Dowiedziałam się, że mąż zażywa narkotyki. Co robić?

Dowiedziałam się, że mąż zażywa narkotyki. Co robić?

Witam serdecznie, zwracam się do Państwa z prośbą o poradę. Jestem ze swoim mężem łącznie 15 lat, a po ślubie 9 lat.

Rok 2018 zaczął się dla nas bardzo źle. Moja operacja, choroba, a po 2 tygodniach mój mąż zachorował na cukrzycę. Dodam tylko, że oboje mamy skończone 31 i 34 lata.

W ostatnim czasie układało nam się bardzo dobrze, aż do momentu, w którym cały mój świat wywrócił się do góry nogami. W nocy mój mąż czuł się źle (tak mi się wydawało). Bełkotał, nie mógł wstać z łóżka, nie rozpoznawał mnie. Zadzwoniłam po pogotowie i zabrali go do szpitala.

Mój mąż zażywa narkotyki

Rezonans magnetyczny, tomografia komputerowa i szereg innych badań nic nie wykazały. Aż do obchodu lekarzy, którzy zawołali mnie do gabinetu. W tym momencie świat mi się zawalił. Okazało się, że mój mąż jest pod wpływem narkotyków – kokaina, amfetamina i środki nasenne. Świat mi się zawalił… Nie potrafię z nim rozmawiać, nie potrafię spojrzeć mu prosto w twarz.

Minął miesiąc od tej całej sytuacji, a ja w dalszym ciągu płaczę i nie mogę zrozumieć dlaczego. Nie widzę innego rozwiązania, jak rozwód. Okazało się, że przygoda z narkotykami trwa już ponad 2 lata. On twierdzi, że nie brał często, tzn. mówił, że miał przerwę 4 miesięcy jak nie brał ale ponownie do tego wracał.

Mój świat się zawalił, nie wiem co mam robić. Mamy dziecko. Wiem, że potrzebuję porady specjalisty, który podpowie mi w małym stopniu, jak postępować z taką osobą. Obawiam się, że on nigdy się nie zmieni. Skoro kłamał przez tyle czasu, to czemu ma się akurat teraz zmienić?

Odpowiedź psychologa

Pani Kasiu,

wyobrażam sobie że sytuacja, którą Pani opisała wywołała u Pani szok i niedowierzanie. Naturalnie, że w tej chwili utraciła Pani zaufanie do męża i zastanawia się Pani nad tym, czy istnieje jakakolwiek możliwość, aby mąż zmienił swoje zachowanie, a Pani odbudowała zaufanie, wiarę i spokój.

Myślę, że to co ważne to, aby nie podejmować żadnych ważnych, ostatecznych decyzji pod wpływem emocji. Wyobrażam sobie, że może Pani odczuwać wiele skrajnych emocji. Raz jest Pani gotowa odejść od męża, a za chwilę serce pęka z rozpaczy i chce Pani ratować rodzinę.

Narkotyki w związku – gdzie szukać pomocy?

Ważne aby w tej sytuacji to mąż potraktował sprawę poważnie i podjął pilnie terapię w związku z używaniem substancji psychoaktywnych. Lekarz psychiatra, następnie specjalista terapii uzależnień po wnikliwym wywiadzie, będą mogli postawić diagnozę i dobrać właściwą formę pomocy.

Natomiast Panią zachęcam do zadbania o siebie i swoje emocje. Pomocny będzie kontakt z psychoterapeutą, który pozwoli Pani nabrać sił, zrozumienia i odzyskania stabilizacji.

Wszelkiej pomocy może Pani poszukiwać w dowolnej poradni leczenia uzależnień i współuzależnienia, gdzie również w ramach NFZ pomoc kierowana jest do bliskich – osób, u których pojawił się problem związany z przyjmowaniem substancji, czy uzależnieniem od alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych.

Kolejnym ważnym krokiem w odbudowaniu satysfakcji w relacji będzie terapia pary. Świadomość jaki jest udział każdej ze stron w umacnianiu problemu, zrozumienie wzajemnej perspektywy, rozpoznanie przekonań, opinii ale również emocji jakie temu towarzyszą, pozwoli na wprowadzenie korekty w sposobie myślenia czy zachowania. W rezultacie przynosząc zadowolenie i satysfakcję każdemu z małżonków.

Skutecznie pomagamy parom doświadczającym problemu uzależnienia, współuzależnienia.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Siostra odczuwa lęk przed bakteriami. Skąd ta obsesja?

Siostra odczuwa lęk przed bakteriami. Skąd ta obsesja?

Nasilający się lęk przed bakteriami

Witam, od ponad roku zauważyłem, że moja siostra dziwnie się zachowuje, dużo mówi o bakteriach. Na początku było jeszcze w miarę, ale teraz to chyba jeszcze bardziej się nasiliło. Często myje ręce. Wszystko wokół siebie myje płynem do naczyń, bo uważa, że to zabija bakterie, czyści nawet klamki od drzwi. Wszędzie jest płyn. Boi się zapalić lub zgasić światło, ponieważ boi się dotknąć kontaktu z powodu bakterii.

Czasami w domu już nie można wytrzymać i przez to pojawiają się kłótnie, bo wszędzie jest płyn. Ja jej tłumaczę, że bakterie muszą być i są też potrzebne do życia. Moja siostra się o to denerwuje i jest do mnie wrogo nastawiona. Zauważyłem, że jest też nadpobudliwa. Siostra ma 23 lata.

Odpowiedź psychologa

Panie Krystianie,

opisywane przez Pana trudności – lęk przed bakteriami, których doświadcza Pana siostra są charakterystycznymi objawami zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego, OCD (dawniej zwanego nerwicą natręctw). Występują w nim natrętne, nawracające myśli, które nazywamy obsesjami oraz natrętne czynności, od których nie można się uwolnić, powstrzymać ich wykonywania. Te ostatnie nazywamy kompulsjami. Osoby chorujące na OCD mogą doświadczać jednocześnie obsesji, jak i kompulsji lub jedynie jednego z tych natręctw.

Zarówno występujące obsesje, jak i kompulsje wywołują lęk, niepokój. Nieustannie powracają i, tak jak u Pana siostry – ten lęk przed bakteriami, z czasem się nasila. Najczęściej doświadczane trudności są właśnie związane z zanieczyszczeniem, jak na przykład lęk związany z brudem, zarazkami i chorobami. To z kolei wiąże się z nieustannym, wielokrotnym sprzątaniem, czyszczeniem, myciem rąk i/lub całego ciała.

