Wychowani za słodko Sensity.pl

Pokolenie XL – wychowani za słodko

Polecamy ciekawy artykuł autorstwa Doroty Łosiewicz pt.”Wychowani za słodko” (Sieci, 19(23)2013), z udziałem Marty Mauer- Włodarczak.

Scena 1: Dwie 7-letnie dziewczyny w jednej z warszawskich szkół podstawowych jedzą w stołówce obiad. Nie znika nawet połowa porcji, a surówka jest ledwo tknięta. Dziewczynki oddają niemal pełne talerze do okienka.

Scena 2: Te same dwie dziewczynki stoją przed szkolnym automatem ze słodyczami. Jedna kupuje pokaźnego batona, druga czipsy. 7-latki siadają na korytarzu i konsumują “deser”.

Całą sytuację obserwuje mama, która przyszła do szkoły po córkę i cierpliwie czeka przy stołówce, aż dziecko skończy posiłek. – Najchętniej potrząsnęłabym rodzicami tych dziewczynek. Przecież to ich wina, że one właściwie nie zjadły nic zdrowego, pożywnego, a zamiast tego wolały zapchać się chemią i cukrem – słyszę telefoniczną relację kilka godzin później.

Obserwację mądrej mamy potwierdzają eksperci. – Gdy mówimy o dzieciach i słodyczach, to warto zauważyć, że zbiegają się w jednym punkcie dwa problemy: zdrowie i wychowanie. Niestety, niewielu rodziców świadomie wychowuje dzieci. Większość pociechami się po prostu opiekuje, a to nie to samo – mówi Marta Mauer-Włodarczak, psycholog z poradni SENSiTy, prywatnie mama trójki dzieci. Na aspekt zdrowotny nacisk kładzie Barbara Lewicka-Kłoszewska, wiceprezes fundacji BOŚ: – Nadwaga postrzegana jest w Polsce jako sprawa estetyki, nie zdrowia. A tkanka tłuszczowa zmienia gospodarkę hormonalną organizmu. W ślad za tym idą ciężkie choroby. Najczęściej z nadwagą kojarzy się cukrzycę. Tymczasem cukrzyca II typu może być skutecznie opanowana przez stosowanie odpowiedniej diety – tłumaczy ekspert.

W Polsce na otyłość i nadwagę w grupie 7-18 lat cierpi 18 proc. chłopców i 14 proc. dziewcząt. 20 lat temu statystyki te były niemal czterokrotnie niższe. – To dane będące wynikiem badania wykonanego przez Centrum Zdrowia Dziecka na ponad 17 tys. dzieci. Są więc bardzo wiarygodne – mówi Barbara Lewicka-Kłoszewska. I dodaje: – Tempo wzrostu otyłości jest w tej chwili w Polsce dziesięciokrotnie wyższe niż w USA.
Trudno się więc dziwić, że coraz więcej młodych ludzi ma problem z nadciśnieniem, cukrzycą oraz miażdżycą.
Dlaczego jest źle? Przede wszystkim dlatego, że rodzice nie przywiązują wagi do tego, co jedzą ich dzieci, oraz nie uczą ich zasad zdrowego żywienia. – Rodzice nie bilansują ilości cukru przyjmowanej przez pociechy. Mają słodycze w każdej postaci. Zaczyna się od prostych węglowodanów na śniadanie, bo najłatwiej podać słodkie chrupki do mleka, przez słodkie smarowidła na białe pieczywo, do szkoły dostają słodkie batoniki, jest jeszcze obowiązkowy słodki deser po obiedzie – relacjonuje wyniki badań Fundacji BOŚ Barbara Lewicka-Kłoszewska.

Na pytanie o ulubioną przekąskę dziecka , ponad 30 proc. rodziców odpowiada, że to czekolada, baton, ciastko, ewentualnie “mleczna kanapka”. Na drugim miejscu są czipsy, dopiero na trzecim owoce. Rodzice pytani o ulubione napoje potomstwa odpowiadają najczęściej: sok (43 proc.), ale wymieniają popularne marki słodzonych napojów, które sokami nie są. Drugie miejsce zajmują słodzone napoje gazowane (32 proc.), dopiero na trzecim znajduje się woda. Dlatego dieta dzieci to głownie cukier (prawie 40 proc. je słodycze codziennie), a coraz częściej także frytki (co trzecie zjada je kilka razy w tygodniu). – Nawet soki, które są wyciskane bezpośrednio z owoców (nie te robione z koncentratów), powinny być spożywane w ograniczonych ilościach. Wystarczy szklanka dziennie. Kilka szklanek to przesada, bo w ten sposób dzieci też przyjmują cukier – tłumaczy Lewicka-Kłoszewska.
Namawia, żeby rodzice kontrolowali dietę swoich pociech, pilnowali ilości spożywanego cukru i czytali etykiety, by nie wprowadzać go w sposób nieświadomy. Według ekspertów dobrym pomysłem ograniczenia spożycia słodyczy przez dzieci jest wprowadzenie zasady, że je się je tylko raz w tygodniu. Do tego pomysłu wraca coraz więcej rodziców.

Psycholog Marta Mauer-Włodarczak: – Moje dzieci jedzą słodycze wyłącznie w niedziele i święta oraz wakacje. Jednak gdy te dni nadchodzą, pociechy wcale nie rzucają się na łakocie i nie pochłaniają ich bez opamiętania. Wezmą kawałek czekolady czy ciasta i to im wystarcza. Podobnie, gdy w sklepie wybierają sobie słodycze na weekend – robią to z umiarem.

I tu właśnie dotykamy kwestii świadomego wychowania. – Stosunek do słodyczy to także element wychowania. W ten sposób uczymy dziecko umiaru oraz podejmowania decyzji. Kiedy przychodzi niedziela, dziecko już wie, że może zjeść wszystko naraz, i wówczas na pewno rozboli je brzuch. Może też, to co ma przygotowane do zjedzenia, rozłożyć na cały dzień. To nic innego, jak praca nad charakterem, wyrabianie umiejętności kontrolowania siebie. Dobrze, kiedy rodzice mają świadomość, czego uczą swoje dziecko, i gdy to nazywają – podkreśla psycholog.

Marta Mauer-Włodarczak zdradza kulisy okoliczności, w jakich doszło do wprowadzenia “słodkich niedziel” w jej domu. Tak naprawdę zmusiły ją do tego babcie, które nie dawały sobie wytłumaczyć, że słodycze szkodzą dzieciom. Prawdopodobnie większość babć jest przekonana, że mają prawo rozpieszczać wnuki łakociami. – A dzieci fantastycznie się w tych zasadach odnalazły. Doszło do tego, że gdy babcie próbują przemycić jakieś słodycze wbrew nam, pociechy biorą je i odkładają na półkę, mówiąc, że zjedzą w niedzielę. Podobnie jest z gośćmi. Gdy ci przynoszą słodkie niespodzianki, dzieci dziękują, i je odkładają. Wiedzą, że zjedzą w niedzielę i nie mają z tym najmniejszego problemu – relacjonuje z zadowoleniem mama psycholog.

Podobnymi doświadczeniami dzieli się Paulina Bosak, mama 4,5 letniego Franciszka Józefa, która nie ma wykształcenia psychologicznego, lecz sporo zdrowego rozsądku. – Mój synek po obiedzie zawsze dostaje “talerz owoców”. Sam to tak nazywa. Dostępność owoców jest zależna od sezonu. Jabłka, gruszki, cytrusy, melony, truskawki, maliny – chyba zaspokajają jego potrzebę na cukry. Na tzw. przekąski dostaje: orzechy, słonecznik, pestki dyni, suszoną żurawinę – opowiada Pani Bosak. – Synek wie, że tych bardzo kolorowych słodyczy się nie kupuje, bo są po prostu niezdrowe. Sama ich nie dotykam, nawet nie patrzę w ich stronę. Widocznie dziecko to czuje i dawno nie miałaś prośby o kupno czegoś takiego – podkreśla mama Franciszka. Zastrzega jednak, że nie umie sobie odmówić pieczenia ciast. W tym nawyku nie widzi nic złego psycholog Marta Mauer-Włodarczak: – Wspólne upieczenie ciasta, a przy tym przyjemna rozmowa, ma na pewno większą wartość niż kupienie dziecku w sklepie cukierka. Zapach pieczonego ciasta w domu to coś niezapomnianego, co wspomina się w dorosłości i co buduje naszą tożsamość.

