Separacja w małżeństwie. Dlaczego „wyprowadź się” rzadko ratuje związek
O separacji rzadko myśli się w kategoriach sądowych. W małżeństwie, które przechodzi kryzys, zaczyna się ona zwykle od jednego zdania, rzuconego w złości albo po kolejnym rozczarowaniu: „Wyprowadź się”. Osoba, która je wypowiada, jest przekonana, że w ten sposób rozwiąże problem, choć w głębi duszy wcale nie chce, żeby współmałżonek odszedł. Liczy raczej na to, że przestraszy się utraty rodziny, przyjdzie z przeprosinami i wreszcie się zmieni. Niestety takie żądanie bardzo rzadko ratuje małżeństwo, za to znacznie częściej przybliża jego koniec.
„Wyprowadź się” = „zmień się, zanim będzie za późno”
Słowa „wyprowadź się” prawie nigdy nie padają nagle. Zwykle poprzedzają je długie miesiące, a nieraz lata próśb, które pozostały bez odpowiedzi. Żona prosi o rozmowę, o pomoc przy dzieciach, o odrobinę czułości, a mąż obiecuje poprawę, po czym milknie albo coraz dłużej zostaje w pracy. Bywa też odwrotnie i to mąż od lat na próżno zabiega o uwagę żony. Psychologowie nazywają ten układ wzorcem „żądanie – wycofanie”, w którym im mocniej jedna osoba naciska, tym bardziej druga się oddala. Z przeglądu kilkudziesięciu badań wynika, że pary, które utknęły w takim kole, są mniej zadowolone ze swojego związku i coraz mniej czują się sobie bliskie.
Kiedy prośby i pretensje nie przynoszą skutku, pozostaje ostatni argument, czyli groźba utraty. W myślach osoby, która po niego sięga, brzmi to mniej więcej tak: „Jak zobaczy, że mówię poważnie, to wreszcie się obudzi”. Pod spodem kryje się zwykle bezsilność, a bardzo często także ukryty sprawdzian miłości: „Jeśli mu na mnie zależy, to będzie o mnie walczył”. Taki sposób myślenia ma najczęściej swoje źródło w domu rodzinnym. Kto jako dziecko widział, że mama albo tata zostają wysłuchani dopiero wtedy, gdy podnoszą głos lub pakują walizki, ten w dorosłym życiu sięga po te same środki, choć kiedyś obiecywał sobie, że nigdy nie będzie postępował jak rodzice.
Co słyszy osoba, której każe się wyprowadzić?
Żądanie wyprowadzki ma być wołaniem o zmianę, jednak druga strona słyszy w nim przede wszystkim odrzucenie. Prośba ukryta w tych słowach zwykle do niej nie dociera, dociera natomiast bardzo wyraźnie komunikat „nie chcę cię w tym domu”. Pojawia się upokorzenie, potem złość, a zaraz za nimi potrzeba obrony własnej godności. Psychologia od dawna opisuje to zjawisko i nazywa je reaktancją. Kiedy ktoś czuje, że wywiera się na niego presję i odbiera mu prawo wyboru, zaczyna swojej wolności bronić, nawet jeśli w ten sposób działa na własną niekorzyść. Groźba, która miała skłonić do zmiany, wywołuje więc opór.
Ten opór przybiera zwykle jedną z dwóch postaci. Część osób z urażonej dumy naprawdę się pakuje, bo skoro nie są chciane, to odejdą. Najłatwiej przychodzi to tym, którzy w dzieciństwie musieli zasługiwać na miłość, ponieważ wyrzucenie z domu potwierdza ich dawne przekonanie, że nigdy nie byli wystarczająco dobrzy. Inni ustępują, przepraszają i obiecują poprawę, ale robią to pod wpływem strachu. Zmiana wymuszona strachem trwa zwykle dokładnie tak długo jak on sam, a kiedy strach mija, w jej miejscu zostaje cicha uraza, która odzywa się przy następnej kłótni.
Co się dzieje, gdy wyprowadzka naprawdę następuje?