Nie są to jednak jedyne obszary w jakich może pojawić się trudność. Często osoby chorujące na OCD borykają się z natręctwami między innymi agresywnymi (np. lęk przed wyrządzeniem komuś krzywdy), seksualnymi (związane zarówno z perwersyjnymi myślami jak i impulsami) czy związanymi z lękiem o zdrowie (lęk przed zachorowaniem).

Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne – leczenie

Niestety zaburzenie to ma tendencję do nasilania się oraz do rozszerzenia na kolejne (lub zamienione) obszary trudności. Choć zarówno Pana siostra, jak i inne osoby borykające się z podobnymi problemami, często mogą mieć poczucie irracjonalności swoich lęków, to jednak nie są w stanie samodzielnie stawić im czoła. Dlatego warto podjąć leczenie – im szybciej tym lepiej. Celem takiej terapii u psychoterapeuty jest nabycie umiejętności radzenia sobie z lękiem bez wykonywania kompulsji. Często konieczne i wspierające jest też leczenie farmakologiczne u lekarza psychiatry, które ma spowodować zmniejszenie napięcia i lęku.

Jeśli Pana siostra, włącza w swoje trudności innych członków rodziny – zachęcam, po podjęciu przez nią leczenia, aby pozostali członkowie rodziny udali się na pojedynczą konsultację (wspólną, razem z siostrą) do psychoterapeuty. Pomoże to lepiej zrozumieć trudności doświadczane przez Pana siostrę. Jak również dowiedzieć się jakie zachowania z Państwa strony mogą być wspierające w procesie leczenia.

Skutecznie leczymy nerwicę i zaburzenia związane z lękiem. Pracujemy także online

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Jak poradzić sobie po stracie dziecka?

Jak poradzić sobie po stracie dziecka?

Witam. Jak poradzić sobie po stracie dziecka? Jak przezwyciężyć ból oraz żal straty narodzin martwego dzieciątka?

Odpowiedź psychologa

Pani Katarzyno,

z całego serca chciałabym mieć magiczną recepturę albo kilka złotych zasad, które pomogłyby poradzić sobie ze stratą dziecka. Jest to wyjątkowo trudne doświadczenie, które zostawia w nas ślad na całe życie. Bo tak jak wiemy, że śmierć jest częścią życia i każdy z nas doświadczy żałoby związanej ze śmiercią dziadków czy rodziców, to jednak niewielu z nas przyjdzie zmierzyć się ze śmiercią własnego dziecka.

Jest to doświadczenie tak bardzo wbrew naturze, że żaden język świata nie nazwał rodzica, który traci dziecko. Gdy tracimy rodziców – stajemy się sierotami, gdy tracimy współmałżonka – jesteśmy owdowiali, a gdy tracimy dziecko….

Temat opłakiwania straty, przeżywania żałoby ogólnie nie jest łatwy w naszej kulturze. Nie bardzo wiemy jak się odnaleźć, jak wesprzeć. Dodatkowo, gdy dochodzi fakt, że żałoba jest po utraconym dziecku – właściwie zostajemy z tym sami. Ludzie boją się o tym rozmawiać, nie wiedzą jak to robić. Uruchamia to ich własny lęk o dzieci, który towarzyszy przecież każdemu rodzicowi.

Stara dziecka – żałoba

Zapytała Pani, jak poradzić sobie po stracie dziecka, jak przezwyciężyć ból. Jednej złotej rady nie mam, ale wiem, że w pierwszej kolejności musi go Pani dopuścić do siebie, poczuć i wyrazić. Jeśli potrzebny będzie płacz – płakać, krzyk – krzyczeć, jeśli trzeba będzie wyładować złość – pobić worek treningowy. To co odradzam – to tłumienie emocji. Bo oczywiście to można zrobić, ale te emocje nie znikną. Upchnie je Pani gdzieś głęboko, a one zaczną domagać się wypuszczenia – ciałem, bólem, lękami, atakami paniki, itp.

Warto mówić, rozmawiać, poszukać osób, o podobnym doświadczeniu, zapisać się na grupę wsparcia. Jeśli jest Pani osobą wierzącą, poszukać ukojenia w wierze. Śmierć dziecka boli emocjonalnie i fizycznie. Nie wiem czy można dotrzeć do punktu, w którym przestanie boleć, ale wiem, że z czasem nauczy się Pani żyć z tym doświadczeniem.

Niektórzy potrafią je przekuć w coś co mogą dać innym – zakładają fundację, stowarzyszenia i w ten sposób nadają pewien sens, temu nieszczęściu, które ich dotknęło. Nieraz żałoba po dziecku wymaga skorzystania z terapii. Proszę być dobrą dla siebie i dać sobie prawo oraz czas na słabość.

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Skontaktuj się z Nam!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Dlaczego tak wszystko przeżywam? Czy to wysoka wrażliwość?

Dlaczego tak wszystko przeżywam? Czy to wysoka wrażliwość?

Witam, mam 25 lat i jestem matką 4-letniego synka. Od jakiegoś czasu odczuwam przygnębienie, przy każdej możliwej okazji płaczę. Często oglądam filmy, które mnie wzruszają. Nie radzę sobie z ludzką krzywdą. Gdy widzę w sieci lub w telewizji informacje o wypadkach, chorobach, śmierci, znęcaniu się przede wszystkim nad dziećmi lub zwierzętami, nie mogę przestać płakać.

Przeżywam złe rzeczy, które dzieją się na świecie lub działy np. obozy koncentracyjne. To wszystko dociera do mnie tak bardzo, jakby wydarzyło się w moim własnym życiu. Nie wiem, czy to wysoka nadwrażliwość, czy też początek depresji. Zaczynam niepokoić się o swój stan zdrowia. Najgorzej jest wtedy, gdy siedzę sama w domu. Dokucza mi bezsenność, przez co gorzej funkcjonuje w dzień. Pomocy.

Odpowiedź psychologa

Pani Roksano,

z tych kilku zdań, które Pani napisała, wnioskuję, iż jest Pani osobą o dużej wrażliwości i ponadprzeciętnym przeżywaniu rozgrywających się wokół wydarzeń.

Niepokoi mnie jednak to, że ma Pani kłopoty ze snem, często Pani płacze i bardzo osobiście przeżywa sprawy, które dzieją się na świecie i nie dotyczą Pani bezpośrednio. Nie wiem, jaka jest Pani sytuacja osobista i zawodowa. Nie znane mi są doświadczenia, które były Pani udziałem. Być może towarzyszący Pani lęk ma swoje źródło w rodzinie pochodzenia i w sytuacjach, w których Pani brała udział.