Barbara Lewicka-Kłoszewska apeluje do mniej świadomych rodziców, by dawali pociechom do szkoły kanapki z pieczywem ciemnym, wieloziarnistym, a do picia – głownie wodę. Podkreśla też, że ważne jest, by ograniczać słodkie desery. – Nawyki zdrowego żywienia warto kształtować w dzieciach od najmłodszych lat. Z biegiem czasu będzie coraz trudniej. Są książeczki, które rodzice mogą czytać z dziećmi. Na prostych przykładach można tłumaczyć plusy i minusy wynikające ze zdrowego żywienia. Np. zestawić jabłko z czipsem i pokazać, co dobrego jest w jabłku, a co złego w czipsie. Wówczas dziecko zrozumie, że w jabłuszku są uśmiechnięte witaminki i wszystko, co najlepsze, a w czipsie – złe tłuszcze i sól. Takimi metodami najłatwiej przekonać małe dziecko. Starszym można już tłumaczyć wprost – radzi ekspert. Skuteczność tej metody potwierdza Paula Bosak: – Gdy Franciszek miał 3,5 roku, dostał książkę “Było sobie życie” i zaczął się interesować organizmem człowieka. W ten sposób dowiedział się, do czego potrzebne są witaminy, minerały, itp.

Wiceprezes Fundacji BOŚ ma radę dla tych, którzy nie myślą o tym, co jedzą. – Przecież do samochodu nie nalejemy byle paliwa. Czemu więc sami wrzucamy w siebie byle co? Za mało uwagi przywiązujemy do związku zdrowia z jedzeniem. Warto poznać instrukcję obsługi samego siebie i przełożyć to na dzieci. Paulina Bosak jest pewna, że zdrowe nawyki są podstawą. Jeżeli w domu nie ma produktów “śmieciowych”, to dziecko nie będzie ich jadło. Mądra mama martwi się jednak o przyszłość: – Nie wiem, co będzie, gdy pociecha pójdzie do szkoły, czy te nawyki pozostaną. Mam nadzieję, że tak.

Marta Mauer-Włodarczak uspokaja: – Nie możemy być cały czas przy dziecku. Nie patrzymy mu na ręce w szkole czy na placu zabaw. Gwarantuję jednak, że gdy niejedzenie słodyczy jest kwestią wychowania, wpojonych zasad, dzieci po prostu nie wezmą łakoci.

A jeśli chodzi o mnie – chyba powieszę sobie ten tekst na lodówce, by móc na niego rzucać okiem, kiedy któreś z moich dzieci poprosi o lizaka po obiedzie. Może wtedy łatwiej będzie mi zaproponować jabłuszko lub marchewkę…

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

czy_gry_umyslowe_moga_opoznic_alzheimera_sensity

Czy gry umysłowe mogą opóźnić chorobę Alzheimera?

Badania, które zostały przedstawione na Międzynarodowej Konferencji Stowarzyszenia Alzheimera w Kopenhadze, wykazały, że działania stymulujące umysł mogą pomóc w zachowaniu wrażliwych struktur mózgu oraz funkcji poznawczych. Aktywności, takie jak: gra w karty, szachy, warcaby, rozwiązywanie łamigłówek i krzyżówek, mogą opóźnić pojawianie się choroby Alzheimera.

Ludzie grający w gry stymulujące umysł, częściej osiągają lepsze rezultaty w nauce, mają lepszą pamięć oraz lepszą zdolność przetwarzania informacji.

Naukowcy z Instytutu Alzheimera oraz Centrum Badawczego Alzheimera w Wisconsin przeprowadzili badania na grupie 329 osób o średniej wieku 60 lat. Uczestnicy, którzy zostali wybrani do badań ze względu na tło genetyczne, należeli do grupy zwiększonego ryzyka wystąpienia choroby Alzheimera. Przeprowadzono szereg testów m.in. skany mózgu i ocenę funkcji poznawczych. Uczestnicy byli pytani jak często brali udział w aktywnościach takich jak: czytanie książek, chodzenie do muzeum, granie w karty czy rozwiązywanie krzyżówek.

Wyniki badań wykazały, że ludzie, którzy zgłosili, że grają w karty, szachy, warcaby, rozwiązują krzyżówki i inne łamigłówki, mają większą objętość mózgu w kilku regionach, które są związane z chorobą Alzheimera. Osiągają także wyższe wyniki w testach funkcji poznawczych. Stwierdzono, że udział w grach umysłowych może pomóc niektórym osobom w zapobieganiu chorobie Alzheimera.

Dr Laura Phipps w komentarzu do badań, stwierdziła, że takie badania obserwacyjne nie są w stanie dokładnie określić przyczyn i skutków choroby, lecz przyczyniają się do identyfikacji czynników, które mogą wpływać na ryzyko utraty pamięci oraz demencji.

Należy pamiętać, że uczestnicy nie byli osobami z demencją. Zatem nie można udowodnić, żeby gry umysłowie jej zapobiegały. Natomiast można stwierdzić, że u osób zachowujących zdrowy styl życia gry umysłowe mogą zmniejszyć ryzyko jej wystąpienia.

 

——————-
Tekst opracowała Agata Baca

*na podstawie: Playing games or doing puzzles may help stave off Alzheimer’s, theguardian.com

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

6 oznak szczęśliwego związku Sensity.pl

6 oznak szczęśliwego związku. Sprawdź, czy spełniasz te kryteria!

Pomimo, że każda romantyczna relacja jest inna, badania naukowe udowodniły, że są pewne prawidłowości, które występują w zdrowych, stabilnych i udanych związkach. Dzięki nim możesz ocenić własną sytuację oraz zdobyć wskazówki co robić, aby związek był silniejszy i bardziej satysfakcjonujący dla obojga partnerów.

1. W dobrym związku przejmujemy zwyczaje, zainteresowania i maniery swoich partnerów.

To normalne, że u osób przebywających w związkach następuje proces integracji – nabieramy nowych nawyków, przejmujemy od partnera pewne zwroty i wyrażenia, których wcześniej nie używaliśmy, poszerzamy swoje doświadczenia. Pojawiają się także nowe zainteresowania, które możemy wspólnie dzielić.

2. Partnerzy wzajemnie się wspierają.

W szczęśliwej relacji ludzie nie rezygnują z samorozwoju i poszerzania swoich horyzontów. Z badań wynika, że jesteśmy bardziej zadowoleni ze związku, w którym druga osoba aktywnie wspiera nasze wysiłki. Pamiętaj o tym, gdy Twój partner zapisze się na przykład na kurs fotografii albo będzie chciał popracować nad kondycją i pobiec w maratonie. Na tę informację, zamiast biernej odpowiedzi “to brzmi dobrze”, zareaguj aktywnym wsparciem. Potwierdzaj swoje zaangażowanie, chwal partnera słowami “Na pewno jesteś w tym dobry”.  Aktywne wsparcie jest szczególnie ważne w długotrwałych związkach.

3. Szczęśliwe pary dzielą się swoimi emocjami.

W udanym związku partnerzy dzielą się swoimi myślami, reakcjami i uczuciami. Słuchają się wzajemnie. Ujawnianie emocji przed partnerem sprawia, że zaczynamy się czuć przy nim coraz bardziej intymnie. To bardzo ważny element zdrowej relacji.

4. Partnerzy dążą do częstego kontaktu fizycznego, nie tylko seksualnego.

Pary, które się często przytulają, całują, masują, spędzają czas tuląc się do siebie, są bardziej zadowolone ze swoich relacji. Badania wykazały, że partnerzy, dla których ważny jest czuły dotyk pozbawiony napięcia seksualnego, łatwiej radzą sobie z przechodzeniem konfliktów w związku.

