiedzialność na coś oczywistego – czas.

A gdzie w tym wszystkim nasz udział? Czy widzimy swoje potrzeby i potrafimy o nie zadbać? Czy można to robić nie tracąc z oczu potrzeb innych? Jak dbanie o swój czas może wpływać na nas i nasze relacje? Czego swoją postawą uczymy nasze dzieci? Czy czasami nie jest to powielanie wzorca, który sami dostaliśmy „w spadku”?

Wierzę, że można znaleźć odpowiedzi na te pytania i nauczyć się tego, jak zarządzać sobą. Ta nauka to też kwestia czasu, a krok w kierunku odpowiedzi może być pierwszą lekcją w obszarze „ja”.

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Zrzucanie odpowiedzialności na innych za własne emocje - co to właściwie oznacza?

Zrzucanie odpowiedzialności na innych za własne emocje – co to właściwie oznacza?

Zrzucanie odpowiedzialności na innych – przykładowe sytuacje

Sytuacja I. Wieczór, rodzice z dziećmi jedzą kolację przy jednym stole. Nagle chłopiec sięgając po cukier nieopatrznie trącił swój kubek i woda rozlała się na stół. Mama chłopca zaczęła krzyczeć jaka z niego niezdara, a na koniec powiedziała: Zobacz jak przez ciebie się zdenerwowałam.

Sytuacja II. Mężczyzna wraca z pracy, wchodzi do domu. Żona już jest, dzieci również. Panuje nieporządek, nie ma zakupów. Mężczyzna zaczyna rozliczać żonę: Gdyby wszystko było zrobione w domu, to bym tak się nie zezłościł. Przez ciebie mam zepsuty wieczór!

Sytuacja III. Mama odbiera synów ze szkoły. Jeden z nich jest ewidentnie w złym humorze: Jest dzisiaj beznadziejnie! W szkole było nudno, w dodatku Tomek nie mógł do mnie przyjść. Syn zapytał mamę czy będą mogli zagrać na telefonach, na co mama odpowiedziała, że oczywiście, ale najpierw trzeba odrobić lekcje. Syn się zdenerwował: Wszystko jeszcze bardziej popsułaś! Teraz jestem bardziej smutny.

W każdej z tych sytuacji osoba doświadcza silnych emocji, ale odpowiedzialność za nie przerzuca na innych.

Co to są emocje?

Emocja to każde poruszenie umysłu, każdy stan wzbudzenia psychicznego. Badania Paula Ekmana pokazują, że istnieją emocje osiowe: strach, złość, smutek i zadowolenie. Emocje można ująć w kategoriach rodzin.

„W centrum każdej takiej rodziny znajduje się podstawowe >>jądro<< emocjonalne, z którego rozchodzą się w niezliczonych mutacjach koncentryczne fale spokrewnionych z nimi emocji. Zewnętrzne kręgi tworzą nastroje, które (…) są bardziej stłumione i utrzymują się dłużej niż emocje. (…) Za nastrojami znajdują się temperamenty, czyli stan gotowości do wywoływania danej emocji czy nastroju, który sprawia, że jesteśmy melancholijni, bojaźliwi albo weseli.” (Goleman D., „Inteligencja emocjonalne”, Media Rodzina 1997)

Od tego jak rozumiemy swoje emocje, zależy to w jaki sposób sobie z nimi radzimy.

Emocje i myśli

Każda ze sfer naszego życia wpływa na pozostałe. Zachowanie warunkuje to jak myślimy i czujemy emocjonalnie oraz fizycznie. Podobnie myślenie wpływa na zachowanie, nastroje oraz reakcje fizyczne. Każdemu uczuciu towarzyszy myśl, która pozwala ją określić.

W sytuacji II, mężczyzna doświadczając złości, mógł pomyśleć – żona ignoruje moje potrzeby. Ale ta sama myśl mogłaby wywołać smutek. Uczucia bardzo często rodzą się w nas pod wpływem myśli. Interpretacja danego zdarzenia daje początek różnym nastrojom.

Myśli mają wpływ na to co czujemy w danej sytuacji. Wzbudzonym emocjom towarzyszą nowe myśli, które je potwierdzają. W lęku myślimy o zagrożeniach, w złości skupiamy się na dawnych urazach. Im silniejsze czujemy emocje, w tym większe popadamy skrajności.