Zespół lęku uogólnionego

Wiele wskazuje na to, że może to być zespół lęku uogólnionego, zwany często nerwicą lękową. Co to jest? To stan ciągłego napięcia. Osoby cierpiące na tę chorobę zamartwiają się o sprawy dnia codziennego, o to co przyniesie przyszłość, czy bliskiej osobie, która jest poza domem nic się nie stanie, czy uda się im utrzymać pracę, czy nie zachorują na ciężką chorobę. Treść zmartwień może dotyczyć właściwie każdego obszaru życia.

Choroba objawia się też częstym zmęczeniem i bólami głowy. Zespół lęku uogólnionego charakteryzuje się też tym, że przeżywane zmartwienia nie mają żadnych racjonalnych przesłanek. Każdy z nas martwi się czasem o rodzinę, przyszłość, zdrowie i pracę. Jednak potrafimy przestać martwić się lub odłożyć martwienie się „na później”. Osoba cierpiąca na nerwicę lękową, nie potrafi przestać się zamartwiać. Często ma wrażenie, że to zamartwianie wymyka się jej spod kontroli lub jest nadmierne. Ciągłe martwienie się może być tak nasilone, że utrudnia pracę, wykonywanie obowiązków, zmusza do rezygnacji z przyjemności, z aktywności społecznej i sportowej.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z choroby. Zwyczajnie akceptują fakt, że są urodzonymi pesymistami, a niepokojące ich objawy to efekt np. wybujałej ambicji. Istotne również mogą okazać się wpływy środowiskowe. Jeżeli w dzieciństwie dziecko obserwuje zbyt nerwowe reakcje swoich bliskich na większość odbieranych informacji, to jako dorosły człowiek także może wykazywać nerwowe podejście do różnych sytuacji. To oczywiście nie są wszystkie źródła lęku.

Odczuwa Pani niepokój i martwi się o swój stan zdrowia, dlatego zachęcam do niezwłocznego kontaktu z psychologiem lub psychoterapeutą, który Pani wysłucha, przeanalizuje sytuację, w jakiej się Pani znajduje, ustali dalsze działania, a przede wszystkim będzie wsparciem w procesie zrozumienia siebie. Jeśli chcemy pozbyć się podłoża naszego lęku musimy najpierw je zobaczyć. Terapeuta zdiagnozuje objawy i zaproponuje Pani odpowiednią terapię.

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mój chłopak ciągle gra w gry. Czy powinniśmy zgłosić się na terapię?

Mój chłopak ciągle gra w gry. Czy powinniśmy zgłosić się na terapię?

Mój chłopak woli gry niż mnie

Dzień dobry, chciałam się poradzić – czy powinnam działać czy przesadzam. Mój chłopak często gra w gry przez internet. Na początku nie byłam do tego zrażona. Myślałam, że to hobby i cieszyłam się tym. Jednak kiedy zamieszkaliśmy razem zaczęło mnie to bardzo denerwować i smucić. Musi codzienne grać, najlepiej przez cały wolny czas. Życiowe rzeczy oraz czas ze mną woli „odwalić” szybko, żeby móc spokojnie usiąść i grać…

Wie, że to mnie bardzo frustruje, rozmawialiśmy o tym wiele razy. Lecz gra dalej. Jak jestem na granicy płaczu, to na chwilę ogranicza granie – gra codziennie ale mniej, potem nagle się przeziębi, bierze L4 i całe dnie gra. Potem już jest tak wciągnięty, że nie może tego ograniczyć. Często, gdy już wie, że jestem u kresu, a proszę żeby zrobił coś innego, to odrywa się od grania, ale szuka jakiejś gierki na komórce albo włącza film.

Jego tata jest taki, że idzie do pracy ale w domu tylko gra w gry albo ogląda TV, codziennie też pije alkohol :( Mój chłopak na szczęście ma zdrowe podejście do alkoholu ale gra sporo. Bardzo też przytył. W ogóle się nie rusza, waży dobrze ponad 100 kg. Lubił zawsze pływać, ma kartę multisportu już od roku i cały czas mówi, że jeszcze tam pójdzie. Jednak zawsze kończy przed komputerem, choć cały czas go motywuję. Na basen nie ma czasu.

Powinniśmy zgłosić się na terapię?

Czy to moje wyobrażenie, że coś jest nie tak? Czy moje uczucia są przesadzone? Jestem osobą spokojną, stabilną – tak o sobie zawsze myślałam, znajomi też tak mówią. Jednak w tej kwestii to uczucie w środku nie daje mi spokoju. Czuję jakbym przez niego nie mogła być w 100% sobą. Bardzo mnie to męczy. Nie wiem, czy to uczucie to czerwone światło, które daje mi znak, że coś jest nie tak, czy przesadzony alarm?

Co powinnam zrobić – zgłosić się na terapię ze swoimi uczuciami? A może razem z chłopakiem? A może po prostu nie jesteśmy dla siebie i pomimo że się kochamy powinniśmy się rozejść, zamiast zmuszać go do zmiany?

Bardzo mnie to męczy już od kilka lat. Chłopak założył wspólne konto i mamy odkładać na mieszkanie. Mnie to przeraża. Boję się, że w końcu kupimy to mieszkanie, a on będzie grał, grał i grał. Natomiast ja będę trwać w tym okropnym uczuciu, które się we mnie rodzi, gdy on siada do grania… Proszę o pomoc/wskazówkę/podpowiedź, cokolwiek.

Odpowiedź psychologa

Szanowna Pani,

w Pani relacji znaleźć można wiele niepokojących wskazówek, świadczących o tym, że zachowanie Pani partnera ma charakter uzależnienia. Koncentracja życia wokół grania (zachęcam do zapoznania się z artykułem, gdzie szerzej został omówiony problem uzależnienia od komputera i gier) powoduje niekorzystne zmiany w Waszej relacji, ograniczając czas i zaangażowanie emocjonalne, które powinniście oboje wkładać w związek.

Wydaje się, że sytuacja wymaga interwencji. Pozostawienie jej w obecnym kształcie będzie coraz trudniejsze do zniesienia, także dla Pani partnera. Jeśli ma Pani wątpliwości co do swojego odbioru sytuacji, gorąco zachęcam do konsultacji u psychoterapeuty pary. Zdystansowana osoba powinna szybko zracjonalizować opisywany problem i bezpośrednio wskazać jego skalę oraz możliwe kierunki rozwoju.

Konieczne stawianie granic

Niezależnie od tego, Pani trudności emocjonalne wskazują na konieczność postawienia granic wobec konkurencyjnej dla związku aktywności partnera. Przydatne wskazówki znajdzie Pani w naszym artykule na temat stawiania granic.

Jeśli czuje Pani, że może mieć problem z konsekwentnym i jasnym wyrażaniem swoich oczekiwań, terapia indywidualna na pewno byłaby dla Pani pożądanym wsparciem.