Bardzo często plan zawodzi już w pierwszych dniach. Osoba, która się wyprowadziła, wcale nie musi tęsknić ani zabiegać o powrót, a nieraz odkrywa coś, czego zupełnie się nie spodziewała, mianowicie ulgę. U rodziców albo w wynajętym mieszkaniu nikt nie robi jej wyrzutów, wieczory upływają spokojnie, a sprawy, o które w domu toczyły się spory, nagle przestają istnieć. Osoby w separacji, z którymi rozmawiano w jednym z badań, opisywały przede wszystkim niepewność, samotność i poczucie zawieszenia, lecz część z nich mówiła również o uldze, że nie muszą już wracać do napiętego domu. Z każdym tygodniem osobne życie coraz bardziej przypomina więc próbę generalną rozstania.
Tymczasem osoba, która zażądała wyprowadzki, zostaje sama z dziećmi, z pustą połową szafy i z lękiem, którego się nie spodziewała. Często już po kilku dniach żałuje swoich słów, ale nie potrafi powiedzieć „wróć”, ponieważ czuje, że byłoby to przyznanie się do porażki. Każde z małżonków czeka zatem, aż drugie zrobi pierwszy krok, a czas działa na niekorzyść obojga. O tym, jak przerwać to wzajemne czekanie, piszemy w części Pierwsze tygodnie po słowie „rozwód” poradnika „Już cię nie kocham”. Do tego dochodzi rodzina, bo rodzice, którzy znają tylko jedną wersję wydarzeń, łatwo stają murem za swoim dzieckiem i długo pamiętają krzywdy, o których usłyszeli, nawet wtedy, gdy małżonkowie dawno się pogodzili.
Badania potwierdzają, że takie rozstania rzadko kończą się powrotem. W dużych badaniach amerykańskich mniej więcej połowa separacji kończyła się rozwodem w ciągu roku, a po pięciu latach odsetek ten sięgał blisko dziewięćdziesięciu procent. Nie znaczy to, że małżonkowie nie próbują wrócić, bo w klasycznym badaniu próbę pojednania podjęła prawie połowa kobiet po separacji. Takie powroty okazywały się jednak kruche i tylko co trzeci z nich przetrwał dłużej niż rok. Nie ma natomiast badań, które pokazywałyby, że wyprowadzka pomaga parze odbudować związek, dlatego w Sensity nie zalecamy jej małżonkom, którzy chcą ratować małżeństwo.
Dzieci w domu, z którego wyprowadził się rodzic
Dzieci przeżywają wyprowadzkę rodzica jako rozpad rodziny, nawet jeśli dorośli zapewniają je, że to tylko przerwa. Nie rozumieją, dlaczego tata albo mama nagle mieszka gdzie indziej, i bardzo często po cichu szukają winy w sobie. Bywa, że rodzic po kilku tygodniach wraca, a po kolejnej kłótni znowu słyszy „wyprowadź się”, przez co dziecko przeżywa ten sam wstrząs po raz drugi i trzeci. Badania nad rozwodem pokazują, że dzieciom szczególnie szkodzi właśnie liczba takich zmian w rodzinie. Zdarza się również, że dziecko zaczyna pocieszać rodzica, który został w domu, i staje się jego powiernikiem, choć ta rola zupełnie do niego nie należy. O takim odwróceniu ról piszemy w artykule Parentyfikacja.
Przemoc to jedyny przypadek, w którym wyprowadzka pomaga
Zupełnie inaczej jest wtedy, gdy w domu dochodzi do przemocy. Jeśli jedno z małżonków bije, popycha, zastrasza albo grozi drugiemu, rozdzielenie pomaga i jest to jedyny przypadek, w którym należy je brać pod uwagę. Bezpieczeństwo osoby doznającej przemocy i bezpieczeństwo dzieci są wtedy ważniejsze niż wszystko inne. Polskie prawo przewiduje, że to osoba stosująca przemoc opuszcza mieszkanie, a policja może jej to nakazać natychmiast. Badania pokazują też, że ryzyko przemocy rośnie właśnie w chwili, gdy osoba, która jej doznaje, oddziela się od sprawcy, dlatego o bezpieczeństwo w tym czasie trzeba zadbać z pomocą policji i specjalistów. W nagłej sytuacji należy dzwonić pod numer alarmowy 112, a bezpłatną pomoc i radę można uzyskać w telefonie „Niebieska Linia” pod numerem 800 120 002.