Zrzucanie odpowiedzialności na innych – dlaczego tak postępujemy?

Zrzucanie odpowiedzialności na innych następuje, gdy emocje bywają przykre i mogą prowokować do zachowań o różnych konsekwencjach. Inni stają się pretekstem, aby usprawiedliwić nasz brak samokontroli lub tego jacy jesteśmy. Łatwiej jest powiedzieć: to ty jesteś winna/y; to przez ciebie; gdyby nie ty; itp. Odreagowujemy na kimś kto jest pod ręką. Komunikat – to przez ciebie – niesie przesłanie, że nie mam kontroli nad moimi emocjami, kontrola nad nimi leży w rękach innych.

Jest to również wynik braku świadomości, niejednokrotnie wychowania, takich a nie innych wzorców wyniesionych z domu.

Jak brać odpowiedzialność za własne emocje?

Branie odpowiedzialności za własne emocje to proces. Z jednej strony uwarunkowany regułami rozwoju psychospołecznego, z drugiej środowiskiem w którym wychowuje się dziecko. Jeżeli w otoczeniu dziecka będą świadomi siebie opiekunowie, to dziecko poprzez obserwację i doświadczenie będzie uczyło się radzić sobie z własnymi emocjami.

Gdy pojawiają się emocje, warto dać sobie czas, aby je przeżyć. Gdy już największa fala przejdzie, warto zadać sobie pytania:

  • jaka myśl wywołała daną emocję?
  • jakie przekonanie sprawiło, że poczułam/em np. gniew czy smutek?

Świadomość tego co myślimy, pozwala zweryfikować czy nasze spostrzeżenia są trafne.

Świadomość, że emocje są wynikiem tego co się dzieje w nas samych, pozwala wziąć swoje przeżycia we własne ręce i coś zmienić, aby żyło mi się lepiej z samym sobą i z innymi. Uwalnia również od brania na siebie odpowiedzialności za emocje innych osób.

Przemoc psychiczna

Prawdopodobnie każdemu z nas zdarzyła się sytuacja, w której nastąpiło zrzucanie odpowiedzialności na innych za własne emocje. Incydentalnie. Natomiast jeżeli zdarza się to notorycznie wobec partnera lub wobec dziecka to możemy zastanawiać się czy nie mamy do czynienia z przemocą psychiczną.

Przemoc psychiczna to świadome niszczenie drugiego człowieka. To między innymi: poniżanie, szantażowanie, wzbudzanie poczucia winy, emocjonalne odrzucanie, wyzwiska, nadmierne wymagania.

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Uzależnienie od pracy czy zaangażowanie? Objawy pracoholizmu

Uzależnienie od pracy czy zaangażowanie? Objawy pracoholizmu

Uzależnienie od pracy – czyli?

Pracoholizm (uzależnienie od pracy) zaliczany jest do tzw. uzależnień behawioralnych, czyli takich, które wiążą się z wykonywaniem danej czynności, działaniem. W tym przypadku mówimy o uzależnieniu od pracy, które związane jest z ostrym zaburzeniu równowagi pomiędzy pracą a innymi obszarami życia.

Istnieje wiele podejść i koncepcji dotyczących rozpoznania tego, jakie są objawy pracoholizmu. Dlatego też warto zwrócić dodatkowo uwagę na dynamikę rozwoju uzależnienia, ponieważ nie jest tak, że ktoś od razu uzależnia się od pracy i traci nad nią kontrolę.

Objawy pracoholizmu

W początkowej fazie rozwoju uzależnienia, dana osoba doznaje dzięki pracy przyjemnych doświadczeń psychicznych i redukuje za jej pomocą stany nieprzyjemne, takie jak lęk, smutek, poczucie winy. W związku z tym, widoczna jest również silna potrzeba bycia ciągle zajętym. Wówczas następuje skojarzenie przyjemnych stanów psychicznych z byciem zaangażowanym w aktywność zawodową.

W kolejnym etapie wzrasta koncentracja na aktywnościach zawodowych. Życie jest zdominowane przez pracę. Osoba zaczyna rezygnować z innych form spędzania czasu, jak spotkania towarzyskie, hobby, odpoczynek. Następuje spadek umiejętności i zasobów radzenia sobie ze stresem. To praca zaczyna być tym antidotum na stres.