Masz podobny problem w związku? Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Toksyczna mama - kocham ją i nienawidzę. Czy odzyskam kontrolę nad własnym życiem?

Toksyczna mama – kocham ją i nienawidzę. Czy odzyskam kontrolę nad własnym życiem?

Trudne relacje córki z mamą

Mam 24 lata. Nadal jeszcze mieszkam z matką. Nie byłam świętym dzieckiem. Często krzyczałam i pyskowałam. Poza tym, chyba nie sprawiałam wielkich problemów. Byłam posłuszna, zawsze chciałam robić tak, żeby zyskać aprobatę mamy. Dobrze się uczyłam, nie włóczyłam się wieczorami, nie piłam, nie paliłam, nauczyciele się nie skarżyli. Jedynie to, że byłam i niestety nadal jestem trochę porywcza.

Mama była i jest, według mnie, bardzo nadopiekuńcza. Mieszkaliśmy w malutkiej miejscowości. Wszyscy mogli przechodzić przez „główną drogę”, a ja dopiero jak skończyłam 13 lat. Wszyscy mogli jeździć rowerami po całej miejscowości, ja miałam ściśle wyznaczone gdzie (do 18 lat tak było, potem przestałam jeździć bo mi było wstyd). Jeszcze jak miałam te 18 lat, mama wynosiła mi rower z piwnicy i nie zgadzała się, abym sama to robiła.

Mając 14 lat chciałam raz pójść z koleżanką na targ po torebkę. Mama się nie zgodziła, bo mógłby mnie tam potrącić samochód.

Jak wracałam z przygotowań do bierzmowania około godz. 19 i było już ciemno, to mama czekała na mnie nieopodal, żebym nie chodziła po ciemku. Do domu było dosłownie 350 metrów.

Mając 18 lat chciałam pójść na ognisko z koleżankami, na działkę jednej z nich, ok. 2 km od domu. Mama się nie zgodziła, bo będzie ciemno i jak wtedy wrócę do domu.

Mając 19 lat, nie zgodziła się żebym była wolontariuszem Szlachetnej Paczki, bo ktoś mnie może skrzywdzić. Potem przeprowadziliśmy się do Krakowa. Miałam 21 lat, kiedy mama nie pozwoliła mi zostać wolontariuszem na ŚDM, bo to zbyt niebezpieczne.

Rok temu chciałam pójść na grilla do koleżanki. Oczywiście musiałam prosić o pozwolenie. Pytania mamy: czy tam jest bezpiecznie, kto tam będzie, czy będzie alkohol. Mogłam zostać do godz. 21 i to dlatego, że powiedziałam, że będę wracać z koleżanką.

Do domu nadal wracam najpóźniej o 21, bo mama tak chce. Robię wszystko tak jak chce matka. Niedawno powiedziałam, że będę o 20:30, a potem napisałam smsa, że będę o 21 bo muszę coś załatwić. Najpierw zadzwoniła, a że nie odebrałam to napisała smsa, że albo powiem o co chodzi, albo dzwoni na policję.

Czasem jak się kłócimy to mówię, że chcę się wyprowadzić, że mam dość, żeby mi dała spokój. Wiem, że to źle, że nie powinnam, za wszystko tyle razy przepraszam.

Ubezwłasnowolnienie w relacji matka – córka

Moja matka mówi, że zrujnowałam jej życie i zdrowie, że zabrałam jej całą radość i nadzieję, że jest trupem i że ja ją zabiłam. Mówi, że ona wszystko mi poświęciła. Swoje życie złożyła na ołtarzu macierzyństwa i że zmarnowała czas, bo niczego się nie nauczyłam. Jest mną rozczarowana. Nazywa mnie upadłym aniołem i mówi, że na moim miejscu nie spojrzałaby w lustro, że nie jestem warta nawet tego, żeby mnie uderzyć bo to i tak nic nie da. Mówi, że przez mnie zachoruje na depresję albo schizofrenię.

Matka miała problemy z sercem na tle nerwowym i czasem jej to wraca jak się zdenerwuje. Mówi, że umrze i będę wtedy szczęśliwa. Ja wiem, że czasem krzyczę i mówię to co pisałam wyżej, ale zawsze staram się dostosowywać do niej.

Ale jest też druga strona. Mama potrafi być miła, poświęcić się, świętuje sukcesy moje i brata, robi niespodzianki. Wierzę, że nas kocha. Jednak dla mnie tej miłości jest za dużo, mnie to przytłacza. Raz to powiedziałam i żałuję.

Widzimy się codziennie a mimo to matka ma pretensje, że w ciągu dnia do niej nie dzwonię ani nie piszę, że mnie nie obchodzi czy ona jeszcze w ogóle żyje. Muszę uczciwie powiedzieć, że nie chciałam i nie chcę się z nią przyjaźnić. Ona chciała być moją przyjaciółką i często mi wypomina, że odtrącam jej miłość i przyjaźń. Fakt, nie opowiadam jej wszystkiego, ale bardzo pragnę mieć choć trochę własnego życia. Po drugie boję się braku akceptacji albo tego, że mi znów coś zabroni.

Czy odzyskam kontrolę nad własnym życiem?

W tym roku mam możliwości pojechać na tydzień na praktyki do Warszawy. Powiedziałam o tym mamie 5 tygodni przed faktem. Prosiłam ją o zgodę. Zrobiła się z tego potworna awantura. Powiedziała, że ją upokorzyłam jak nikt inny, ponieważ mówię jej o tym tak późno. Wiedziałam o tym już rok wcześniej, że są takie szanse ale nic nie było na pewno wiadomo czy uda mi się zdobyć dofinansowanie, itd. Myślałam, że wystarczy jak powiem to wcześniej. Przez miesiąc była obrażana i prezentowała jak bardzo ją skrzywdziłam.

Matka ma pretensje, że jej nie powiedziałam o moich planach. Ona przecież by mi kibicowała, ale skoro traktuję ją jak sąsiadkę to ona się nie zgadza na mój wyjazd. Jest mi strasznie, strasznie przykro.

Próbowałam kilka razy tłumaczyć, przepraszać, prosić. Za każdym razem matka się strasznie denerwowała, zaczynała się źle czuć od serca. Mówiła, żebym przestała, że ona nie chce o tym słyszeć. Niby krzyczała, żebym robiła co chcę, ale jej aprobaty nie dostanę. Mówiła, że jestem egoistką, że idę po trupach do celu i najpierw ją wykończę. Nie chce mnie widzieć na swoim pogrzebie.