5. Osoby w szczęśliwych związkach zwracają mniej uwagi na atrakcyjnych ludzi.

Tak wynika z badań przeprowadzonych w 2009 roku, które porównywały zachowania i reakcje singli oraz uczestników zaangażowanych w stałe związki na atrakcyjność innych osób. Będąc w udanej relacji stajemy się odporni na urok innych.

6. Partnerzy postrzegają związek jako miejsce pozytywnych doświadczeń.

Badania wykazały, że osoby, które postrzegają swój związek przede wszystkim jako zbiór pozytywnych doświadczeń (radość, spełnienie, poczucie przynależności) są o wiele bardziej zadowolone z życia. Lepiej radzą sobie z negatywnymi przeżyciami, zmartwieniami, czy rozdrażnieniem. Chcą uczestniczyć w relacji i nie postrzegają związku, jako czegoś, na co są “skazani”.

 

——————–

Tekst opracowała Agata Baca

*na podstawie artykułu: Theresa DiDonato, 6 Sure Signs of a Healthy Relationship, psychologytoday.com

 

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Pomagamy parom i rodzinom w kryzysie!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Jak sprawić, aby Twoje dziecko czuło się doceniane Sensity.pl

Jak sprawić, aby Twoje dziecko czuło się doceniane – 20 prostych sposobów

Relacje rodzinne mają bardzo duży wpływ na całe nasze życie, dlatego tak ważne jest, aby wypracować w nich poczucie bliskości i zaufania. Chwile, które spędzamy z dziećmi tworzą wspomnienia, które będą nam towarzyszyć do końca naszych dni. Warto więc pracować, nad rozwijaniem swoich kompetencji rodzicielskich.

Oto 20 prostych sposobów, aby Twoja pociecha poczuła, że Ci na niej zależy.
  1. Mów dziecku, że je rozumiesz i spraw, aby poczuło, że tak jest naprawdę.
  2. Pytaj o jego opinię, a później uważnie jej słuchaj.
  3. Przytulaj swoje dziecko.
  4. Chwal za mówienie prawdy.
  5. Doceniaj jego wysiłki.
  6. Ucz dziecko zasad, poprzez dopuszczanie konsekwencji. Pozwól mu wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów.
  7. Staraj się zauważać i chwalić rzeczy, które Twoje dziecko robi dobrze.
  8.  Budując bliskie relacje z dzieckiem postaw na poczucie humoru.
  9. Śmiejcie się razem tak często, jak to tylko możliwe.
  10. Bądź przy dziecku, kiedy czuje się zranione.
  11. Akceptuj jego uczucia i pomóż mu się z nimi pogodzić.
  12. Rozmawiaj i dziel się swoimi uczuciami.
  13. Ucz dziecko dbania o siebie i szacunku do samego siebie.
  14. Unikaj nadmiernych, przesadnych wykładów.
  15. Zainteresuj się tym, czym interesuje się Twoje dziecko.
  16. Podziel się zmaganiami, których doświadczyłeś w swojej przeszłości. Staniesz się dla dziecka przykładem.
  17. Stwórz nową wspólną tradycję.
  18. Nie wyśmiewaj i nie ośmieszaj dziecka.
  19. Zrób to, co powiedziałeś/aś, że zrobisz, czyli dotrzymuj danego słowa.
  20. Pamiętaj, że nie tylko dziecko cały czas się uczy – Ty także.

Poczucie bycia docenianym, to w dużej mierze poczucie własnej wartości.

——

Tekst opracowała Agata Baca

*na podstawie artykułu: Jeffrey Bernstein,  20 Quick, Powerful Way to Show Your Children You Care, psychologytoday.com

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Jak przestać krzyczeć na dziecko Sensity.pl

Jak przestać krzyczeć na dziecko – 10 kroków

Większość rodziców uważa, że powinno przestać krzyczeć na swoje pociechy, lecz nie wierzy, że są inne sposoby, aby zdobyć ich uwagę. Podnoszenie głosu na dziecko sprawia, że krzyk oraz kłótnie z rodzicami będą dla niego normą, gdy stanie się nastolatkiem. Będzie także bardziej podatne w przyszłości na presję grupy rówieśniczej.

Dziecko słyszy krzyk, ale nie słyszy jego treści

Krzycząc na dzieci uczymy je, że należy nas słuchać dopiero wtedy, kiedy podnosimy głos. Warto zwrócić uwagę, że w momencie, kiedy dziecko odczuwa strach przestaje się uczyć – gdy będziesz krzyczeć, to nie zrozumie tego, co chcesz przekazać. A jeśli dziecko nie boi się już Twojego podniesionego głosu, to znaczy, że słyszało go zbyt często i zdążyło już wypracować obronę przed nim – i przed Tobą.

Polecamy Twojej uwadze 10 kroków, które pomogą Ci nauczyć się nie krzyczeć oraz nie przenosić własnych negatywnych emocji na Twoją pociechę.

1.  Umowa i odpowiedzialność

Obiecaj dziecku, że będziesz rozmawiać z nim tylko spokojnym głosem – wytłumacz mu, że się uczysz, więc będziesz na początku popełniać błędy, ale z czasem będzie coraz lepiej. Kto inny, niż Twoje dziecko może tak dobrze nauczyć Cię odpowiedzialności za dane słowo?

2. Kontroluj emocje

Zapanuj nad swoimi emocjami – ucz się wraz ze swoją pociechą  kontrolowania emocji. Pamiętaj, że gdy podnosisz głos, to także uczysz swoje dziecko krzyczeć. Dzieci doskonale wyczuwają emocje, więc lepiej, gdy będą uczyły się empatii, niż przejmowały Twoją złość.

3. Dzieci mają prawo być dziećmi

Pamiętaj, że dzieci mają prawo zachowywać się jak dzieci – eksperymentować, wypróbowywać Twoje granice, aby zobaczyć, na ile sobie mogą pozwolić. One dopiero uczą się co jest dobre, a co złe, co wypada a co nie. Staraj się na spokojnie tłumaczyć im, dlaczego pewnych rzeczy nie wolno robić i nie pozwól wyprowadzić się z równowagi.

4.  Nie czekaj na wybuch

Nie gromadź w sobie urazów – nie gromadź negatywnych myśli, które się mnożą, gdy masz zły dzień. Nie czekaj do momentu, w którym wybuchniesz. Weź odpowiedzialność za własne samopoczucie. Pozwól sobie na to, czego potrzebujesz w danej chwili, aby poczuć się lepiej.

5. Pomóż swojemu dziecku poradzić sobie z jego emocjami

Okaż empatię, gdy dziecko wyraża emocje – Twoje dziecko poczuje się rozumiane, zacznie akceptować własne uczucia. To pierwszy krok w nauce radzenia sobie z emocjami. A kiedy Twoja pociecha nauczy się nimi zarządzać, wtedy będzie mogła kontrolować także swoje zachowanie, dzięki czemu na przykład nie będzie zbyt często podpadała w zły nastrój.

6. Popatrz na świat oczami dziecka

Popatrz na świat z perspektywy dziecka, nawet gdy ustalasz dla nich pewne ograniczenia- po prostu, kiedy dzieci wierzą, że jesteśmy po ich stronie, to chcą się dobrze zachowywać, chociażby po to, żeby sprawić nam przyjemność.

7. Weź głęboki oddech

Kiedy poczujesz, że złość bierze górę – zatrzymaj się, nie podejmuj żadnych decyzji, ani działań. Oddychaj głęboko. Jeśli już zacząłeś krzyczeć, to zatrzymaj się w połowie zdania. Nie kontynuuj, dopóki się nie uspokoisz.

8. Pracuj nad świadomością własnych emocji

Zwróć uwagę na uczucia, jakie Ci towarzyszą – przesuń uwagę z dziecka na swój stan wewnętrzny. Pod Twoim gniewem może kryć się strach, smutek lub/i rozczarowanie. Oddychaj głęboko, pozwól sobie na łzy. Pozwól sobie poczuć to, co jest pod gniewem. Poczekaj, bez podejmowania działań, aż złość się po prostu rozpłynie.

