Obietnice bez pokrycia. O tych, którzy obiecują, i tych, którzy czekają
„Zadzwonię wieczorem”. „Pomogę ci, kiedy wyjdziesz ze szpitala”. „W sobotę na pewno przyjadę”.
Wypowiadamy te zdania z różną świadomością ich znaczenia. Czasem po namyśle, czasem pod wpływem wzruszenia, niekiedy niemal odruchowo, żeby uspokoić drugiego człowieka albo zakończyć trudną rozmowę. Wszystkie odnoszą się do przyszłości, choć ich konsekwencje zaczynają się znacznie wcześniej. Ktoś odczuwa ulgę, rezygnuje z szukania innej pomocy, zmienia plany, pozwala sobie na nadzieję, ufa, że może na kogoś liczyć. Dziecko przygotowuje plecak na sobotni wyjazd z rodzicem. Osoba, która właśnie usłyszała poważną diagnozę, czeka na obiecany telefon. Nic się jeszcze nie wydarzyło, a jednak coś już się zmieniło. Cudze słowa stały się częścią naszych planów, oczekiwań, czasem także wyobrażeń o tym, ile dla kogoś znaczymy.
W obietnicy jest coś szczególnego. Pozwala nam na chwilę wyprzedzić rzeczywistość i poczuć się bezpieczniej w świecie, którego nie sposób przewidzieć. Nie wiemy, co wydarzy się jutro, ale wierzymy, że ktoś będzie obok nas. Obietnica wprowadza do tej niepewności odrobinę porządku, przewidywalności. Jest zapewnieniem, że przyszłość nie będzie zależała wyłącznie od nas. Być może dlatego jej niespełnienie potrafi boleć bardziej, niż sugerowałaby waga samego zdarzenia. Nie chodzi przecież zawsze o niezrealizowany wyjazd, nieodebrany telefon czy odwołane spotkanie. Niekiedy zawodzi coś znacznie trudniejszego do nazwania: przekonanie, że można było na kimś polegać.
Czego uczy nas bajka Krasickiego o zajączku?
W bajce „Przyjaciele” Ignacego Krasickiego zajączek, uciekając przed psami, zwraca się o ratunek do kolejnych zwierząt. Nie jest samotnikiem. Przeciwnie, żyje ze wszystkimi w zgodzie i uważa innych za przyjaciół. Kiedy jednak potrzebuje pomocy, każdy ma coś do powiedzenia, lecz nikt nie podejmuje działania. Koń odsyła go do innych. Wół radzi poczekać, bo ma własne sprawy. Kozioł współczuje, ale wskazuje owcę. Owca dostrzega niebezpieczeństwo, a cielę nie zamierza robić tego, czego odmówili starsi. Krasicki kończy opowieść jednym z najbardziej gorzkich zdań polskiej literatury: „Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły” (Krasicki, 1975, wers ostatni).
Łatwo dostrzec w tej historii satyrę na pozorną przyjaźń, egoizm i obojętność. Mnie jednak interesuje w niej również dramat kogoś, kto wciąż jeszcze wierzy, że pomoc nadejdzie. Każda rozmowa zabiera zajączkowi czas, a zarazem podtrzymuje nadzieję. Kolejni przyjaciele odsuwają możliwość ratunku w przyszłość, w której sami nie zamierzają uczestniczyć.
Warto przyjrzeć się tej nierówności. Ten, kto mówi „poczekaj”, może spokojnie wrócić do swoich zajęć. Ten, kto usłyszał te słowa, pozostaje w oczekiwaniu. Dla pierwszego rozmowa mogła się już zakończyć. Dla drugiego dopiero zaczyna się jej dalszy ciąg. I właśnie podobna rozbieżność pojawia się w zwyczajnych relacjach. Ktoś zapewnia przyjaciela, że odezwie się po ważnym badaniu, a potem pochłaniają go codzienne sprawy. Ktoś inny obiecuje przyjazd, choć od początku wie, że trudno będzie mu znaleźć czas. Niedotrzymane słowo, które dla jednej osoby jest drobnym zaniedbaniem, dla drugiej może oznaczać wieczór spędzony w samotności albo kolejne doświadczenie bycia nieważnym.
Dlaczego obiecujemy więcej, niż możemy dać?