Na ostatnim etapie uzależnienia od pracy pojawia się silny przymus wykonywania pracy, którego dana osoba nie jest w stanie opanować i traci kontrolę nad swoim zachowaniem. W tej końcowej fazie osoba radzi sobie z napięciem psychicznym i problemami w jeden sposób – uciekając w pracę.

Jak rozumiemy zaangażowanie w pracę?

Zaangażowanie w pracę charakteryzuje się trzema właściwościami: wigor, oddanie i zaabsorbowanie.

Wigor oznacza wysoki poziom energii, odporność i chęć podejmowania wysiłku, jak również wytrwałość w obliczu napotykanych trudności. Natomiast oddanie charakteryzuje się byciem pochłoniętym pracą, przekonaniem o jej znaczeniu, entuzjazmem, dumą, inspiracją i chęcią podejmowania wyzwań. Zaabsorbowanie to pełna koncentracja na pracy, radosne zatopienie się w zadanie, połączone z szybkim upływem czasu i trudnością w oderwaniu się od danego zajęcia.

Jak odróżnić uzależnienie od pracy od zaangażowania w pracę?

Różnica pomiędzy pracoholikami a pracownikami zaangażowanymi w pracę widoczna jest przede wszystkim w motywacji do długiego wykonywania pracy. Poniżej zostało to zestawione w następujący sposób:

Uzależnienie od pracy

Zaangażowanie w pracę

Definicja Tendencja do ciężkiej pracy i bycia obsesyjnie związanym z pracą, co przejawia się w kompulsywnym jej wykonywaniu. Pozytywny stan umysłu związany z pracą, charakteryzowany przez wigor, oddanie i zaabsorbowanie.
Podobieństwa

Duży udział pracy w życiu, wykonywanie pracy ponad standardowy czas.

Różnice Dana osoba pracuje, bo kieruje nimi wewnętrzny przymus. W związku z tym, działanie jest motywowane przez kontrolę, a nie autonomiczne wybory, które są spójne z wartościami i potrzebami. Dana osoba pracuje, bo sprawia jej to przyjemność. Przede wszystkim świadomie dokonuje wyboru celów i działań ze względu na swoje preferencje, potrzeby, kompetencje.

Mimo takiego rozróżnienia, odpowiedź na pytanie – czy jestem zaangażowany/a w pracę, czy to już pracoholizm – wcale nie musi być oczywista. Jeżeli masz wątpliwości, chciałabyś/chciałbyś zrozumieć swoją sytuację, uzyskać diagnozę problemu zachęcam do spotkania z terapeutą.

Skutecznie pomagamy osobom zmagającym się z uzależnieniami behawioralnymi. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Wypalenie w związku – dlaczego coraz więcej par jest zmęczona małżeństwem?

Wypalenie w związku – dlaczego coraz więcej par jest zmęczona małżeństwem?

Czym jest wypalenie w związku?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się prosta – być może wypalenie w związku pojawia się dlatego, że partnerzy popadają w rutynę. Ale czymże jest ta rutyna? Może rutyna to odzwierciedlenie jakiegoś modelu funkcjonowania ludzi w relacji, np.: modelu związku bazującego na stereotypach i wzorcach powielonych ze swoich domów, otoczenia lub przekazu kulturowego. Możliwe, że taki model zawiera w sobie pewną wiedzę i skrypty, tzn. co się robi/jak się funkcjonuje w relacji:

  • jaki jest mężczyzna, a jaka jest kobieta w związku?
  • jakie pełnią role w relacji partnerskiej i w rodzinie?
  • na czym polega odpowiedzialność rodzicielska i rola ojca/matki?

W takim ogólnym zarysie często dochodzi do pominięć tego, czym tak właściwie jest satysfakcjonująca relacja. Dochodzi wówczas do derealizacji i frustracji potrzeb relacyjnych osób w związku. Czasami ze względu na zajęcie pracą, sprawunkami, troską i wychowaniem dzieci. Często też zapominamy o sobie, pomijamy partnera/partnerkę w sferze emocjonalnej.