9. Znajdź autorytet

Pomyśl, co on by zrobił w danej sytuacji, może uda Ci się spojrzeć na problem z większym dystansem?

10.  Podejmij pozytywne działania
  • powiedz czasem słowo “przepraszam”,
  • pomóż dziecku poradzić sobie z jego uczuciami – na przykład, pozwól mu się wypłakać.
  • przytul swoje dziecko, dopóki każde z was nie poczuje się lepiej.

Czasem wystarczy naprawdę niewielki krok, a przede wszystkim to Twoje samopoczucie się polepszy.

Na początku opanowanie krzyku może wydawać się trudne, ale nie zniechęcaj się. Z każdym kolejnym krokiem z coraz większą łatwością będziesz zamieniać krzyk w stanowczą, ale spokojną rozmowę. A jeszcze lepsza wiadomość – Twoje dziecko będzie coraz chętniej współpracować z Tobą, a w końcu zobaczysz, że Cię słucha, nawet gdy nie podnosisz głosu.

—–

Tekst opracowała Agata Baca

*na podstawie: Laura Markham,10 Steps to Stop Yelling, psychologytoday.com

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

ludzie silni psychicznie Sensity.pl

13 rzeczy, których NIE ROBIĄ ludzie silni psychicznie

Ludzie silni psychicznie mają zdrowe nawyki. Potrafią poradzić sobie z emocjami i zapanować nad swoim zachowaniem, dzięki czemu łatwiej im odnieść życiowy sukces. Poniżej przedstawiamy 13 wskazówek, czyli krótki zbiór zachowań, których powinieneś unikać, jeśli chcesz być człowiekiem silnym psychicznie.

1. Nie trać czasu na użalanie się nad sobą

Nie siedź bezczynnie użalając się nad swoją sytuacją życiową. Niestety wszyscy musimy pogodzić się z tym, że życie nie zawsze jest tak łatwe i sprawiedliwe, jak chcielibyśmy je widzieć. Zamiast narzekać, pamiętaj, że odpowiedzialność za Twoje szczęście leży tylko w Twoich rękach.

2. Nie pozwól innym sprawować kontroli nad Twoimi uczuciami

Nie pozwól innym przejąć władzy nad Twoimi uczuciami. Jeśli szef sprawia, że przez niego czujesz się źle, to zrób coś z tym. To właśnie Ty powinieneś kontrolować swoje uczucia i podejmować decyzje, w jaki sposób zareagujesz.

3. Nie bój się zmian

Ludzie silni psychicznie rozumieją, że zmiany są nieuniknione. Nie obawiają się. Są elastyczni, potrafią się dostosować i wierzą w swoje możliwości.

4. Nie trać energii na rzeczy, które nie zależą od Ciebie

Nie wszystko możesz kontrolować. Przestań narzekać na ruch uliczny, na korki po drodze do pracy, nie złość się na zgubiony bagaż. Zamiast tego skup się na tym, co zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.

5. Nie staraj się zadowolić wszystkich

Niestety nie uda Ci się zadowolić wszystkich wokół. Nie bój się odmówić, gdy jest to konieczne. Staraj się być uprzejmy i sprawiedliwy, nawet gdy druga osoba będzie zdenerwowana Twoją decyzją.

6. Nie bój się podejmować ryzyka

Oczywiście nie podejmuj ryzyka lekkomyślnie, lecz najpierw się zastanów nad sytuacją. Zrób bilans zysków i strat. Jeśli ryzyko jest dobrze skalkulowane, to nie wahaj się podjąć działania.

7. Nie rozpamiętuj negatywnych wydarzeń

Ludzie silni psychicznie doceniają przeszłość i rzeczy, których się nauczyli. Nie przeżywają wciąż na nowo złych doświadczeń, które ich spotkały. Zamiast tego, że żyją w teraźniejszości i snują plany na przyszłość.

8. Nie popełniaj tych samych błędów

Nie powtarzaj w koło tych samych błędów. Ponoś odpowiedzialność i ucz się na swoich porażkach. Pamiętaj, że nauczy Cię to podejmowania lepszych decyzji w przyszłości.

9. Nie bądź zazdrosny o sukcesy innych

Naucz się doceniać i świętować sukcesy innych ludzi. Nie czuj się zazdrosny o to, że byli w czymś lepsi od Ciebie. Pamiętaj, że sukces przychodzi z ciężkiej pracy, więc bądź gotów do pracy na własny sukces.

10. Nie poddawaj się po pierwszym niepowodzeniu

Porażka nie jest powodem, by zrezygnować. Zamiast tego potraktuj niepowodzenie jako okazję do przemyślenia i w końcu do poprawy. Próbuj, nie poddawaj się, dopóki nie osiągniesz zamierzonego celu.

11. Nie bój się samotności

Ludzie silnie psychicznie nie boją się samotnego spędzania czasu. Nie są uzależnieni od towarzystwa innych. Nie boją się być sam na sam ze swoimi myślami oraz nie unikają ciszy.

12. Nie oczekuj, że świat jest Ci coś winny

Jeśli myślisz, że inni muszą się Tobą zajmować, że wiecznie zasługujesz na uwagę i że świat jest Ci coś winny, to niestety jesteś w błędzie. Nic w życiu nie przychodzi samo. Zamiast tego, szukaj możliwości i rozwijaj się adekwatnie od własnych zasług i osiągnięć.

13. Nie oczekuj natychmiastowych rezultatów

Nie ma znaczenia czy pracujesz nad poprawą zdrowia, swojej kondycji, czy rozkręcasz nowy biznes, nie oczekuj natychmiastowych rezultatów. Zrozum, że prawdziwa zmiana wymaga czasu.

——

Tekst opracowała Agata Baca

*na podstawie artykułu: 13 things mentally strong people don’t do, themindunleashed.org

 

Skutecznie pomagamy w walce z niskim poczuciem własnej wartości. Pracujemy także online.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Depresja u mężczyzn Sensity.pl

12 objawów depresji u mężczyzn

Z ostatnich danych wynika, że na całym świecie na depresję choruje ponad 350 milionów ludzi, w Polsce ponad 1,5 miliona. W Stanach Zjednoczonych co roku z powodu depresji leczy się ponad 5 milionów mężczyzn!

Depresja może objawiać się u mężczyzn w odmienny sposób niż u kobiet. Dlatego, bardzo często, ta choroba nie zostaje u mężczyzn w ogóle zdiagnozowana! Warto więc przestawić 12 najczęściej występujących objawów depresji:

1. Zmęczenie

Chorzy na depresję przechodzą szereg zmian fizycznych i emocjonalnych. Mogą odczuwać zmęczenie, spowolnienie ruchów fizycznych, mowy oraz procesów myślowych. Mężczyźni częściej niż kobiety zgłaszają zmęczenie i objawy fizyczne jako syndromy depresji.

2. Rozdrażnienie

Negatywne myśli, które non stop kłębią się w głowie, powodują rozdrażnienie. To objawy, które bardzo często towarzyszą depresji u mężczyzn.

3. Zbyt mało lub zbyt dużo snu

Typowe dla depresji są problemy ze snem, na przykład: bezsenność, budzenie się wcześnie rano lub wręcz przeciwnie – nadmiar snu. Osoby cierpiące na depresję nawet po 12 godzinach snu czują się zmęczone oraz pozbawione energii do działania.

4. Dolegliwości zdrowotne

Mężczyźni często doświadczają problemów zdrowotnych m.in. bólów głowy, brzucha, pleców, zaparć, biegunek. Niestety często nie zdają sobie sprawy, że przewlekły ból oraz zaburzenia trawienia mogą iść w parze z depresją.

5. Problemy z koncentracją

Depresja może spowalniać zdolność do przetwarzania informacji, tym samym osłabiać koncentrację na pracy lub innych zadaniach. Gdy człowiek czuje się otoczony przez negatywne myśli, wtedy bardzo trudno mu skupić się na innych sprawach.