Gdy jest zła często mówi, żebym robiła co chcę, żebym spieprzała jak mi źle, że ona nikogo nie trzyma. Ale ja się boję, że jak pojadę to ona się obrazi na amen. Boję się, że naprawdę coś się jej stanie i to będzie moja wina, że już nie będzie chciała mnie znać. Brat, który jest po jej stronie, powiedział mi, że jak matce się przeze mnie coś stanie, to się więcej nie zobaczymy.

Boję się pojechać, bo nie chcę ich stracić. Boję się tego co matka może zrobić. Czasem mówi, że ja jeszcze nie wiem co ona może i że są sposoby na takich jak ja. Boję się, że pojadę a potem nie będę miała gdzie wrócić i matka już się do mnie nie odezwie, albo, że naprawdę coś się jej stanie.

Z drugiej strony mam już dość. Ile to jeszcze będzie trwać? Myślałam, że to się zmieni, jak będę dorosła, że ją przekonam, że jestem odpowiedzialna. Boję się, że to się nigdy nie skończy. Mówiłam sobie, że kiedyś się uwolnię, ale już prawie nie wierzę, że znajdę w sobie na to siłę.

Nie buntowałam się, myślałam, że to się zmieni jak dorosnę. Ale od 18-stki minęło 6 lat, a ja wciąż nie mogę żyć jak dorosły człowiek. Nie rozumiem tego tym bardziej, że nie chcę robić nic niemoralnego. Boję się, że minie kolejne 6 lat i będzie tak samo.

Jest mi strasznie żal tego wyjazdu, a wiem, że matki nie da się ubłagać. Tak strasznie chciałabym mieć poczucie decyzyjności w swoim życiu. Ciągle robię coś dla świętego spokoju. Jak już podejmuje jakąś decyzję to często wbrew sobie i chociaż czasem nienawidzę mamy to odczuwam paniczny lęk przed tym, że ją stracę. Kocham ją i nienawidzę.

Odpowiedź psychologa

Droga Pani Anno,

przyznam, że niełatwo czytało mi się Pani list. Wyobrażam sobie w jak trudnej jest Pani sytuacji emocjonalnej. Jest ona niezwykle zawiła. Nie jest jedynie czarna czy biała, ale wpada ze skrajności w skrajność. Niełatwo się w niej odnaleźć, a jednocześnie staje się ona pułapką.

Prawdą jest, że rodzice z reguły chcą dla nas jak najlepiej i wiele rzeczy robią w imię troski o nas. Ale nie zawsze mają wystarczające zasoby, aby kochać nas mądrą, dojrzałą miłością. Taką, która spowoduje, że z małego zupełnie zależnego od rodzica dziecka, wyrośnie młody samodzielny, odpowiedzialny człowiek z poczuciem wartości, które miało szansę zostać zbudowane w oparciu o szczerą, ciepłą relację z rodzicem.

Pani mama, z pewnością bardzo Panią kocha. Jednak z Pani opisu wynika też, że przeżywa silny lęk, stąd jej próby kontroli nad Pani życiem i strach przed pozostaniem samą. Jest to toksyczna relacja, która zarówno daje, ale też wysysa dużo energii. Zarówno mama, jak i brat stosują wobec Pani szantaż emocjonalny, który bardzo na Panią oddziałuje. Bliska jest mi jednak wizja, że to rodzic bierze odpowiedzialność za relację z dzieckiem i jego zadaniem jest wypuścić dziecko w świat.

Choć nie jest to łatwe musi Pani uwierzyć, że każdy człowiek ma wpływ na swoje życie – Pani mama również. Nie może przerzucać na Panią odpowiedzialności za swój stan. Nie może również Pani zabraniać rozwijać się, realizować, a przede wszystkim prowadzić samodzielnego, niezależnego życia. Zarówno silna kontrola Pani życia, liczne zakazy, obarczanie winą za jej stan jest traktowany jako zachowania przemocowe.

Wiem, że nie są to łatwe słowa Pani Anno, ale całe życie przed Panią i tylko od Pani zależy jak je Pani spędzi. Toksyczne relacje nie są łatwe, aby się z nich uwolnić i nieraz potrzeba czasu, aby nabrać do tego sił. Jednak jest Pani teraz w pięknym wieku, z którego warto zacząć korzystać. Na koniec przytoczę słowa wiersza Khaila Gibrana, które bardzo pasują mi do opisanej przez Panią sytuacji:

Twoje dzieci nie są Twoja własnością

Są synami i córkami tęsknoty za swym życiem

Przychodzą przez ciebie, ale nie od ciebie

I mimo że przy tobie są, nie do ciebie należą

Możesz im dawać swoją miłość, ale nie

Twoje zmysły, bo mają swoje.

Jesteś ojczyzną ich ciał,

Lecz jednak nie ich dusz.

Dusze ich mieszkają w przyszłości,

Której ty nie zobaczysz

Nawet w snach twoich.

Możesz się starać patrzeć jak one,

Lecz nie czyń prób zrównania ich z tobą,

Życie nie ogląda się za siebie

I nie czeka na to, co już było.

Pomagamy uzdrowić zniekształcone, toksyczne relacje rodzinne. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Trudne relacje w rodzinie. Jak poradzić sobie z poczuciem skrzywdzenia przez rodzinę?

Trudne relacje w rodzinie. Jak poradzić sobie z poczuciem skrzywdzenia przez rodzinę?

Poczucie skrzywdzenia, zmarnowana młodość, nadopiekuńczość rodziców

Dzień dobry, jestem 36-letnią kobietą. Mój problem polega na tym, że mama z babcią obarczają mnie winą za to, że zerwałam z nimi kontakt oraz wypomniałam im, że zepsuły mi życie. Być może niepotrzebnie rzuciłam jawne oskarżenia w ich kierunku i ujawniłam swój punkt widzenia o tym, że czuję się skrzywdzona. Teraz uważam, że trzeba było zachować to dla siebie.

Mama i babcia topią mnie teraz w poczuciu winy. Za tyle dobrego, co one mi dawały, jak ja śmiałam je oskarżyć o zmarnowanie mi młodości i moje problemy, które są efektem nadopiekuńczego wychowania. Zamiast być wdzięczna za tyle miłości ile dostałam, ja zrobiłam z nich najgorsze jędze.

Już sama nie wiem, czy powinnam wypowiadać wprost moje oskarżenia? Czy może powinnam zachować je dla siebie i skupić się na tym, co było dobre? Bo jednak przez większość czasu było dobrze.

Mama z babcią są osobami zaborczymi, kłótliwymi, bardzo nadopiekuńczymi. Jednak same siebie postrzegają jako doskonałość. Żadne argumenty na temat tego, że robią coś źle do nich nie docierają. Od kiedy tylko sięgam pamięcią tworzyły idealnie zgrany duet. Natomiast ja zdawałam się być tą niewdzięczną, zawsze sama wobec ich koalicji.

One jednak widzą to zupełnie inaczej niż ja. Według nich były dla mnie idealne, kochające, poświęciły się. Czuję się z tym bardzo źle. Nie umiem z nimi rozmawiać (a przecież kiedyś dojdzie do spotkania, nie zamierzam milczeć do grobowej deski).

Boję się rozmawiać z tego typu osobami: kłótliwymi, wybuchowymi. Jestem raczej spokojna i cicha. Wiem doskonale co mnie czeka: zalew wyrzutów sumienia. Za to, że zniszczyłam rodzinę, że nie doceniłam ich dobroci, że zrobiłam z nich potwory. Babcia dodatkowo „gra” chorobami.

Nie umiem nawet dokładnie wytłumaczyć się z zarzutów jakie im postawiłam. Jest to spowodowane tym, że mama jest mistrzynią w odwracaniu każdej sytuacji. Sprawia, że wina leży zawsze po mojej stronie. Co mam robić?

Odpowiedź psychologa

Pani Doroto,

na podstawie opisanej przez Panią sytuacji mogę jedynie domyślać się, że w Pani domu rodzinnym, mężczyźni nieszczególnie się liczą – w kontekście decydowania o relacjach rodzinnych – lub po prostu ich nie ma.

Rozumiem, że Pani relacje z mamą i babcią zawsze były oparte o swoiste poświęcenie z ich strony. Całą swoją energię i celowość swojego życia, skupiały na wychowaniu Pani w odniesieniu do wartości i przekonań jakie same posiadają. Rzeczywiście wybrzmiewa w tym wyraźna nadgorliwość wychowawcza i/lub nadopiekuńczość, która to z pewnych względów jest przez nie wyrażana i realizowana jako forma zaborczej miłości.

Mogę się jedynie domyślać, że sposób wychowania jaki przyjęła Pani mama (z wyraźnym wsparciem babci) jest albo próbą rekompensaty jakiś obiektywnych warunków (np.: braku ojca) i/lub kontroli skierowanej wobec Pani w dobrej intencji – redukcji stresu, w obawie przed powielaniem błędów, których konsekwencji same doświadczyły.

Dla dziecka – w tym kontekście dla Pani – odbiór takich starań opiekunów może być interpretowany jako forma wyręczania i nadmiernej izolacji w dzieciństwie. Jak również jako swoisty rodzaj kontroli i wywierania presji w życiu dorosłym. Wydawać się może, że ta strategia wychowania w swojej sztywnej – nie podatnej na negocjacje formie – dla rodzica/opiekuna jest wygodna i racjonalnie słuszna. To znaczy ma dawać poczucie bezpieczeństwa dorosłemu (przez kontrolę dziecka) i dziecku (przez ciągłą uwagę dorosłego nakierowaną na dziecko).

Paradoksalnie – jak się okazuje – z czasem potrzeby autonomii i samorealizacji dziecka biorą górę. Brak możliwości swobodnego decydowania o sobie (z założeniem popełniania błędu) uniemożliwia dziecku na wykształcenie w sobie zaradności, pewności siebie. W okresie dojrzewania i w życiu dorosłym utrudnia to podejmowanie decyzji czy ryzyka i raczej skłania do unikania wyzwań. Może prowadzić do frustracji płynącej z braku zaspokojenia potrzeb, w wyniku trudności adaptacyjnych do zadań życiowych (budowania relacji, wyrażania i rozumienia potrzeb oraz emocji).

Nadopiekuńczość i jej skutki wychowawcze

Strategia wychowawcza w nadmiernej kontroli rodzica/opiekuna wobec dziecka (nadopiekuńczość) może skutkować upośledzeniem umiejętności społecznych. Mianowicie poprzez nadmierne ograniczenia i negatywną ocenę środowiska dziecka. Może to rzutować na nadmierny krytycyzm dziecka wobec otoczenia, ale także problemów z samooceną dziecka na tle rówieśników.

Dwie najważniejsze kwestie, jakie chciałbym poruszyć. Po pierwsze, z Pani listu wybrzmiewa dużo żalu oraz złości wobec mamy i babci. Niezależnie od wszystkiego, rzeczywiście poświęciły się, aby Panią wychować najlepiej jak potrafiły. Pomimo iż efekt ich działań na dzień dzisiejszy ocenia Pani negatywnie. Najprawdopodobniej można by zaryzykować i umieścić ową relację w kategoriach toksycznych, to nie miały one i nie mają intencji, aby Pani zaszkodzić. Niestety nie mają również wiedzy i świadomości, oraz wystarczająco dużo samokrytycyzmu, aby dostrzec swoje błędy lub się do nich przyznać. Dlatego będą czuły się skrzywdzone stwierdzeniami, że ich poświęcenie mogło Pani zaszkodzić.

Druga kwestia to skutki takiego sposobu wychowania na tle relacji z babcią i mamą. Przekroczenia granic Pani autonomii, deprywacji potrzeb, których doświadcza Pani po dzień dzisiejszy. Jak również złość jaką Pani przeżywa, przenosząc jednocześnie na mamę i babcię.

Przekonanie mamy i babci do swoich krzywd jest dramatycznie trudne i być może niemożliwe. Warto zastanowić się nad tym, czy nawet jeśli ta sztuka by się Pani udała, to czy to zmieni Pani życie? Można przeżywać frustrację w pojedynkę, można też w trzy osoby. Niestety nie zmieni to bilansu emocjonalnego na dodatni, ani nie ułatwi podniesienia satysfakcji życia.

Dlatego właśnie zdecydowanie lepiej będzie, jeśli Pani skupi się na tym czym jest ta frustracja, którą Pani przeżywa? Jakie są Pani cele życiowe, których osiągnięcie wydaje się być niemożliwe wobec umiejętności (lub ich braku) nabytych poprzez swoje doświadczenie życiowe?

Warto zastanowić się, co może Pani zmienić i w czym usprawnić swoje funkcjonowanie. Wówczas frustracja jakiej Pani doświadcza przestanie być ciężarem. Takiego ciężaru nie warto nieść przez życie. Niezależnie od tego w jakim stopniu my sami, czy ktoś inny się do niego dołożył. Zachęcam do podjęcia przez Panią konsultacji z psychoterapeutą. Wierzę, że jest Pani w stanie zmienić swoje życie tak, aby nie myśleć, że ktokolwiek je Pani zmarnował. Serdecznie pozdrawiam!

Skutecznie pomagamy rozwiązać problemy rodzinne. Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Co robić, gdy teściowej nie podoba się postępowanie synowej?

