Toksyczna mama - kocham ją i nienawidzę. Czy odzyskam kontrolę nad własnym życiem?

Toksyczna mama – kocham ją i nienawidzę. Czy odzyskam kontrolę nad własnym życiem?

Trudne relacje córki z mamą

Mam 24 lata. Nadal jeszcze mieszkam z matką. Nie byłam świętym dzieckiem. Często krzyczałam i pyskowałam. Poza tym, chyba nie sprawiałam wielkich problemów. Byłam posłuszna, zawsze chciałam robić tak, żeby zyskać aprobatę mamy. Dobrze się uczyłam, nie włóczyłam się wieczorami, nie piłam, nie paliłam, nauczyciele się nie skarżyli. Jedynie to, że byłam i niestety nadal jestem trochę porywcza.

Mama była i jest, według mnie, bardzo nadopiekuńcza. Mieszkaliśmy w malutkiej miejscowości. Wszyscy mogli przechodzić przez „główną drogę”, a ja dopiero jak skończyłam 13 lat. Wszyscy mogli jeździć rowerami po całej miejscowości, ja miałam ściśle wyznaczone gdzie (do 18 lat tak było, potem przestałam jeździć bo mi było wstyd). Jeszcze jak miałam te 18 lat, mama wynosiła mi rower z piwnicy i nie zgadzała się, abym sama to robiła.

Mając 14 lat chciałam raz pójść z koleżanką na targ po torebkę. Mama się nie zgodziła, bo mógłby mnie tam potrącić samochód.

Jak wracałam z przygotowań do bierzmowania około godz. 19 i było już ciemno, to mama czekała na mnie nieopodal, żebym nie chodziła po ciemku. Do domu było dosłownie 350 metrów.

Mając 18 lat chciałam pójść na ognisko z koleżankami, na działkę jednej z nich, ok. 2 km od domu. Mama się nie zgodziła, bo będzie ciemno i jak wtedy wrócę do domu.

Mając 19 lat, nie zgodziła się żebym była wolontariuszem Szlachetnej Paczki, bo ktoś mnie może skrzywdzić. Potem przeprowadziliśmy się do Krakowa. Miałam 21 lat, kiedy mama nie pozwoliła mi zostać wolontariuszem na ŚDM, bo to zbyt niebezpieczne.

Rok temu chciałam pójść na grilla do koleżanki. Oczywiście musiałam prosić o pozwolenie. Pytania mamy: czy tam jest bezpiecznie, kto tam będzie, czy będzie alkohol. Mogłam zostać do godz. 21 i to dlatego, że powiedziałam, że będę wracać z koleżanką.

Do domu nadal wracam najpóźniej o 21, bo mama tak chce. Robię wszystko tak jak chce matka. Niedawno powiedziałam, że będę o 20:30, a potem napisałam smsa, że będę o 21 bo muszę coś załatwić. Najpierw zadzwoniła, a że nie odebrałam to napisała smsa, że albo powiem o co chodzi, albo dzwoni na policję.

Czasem jak się kłócimy to mówię, że chcę się wyprowadzić, że mam dość, żeby mi dała spokój. Wiem, że to źle, że nie powinnam, za wszystko tyle razy przepraszam.

Ubezwłasnowolnienie w relacji matka – córka

Moja matka mówi, że zrujnowałam jej życie i zdrowie, że zabrałam jej całą radość i nadzieję, że jest trupem i że ja ją zabiłam. Mówi, że ona wszystko mi poświęciła. Swoje życie złożyła na ołtarzu macierzyństwa i że zmarnowała czas, bo niczego się nie nauczyłam. Jest mną rozczarowana. Nazywa mnie upadłym aniołem i mówi, że na moim miejscu nie spojrzałaby w lustro, że nie jestem warta nawet tego, żeby mnie uderzyć bo to i tak nic nie da. Mówi, że przez mnie zachoruje na depresję albo schizofrenię.