Rozdzielenie z powodu przemocy nie musi oznaczać końca małżeństwa, ponieważ nad przemocą można pracować. Odpowiedzialność za nią ponosi zawsze ten, kto jej używa, i to od jego przemiany zależy, czy powrót do wspólnego domu będzie bezpieczny. Dlatego w przypadku przemocy konieczna jest terapia indywidualna obojga małżonków. Osoba, która stosowała przemoc, zawsze powinna ją przejść, żeby zrozumieć, skąd biorą się jej zachowania, i je zmienić. Terapii potrzebuje również osoba, która przemocy doznawała, ponieważ pomaga jej ona dostrzec własny wzorzec funkcjonowania w roli ofiary i nie wracać do niego w przyszłości.
Terapia pary jest dopiero trzecią formą pracy. W Sensity często udaje się dołączyć ją równolegle do terapii indywidualnych: każde z małżonków pracuje wtedy z własnym terapeutą, para spotyka się dodatkowo z terapeutą par, a wszyscy trzej terapeuci ściśle ze sobą współpracują. Czasem wspólne sesje zaczynają się dopiero po zakończeniu terapii indywidualnych. Jeżeli terapeuta par widzi na sesji, że przemoc jest nasilona i wspólna praca nie jest bezpieczna, kieruje małżonków najpierw na terapię indywidualną. Badania pokazują, że w części małżeństw, w których przemoc była łagodniejsza i ustała, a oboje małżonkowie chcą zostać razem, terapia pary zmniejsza ryzyko jej powrotu.
Co powiedzieć zamiast „wyprowadź się”?
Za żądaniem wyprowadzki stoi zwykle prośba, której nie udało się wypowiedzieć wprost. Można by ją ująć mniej więcej tak: „Nie potrafię już dłużej żyć tak jak teraz. Potrzebuję, żeby coś się między nami zmieniło, i boję się, że cię stracę”. Takie słowa przychodzą z dużo większym trudem niż groźba, bo odsłaniają lęk i bezradność. Druga strona usłyszy w nich jednak zaproszenie do rozmowy, na które nie musi odpowiadać obroną.
Zmiana zaczyna się zawsze od siebie. Żadne z małżonków nie zmieni drugiego pod presją, natomiast każde może zmienić własne reakcje, a partner prędzej czy później to dostrzeże i zacznie odpowiadać inaczej. Ogromne znaczenie ma także nastawienie, z jakim para przychodzi na terapię. W jednym z badań prowadzonych w Norwegii pary, które zgłosiły się z zamiarem poprawy związku, rozstawały się rzadko, bo w ciągu pół roku dotyczyło to mniej niż 8 procent z nich. W parach, w których oboje przyszli jedynie sprawdzić, czy jest jeszcze sens, rozstała się ponad połowa.
Dlatego parom, które chcą ratować małżeństwo, proponujemy przejście przez kryzys pod jednym dachem i wspólnie ustalamy z nimi zasady na ten najtrudniejszy czas. Po pierwszych spotkaniach prosimy też małżonków o decyzję, że przez kilka miesięcy oboje naprawdę spróbują. Podobnie pracujemy po zdradzie, kiedy osoba zdradzona często chce, żeby partner się wyprowadził, o czym piszemy na stronie Terapia po zdradzie. Terapię par prowadzimy online i w gabinecie w Warszawie. Jeśli jedno z małżonków chce się wyprowadzić, a drugie pragnie ratować związek, pracę można zacząć samodzielnie, o czym piszemy na stronie Gdy partner nie chce iść na terapię.
Najwięcej szans ma małżeństwo, w którym zamiast „wyprowadź się” pada w końcu „zostań, spróbujmy jeszcze raz”.
Najczęstsze pytania o separację w małżeństwie
Czy separacja może uratować małżeństwo?
Bardzo rzadko. W dużych badaniach amerykańskich blisko dziewięć separacji na dziesięć kończyło się rozwodem w ciągu pięciu lat, a z par, które próbowały do siebie wrócić, tylko niektóre wytrwały razem dłużej niż rok. Rozdzielenie małżonków pomaga wyłącznie wtedy, gdy w domu dochodzi do przemocy.
Czy wyprowadzka na jakiś czas pomaga wszystko przemyśleć?