Czasami skupienie na działaniu zadaniowym jest tak intensywne, że rzeczywiście brakuje nam już siły, energii i ochoty na cokolwiek „relacyjnego”. Działa tutaj po prostu naturalna zasada hierarchii potrzeb. W pierwszej kolejności chcemy i nawet musimy zaspokajać potrzeby najbardziej podstawowe. Ciężko jest myśleć i realizować potrzeby seksualne, kiedy jesteśmy fizycznie przemęczeni i jedyne o czym myślimy to odpoczynek. Oczywiście te potrzeby relacyjne m.in. potrzeba bliskości i wyrażania swojej seksualności, będą w dalszym ciągu niezaspokojone. Jeśli taki stan trwa dłużej to rzeczywiście ludzie się od siebie oddalają, pojawia się wypalenie w związku. Z czasem niepielęgnowane uczucia ulegają swoistej destrukcji. Niekiedy odbudowanie bliskości jest bardzo trudne, a czasami rzeczywiście niemożliwe.

Przeniesienie frustracji

Nierzadko zdarza się, że owa frustracja (frustracja potrzeb) budzi złość na partnera/partnerkę. Wynika to z braku zrozumienia własnych potrzeb, a w konsekwencji z braku ich komunikacji w relacji. Często dzieje się tak, że odpowiedzialność za taki stan rzeczy przenosimy na drugą osobę, niejako nie widząc swojego udziału w zaniedbaniach. Brakuje nam czegoś czego nie potrafimy czasami nazwać i/lub wyrazić. Brakuje nam też refleksji nad tym co my sami robimy, co zaniechaliśmy w funkcjonowaniu w związku w stosunku do partnera/partnerki. Z czasem zaczynamy odczuwać swoistą barierę do drugiej osoby, a opór ze strony partnera/partnerki odczytujemy jako wrogą postawę.

Taki stan prowadzi do jeszcze większej złości, a to z kolei do jeszcze większego oddalenia i uniemożliwienia wyrażania oraz realizacji potrzeb. W naszych oczach związek zaczyna przypominać zestaw obowiązków i powinności rodzinnych. Natomiast obraz ten często możemy uznać za właściwy – bo jest nam skądś znany lub podobny. Niestety, potrzeby w dalszym ciągu nie są zaspokojone…

Komunikacja: język emocji i potrzeb

Z uwagi na fakt pojawiania się coraz to nowych zadań i wyzwań (zawodowych, formalnych, opieki nad dziećmi, itp.) w związku rozmawiamy głównie o tym co trzeba zrobić, załatwić, kto odbiera dzieci, kto je zaprowadza, kto kąpie i kładzie spać. Bywa tak, że brakuje nam czasu, ochoty, siły i energii na działania oraz aktywności nakierowane relacyjnie (na nas, na nią lub na niego). Za taki stan rzeczy odpowiadają po równo obie strony w związku.

Jakakolwiek zmiana jest możliwa dopiero gdy sygnalizujemy czego nam brakuje, będziemy rozmawiać o swoich potrzebach i trwać w budowaniu relacji. Przestrzeń relacyjna to miejsce, czas oraz ekspresja emocji i potrzeb. Może to być miły gest, słowo pochwały/uznania, komplement, pozytywna uwaga, ale też zaproszenie do wspólnie spędzonego czasu przy posiłku lub podczas ulubionej gry, zabawy, przy ulubionym serialu.

Nadmierne skupienie uwagi na codziennych sprawach, ale też na dzieciach skutkuje później przekonaniem, że „łączą nas tylko dzieci”. Prawdopodobnie gdybyśmy dbali również o to aby mieć wspólną przestrzeń (pasje, zainteresowania, miejsca, ludzi), a nie „tylko” dzieci i ich sprawy, wówczas moglibyśmy śmiało powiedzieć, że łączą nas też inne aktywności.

Wypalenie w związku – wymówki vs racjonalizacje

Oczywiście zawsze możemy powiedzieć, że nie mamy czasu lub ochoty, bo za dużo obowiązków, spraw, bo dużo pracujemy. Ale kto reguluje nasz czas pracy lub buduje priorytety wobec tego jak funkcjonujemy? Odpowiedź wydaje się prosta. My sami decydujemy o tym, czy chcemy poświęcić czas lub więcej uwagi komuś albo czemuś – przewidując ewentualne różne konsekwencje swoich wyborów i działań.

Długi staż związku też czasami bywa sam w sobie swoistym usprawiedliwieniem złego stanu rzeczy. Paradoksalnie, jak dzieci się usamodzielniają, są już na tyle dorosłe lub wyprowadzą się z domu – możemy odczuć wypalenie w związku. Istotny element życia, który do tej pory łączył relację (przez wspólne zaangażowanie) przestaje funkcjonować – nie trzeba już tak bardzo zajmować się dziećmi. Taka sytuacja może wzbudzić jeszcze większą frustrację, a czasami poczucie bycia niepotrzebnym w rodzinie i w związku.

Z długim stażem w związku jest bardzo podobnie jak z długim stażem w pracy. Jeśli kończą się zadania lub są powtarzalne to nie przynoszą poczucia satysfakcji, pozytywnych emocji, wystarczającej gratyfikacji. Jest to prosta droga do znużenia i wypalenia.

Związek wymaga pracy, kreatywności. Różnorodność aktywności może chronić przed frustracją i wypaleniem. Jednak potrzebna jest otwartość i wyobraźnia.

Kreatywność i otwartość = nowe pomysły i nowe emocje

Doświadczanie pozytywnych emocji w relacji może być paliwem do długiego i satysfakcjonującego życia w związku. Pozytywnych wrażeń możemy dostarczać poprzez otwartą komunikację, w której zaznaczymy, że potrzebna jest zmiana, zaproponujemy spróbowanie czegoś nowego. Wspólne doświadczanie nowych aktywności, rzeczy daje przestrzeń do przeżywania dobrych chwil.

Nie bójmy korzystać się z wiedzy i różnych poradników dotyczących m.in. zmiany w sferze życia seksualnego. Czasami nawet subtelne urozmaicenie może dostarczyć dużo pozytywnych wrażeń i przeżyć. Intencjonalne planowanie niespodzianek dla drugiej osoby już coś zmienia. Może to też spowodować, że druga strona zrobi też coś dla nas. Warto pamiętać, że jeśli oczekujemy zmiany najpierw zacznijmy od siebie, od zmiany swoich nawyków i zachowania. Dopiero potem możemy oczekiwać czegoś od drugiej strony.

Kiedy już podejmiemy się próby w tym kierunku, warto przyjrzeć się temu co takie działanie zmienia w naszych emocjach, w reakcji drugiej osoby i jak wtedy widzimy naszą relację. Odpowiedź na te pytania może okazać się silnym zastrzykiem motywującej energii do dalszego starania się. Bo związek to ciągła praca i dbanie o rozwój siebie i relacji. Taka definicja z założenia zawiera zestaw zasad i postaw, które u swojej podstawy pełnią funkcję profilaktyki pomagającej przezwyciężyć wypalenie w związku.

Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy. Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Pustka wewnętrzna, jako kryterium diagnostyczne w zaburzeniu osobowości borderline

Pustka wewnętrzna, jako kryterium diagnostyczne w zaburzeniu osobowości borderline

Pojęcie pustki wewnętrznej w zaburzeniu osobowości jest chyba najbardziej tajemniczym i najmniej zrozumiałym kryterium diagnostycznym. Istotnym jest to, że w odniesieniu do innych kryteriów diagnostycznych borderline, to pustka wewnętrzna jest największym czynnikiem ryzyka samobójstwa i samouszkodzeń. Pustka najbardziej wiąże się z problemami psychicznymi i niedostosowaniem społecznym. W końcu to właśnie pustka najdłużej się utrzymuje i jest najtrudniejsza do wyleczenia. Szacuje się, że dotyczy to aż 75% osób z tym problemem.

Czym jest poczucie pustki wewnętrznej?

W literaturze i z ust samych pacjentów można usłyszeć różne nazwy: ból, wypalenie, nicość, próżnia, dziura wewnętrzna, beznadzieja, izolacja, samotność, skowyt egzystencji, bycie pustym w środku, wydrążonym, niespełnionym, bycie zmuszonym do życia, odłączonym od świata czy nieobecnym.

Najczęściej kojarzona jest z borderline, ale pojawia się również w kilku innych chorobach, np. w depresji, PTSD, zaburzeniu osobowości narcystycznej i antyspołecznym oraz problemach lękowych. Jest to przede wszystkim poczucie braku sensu i celu życia, wyobcowanie i wykorzenienie.

Victor Emil Frankl opisywał pustkę jako zło konieczne, które trzeba dźwigać, ale nie wiadomo po co i dlaczego. Pojawia się brak sensu, celu życia i chaos egzystencjalny wyrażony w nieumiejętności określenia hierarchii wartości. W pustce każda racja jest dobra, aby przekonać siebie, że życie nie ma żadnego konkretnego celu i żadnego sensu.

Pustka wewnętrzna – borderline

Klinicyści i pacjenci są często zagubieni, gdyż w dostępnych narzędziach diagnostycznych brakuje zwięzłego i jasnego opisu tego stanu. Czy jest to samotność, nuda, brak celu, izolacja czy brak jakiejkolwiek nadziei? Pojawiające się opisy, np. bezgłośne wycie, dla niektórych są bardzo adekwatne, ale są subiektywne i nie pomagają w postawieniu prawidłowej diagnozy.

Kryterium to jest niezmiernie istotne, gdyż około 70% pacjentów borderline odczuwa chroniczną pustkę wewnętrzną. Związane jest to z większą ilością hospitalizacji, powtarzającymi się nieobecnościami w pracy, z samouszkodzeniami i tendencjami samobójczymi. Pustka jest nieprzyjemnym, niebezpiecznym i trudnym do wyleczenia objawem.

Pustka wewnętrzna powiązana jest z mniejszym poczuciem sensu w życiu, większym odłączeniem od świata, lękiem separacyjnym, unikaniem intymności, anhedonią i wycofywaniem się. Typowy jest także brak tożsamości i poczucie pustki z nim związane. U osób zmagających się z borderline dominujące poczucie pustki wyjaśnia się skrajnie trudnym poczuciem bycia samemu, które wiąże się z lękiem przed porzuceniem.

Osobowość borderline – czy bliscy mogą zrozumieć ten stan?

Czy rodzina lub przyjaciele mogą zrozumieć stan wewnętrzny osoby z zaburzeniami osobowości, gdy słyszą: brak mi siły; nie mam energii; czuję w środku pustkę; jestem warzywem; jestem jakby w niebycie?

Z rozmów z bliskimi osób cierpiących na borderline jasno wynika, że często towarzyszy im zdziwienie. Jak np. człowiek, który skończył studia, ma rodzinę i pracę, może nie mieć siły, aby wstawać i wypełniać swoje obowiązki? Jak może mówić, że „nic w nim nie ma”? Chorzy słyszą, że muszą „pozbierać się”.

Tymczasem skargi pacjentów są jak najbardziej prawdziwe i realne. Są to rzeczywiste przeżycia osób borykających się z zaburzeniami osobowości. Osoby te tak czują, chociaż trudno to zrozumieć i wytłumaczyć. Bliskich dziwi fakt, że nie są w stanie sobie poradzić z tym uczuciem, a także z tym, że stan ten może utrzymywać się przez długi czas i uniemożliwiać normalne funkcjonowanie w pracy, w szkole, w rodzinie, że niszczy życie społeczne chorującej osoby.

Co czuje osoba chorująca na borderline?

W jaki sposób wyjaśnić czy opisać ten niedobór, który odczuwają osoby z borderline? Zdarza się, że pacjenci nie potrafią opisać, co czują, albo raczej tego, że nic nie odczuwają. Nie mają skojarzeń, myśli, uczuć. Jakby nic z tego, czego doświadczają nie zostawiało w nich śladu. Przerażeni mówią, że nie są w stanie być sami ze sobą i nie mogą znieść ciszy. Inni, odwrotnie, prawie bez przerwy mówią i robią za dużo, aby nie odczuwać tego „czegoś pustego”. Opowieści pozbawione są innych osób lub są pełne osób, które krzywdzą. Często są przeświadczone o tym, że nie ma nikogo, kto mógłby zrozumieć to, co się z nimi dzieje. Próbują opisać i wyrazić swój stan, chociaż nie potrafią przekazać innym tego, co jest ich doświadczeniem.