Matka miała problemy z sercem na tle nerwowym i czasem jej to wraca jak się zdenerwuje. Mówi, że umrze i będę wtedy szczęśliwa. Ja wiem, że czasem krzyczę i mówię to co pisałam wyżej, ale zawsze staram się dostosowywać do niej.

Ale jest też druga strona. Mama potrafi być miła, poświęcić się, świętuje sukcesy moje i brata, robi niespodzianki. Wierzę, że nas kocha. Jednak dla mnie tej miłości jest za dużo, mnie to przytłacza. Raz to powiedziałam i żałuję.

Widzimy się codziennie a mimo to matka ma pretensje, że w ciągu dnia do niej nie dzwonię ani nie piszę, że mnie nie obchodzi czy ona jeszcze w ogóle żyje. Muszę uczciwie powiedzieć, że nie chciałam i nie chcę się z nią przyjaźnić. Ona chciała być moją przyjaciółką i często mi wypomina, że odtrącam jej miłość i przyjaźń. Fakt, nie opowiadam jej wszystkiego, ale bardzo pragnę mieć choć trochę własnego życia. Po drugie boję się braku akceptacji albo tego, że mi znów coś zabroni.

Czy odzyskam kontrolę nad własnym życiem?

W tym roku mam możliwości pojechać na tydzień na praktyki do Warszawy. Powiedziałam o tym mamie 5 tygodni przed faktem. Prosiłam ją o zgodę. Zrobiła się z tego potworna awantura. Powiedziała, że ją upokorzyłam jak nikt inny, ponieważ mówię jej o tym tak późno. Wiedziałam o tym już rok wcześniej, że są takie szanse ale nic nie było na pewno wiadomo czy uda mi się zdobyć dofinansowanie, itd. Myślałam, że wystarczy jak powiem to wcześniej. Przez miesiąc była obrażana i prezentowała jak bardzo ją skrzywdziłam.

Matka ma pretensje, że jej nie powiedziałam o moich planach. Ona przecież by mi kibicowała, ale skoro traktuję ją jak sąsiadkę to ona się nie zgadza na mój wyjazd. Jest mi strasznie, strasznie przykro.

Próbowałam kilka razy tłumaczyć, przepraszać, prosić. Za każdym razem matka się strasznie denerwowała, zaczynała się źle czuć od serca. Mówiła, żebym przestała, że ona nie chce o tym słyszeć. Niby krzyczała, żebym robiła co chcę, ale jej aprobaty nie dostanę. Mówiła, że jestem egoistką, że idę po trupach do celu i najpierw ją wykończę. Nie chce mnie widzieć na swoim pogrzebie.

Gdy jest zła często mówi, żebym robiła co chcę, żebym spieprzała jak mi źle, że ona nikogo nie trzyma. Ale ja się boję, że jak pojadę to ona się obrazi na amen. Boję się, że naprawdę coś się jej stanie i to będzie moja wina, że już nie będzie chciała mnie znać. Brat, który jest po jej stronie, powiedział mi, że jak matce się przeze mnie coś stanie, to się więcej nie zobaczymy.

Boję się pojechać, bo nie chcę ich stracić. Boję się tego co matka może zrobić. Czasem mówi, że ja jeszcze nie wiem co ona może i że są sposoby na takich jak ja. Boję się, że pojadę a potem nie będę miała gdzie wrócić i matka już się do mnie nie odezwie, albo, że naprawdę coś się jej stanie.

Z drugiej strony mam już dość. Ile to jeszcze będzie trwać? Myślałam, że to się zmieni, jak będę dorosła, że ją przekonam, że jestem odpowiedzialna. Boję się, że to się nigdy nie skończy. Mówiłam sobie, że kiedyś się uwolnię, ale już prawie nie wierzę, że znajdę w sobie na to siłę.

