Kiedy druga osoba milczy. Co dzieje się z nami, gdy nie dostajemy odpowiedzi?
Wysyłamy wiadomość do kogoś ważnego. Mija godzina, potem druga. Widzimy, że wiadomość została dostarczona, czasem nawet przeczytana. Być może druga osoba była w tym czasie aktywna. Odpowiedzi jednak nie ma.
Początkowo nie musi to znaczyć niczego szczególnego. „Pewnie jest zajęty”. „Może odpowie później”. Z czasem jednak cisza zaczyna nabierać znaczenia. Pojawia się niepokój, czasem złość. Zaczynamy przypominać sobie ostatnią rozmowę. Może powiedziałem coś nie tak? Może ją uraziłam? A może po prostu już jej nie zależy? To, co jeszcze przed chwilą było brakiem informacji, powoli zaczyna układać się w historię.
Komunikatory stworzyły pod tym względem dość szczególne warunki dla naszych relacji. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak wielu możliwości kontaktu, a jednocześnie nie mogliśmy tak dokładnie obserwować jego braku. Wiemy, że wiadomość dotarła. Czasem wiemy, że została przeczytana. Możemy nawet zobaczyć, że ktoś był później dostępny online. Nadal jednak nie wiemy tego, co z psychologicznego punktu widzenia jest najważniejsze: co dzieje się po drugiej stronie.
Właśnie tę lukę nasz umysł zaczyna wypełniać.
Cisza nie jest tylko ciszą
Brak odpowiedzi sam w sobie zawiera niewiele informacji. Wiemy właściwie tylko tyle, że odpowiedź jeszcze nie nadeszła. Wszystko, co pojawia się później – „jest zły”, „ignoruje mnie”, „już mu nie zależy”, „musiałem zrobić coś nie tak” – jest próbą nadania tej sytuacji znaczenia.
Nie znaczy to oczywiście, że nasze przypuszczenia zawsze są błędne. Druga osoba rzeczywiście może się od nas oddalać. Może być zła. Może unikać rozmowy albo nie chcieć odpowiadać. Problem polega na czymś innym. Zanim się tego dowiemy, często zaczynamy przeżywać własne wyjaśnienie tak, jakby było już faktem.
Im ważniejsza jest dla nas relacja, tym trudniej zwykle pozostać przy prostym „nie wiem”. Właśnie dlatego kilka godzin ciszy ze strony osoby, która niewiele dla nas znaczy, może nie wywoływać prawie żadnej reakcji, podczas gdy brak odpowiedzi partnera, bliskiego przyjaciela czy innej ważnej osoby może zajmować znaczną część naszych myśli. Nie chodzi tylko o wiadomość. Wraz z nią uruchamia się pytanie o więź: czy nadal jesteśmy dla siebie tak samo ważni?
Ktoś, kto jeszcze rano był przeżywany jako bliski, ciepły i zainteresowany, wieczorem – po kilku godzinach milczenia – może zacząć wydawać się chłodny albo obojętny. Potem przychodzi zwyczajna wiadomość: „Przepraszam, miałem fatalny dzień, dopiero teraz mogę odpisać”. Napięcie opada niemal natychmiast.
Sama relacja prawdopodobnie nie zmieniła się w ciągu tych kilku godzin. Zmienił się natomiast sposób, w jaki ją w tym czasie przeżywaliśmy.
Kiedy jedna chwila zaczyna opisywać całą relację
W psychologii od dawna interesowano się tym, w jaki sposób zachowujemy wewnętrzny obraz ważnej osoby wtedy, kiedy jej przy nas nie ma albo kiedy nas rozczarowuje. Zdolność do utrzymywania względnie stabilnego obrazu drugiego człowieka nie jest tak oczywista, jak może się wydawać.
Dojrzała relacja nie polega przecież na tym, że druga osoba jest zawsze dobra, dostępna i odpowiada na nasze potrzeby. Bliski człowiek może być kochający i jednocześnie czasami niedostępny. Może nas wspierać i innym razem rozczarować. Możemy być na niego źli, nie tracąc jednocześnie poczucia, że jest dla nas ważny.
W spokojnym stanie zwykle potrafimy pomieścić te sprzeczności. Wiemy, że ktoś może nie odpisać i nadal nas kochać. Że partner może być zirytowany i nie oznacza to rozpadu związku. Że chwilowe oddalenie nie musi unieważniać wcześniejszej bliskości.
Silny afekt potrafi jednak tę złożoność znacznie ograniczyć.