Dlaczego osoby z borderline czują pustkę wewnętrzną?

Można zadać pytanie – dlaczego osoby chorujące na borderline czują pustkę? Dlaczego nie dostrzegają w sobie siły? Mają poczucie, że ich uczucia są zbyt śmiałe, niebezpieczne, dziwaczne i muszą je ukrywać. Zdarza się, że wytwarzają nieprawdziwy sposób funkcjonowania. Umieją świetnie odczytywać oczekiwania innych i potrafią dopasować się do nich. Wiedzą, jak zachować się w danej sytuacji, co mają mówić i jak myśleć. Nie zachowują się, tak jak chcą lub nie chcą, ale tak, jak powinni się zachować. Ich zachowanie nie wynika z ich woli, ale z dążenia do własnego celu. Bardziej chodzi o to, by zrobić dobre wrażenie.

Zdarza się, że pacjenci poprzez takie działania osiągają sukcesy, ale kompletnie nie potrafią się nimi cieszyć. Osiągane sukcesy i pochwały ze strony innych nie potrafią do nich dotrzeć i nie budują w nich poczucia sprawczości czy kompetencji. O swoich osiągnięciach mówią bez egzaltacji, jakby mówiły o kimś innym. Są głęboko przeświadczone o tym, że nie zasługują na nic dobrego i nic nie potrafią.

Słuchając tego terapeuta ma nieodparte wrażenie, jakby pacjent był aktorem i odgrywał wiele postaci w ogóle ze sobą nie powiązanych. Inną rolę kreuje w pracy, inną w domu, inną podczas spotkań ze znajomymi. Starają się, aby nie dać po sobie poznać dezorientacji, przerażenia i słabości.

Zaburzenia osobowości borderline – psychoterapia

Zdarza się, że pacjenci nie są do końca świadomi swojej pustki wewnętrznej, gdyż przyzwyczaili się wypierać swoje uczucia. Istotne jest, aby szukać pomocy. Pacjent zgłaszający się na terapię ma możliwość przeżycia tego, co czuje, razem z terapeutą. Może się do tego odnieść, wyrazić i nazwać. Ma możliwość rozmowy, pojawiają się słowa, które mają znaczenie. To „puste” doświadczenie nabiera znaczenia i kształtu, a terapia jest dla nich jedyną szansą, aby doświadczyć wewnętrznej pewności i pełnego bycia sobą.

Skutecznie pomagamy osobom cierpiącym z powodu zaburzeń osobowości. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Dlaczego dziecko, które doświadcza przemocy psychicznej, nie przestaje kochać rodzica a przestaje kochać siebie samego?

Dlaczego dziecko, które doświadcza przemocy psychicznej, nie przestaje kochać rodzica a przestaje kochać siebie samego?

Dziecko przychodzi na świat zupełnie bezbronne i w pełni zależne od rodzica. Bez jego troskliwej opieki nie byłoby w stanie samo utrzymać się przy życiu. Jesteśmy pod tym względem wyjątkowi na tle innych ssaków, u których okres bycia zależnym od opiekuna jest dużo krótszy. U człowieka dzieje się tak, ponieważ najważniejszym organem, który się w nas rozwija jest mózg, a on potrzebuje czasu i co pokazują badania, dużo poczucia bezpieczeństwa i bliskości, by rozwijał się w prawidłowy sposób.

Ponieważ przeżycie niemowlęcia zależy od rodzica, bliska relacja z nim jest najważniejszym na ten moment zadaniem rozwojowym. Założenie ewolucyjne jest takie, że rodzic robi dla dziecka tylko dobrze.

Rodzic jako źródło wiedzy

Małe dziecko nie zna świata innego, niż ten który pokazuje mu jego opiekun. Nie wie, że relacje, okazywanie uczuć, bliskość mogą wyglądać inaczej niż to czego sam doświadcza od najbliższych mu osób. Nie raz już pisałam, że to co dajemy naszym dzieciom staje się dla nich swoistą „matrycą” rozumienia relacji, związków, świata, podejścia do życia. To co dzieje się w naszym domu jest dla nich normą. Dopiero z czasem, gdy są już na tyle duże, żeby bywać np. u kolegów w domu, zauważają że może być inaczej, że żyć można na wiele sposobów.