Nie oznacza to, że każdy, kto zawodzi, jest człowiekiem nieuczciwym. Jedną z trudniejszych prawd o ludzkich relacjach jest właśnie to, że dobre intencje i krzywdzące zachowania mogą występować obok siebie. Można szczerze kochać i nie potrafić być obecnym. Można pragnąć pomóc przyjacielowi, a mimo to zostawić go samego. Można z pełnym przekonaniem zapowiadać zmianę, której później nie potrafi się wprowadzić w życie. Między tym, czego pragniemy w określonej chwili, a tym, do czego jesteśmy rzeczywiście zdolni, bywa znacznie większa odległość, niż chcielibyśmy przyznać.
Psycholożki Johanna Peetz i Lara Kammrath badały, dlaczego ludzie składają obietnice w związkach romantycznych i co wpływa na ich dotrzymywanie. W badaniach opublikowanych w 2011 roku zaobserwowały, że osoby przeżywające silniejsze pozytywne uczucia wobec partnera i bardziej zmotywowane do odpowiadania na jego potrzeby składały większe obietnice, lecz nie były skuteczniejsze w ich realizacji. Dotrzymywanie zobowiązań wiązało się natomiast z umiejętnościami samoregulacji, między innymi z sumiennością i planowaniem (Peetz i Kammrath, 2011). Wyniki te nie wyjaśniają wszystkich przypadków zawodności. Pozwalają jednak dostrzec ważną różnicę. Uczucie może skłaniać nas do złożenia obietnicy, ale jej spełnienie wymaga nieraz zdolności, które z samym uczuciem mają niewiele wspólnego.
W chwili bliskości łatwo pomylić pragnienie z decyzją. Chcemy przecież być dla drugiego człowieka kimś dobrym, uważnym, niezawodnym. Widzimy jego smutek, więc zapewniamy, że wszystko się zmieni. Czujemy wdzięczność, więc obiecujemy pomoc. Ogarnia nas czułość, więc deklarujemy obecność, nie zastanawiając się jeszcze, jak pogodzić ją z pozostałymi zobowiązaniami w naszym życiu.
Czasem obiecujemy również dlatego, że nie potrafimy znieść tego, co wydarzyłoby się, gdybyśmy powiedzieli prawdę. Odmowa mogłaby wywołać rozczarowanie. Przyznanie się do braku czasu naruszyłoby obraz troskliwego przyjaciela. Szczere „nie wiem, czy dam radę” nie przyniosłoby tak natychmiastowej ulgi jak zdecydowane „oczywiście, że pomogę”. Obietnica staje się wówczas sposobem poradzenia sobie z teraźniejszością, choć jej koszt zostaje przeniesiony w przyszłość. Dzięki niej trudna rozmowa łagodnieje. Partner przestaje się złościć, przyjaciel odzyskuje nadzieję, dziecko zaczyna się uśmiechać. Przez chwilę wszyscy czują się lepiej. Bywa, że także ten, kto obiecuje, doświadcza autentycznej satysfakcji. Może zobaczyć siebie jako człowieka, którym chciałby być.
Dopiero później okazuje się, czy za tym wyobrażeniem stoją rzeczywiste możliwości i gotowość do wysiłku. Niektórzy ludzie szczególnie trudno znoszą myśl, że zawiedli czyjeś oczekiwania. Paradoksalnie właśnie dlatego mogą obiecywać zbyt wiele. Kiedy zaś nie dotrzymują słowa, pojawia się wstyd. Zamiast wyjaśnić sytuację, odkładają rozmowę, unikają kontaktu, nie odpowiadają na zadawane pytania, nie odbierają telefonu. Czasem liczą, że sprawa sama straci znaczenie. Dla osoby czekającej milczenie bywa równie dotkliwe jak niespełniona obietnica. Pozostawia ją bowiem nie tylko bez oczekiwanej pomocy, ale również bez możliwości zrozumienia, co właściwie się wydarzyło.
Jak niedotrzymane obietnice zmieniają zaufanie?