Kiedy pojawia się lęk, wcześniejsze doświadczenia jakby tracą część swojej psychicznej dostępności. Możemy znać dziesiątki sytuacji, w których druga osoba była blisko, troszczyła się o nas i pokazywała swoje zaangażowanie, a mimo to przez kilka godzin milczenia wszystko to zaczyna wydawać się mniej przekonujące. Aktualne doświadczenie nabiera większej wagi niż historia relacji.
Nie chodzi tu o „nieracjonalność”. W stanie silnego pobudzenia emocjonalnego, zwłaszcza gdy pojawia się lęk o relację, inaczej korzystamy z tego, co wiemy o sobie i innych. To, co czujemy w danym momencie, łatwiej zaczyna organizować sposób widzenia całej sytuacji.
Dlatego też zdanie „czuję się teraz nieważny” może niezauważalnie przekształcić się w „jestem dla niego nieważny”.
„Boję się, że się ode mnie oddala” zmienia się w „on się ode mnie oddala”.
Różnica między tymi zdaniami jest niewielka językowo, ale ogromna psychologicznie.
Dlaczego czasem obwiniamy siebie?
Nie każdy reaguje na ciszę w ten sam sposób. Jedna osoba szybko poczuje złość: „Jak można mnie tak ignorować?”. Inna zacznie się wycofywać, zanim zostanie odrzucona. Jeszcze ktoś będzie wielokrotnie sprawdzać telefon, szukając kolejnych informacji.
Są też osoby, które bardzo szybko kierują negatywne wyjaśnienia przeciwko sobie.
„Może za dużo napisałam”.
„Pewnie znowu byłem zbyt wymagający”.
„Musiałem powiedzieć coś głupiego”.
„Jestem męczący”.
Na pierwszy rzut oka takie myśli wydają się jedynie przejawem niskiej samooceny. Czasami jednak mają jeszcze jedną funkcję. Paradoksalnie mogą właśnie przywracać poczucie wpływu.
Jeżeli druga osoba nie odpowiada dlatego, że ja coś zrobiłem, mogę to naprawić. Mogę napisać ponownie, przeprosić, wyjaśnić, zmienić swoje zachowanie. Jeżeli natomiast pozostaję przy „nie wiem, dlaczego milczy”, muszę przez jakiś czas żyć z niepewnością i z tym, że nie wszystko znajduje się pod moją kontrolą.
Bolesne wyjaśnienie może więc czasami okazać się psychicznie łatwiejsze do zniesienia niż brak wyjaśnienia.
Wytrzymać „nie wiem”
Współczesna psychoterapia opisuje podobne procesy między innymi za pomocą pojęcia mentalizowania. Jest to zdolność do zastanawiania się nad tym, co dzieje się w naszym własnym umyśle i w umysłach innych osób – nad uczuciami, myślami, potrzebami, przekonaniami i intencjami. Jednym z najważniejszych elementów mentalizowania jest jednak świadomość jego granic.
Mogę dobrze znać drugiego człowieka. Mogę znać jego zwyczaje i sposoby reagowania. Mogę mieć całkiem trafne przypuszczenia dotyczące tego, co właśnie czuje. Nie mam jednak bezpośredniego dostępu do jego umysłu.
W relacji zdolność do mentalizowania oznacza więc także możliwość pozostawienia miejsca na niewiedzę.
Mogę pomyśleć: „mam wrażenie, że jest na mnie zły”, zamiast „wiem, że jest na mnie zły”. Mogę zauważyć: „boję się teraz, że stracę tę relację”, zamiast natychmiast uznać własny lęk za dowód, że relacja rzeczywiście się już kończy.
Nie jest to sposób na uspokajanie siebie za wszelką cenę ani ćwiczenie w wymyślaniu pozytywnych scenariuszy. Czasami nasze obawy okazują się przecież trafne. Chodzi raczej o zachowanie różnicy między tym, co się wydarzyło, tym, co w związku z tym czujemy, a tym, jak to wyjaśniamy.
Ta zdolność nie jest jednak dostępna w takim samym stopniu przez cały czas. Kiedy w ważnej relacji rośnie napięcie, lęk przed odrzuceniem czy utratą więzi, łatwiej tracimy ciekawość wobec umysłu drugiego człowieka. Niepewność zaczyna być trudna do wytrzymania, dlatego zastępuje ją pewność.
Często właśnie wtedy najbardziej potrzebowalibyśmy mentalizowania – i właśnie wtedy korzystanie z niego staje się najtrudniejsze.
Co nasze reakcje mówią o nas?
Można oczywiście powiedzieć, że najlepiej byłoby po prostu nie przejmować się tak bardzo tym, czy ktoś odpisał. Tyle że w ważnych relacjach byłoby to oczekiwanie mało realistyczne. Jeżeli ktoś jest dla nas ważny, jego obecność i nieobecność będą miały znaczenie.