Sama pamiętam, gdy mając siedem lat „odkryłam” w trakcie lekcji, że nie wszyscy zimą jeżdżą na nartach. To akurat nieszkodliwe odkrycie. Natomiast pamiętam dwie siostry, które zobaczyły ulotkę opisującą na czym polega przemoc domowa i ich ogromne zdziwienie, że to co robi ojciec wobec nich jest niedozwolone i karalne. Były przekonane, że każdy rodzic tak postępuje. Innego świata nie znały.

I tak jak rodzic jest źródłem wiedzy o emocjach, relacjach, zachowaniach, tak samo jest pierwszym źródłem wiedzy o nas samych. Jeśli dziecko słyszy i czuje, że rodzic go akceptuje, wspiera, jest ciekawy jego zdania i myśli, pyta się o to co ono chce i lubi – buduje w ten sposób pozytywną wiedzę o samym sobie. Dziecko wie, że warte jest uwagi i miłości, akceptuje oraz lubi siebie i kocha rodzica miłością bezwarunkową.

Przemoc psychiczna wobec dziecka

Niestety nie wszystkie dzieci mają możliwość doświadczyć takiej relacji. Wiele dorasta w domach, gdzie przemoc zarówno psychiczna, jak i fizyczna jest codziennością. Gdzie nikt nie przytula, nie daje uwagi, czasu. I nie myślę tu jedynie o rodzinach tzw. „patologicznych”. Często w domach dobrze wykształconych i sytuowanych, wyrafinowana przemoc rujnuje poczucie wartości u dzieci.

Dziecko przestaje kochać siebie

Gdy dzieci słyszą, że czwórka to za mało, że remis w meczu to porażka, że ja w tym wieku miałem już trzy medale, a ty nawet biegać porządnie nie potrafisz. Nie buntują się, nie krzyczą, że to nieprawda. Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że po prostu w to wierzą, bo właściwie dlaczego miałyby nie wierzyć. Przecież rodzic mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej, więc skoro tak mówi, to musi być prawda. Nie jestem wystarczająco dobry, żeby mama, tata byli ze mnie zadowoleni. Inaczej nie potrafię, bardzo się staram, bo przecież niczego innego nie pragnę tak bardzo, jak tego, żeby osoba, którą kocham najbardziej na świecie mnie akceptowała. Ale skoro wciąż słyszę, że mi nie wychodzi, że się nie nadaje to widocznie tak właśnie jest. Nie przestaję kochać rodzica, przestaję kochać siebie, bo nie umiem zasłużyć na ich miłość.

Po drugie, nawet jeśli, w którymś momencie rozwoju dziecko zaczyna czuć, że rodzic jest nie do końca w porządku wobec niego, to jaką ma ono alternatywę? Gdy jako dorosłe osoby jesteśmy w przemocowej, toksycznej relacji mamy możliwość przejęcia kontroli nad swoim życiem (choć w praktyce jest to niezwykle trudne), możemy zrezygnować z takiego związku, a dziecko? Co ono może? Nic. Jest w sytuacji bez wyjścia. A jedynym sposobem na przetrwanie jest zachowanie pozytywnego obrazu rodzica i wzięcie odpowiedzialności na siebie, niestety…

Rodzicu, bądź odpowiedzialny za budowanie poczucia wartości u dziecka

Więc następnym razem, gdy porównamy nasze dziecko do rówieśników, skrytykujemy za niezdarność lub skrzyczymy za zabrudzenie stołu, zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy co jest naprawdę ważne – to żeby dziecko odpowiadało naszym wyobrażeniom, czy może jednak to, żeby zbudowało pozytywny i świadomy obraz siebie?

Warto pamiętać, że to my rodzice jesteśmy odpowiedzialni za budowanie poczucia wartości u naszego dziecka. Zamieńmy słowa – musisz, powinieneś, na pytania – co chcesz, co lubisz. Budujmy relacje opartą na ciekawości i akceptacji. Patrzmy z dumą, jak nasza miłość staje się żyzną glebą do kochania siebie i innych.

Skutecznie pomagamy rozwiązać problemy rodzinne Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.