Nie, zwykle dzieje się odwrotnie. Osoba, która się wyprowadziła, szybko urządza sobie życie bez współmałżonka i z każdym tygodniem coraz trudniej jej z niego zrezygnować. Spokojne przemyślenie sytuacji jest dużo łatwiejsze pod jednym dachem, przy jasno ustalonych zasadach i z pomocą terapeuty par.
Co zrobić, gdy mąż albo żona każe się wyprowadzić?
Najlepiej nie wyprowadzać się od razu. Można spokojnie zapytać, co współmałżonek chce w ten sposób powiedzieć i czego naprawdę potrzebuje, a potem zaproponować wspólną próbę ratowania małżeństwa z pomocą terapeuty. Za żądaniem wyprowadzki bardzo często kryje się bowiem prośba o zmianę.
Co zrobić, gdy współmałżonek sam chce się wyprowadzić?
Można poprosić o czas i o wspólną próbę ratowania małżeństwa pod jednym dachem. Wiele osób, które mówią o rozstaniu, nie podjęło jeszcze ostatecznej decyzji. W jednym z badań zapytano ponad dwa tysiące rodziców w trakcie rozwodu, co sądzą o swoim małżeństwie, i co czwarty z nich uważał, że da się je jeszcze uratować. Więcej piszemy o tym w poradniku Już cię nie kocham. Kiedy mąż albo żona chce rozwodu.
Bibliografia
- Amato, P. R. (2010). Research on divorce: Continuing trends and new developments. Journal of Marriage and Family, 72(3), 650–666.
- Bramlett, M. D., Mosher, W. D. (2002). Cohabitation, marriage, divorce, and remarriage in the United States. Vital and Health Statistics, Series 23, No. 22. National Center for Health Statistics.
- Campbell, J. C., Webster, D., Koziol-McLain, J., i in. (2003). Risk factors for femicide in abusive relationships: Results from a multisite case control study. American Journal of Public Health, 93(7), 1089–1097.
- Copen, C. E., Daniels, K., Vespa, J., Mosher, W. D. (2012). First marriages in the United States: Data from the 2006–2010 National Survey of Family Growth. National Health Statistics Reports, No. 49.
- Crabtree, S. A., Harris, S. M. (2020). The lived experience of ambiguous marital separation: A phenomenological study. Journal of Marital and Family Therapy, 46(3), 385–398.
- Doherty, W. J., Willoughby, B. J., Peterson, B. (2011). Interest in marital reconciliation among divorcing parents. Family Court Review, 49(2), 313–321.
- Karakurt, G., Whiting, K., van Esch, C., Bolen, S. D., Calabrese, J. R. (2016). Couples therapy for intimate partner violence: A systematic review and meta-analysis. Journal of Marital and Family Therapy, 42(4), 567–583.
- Owen, J., Duncan, B., Anker, M., Sparks, J. (2012). Initial relationship goal and couple therapy outcomes at post and six-month follow-up. Journal of Family Psychology, 26(2), 179–186.
- Schrodt, P., Witt, P. L., Shimkowski, J. R. (2014). A meta-analytical review of the demand/withdraw pattern of interaction and its associations with individual, relational, and communicative outcomes. Communication Monographs, 81(1), 28–58.
- Steindl, C., Jonas, E., Sittenthaler, S., Traut-Mattausch, E., Greenberg, J. (2015). Understanding psychological reactance: New developments and findings. Zeitschrift für Psychologie, 223(4), 205–214.
- Stith, S. M., Rosen, K. H., McCollum, E. E., Thomsen, C. J. (2004). Treating intimate partner violence within intact couple relationships: Outcomes of multi-couple versus individual couple therapy. Journal of Marital and Family Therapy, 30(3), 305–318.
- Ustawa o Policji, art. 15aa (nakaz natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania).
- Wineberg, H. (1994). Marital reconciliation in the United States: Which couples are successful? Journal of Marriage and the Family, 56(1), 80–88.
- Wineberg, H. (1996). The resolutions of separation: Are marital reconciliations attempted? Population Research and Policy Review, 15(3), 297–310.




Dodaj komentarz
Chcesz się przyłączyć do dyskusji?Feel free to contribute!