Przywiązanie z definicji oznacza pewną podatność. Drugi człowiek może nas uspokajać, ale może także nas zranić, rozczarować czy przestraszyć swoją niedostępnością. Nie chodzi więc o to, aby przestać odczuwać. Ciekawsze może być pytanie o to, co dokładnie zaczyna dziać się z nami, kiedy kontakt zostaje przerwany.
Czy bardzo szybko przestajemy ufać temu, co wcześniej wiedzieliśmy o relacji? Czy pierwszym wyjaśnieniem staje się odrzucenie? Czy zaczynamy obwiniać siebie? Czy pojawia się potrzeba natychmiastowego odzyskania kontaktu? A może przeciwnie – chcemy ukarać drugą osobę własnym milczeniem i wycofać się, zanim to ona wycofa się z relacji?
Takie reakcje nie muszą świadczyć o żadnym zaburzeniu. Każdy z nas ma własną historię doświadczeń z bliskością, separacją, frustracją i powrotami ważnych osób. W relacjach uczymy się stopniowo, czy więź może przetrwać konflikt, chwilową niedostępność, złość i różnicę w zakresie potrzeb. Nie jest to przy tym prosty zapis dzieciństwa powtarzany później w dorosłym życiu. Na sposób tworzenia relacji wpływa znacznie więcej czynników: temperament, doświadczenia przywiązaniowe, późniejsze związki, sytuacje utraty, zranienia i odrzucenia, a także to, czego doświadczamy w kolejnych bliskich relacjach.
Dlatego dwie osoby mogą przeżyć dokładnie tę samą sytuację – kilka godzin bez odpowiedzi – zupełnie inaczej. Dla jednej będzie to po prostu kilka godzin bez odpowiedzi. Dla drugiej może to być doświadczenie, w którym na chwilę zaczyna chwiać się poczucie bezpieczeństwa całej więzi.
Kiedy podobny wzorzec powtarza się w relacjach
Psychoterapia może być miejscem, w którym te momenty zaczynamy zauważać nie po to, aby nauczyć się „prawidłowo reagować”, lecz żeby lepiej rozumieć własny sposób przeżywania relacji. Czasami okazuje się, że problemem nie jest sama intensywność emocji. Trudność pojawia się raczej wtedy, gdy pod wpływem emocji bardzo szybko tracimy dostęp do innych możliwych perspektyw. Kiedy chwilowy dystans zaczyna oznaczać odrzucenie, konflikt – koniec relacji, a brak odpowiedzi – brak uczuć.
W psychoterapii można przyglądać się temu również wtedy, gdy podobne procesy pojawiają się w samej relacji z psychoterapeutą. Psychoterapeuta może czegoś nie zrozumieć, inaczej zobaczyć sytuację, zakończyć sesję w momencie, w którym pacjent chciałby mówić dalej, wyjechać na urlop. Relacja nie jest wtedy wolna od frustracji. Właśnie możliwość doświadczenia frustracji, przeżycia jej i późniejszego ponownego spotkania może z czasem budować doświadczenie, że więź nie musi znikać za każdym razem, kiedy druga osoba nie odpowiada dokładnie tak, jak potrzebujemy.
Rozwój nie oznacza więc obojętności na milczenie ważnych osób.
Być może polega raczej na tym, że pomiędzy wydarzeniem a znaczeniem, które mu nadajemy, pojawia się trochę więcej przestrzeni.
Pomiędzy „nie odpisał” a „już mu nie zależy” może pojawić się pamięć o wcześniejszych doświadczeniach z tą osobą. Świadomość własnego lęku. Możliwość pomyślenia o kilku różnych powodach jej zachowania. A czasami również uznanie: „to, co robi, rzeczywiście mnie rani i chcę o tym z nią porozmawiać”. Niepewność nie znika. Możemy jednak nie być zmuszeni do jej natychmiastowego wypełniania.
Dlatego reakcja na czyjeś milczenie czasami mówi o nas i o naszych relacjach więcej niż samo milczenie. Pokazuje, co dzieje się z obrazem drugiej osoby, z naszym obrazem siebie i z poczuciem więzi w chwili, kiedy na moment zabraknie jej zewnętrznego potwierdzenia.
I być może wtedy, obok pytania: „Dlaczego on nie odpowiada?”, warto pozostawić miejsce na drugie:
„Co zaczynam myśleć o nim, o sobie i o naszej relacji, kiedy nie mam odpowiedzi?”
Często właśnie tam zaczyna się najbardziej interesująca część tej historii.




Dodaj komentarz
Chcesz się przyłączyć do dyskusji?Feel free to contribute!