Co robić, gdy teściowej nie podoba się postępowanie synowej?

Synowa owinęła sobie mojego syna wokół palca

Witam, chciałabym uzyskać poradę odnośnie problemu z synową. Mianowicie chodzi mi głównie o to, że ona jest bałaganiarą i do tego jest uzależniona od portali społecznościowych. W związku z tym, mój syn przychodząc z pracy najpierw zjada obiad (raczej mu coś prostego ugotuje), dwójka dzieci (3 lata i 5,5 roku) zjadają obiad w przedszkolu. Potem bawi się z dziećmi i kąpie je. Sprząta mieszkanie, również zajmuje się praniem i układaniem ubrań w szafie.

Synowa obecnie nie pracuje. Chodziła na różne kursy, ale jak do tej pory nie wie, co by chciała robić w życiu. Jest to osoba, która zawsze ma racje i każdą sytuację potrafi wykorzystać na swoją korzyść.

Mój syn zawsze lubił porządek. Bardzo denerwował się, że jego brat był bałaganiarzem i musiał po nim sprzątać, bo mieli wspólny pokój. Jednym słowem owinęła sobie syna wokół palca. On dwoi się i troi, żeby zaspokoić jej zachcianki, przez co popadają w długi.

Proszę powiedzieć, jak dotrzeć do syna, żeby otworzył oczy i nie pozwolił sobą pomiatać?

Odpowiedź psychologa

Pani Aldono,

rozumiem, że dla Pani jako matki trudno jest patrzeć na problemy i trudności z jakimi boryka się syn. Mimo to, zakładam, że Pani syn jest człowiekiem dorosłym i w związku z tym ma prawo samostanowienia o sobie. Tym samym podejmuje decyzje, za które ponosi odpowiedzialność, podobnie jak jego żona.

Relacja jaka panuje między Pani synem a synową jest kształtowa tylko i wyłącznie przez nich samych. Tak jak chcą i najlepiej potrafią. Sami ponoszą odpowiedzialność za wspólne decyzje. To właśnie w ten sposób mogą uczyć się współpracy i wyciągać wnioski na przyszłość.

Często bywa tak, że obserwując daną sytuację/zachowanie z zewnątrz, nie widzimy całości. Jedynie dostrzegamy wycinek sytuacji, dodatkowo przepuszczony przez filtr np.: poczucia matczynej odpowiedzialności. Najwyraźniej synowi ten stan rzeczy odpowiada na tyle, że sam nie chce tego zmienić. Być może kocha swoją żonę na tyle, że jest w stanie zaakceptować to, co Pani postrzega jako jej wady. Prawdopodobnie on tego tak nie widzi.

W odniesieniu do opisanej przez Panią sytuacji, jakakolwiek interwencja z Pani strony (skierowana do syna lub synowej), może przyczynić się do tego, że narazi Pani swojego syna i jego rodzinę na dodatkowe trudności oraz stres. Synowa może poczuć, że wobec niej budowana jest wroga koalicja syna z matką. Nawet jeśli intencje takiego działania mogą mieć na celu pomoc w ich relacji. Najprawdopodobniej wtedy synowa będzie czuła pretensje, złość i żal do swojego męża. Zacznie zabiegać o większą izolację, co może skutkować budowaniem dystansu między rodziną syna a Panią.

Innymi słowy, jeśli zdecyduje się Pani na podjęcie jakiś działań, ich problemy mogą się nie rozwiązać, ale nawet poszerzyć o kolejny – konflikt na tle syn i matka vs mąż i żona. W związku z tym można się spodziewać, że w przyszłości syn będzie mógł mieć do Pani pretensję o to, że znajdzie się w sytuacji, w której poczuje się zobowiązany do swoistego wyboru: stanąć po stronie mamy czy żony. Jeśli uda mu się rozwiązać – wspólnie z żoną – problemy rodzinne, tym bardziej będzie uważał, że była Pani w tych okolicznościach „złym” doradcą. Pani ingerencja w to jak żyją i funkcjonują, mogłaby zaognić konflikt między nimi. Tym samym przyczynić się w jakimkolwiek procencie do rozpadu ich relacji.

Jeśli zależy Pani na synu i dobrych relacjach z nim, jedyne co warto zrobić to reagować na sytuacje niebezpieczne. Mam tu na myśli reagowanie na jawną przemoc i nieodpowiedzialność w opiece nad dzieckiem (np. pozostawienie dziecka bez opieki). Wszystko inne należy pozostawić ich osądowi. Trzeba zaufać temu, że są to dorośli ludzie. Ludzie, którzy z jakiegoś powodu chcą być ze sobą. Chcą wspólnie tworzyć rodzinę, mierząc się jednocześnie z własnymi problemami i trudnościami życiowymi.

Myślę, że jeśli syn lub synowa poproszą Panią o pomoc, to wtedy ma Pani prawo wyrazić swoje zdanie. Jednakże angażując się w tego typu sytuacje zbyt intensywnie, z założenia naraża się Pani na jedną z wersji tego, co opisałem powyżej.

Warto, aby pomyślała Pani nad tym dlaczego tak się dzieje, że tak bardzo zajmuje się Pani funkcjonowaniem syna w relacji. Być może byłoby łatwiej, gdyby pomyślała Pani o sobie. Pozwoliła Pani sobie na zadbanie o własne potrzeby, na organizacją własnego wolnego czasu. Wierzę, że wówczas poczułaby się Pani lepiej.

Jeśli okaże się, że z jakiegoś powodu nie potrafi Pani odpuścić potrzeby pomocy, czy interwencji w związek syna, warto byłoby, aby podjęła Pani konsultację psychologiczną w celu uzyskania odpowiedzi na pytanie: dlaczego nie potrafi Pani zdystansować się do tego co dzieje się u syna i dlaczego tak bardzo Pani to przeżywa?

Jego relacja z żoną jest dynamiczna i będzie się zmieniać, w zależności od tego na ile sami będą o nią dbać i regulować. Relacja w związku to ich wspólna odpowiedzialność.

Skutecznie pomagamy rozwiązać problemy rodzinne. Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Co zrobić, gdy toksyczna teściowa wtrąca się w małżeństwo?

Co zrobić, gdy toksyczna teściowa wtrąca się w małżeństwo?

Teściowa wtrąca się w nasze życie

Nie wiem, co robić. Zastanawiam się nad rozstaniem z mężem. Jesteśmy ze sobą od 5 lat, rok po ślubie. Mamy 2,5 letnią córkę i następne dziecko w drodze. Problem polega na tym, że w naszym życiu jest ktoś jeszcze, a nie powinien być – jego matka.

Od samego początku wtrąca się w nasze życie. Wyzywała mnie, poniżała. Mąż nie reagował na to. Po wielu rozmowach o tym, zaczął mnie bronić. Nasze relacje się zmieniły na lepsze. Szybko zamieszkaliśmy razem, ponieważ dosłownie uciekł z domu rodzinnego. Były z tego powodu kłótnie oraz manipulowanie mojego męża przez teściową.

Po długim czasie mąż powiedział swojej matce, że jeżeli nie będzie mnie traktować z szacunkiem to nas nie zobaczy. Przez około pół roku nie mieliśmy kontaktu z teściową. Potem wróciła, jako ta odmieniona, życzliwa kobieta.

Niestety zauważyłam u męża, że zaczyna być pod wpływem matki. Robi to, co ona chce, planuje naszą przyszłość z matką. Mąż nie interesuje się naszymi dziećmi. Interesuje go tylko wprowadzenie się do domu rodzinnego, do jego matki. Namawia mnie na to, lecz ja się sprzeciwiam. Nie obchodzi go moje zdanie.

Jestem załamana. Myślę o rozwodzie. Czy mój mąż kiedykolwiek odsunie się od tej chorej relacji z matką?

Odpowiedź psychologa

Pani Marzeno,

budowanie związku to nie lada wyzwanie. Jednym z ważniejszych zadań jakie stoją przed parą, to stworzenie wzajemnej lojalności, która będzie silniejsza od tej łączącej nas z naszą rodziną pochodzenia. Dla jednych jest to naturalna kolej rzeczy, ale dla niektórych to nie lada wyzwanie.

Z Pani opisu wnioskuję, że tak właśnie było w przypadku Pani męża. Z jakiegoś powodu mamie trudno było puścić syna w dorosłe, samodzielne życie. Czasem tak się dzieje, gdy dzieci spełniają jakieś silne emocjonalne potrzeby rodzica i w momencie, gdy dziecko zaczyna się separować, rodzic traci siebie. Wtedy często dochodzi do całkowitego zerwania więzi.

To co ważne w Pani liście to fakt, że mąż umiał zbudować taką lojalność z Panią i przeciwstawić się matce. Pytanie: jak na ten moment Państwo komunikujecie się w tej sprawie? Czy rozmawiacie o tym ze sobą? Czy mąż wie o Pani odczuciach i rozważaniach o rozwodzie?

Kontakt z rodzicami jest ważny, jednak warto ustalić jasne granice jak powinien on wyglądać i to jest właśnie zadanie dla małżonków. Mieszkanie z teściami, rzadko kiedy dobrze działa na małżeństwo.

Tworzycie Państwo rodzinę, macie małe dziecko i niebawem na świecie pojawi się kolejne. Warto zawalczyć o związek. Jeżeli czuje Pani, że rozmowa z mężem jest niemożliwa, warto udać się na wspólną terapię. Możliwe też, że terapeuta pary skieruje męża do pracy indywidualnej pod kątem jego relacji z mamą. Namawiam i trzymam kciuki, bo myślę, że warto.

Skutecznie pomagamy rozwiązać problemy rodzinne. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Czy przyjaciółka męża jest zagrożeniem dla naszego związku?

Czy przyjaciółka męża jest zagrożeniem dla naszego związku?

Jestem zazdrosna o przyjaciółkę męża

Mamy po 33 lata. Mój partner od liceum ma przyjaciółkę, z którą utrzymuje kontakt wyłącznie przez wiadomości na komunikatorze w telefonie. Ona ma swoje dzieci, rozwodzi się. Ich relacja była utrzymywana w tajemnicy przed partnerami. Dowiedziałam się od partnera, że byłam zbyt zazdrosna, dlatego musiał to ukrywać.

Byłam zazdrosna, ponieważ dowiedziałam się od niego, że wyobrażał sobie z nią seks, że odradzała mu znajomość ze mną (choć mnie nie zna). On doradzał jej rozwód, gdyż jej partner jest bezwzględny i ukrywał chorobę. Sytuacja trwa 10 lat.

Teraz, bardzo często piszą ze sobą, szczególnie wieczorami. Partner uważa, że ona go rozumie, że świetnie się dogadują, nie tak jak ze mną. Ostatnio mieliśmy wspólny wyjazd do mojej rodziny i on jej napisał, że nie ma ochoty jechać, więc ona mu to odradzała.

Wiem tylko tyle o ich relacji, ile on sam mi powie. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Sądzę, że taka relacja jest odrealniona i nie jest platoniczna. Wydaje mi się, że to taka fascynacja, nikt nie mówi o swoich wadach. Nie wiem, co mam zrobić w tej sytuacji.

Ostatnio poprosiła go, aby śledził jej męża pod domem domniemanej kochanki, a on pojechał. Chciałam dotrzeć do partnera, dlatego tłumaczyłam mu, jak to widzę i dlaczego uważam to za zagrożenie dla naszego związku, który już wisi na włosku, bo ja mu zobojętniałam (ponieważ ma atrakcyjną alternatywę). On jest głuchy na moje argumenty i uważa, że to chorobliwa zazdrość. Ja tego tak nie widzę.

Czy ich relacja jest uczciwa w stosunku do mnie, skoro ona, w momencie kiedy on ma wątpliwości, pisze mu żeby mnie zostawił? Czy mam prawo bać się ich relacji i chcieć, aby to zakończyli? Nie wiem, jak mam do niego dotrzeć.

Odpowiedź psychologa:

Pani Haniu,

gdy czytam Pani list to przyznam, że wzbudza we mnie złość opisane przez Panią zachowanie partnera. Z Pani opisu wynika, że jest on w zażyłej, bliskiej relacji ze swoją przyjaciółką. W dodatku tak długo skrywanej przed Panią. Według mnie śmiało można tu użyć określenia zdrady emocjonalnej. Ma Pani pełne prawo się na to nie zgodzić. Odczuwane przez Panią zagrożenie czy strach jest jak najbardziej adekwatną emocją.

To co również zwraca moją uwagę, to słowa jakie Pani słyszy – już mi zobojętniałaś, ona jest lepszym partnerem do rozmów – muszą być bardzo krzywdzące. Zastanawiam się na ile jest Pani w stanie stawiać granice partnerowi, nie zgadzać się na takie słowa. Wydaje mi się, że jest to moment, w którym musi Pani ochronić siebie i swoje emocje. Musi Pani jasno postawić granice. Zaznaczyć, że nie zgadza się Pani na takie słowa i na tak zażyłą relację partnera z inną kobietą. A partner musi podjąć decyzję z kim właściwie chce być i budować związek.

Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.