W bliskich relacjach szczególnie trudno oddzielić takie doświadczenie od pytania o własną wartość. Jeżeli ktoś wielokrotnie zapomina o naszych ustaleniach, zaczynamy niekiedy pytać, czy zapomniałby równie łatwo o sprawie kogoś innego. Jeśli stale znajduje czas na to, co jest ważne dla niego, ale nie na to, co ważne dla nas, coraz trudniej wierzyć, że chodzi wyłącznie o roztargnienie. Oczywiście nie każda niespełniona nadzieja jest złamaną obietnicą. Przyjaźń, podobnie jak miłość, obfituje w oczekiwania, których nigdy nie wypowiadamy. „Musimy się kiedyś zobaczyć” nie musi oznaczać konkretnego zobowiązania. Ktoś może nie wiedzieć, że czekamy na jego telefon właśnie dzisiaj. Bliskość nie daje bowiem dostępu do cudzych myśli, choć niekiedy zachowujemy się tak, jakby powinna.
Inaczej jest jednak wtedy, gdy ustalenia były jasne, a zawód powtarza się na tyle często, że przestajemy traktować go jak wyjątek.
W takiej relacji zaufanie może nie znikać gwałtownie. Częściej zmienia się stopniowo, niemal niedostrzegalnie. Nadal lubimy z kimś rozmawiać, śmiejemy się z tych samych żartów, wspominamy wspólne przeżycia. A jednak nie prosimy już tej osoby o pomoc w ważnej sprawie. Nie opowiadamy o trudnej diagnozie, bo nie chcemy ponownie czekać na zapowiedziany telefon. Przyjaźń trwa, ale jej znaczenie powoli się zmienia. Możemy nadal darzyć kogoś sympatią, a jednocześnie coraz mniej rzeczy mu powierzać, odczuwać coraz mniejsze zaufanie, coraz mniejszą bliskość.
Bywa, że obie strony opisują tę samą historię w zupełnie odmienny sposób. Jedna pamięta własne zamiary, druga ich konsekwencje. Jedna mówi: „Przecież chciałem ci pomóc”. Druga odpowiada: „Ale zostałem z tym sam”. Oba zdania mogą być prawdziwe. Trudność pojawia się wtedy, gdy przekonanie o własnych dobrych intencjach uniemożliwia usłyszenie doświadczenia drugiego człowieka. Jak gdyby szczerość zamiaru miała unieważniać skutki zaniedbania.
Dojrzałość w relacji wymaga niekiedy uznania dwóch niewygodnych prawd jednocześnie. Mogłem naprawdę chcieć pomóc i mimo to zawieść. Mogę mieć uzasadnione powody swojego zachowania, a jednak nie zmienia to faktu, że ktoś poniósł jego konsekwencje. Podobnie osoba zraniona może próbować zrozumieć okoliczności, nie rezygnując z prawa do rozczarowania. Niełatwo nam to przychodzi, ponieważ w bliskich relacjach ocena zachowania szybko zaczyna przypominać ocenę człowieka. Przyznanie „zawiodłem cię” może brzmieć jak „jestem złym przyjacielem”, a wyrażenie żalu bywa odbierane jako oskarżenie. Wtedy zamiast rozmowy o konkretnym zdarzeniu rozpoczyna się spór o to, kto ma rację.
Jak wziąć odpowiedzialność za niedotrzymane słowo?
A przecież między potępieniem a usprawiedliwianiem się istnieje przestrzeń na odpowiedzialność.
Odpowiedzialność nie wyklucza prawa do odmowy. Nikt nie jest w stanie zawsze odpowiadać na cudze potrzeby. Mamy własne ograniczenia, obowiązki, chorujemy, przeżywamy kryzysy. Przyjaźń nie powinna wymagać nieustannej dostępności ani poświęcania siebie w imię podtrzymywania dobrego obrazu relacji. Dlatego uczciwe „nie dam rady” bywa wyrazem większego szacunku niż serdeczna deklaracja, której nie potrafimy spełnić. Pozwala drugiemu człowiekowi zdecydować, co zrobi w rzeczywistych okolicznościach. Może poprosić kogoś innego, zmienić plany, poszukać rozwiązania. Obietnica bez pokrycia ogranicza mu tę możliwość, ponieważ skłania go do uwzględnienia pomocy, która może nigdy nie nadejść.
Byłoby jednak uproszczeniem sprowadzać całe doświadczenie niedotrzymanych obietnic do trwałej utraty zaufania. Ludzie się mylą, przeceniają własne możliwości, czasem stają wobec okoliczności, których nie mogli przewidzieć. Życie nie zawsze pozwala nam postępować zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami.
Znaczenie ma również to, co wydarza się później.
Można zadzwonić wcześniej i powiedzieć, że nie uda się przyjechać. Można samemu wrócić do niedotrzymanej obietnicy, zamiast czekać, aż druga osoba upomni się o wyjaśnienie. Można uznać jej rozczarowanie, nawet jeśli wydaje nam się większe, niż przewidywaliśmy. Można wreszcie próbować zrozumieć, dlaczego podobne sytuacje wciąż się powtarzają.
Przyjęcie odpowiedzialności wymaga jednak pogodzenia się z tym, że przez pewien czas pozostaniemy w cudzych oczach kimś, kto zawiódł. Nie możemy żądać natychmiastowego przebaczenia ani oczekiwać, że wyjaśnienie naszych powodów usunie skutki zachowania.
Przeprosiny mogą otworzyć drogę do odbudowania relacji, ale same nie przywracają jeszcze zaufania. Ono potrzebuje nowych doświadczeń, w których słowa i działania zaczynają do siebie przystawać. Człowiek, który przez długi czas nie mógł na nas polegać, może nadal potrzebować ostrożności. Przyjmie przeprosiny, lecz nie powierzy nam od razu ważnej sprawy. Zgodzi się na kolejne spotkanie, ale nie będzie już podporządkowywać mu całego dnia. Nadal może nas kochać, choć nie potrafi jeszcze uwierzyć w zapewnienia o zmianie. Nie musi to oznaczać chęci ukarania. Bywa po prostu konsekwencją doświadczeń, których nie sposób unieważnić samymi słowami.
Zanim powiesz „na pewno”
W obietnicach jest jeszcze jeden trudny do uchwycenia wymiar. Składając je, ujawniamy nie tylko to, co chcielibyśmy zrobić, lecz także sposób, w jaki rozumiemy obecność drugiego człowieka w swoim życiu. Czy jego czas ma dla nas znaczenie? Czy potrafimy uwzględnić jego zależność od naszych decyzji? Czy pamiętamy, że za pozornie błahym ustaleniem może kryć się potrzeba bliskości, wsparcia albo bezpieczeństwa?
Być może najbardziej niepokojące w bajce Krasickiego nie jest nawet to, że zajączek nie otrzymuje pomocy. Jest nim obojętność, z jaką kolejne zwierzęta pozostawiają go z nadzieją, której nie zamierzają spełnić. Każde znajduje dla siebie przekonujące usprawiedliwienie. Żadne nie zatrzymuje się przy pytaniu, co stanie się z tym, który właśnie odchodzi szukać ratunku gdzie indziej. W codziennym życiu rzadko stajemy wobec tak dramatycznego wyboru. Znacznie częściej chodzi o drobne decyzje, podejmowane pomiędzy pracą, zmęczeniem, własnymi potrzebami i cudzym oczekiwaniem. To właśnie w nich ujawnia się nieraz rzeczywista jakość naszych relacji. Może więc zanim powiemy „na pewno”, warto zastanowić się nie tylko nad tym, jak bardzo chcemy dotrzymać słowa, lecz także nad tym, co druga osoba z nim zrobi. Czy zrezygnuje z innych możliwości? Czy odłoży swoje plany? Czy poczuje się spokojniejsza? Czy dziecko zacznie odliczać dni do soboty?
Wypowiedzenie obietnicy trwa chwilę. Dla kogoś, kto w nią uwierzył, może ona jednak stać się początkiem długiego oczekiwania. Odpowiedzialność za obietnicę zaczyna się w chwili, gdy dajemy komuś powód, żeby na nas liczył.
Przeczytaj też: „Tym razem naprawdę przestanę”. O obietnicach i nadziei bliskich
Bibliografia
Krasicki, I. (1975). Bajki (Z. Goliński, oprac.). Zakład Narodowy im. Ossolińskich.
Peetz, J., & Kammrath, L. (2011). Only because I love you: Why people make and why they break promises in romantic relationships. Journal of Personality and Social Psychology, 100(5), 887–904. https://doi.org/10.1037/a0021857






Dodaj komentarz
Chcesz się przyłączyć do dyskusji?Feel free to contribute!