6. Złość, wrogość

Niektórzy cierpiący na depresję stają się wrogo nastawieni do otoczenia, są agresywni. Mężczyzna, który zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak, poprzez wyrażanie złości, może starać się to sobie zrekompensować, tzn. stara się udowodnić sobie, że nadal jest silny.

7. Stres

Mężczyźni częściej niż kobiety zgłaszają objawy związane ze stresem. Zaś długotrwałe narażenie na stres może prowadzić do zmian zarówno w ciele, jak i w mózgu.

8. Niepokój i lęk

Badania wykazały silny związek między zaburzeniami lękowymi i depresją. Co prawda mężczyźni nie są bardziej narażeni na te zaburzenia niż kobiety, jednak okazuje się, że panom znaczniej łatwiej jest mówić o lęku niż na przykład o uczuciu smutku.

9. Uzależnienie

Uzależnienia często towarzyszą depresji. Badania wykazały, że alkoholicy prawie dwa razy częściej cierpią z powodu ciężkiej depresji, niż ludzie, który nie wykazują tego problemu. Korzystanie z narkotyków lub alkoholu często staje dla mężczyzn strategią mającą maskować nieprzyjemne uczucia.

10. Dysfunkcja seksualna

Depresja może być przyczyną utraty pożądania oraz zaburzeń erekcji. Podobne problemy mogą również przyczyniać się do pogłębienia depresji.

11. Niezdecydowanie

Depresja wpływa na osłabienie zdolności podejmowania decyzji. Nie mówimy tutaj o osobach, którym na co dzień dokonywanie wyborów przychodzi z trudnością, lecz o osobach, u których niezdolność podejmowania decyzji stanowi nowe zachowanie.

12. Myśli samobójcze

Zdecydowanie więcej kobiet, niż mężczyzn narzeka na myśli samobójcze, ale to mężczyźni ponad cztery razy częściej podejmują skuteczne próby samobójcze w wyniku depresji. Zdaniem psychologów na myśli rezygnacyjne narażeni są szczególnie starsi mężczyźni. Warto przy tym pamiętać, że depresja nie jest integralną częścią procesu starzenia się, można z nią skutecznie walczyć. A najlepiej jej zapobiegać!


Tekst opracowała Agata Baca

*na podstawie artykułu: Lisa Zamosky, 12 Signs of Depression in Men, health.com

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Wiecznie spóźniony Sensity.pl

Wiecznie spóźniony? Można temu zaradzić!

Ludzie, którzy zmagają się z problemem chronicznego spóźniania, rzadko są obojętni wobec swojego braku terminowości. Cierpią na bezsenność, denerwują się, panikują, obgryzają paznokcie w obawie, że spóźnią się na kolejne spotkanie. Biorąc pod uwagę taką ilość stresu, lepiej podjąć kroki w celu poprawy zarządzania naszym czasem.

Jak sobie poradzić?

Aby poradzić sobie z chronicznym spóźnianiem musisz znaleźć swoje ślepe punkty – są to momenty, przez które nawet Twoje najlepsze obliczenia i szczere wysiłki mogą pójść na marne. Zazwyczaj pojawiają pojedynczo lub podwójnie oraz powtarzają się wielokrotnie w różnych sytuacjach. Kiedy dowiedziesz się, gdzie dokładnie znajdują się Twoje ślepe punkty, wtedy możesz opracować strategię w celu zminimalizowania ich wpływu, a z czasem nauczyć się ich całkowicie unikać.

Za przykład posłuży sytuacja opisana przez dr Guy’a Wincha. Amerykański terapeuta pracował z czterdziestoletnim mężczyzną, który miał w zwyczaju spóźnianie się ok. 10-15 minut. Zapytany o swoją drogę do gabinetu tak przedstawił sytuację: “Z mojego biura idę 5 minut do metra. Metrem jadę 10 minut. Gabinet dzieli od metra tylko jedna ulica. Daję sobie dodatkowe 5 minut na wypadek, kiedy będę musiał czekać na metro. Staram się wychodzić z pracy 20 minut przed wizytą”.

Jak działają ślepe punkty?

W takim razie skąd to 10 minut spóźnienia? Sytuacja wydaje się rozsądna, lecz taka nie jest. Terapeuta zauważył w niej dwa ślepe punkty. Po pierwsze, pacjent zwrócił uwagę tylko na wybrane szczegóły: dotarcie do metra, czekanie na pociąg, czas trwania jazdy, a zupełnie pominął inne aspekty podróży, które również wymagają czasu: biuro znajduje się na 22. piętrze, trzeba poczekać na windę, należy podpisać się ochroniarzowi przed wejściem do budynku itd.

Drugim ślepym punktem jest stwierdzenie “postaram się” lub “spróbuję”. To typowe dla osób, które się chronicznie spóźniają. Pacjent zostawił sobie margines czasu (niewystarczający), następnie tłumaczył sobie, że skoro ma zapas czasu, to będzie się starał wyjść z pracy o jakieś porze. Oczywiście, jest wielka różnica między tym, że będziesz się starał coś zrobić, a tym, że koniecznie musisz wyjść z pracy o konkretnej godzinie, aby zdążyć na spotkanie.

Inny popularny ślepy punkt to sytuacja, w której stwierdzasz, że podróż samochodem będzie trwała maksymalnie pół godziny przy założeniu, że nie będzie korków. Zamiast tego powinieneś się dłużej zastanowić nad tym, co się stanie, jeśli jednak ruch będzie utrudniony, a przejazd będzie trwał dłużej. Czy nie lepiej wyjść wcześniej?

Zidentyfikuj swoje ślepe punkty i pomyśl, w jaki sposób możesz je skorygować. Poświęć czas termu procesowi, a będzie to wartościowa inwestycja, która wpłynie na Twoje życie osobiste i zawodowe. Zyska na tym także Twoje zdrowie, ponieważ pozbędziesz się złego nawyku oraz stresu, który jest nim spowodowany.

——-

Tekst opracowała Agata Baca

* na podstawie artykułu: Guy Winch, How to Overcome Chronic Lateness, psychologytoday.com

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Stres żłobkowy Sensity.pl

“Stres żłobkowy” – wSieci

Poniżej przedstawiamy artykuł z udziałem Marty Mauer- Włodarczak, który ukazał się w tygodniku “wSieci”. Kopię wersji drukowanej opublikowaliśmy tutaj.

————-

Urlop macierzyński zawsze kiedyś dobiega końca. Na szczęście mamy teraz będą mogły zajmować się dziećmi przez pierwszy rok ich życia. Niestety, i tak przyjdzie ten dzień, kiedy młodzi rodzice będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie co dalej? Żłobek, babcia, opiekunka czy może rezygnacja z pracy? Ten ostatni wybór w dzisiejszych czasach wydaje się luksusem, na który zwyczajnie nie wielu stać. Jednak zanim zapadnie ta niezwykle ważna dla całej rodziny decyzja, warto poznać kilka faktów związanych z “wychowaniem żłobkowym”. Okazuje się, że żłobki wcale nie mają tak dobrego wpływu na maluchy, jak twierdzą eksperci lansujący tezę o zbawiennej socjalizacji dziecka.

Prof. Magdalena Środa niedawno na łamach “Gazety Wyborczej” stwierdziła, że to żłobek ma być miejscem, w którym dziecko zdobędzie umiejętności empatii, wzajemnej pomocy, czy zaangażowania społecznego “bo model konserwatywny uniemożliwia budowanie społeczeństwa obywatelskiego, […], nie jest prawdą, że rodzina nas dobrze przygotowuje do życia społecznego. Rodzina uczy raczej egoizmu i sprytu”.

Państwo nie zastąpi matki.

Badania światowych naukowców zdają się zadawać kłam tezom głoszonym przez Prof. Środę. Specjaliści od rozwoju dzieci podkreślają, że przez pierwsze trzy lata życia pociechy potrzebują stałej i indywidualizowanej opieki, a nie co raz wcześniejszej i intensywniejszej edukacji. Na amerykańskie i brytyjskie badania powołują się także eksperci z Niemiec, gdzie trwa dyskusja nad kształtem polityki prorodzinnej.

Ostatnio pediatra z Sozialpadiatrisches Zentrum w Bielefeld-Bethel i jednocześnie doradca komisji ds. rodziny niemieckiego Bundestagu, Rainer Bohm, przypomniał o światowej wiedzy na temat wychowania żłobkowego. Ostrzegał on polityków, że szczególnie w żłobkach wydziela się u malców ponadprzeciętna ilość hormonu stresu, co zagraża bardzo wrażliwym komórkom nerwowym, które rozwijają się w mózgu. Zdaniem niemieckiego eksperta nadmierne obciążenie stresem we wczesnym dzieciństwie powoduje negatywne zmiany w tej części mózgu, która odpowiedzialna jest za zachowania społeczne. “Długotrwałe obciążenie stresem ma bezpośredni związek z agresywnym lub depresyjnym zachowaniem maluchów” – przypomina Bohm.

Sue Palmer, brytyjska pisarka i pedagog, spod pióra której wyszedł poradnik wychowania młodego mężczyzny “21st Century Boys”, twierdzi, że żadnemu dziecku do lat trzech nie powinno się zastępować miłości i uwagi jednego opiekuna zinstytucjonalizowaną opieką pańswa. Zdaniem Palmer, problem szczególnie dotyczy chłopców. Autorka powoływała się na państwowe analizy:

“Rządowi badacze odkryli małą, ale znaczącą, różnicę w rozwoju u dzieci, u których punkty dziennej opieki (państwowe i prywatne) wywołały uczucie wycofania i smutku lub odwrotnie – wzbudzały napady agresji. Badając w mózgach dzieci poziom kortyzolu, hormonu stresu, podczas i po pobycie w żłobku, stwierdzono jego niebezpiecznie wysokie stężenie, wielokrotnie przekraczające normę. Co gorsza, ten wysoki poziom kortyzolu utrzymywał się w domu, po powrocie ze żłobka. Potężny stres odnotowano zarówno u dzieci nadaktywnych, jak i tych uznanych za grzeczne. U tych, których mózgi były marynowane w kortyzolu, z wiekiem będą się pojawiały liczne problemy emocjonalne i społeczne”.
W moich przekonaniach pedagog nie jest osamotniona. Okazuje się, że niemożność zbudowania właściwej więzi z matką we wczesnym dzieciństwie objawia się w późniejszym czasie wieloma zaburzeniami, m. in. nadpobudliwością, impulsywnością, napadami lęku, drażliwością. Według badaczy z Wielkiej Brytanii i USA, m. in. Johna Bowlby’ego i Renego Spitza, dzieci do trzeciego roku życia odseparowane od mam przechodzą głęboki stres. Niemowlęta pod opieką instytucjonalną, gdzie nie brakowało jedzenia, higieny i nadzoru medycznego, ale nie było matki lub jednej, wyłącznej opiekunki, zaczynały się cofać w rozwoju, okazywać oznaki głębokiego cierpienia, traciły na wadze, nawet umierały. Bowlby odkrył, że wszystkie wyższe żywe istoty mają ewolucyjnie zakodowany biologiczny mechanizm, który ma im zagwarantować przeżycie i dotrwanie do dorosłości. Chodzi tu o mechanizm przywiązania.

Spitz badał dzieci oddane pod opiekę instytucjonalną, gdy ich matki trafiały do więzienia. Bowlby badał sieroty oraz malców pozostawionych w żłobku całodobowym na czas porodu i rekonwalescencji matek, co w Anglii w latach 50. było rutyną. Rozłąka okazywała się dla maluchów druzgocąca, a ich śmiertelność z powodu separacji z matkami wzrosła dwukrotnie.

Przypadek 17-miesięcznego Johna

Irena Koźmińska w tekście “Więź kontra żłobki” opisała badania prowadzone przez zespół Bowlby’ego: “Jeden z filmów nagranych przez naukowca dokumentuje pobyt 17-miesięcznego Johna w żłobku całodobowym w czasie, gdy matka poszła na osiem dni do szpitala urodzić kolejnego potomka. Najpierw widzimy chłopca przed rozstaniem z matką – ma z nią serdeczne relacje, jest radosnym, dobrze przystosowanym, grzecznym i współpracującym dzieckiem. Gdy znalazł się nagle w żłobku, przez pierwszy dzień trwał w stanie oszołomienia, ale dawał siękarmić i zachowywał grzecznie – nie umiał się bronić przed agresywnymi malcami, którzy w instytucji spędzili już prawdopodobnie wiele tygodni, a może miesięcy, potrafili już bez pardonu walczyć o swe potrzeby i czerpali przyjemność z bicia. Starał się pozyskać uwagę jakiejś opiekunki, jednak żadna nie mogła zająć się tylko nim. Wieczorami ojciec odwiedzał Johna, ale po krótkiej wizycie, ku rozpaczy malca, odchodził. Film pokazuje, jak dzień po dniu w psychice chłopca następuje proces dewastacji: dziecko z miłego, otwartego i ciekawego świata, zmienia się w nieszczęśliwe, przerażone i wyalienowane. Po kilku dniach całkowicie odmawia jedzenia, nieustannie płacze i tuli się do dużego misia, chowając się pod nim. Kiedy matka przychodzi wreszcie, by go odebrać, John ucieka od niej i patrzy na nią z goryczą. To było tylko osiem dni. Dla małego, 17-miesięcznego człowieka, aż osiem”.

Odkrycia Bowlby’ego, Spitza oraz innych uczonych wpłynęły na zmianę prawodawstwa w USA i Wielkiej Brytanii, zainspirowały też podjęcie dalszych badać nad mechanizmem przywiązania i wpływem zaburzeń więzi na całe życie człowieka. Zdaniem naukowców małe dzieci oddawane pod opiekę instytucjonalną nie przyzwyczajają się wcale do braku mamy czy taty, lecz wskutek okoliczności i stresu wypierają niektóre potrzeby i tracą pewne odruchy, np. przywierania i patrzenia: odpychają, nie patrzą w oczy. Stają się apatyczne lub rozdrażnione, zaczynają mieć problemy ze spaniem, tracą łaknienie, wymiotują. I bardzo często chorują – separacja z matką uderza bowiem we wszystkie biologiczne systemy malca.

Także inny amerykański psycholog, Jay Belsky, dowodzi, że bardzo rozległa i wczesna opieka pozarodzicielska może wiązać się ze znacznym ryzykiem skrzywienia relacji na linii rodzic-dziecko. Jego zdaniem im więcej czasu pociechy spędzają w żłóbku, tym więcej wykazują zachowań antyspołecznych, takich jak kłótliwość, bójki, wandalizm, kłamanie, zastraszanie innych, okrucieństwo, nieposłuszeństwo, płaczliwość. Z badań wynika też, że nastolatki, które przekroczyły piętnasty rok życia, wychowywane w żłobkach, częściej sięgają po alkohol i papierosy oraz eksperymentują z narkotykami. Częściej też dopuszczają się kradzieży i ataków przemocy.

Jeszcze inne analizy, opisane w książce Erica Jensena “Teaching with a Brain in Mind” (Nauczanie z myślą o mózgu), wskazują, że mózg jest jedynym systemem w organizmie, który nie wraca do swego pierwotnego sposobu funkcjonowania po ustaniu traumy, lecz funkcjonuje według nowego wzorca – adaptacji do warunków traumatycznych. Dlatego fundowanie dzieciom silnego i przewlekłego stresu jest działaniem niewskazanym, a dla większości malców pobyt w żłobku wiąże się z silnym stresem.

Również polscy eksperci zwracają uwagę na niekorzystny wpływ żłobków na rozwój małego człowieka. Jednak ich głos jest słabo słyszalny. Podczas dyskusji w Polsce nad ustawą żłobkową prof. Irena Namysłowska, krajowy konsultant ds. psychiatrii dzieci i młodzieży, pisała:

“[…] Bez dobrego, bezpiecznego przywiązania nie jest możliwy ani prawidłowy rozwój emocjonalno-społeczny dziecka, ani też jego rozwój umysłowy w związku z interakcją pomiędzy przywiązaniem a kształtowaniem się mózgu. Nawet najlepszy żłobek, dobrze wyposażony i zatrudniający wykształcony i zaangażowany persolen, nie jest w stanie zastąpić zindywidualizowanej relacji rodzic-dziecko w bezpiecznym, stałym otoczeniu domowym, a nie instytucjonalnym. Wyniki badań wskazują, że zaburzenie więzi dziecko-rodzic może być prekursorem wystąpienia zaburzeń emocjonalnych i psychicznych w okresie dziecięcym, dorastania i w okresie dorosłości. […] Co więcej, tak wczesne umieszczanie niemowlęcia w żłobku grozi przedwczesnym kontaktem z chorobami, także zakaźnymi, a więc wiąże się z potencjalnie większymi nakładami na opiekę medyczną […]”.

Co robić, gdy nie ma wyboru?

Z badań wynika więc, że zbyt wczesne oddanie malca pod opiekę instytucjonalną wcale nie musi go uspołecznić, a wręcz może zaszkodzić jego kruchej psychice. Co jednak poradzić mamom, które nie mają wyjścia?
Dorota Gruchalska opowiada, że jej Michałek “poszedł do żłobka, ponieważ nie było innego wyboru”. Dorota jest samotną mamą i musi zarabiać na życie. – Gdybym miała wybór, nie posłałabym go jeszcze do żłóbka – relacjonuje. I to jest najczęstsza motywacja młodych matek. Po prostu nie mają wyjścia. Dorota Gruchalska przyznaje, że choć wie, iż placówka, do której chodzi Michałek, jest jedną z lepszych w Warszawie, a dzieci mają tam wiele atrakcji – od koncertów muzycznych, poprzez teatrzyki, rytmikę, zajęcia plastyczne – to jednak są sytuacje, kiedy żałuje, że nie może być przy swoim synku.

– Początkowo Michałek na żłobek reagował dobrze, choć bywał agresywny w stosunku do rówieśników, prawdopodobnie tak odreagowywał stres. Jednak teraz, choć mamy za sobą prawie rok żłobkowania, nadal rano są płacze pt. “Nie chcę do żłobeczka”, z histerią włącznie.Na takie sytuacje radzi reagować Sylwia Kępińska, która sama prowadzi miniżłobek, bardziej domowy klubik malucha. Jej zdaniem mama musi wsłuchiwać się w to, co mówi maleńkie dziecko, i reagować na każdy niepokojący sygnał.

Marta Mauer-Włodarczak, psycholog z poradni SENSiTy, która sama jest mamą trójki urwisów, twierdzi, że dzieci do trzeciego roku życia potrzebują kontaktu z osobą dorosłą jeden na jeden. – Jeśli nie może być mama, to lepiej, żeby była to niania, która poświęci małemu uwagę. W żłóbku panują prawa dżungli. Lepiej radzą sobie silniejsi. Nagle w jednym miejscu znajdują się maluchy, które są wychowane w różnych środowiskach, w różnych hierarchiach wartości.

Marta Mauer-Włodarczak uważa, że dziecko do trzeciego roku życia jest jak masa plastyczna. – Można wyprostować wiele jego negatywnych zachowań, napompować je poczuciem własnej wartości, akceptacji, samodzielności i odpowiedzialności, co zaprocentuje w przyszłości, ale również w tym okresie można bardzo wiele przeoczyć i stracić. Panie w żłobku, mimo szczerych chęci, nie są w stanie zaspokoić potrzeb emocjonalnych malucha. Kiedy jedno się przewróci i płacze, nikt nie może poświęcić tyle czasu, ile mam, bo trzeba biec i ratować z opresji inne.
Może więc, jeśli już trzeba, lepiej oddać pociechę w ręce sprawdzonej, zaufanej opiekunki. Jak ją znaleźć – to już całkiem inna historia. Jednak mam w tej dziedzinie wspaniałe doświadczenie i wiem, że dobra opiekunka, choć nigdy nie zastąpi mamy, może wspaniale stymulować rozwój dziecka.

Na koniec radę dla mam, które muszą lub chcą wrócić do pracy, ma Sylwia Kępińska:
– Szukajmy miejsca, które odda w miarę możliwości atmosferę w domu. Może lepiej zdecydować się na mniejszą, kameralną placówkę. Wiadomo, że wychowawczyni nigdy nie zastąpi mamy, podobnie jak nic nie zastąpi mleka matki. Jednak dobrze dobrany opiekun może ją dobrze imitować. I obserwujmy nasze dzieci.

Marta Mauer-Włodarczak - psychoterapeuta par

Marta Mauer-Włodarczak jest właścicielem poradni Sensity.pl, w której prowadzi terapię par i małżeństw, a także konsultacje dotyczące problemów wychowawczych. Czytaj więcej…

Jesień życia Sensity.pl

“Pustostan” – o rodzicach dorosłych dzieci dla magazynu “Tylko dla dorosłych”

Przedstawiamy artykuł z udziałem Marty Mauer- Włodarczak, który ukazał się na łamach magazynu “Tylko dla dorosłych”.

————-

Pomidory sparzyłam, obierałam ze skóry, kroiłam na kawałki z pasją i zaciśniętymi szczękami. Ładowałam w słoiki. Żeby poradzić sobie z opuszczeniem, przerobiłam niemal pół tony!

Trudno mi nazwać to, co poczułam, kiedy mój syn zakomunikował: “Wyprowadzam się”. Złość? Niedowierzanie?
Dzieci tak szybko rosną… Komunał? Owszem, ale gorzko tego doświadczyłam na własnej skórze. Najpierw kawalerki kilka ulic od domu, trzy miesiące później córka wyjechała za granicę uczyć się i pracować. Zawsze chciałam, żeby byli samodzielni, ale dorośli zdecydowanie za szybko.

Nic mi się nie chce

Nieraz fantazjowałam, jak byli mali, że jak tylko dorosną, to ja wtedy… to my wtedy… och! To były marzenia ciągle odkładane na później. Aż tu nagle, po 22. latach, marzenia mogą się spełnić, zarówno ich, jak i moje. Czemu więc nie śpię po nocach, czas przecieka mi przez palce, nie mogę się skupić, nie chce mi się chodzić do pracy, nic mi się nie chce?

Wyprowadzka pierwsza – syn

Po rodzinnym przedyskutowaniu decyzji o wyprowadzce syna chciałam włączyć się w urządzanie jego kawalerki – miniatury domu rodzinnego. Na szczęście w porę uświadomiłam sobie – ze zdziwieniem! – że miałam dwa lata mniej niż on, gdy założyłam rodzinę.

No tak, moje dziecko wyprowadza się, bo chce żyć na własnych warunkach. Zabierze z domu najlepszy garnek, nasz ulubiony koc, ogołoci półki z książek… I, o zgrozo, sam będzie się utrzymywał, sam robił zakupy, sam będzie sobie organizował czas.

JA NIE BĘDĘ MU POTRZEBNA, ale… przecież o to chodzi! Odnieśliśmy jako rodzice sukces. Bo to jest sukces, gdy dziecko jest gotowe do samodzielnego życia. Tak się przekonywałam. I… złościłam się, że nie można tego zmienić.
Wchodziłam do jego pokoju, z którego ubyło tylko trochę rzeczy, i myślałam, że to na chwilę, że to jak wakacje, że niedługo wróci… I na razie, choć minął już rok, nic się w tym pokoju nie zmieniło.

Pół tony pomidorów

Żeby nikt nie poznał, jak mi jest trudno, rzuciłam się w wir pracy zawodowej i domowej. Myślałam, że domownicy nie zauważą mojej huśtawki nastrojów związanej z “opuszczeniem gniazda”, a jak zauważą, to łatwo zwalę winę na przemęczenie, brak wakacji albo inne okoliczności zewnętrzne.

Po pracy robiłam za duże zakupy do domu, a potem wpadłam na pomysł, by robić przetwory. Trzy razy w tygodniu jechałam na targ po 15 kg pomidorów, bo tyle mieści się w wózku “starszej pani” i się nie gniecie. Oficjalny domowy komunikat brzmiał: “żeby mieć na zimę prawdziwe domowe zapasy”, a nieoficjalny był wewnętrznym przykazaniem, żeby dziecku nie zatruwać życia propozycjami pomocy przy przeprowadzce i zakupach.

Pomidory sparzyłam, obierałam ze skóry, kroiłam na kawałki z pasją i zaciśniętymi szczękami! Gotowałam gęstą pulpę z ziołami. Kompulsywnie ładowałam w słoiki. Żeby poradzić sobie z wszechogarniającym opuszczenie, przerobiłam niemal pół tony pomidorów! Po dwóch miesiącach słoiki nie mieściły się w spiżarni, ale napięcie i głupia złość zniknęły.

Wyprowadzka druga – córka

Gdy jakoś uporałam się z wyprowadzką syna, córka zakomunikowała, że załatwiła sobie pracę i półroczny kurs francuskiego za granicą. Spakowała walizki i wyjechała z obietnicą codziennego widzenia w internecie. COŚ było nie tak. Był styczeń i nie było pomidorów do przerabiania w słoiki, więc po cichu płakałam w poduszkę. Wydawało mi się, że nie jestem już prawdziwą matką, nie mam dzieci, dom się rozpadł… Miałam ochotę siedzieć cały czas w JEJ pokoju przed ekranem JEJ komputera. Moim ratunkiem było to, że jej też było na początku trudno zaadaptować się do nowej sytuacji, więc wieczorami gadałyśmy na czacie nawet więcej niż w domu.

A za dnia dziwiłam się, że pranie trzeba zrobić raz w tygodniu, a nie codziennie. W lodówce więdła sałata, bo znowu zrobiliśmy za duże zakupy, zmywarka zapełniała się rzadziej i nie miał kto jej wypakować. I w domu było cicho, ciemno, pusto… Najsmutniejsze było to, że po pracy przychodziłam do domu i zza żadnych drzwi nie sączyły się żadne dźwięki. Nawet głośno grające radio nie było w stanie ożywić tej nagle za dużej przestrzeni.

Na szczęście pomocną rękę wyciągnął mąż. Zaczął od szukania dobrych stron mieszkania bez dzieci i znalazł ich sporo. Dlaczego dla niego to było łatwiejsze, do dziś nie wiem. Zaczął zapełniać nasz kalendarz wyjściami do kina, wyjazdami na weekendy, spotkaniami ze znajomymi, aż zaczęliśmy czuć się jak młode małżeństwo na przedłużających się wakacjach.

Gdy wcześniej oglądałam amerykańskie filmy, nieraz zastanawiałam się, co czują rodzice stojący na podjeździe, gdy ich dziecko pakuje manatki do samochodu i odjeżdża na studia, wesoło im machając. Jak będzie wyglądać ich dom? Jakie będzie ich życie? Teraz już wiem.

Matka + ojciec = melancholia

Opuszczeni przez dzieci? Co to za sformułowanie! Czy gdy dziecko się wyprowadza, opuszcza nas?

Junona lamcha-Grynberg: Poczucie pustki, depresja, nadmiar wolnego czasu, alkoholizm, agresja wobec współmałżonka to tylko niektóre słowa, które wynotowałam w związku z syndromem “pustego gniazda”. Podobno to typowe przypadłości. Naprawdę jest tak źle?

Marta Mauer-Włodarczak: Warto sobie powiedzieć na początku, że przeżywanie melancholii w tym czasie jest naturalne i że to minie.

Czy ten czas faktycznie jest tak ciężki dla rodzica?

“Jeśli rodzice dbają o związek, wspierają się, wówczas będą mogli zbierać owoce i rozwinąć skrzydła. Ale jeśli ich związek funkcjonował tylko wokół dziecka, to zostają z pustką. I za zwyczaj nie pozwalają dziecko się usamodzielnić. Jego niezależność powinna napawać ich dumą, a wywołuje paniczny lęk przed samotnością.
Często wyprowadzka dzieci zabiega się w czasie z zakończeniem aktywności zawodowej rodziców. Mierzą się z poczuciem bycia niepotrzebnymi w dwóch najważniejszych aspektach życia. Każdy może czuć się zagubiony. Ale nie można przelewać odpowiedzialności na dziecko. Wielu rodziców tak robi, wzbudzając u dziecka poczucie winy za to, że założyło swoją rodzinę i “porzuciło” matkę czy ojca. Takie zachowania mogą mieć dramatyczne konsekwencje, np. rozpad nowej rodziny dziecka.

My, rodzice, czasem zapominamy, że naszym zadaniem jest nauczenie dziecka, by radziło sobie bez nas. Jeśli boli nas, że nie prosi nas o radę czy pomoc, powinniśmy zadać sobie pytanie, dlaczego mamy z tym problem. Jeśli to dziecko ma dostarczyć nam poczucie bycia potrzebnym i ważnym, to znaczy, że mamy problem ze sobą, a nie z dzieckiem.

A samotna matka?

– Ma bardzo trudne zadanie. Przez cały okres wychowywania dziecka musi dbać o to, aby dziecko nie było jej całym światem. To wymaga dyscypliny, dbania o siebie, pielęgnowania relacji z przyjaciółmi. Dla mnie wszystkiego samotne matki to bohaterki.

Czy ojcowie i matki inaczej doświadczają “pustego gniazda”?

– Ojcowie zwykle lepiej realizują się zawodowo, nie uzależniają swojego być albo nie być od bliskiej relacji z dzieckiem. Kobiety częściej niż mężczyźni budują poczucie wartości na podstawie relacji z innymi. A relacja matka-dziecko jest najsilniejszą z możliwych. Większym problemem jest brak zaangażowania ojców w rodzinę. Mężczyźni zaczynają dostrzegać potrzebę bliższej relacji z dzieckiem zazwyczaj po pięćdziesiątce. Choć wtedy bywa już za późno – dzieci, które podczas dorastania nie doświadczyły bliskiej relacji z ojcem, w dorosłym życiu mogą tę nagłą bliskość odrzucić.

Często po wyprowadzce dziecka zaczyna się kryzys małżeński.

– Jeśli do tej pory rozmowy rodziców dotyczyły głównie spraw związanych z dzieckiem, nagle okazuje się, że nie mają wspólnych tematów. Każde z osobna przeżywa swoją tragedią związaną z byciem niepotrzebnym, nawet porzuconym. Potrzebują wsparcia, ale zamiast podać sobie rękę, wylewają na siebie morze frustracji i obarczają winą za swoje złe samopoczucie.

Ale dla wielu małżeństw to okres rozkwitu związku. Rodzice czekają na wyprowadzkę dziecka, bo zostają wówczas zwolnieni z większości obowiązków, finansowych zobowiązań, stają się wyłącznymi dysponentami swojego wolnego czasu.

Gdzie ma szukać wsparcia rodzic opuszczony przez dzieci?

– Powiedziałaś “opuszczony przez dzieci”. Czy gdy dziecko się wyprowadza, opuszcza nas? Może to nieodpowiednie słowo? Dziecko zmienia adres, ale nie znika z naszego życia. To czas na nadanie tej relacji bardziej partnerskiego wymiaru. A pomocy najlepiej w pierwszej kolejności szukać u partnera. Ale na to, żebyśmy w tym przełomowym momencie potrafili się wesprzeć, musimy zacząć pracować dużo wcześniej.

Czy warto w tym momencie pójść do psychologa, terapeuty?

– Warto. Psycholog pomoże nam zrozumieć siebie, nasze często niekontrolowane zachowania, których się wstydzimy. A także nazwać emocje i znaleźć ich przyczynę. Każdy problem ma swoją przyczynę. Największy lęk odczuwamy wtedy, kiedy nie rozumiemy, co się z nami dzieje.

 

Masz podobny kłopot? Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy!

Marta Mauer-Włodarczak - psychoterapeuta par

Marta Mauer-Włodarczak jest właścicielem poradni Sensity.pl, w której prowadzi terapię par i małżeństw, a także konsultacje dotyczące problemów wychowawczych. Czytaj więcej…