Nie buntowałam się, myślałam, że to się zmieni jak dorosnę. Ale od 18-stki minęło 6 lat, a ja wciąż nie mogę żyć jak dorosły człowiek. Nie rozumiem tego tym bardziej, że nie chcę robić nic niemoralnego. Boję się, że minie kolejne 6 lat i będzie tak samo.

Jest mi strasznie żal tego wyjazdu, a wiem, że matki nie da się ubłagać. Tak strasznie chciałabym mieć poczucie decyzyjności w swoim życiu. Ciągle robię coś dla świętego spokoju. Jak już podejmuje jakąś decyzję to często wbrew sobie i chociaż czasem nienawidzę mamy to odczuwam paniczny lęk przed tym, że ją stracę. Kocham ją i nienawidzę.

Odpowiedź psychologa

Droga Pani Anno,

przyznam, że niełatwo czytało mi się Pani list. Wyobrażam sobie w jak trudnej jest Pani sytuacji emocjonalnej. Jest ona niezwykle zawiła. Nie jest jedynie czarna czy biała, ale wpada ze skrajności w skrajność. Niełatwo się w niej odnaleźć, a jednocześnie staje się ona pułapką.

Prawdą jest, że rodzice z reguły chcą dla nas jak najlepiej i wiele rzeczy robią w imię troski o nas. Ale nie zawsze mają wystarczające zasoby, aby kochać nas mądrą, dojrzałą miłością. Taką, która spowoduje, że z małego zupełnie zależnego od rodzica dziecka, wyrośnie młody samodzielny, odpowiedzialny człowiek z poczuciem wartości, które miało szansę zostać zbudowane w oparciu o szczerą, ciepłą relację z rodzicem.

Pani mama, z pewnością bardzo Panią kocha. Jednak z Pani opisu wynika też, że przeżywa silny lęk, stąd jej próby kontroli nad Pani życiem i strach przed pozostaniem samą. Jest to toksyczna relacja, która zarówno daje, ale też wysysa dużo energii. Zarówno mama, jak i brat stosują wobec Pani szantaż emocjonalny, który bardzo na Panią oddziałuje. Bliska jest mi jednak wizja, że to rodzic bierze odpowiedzialność za relację z dzieckiem i jego zadaniem jest wypuścić dziecko w świat.

Choć nie jest to łatwe musi Pani uwierzyć, że każdy człowiek ma wpływ na swoje życie – Pani mama również. Nie może przerzucać na Panią odpowiedzialności za swój stan. Nie może również Pani zabraniać rozwijać się, realizować, a przede wszystkim prowadzić samodzielnego, niezależnego życia. Zarówno silna kontrola Pani życia, liczne zakazy, obarczanie winą za jej stan jest traktowany jako zachowania przemocowe.

Wiem, że nie są to łatwe słowa Pani Anno, ale całe życie przed Panią i tylko od Pani zależy jak je Pani spędzi. Toksyczne relacje nie są łatwe, aby się z nich uwolnić i nieraz potrzeba czasu, aby nabrać do tego sił. Jednak jest Pani teraz w pięknym wieku, z którego warto zacząć korzystać. Na koniec przytoczę słowa wiersza Khaila Gibrana, które bardzo pasują mi do opisanej przez Panią sytuacji:

Twoje dzieci nie są Twoja własnością

Są synami i córkami tęsknoty za swym życiem

Przychodzą przez ciebie, ale nie od ciebie

I mimo że przy tobie są, nie do ciebie należą

Możesz im dawać swoją miłość, ale nie

Twoje zmysły, bo mają swoje.

Jesteś ojczyzną ich ciał,

Lecz jednak nie ich dusz.

Dusze ich mieszkają w przyszłości,

Której ty nie zobaczysz

Nawet w snach twoich.

Możesz się starać patrzeć jak one,

Lecz nie czyń prób zrównania ich z tobą,

Życie nie ogląda się za siebie

I nie czeka na to, co już było.

Pomagamy uzdrowić zniekształcone, toksyczne relacje rodzinne. Skontaktuj się z Nami!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *