Czy studia psychologiczne pomogą mi zrozumieć siebie?

Czy studia psychologiczne pomogą mi zrozumieć siebie?

Dzień dobry,

chcę zapytać czy pójście na studia psychologiczne pomogą mi zrozumieć siebie? Chodziłem już na wiele różnych terapii. Miałem sesje z psychologiem i psychiatrą. Nie jestem w stanie z nimi normalnie rozmawiać. Jeden z psychologów nawet powiedział mi, że wszystko co dzieje się w mojej głowie to dla niego za dużo.

Chcę w końcu zrozumieć co jest ze mną nie tak, ale nie mogę o tym rozmawiać. Bardzo chcę iść na jakieś studia. Mam dylemat między psychologią a innym kierunkiem, ale skłaniam się ku temu pierwszemu właśnie dlatego, aby po prostu siebie zrozumieć.

Odpowiedź psychologa

Panie Marcelu,

trudno jednoznacznie odpowiedzieć na Pańskie pytanie. Studia z definicji służą pogłębianiu wiedzy i niezależnie od przedmiotu, uczą nas krytycznego myślenia i metod poznania. W tym kontekście psychologia jest centralnie zainteresowana zrozumieniem procesów poznawczych, emocjonalnych i behawioralnych człowieka, a więc bez wątpienia wspiera również autorefleksję.

Należy jednak rozgraniczyć tak rozumianą motywację „naukową” od pragnienia rozwiązania indywidualnych problemów czy ograniczeń. Jednym z podstawowych założeń badawczych jest dystans do przedmiotu nauki, który trudno zachować (szczególnie na początku drogi naukowej) wobec samego siebie. Oczywiście dotyczy to wszystkich zainteresowanych studiowaniem psychologii, a proces nauki zakłada wsparcie studenta w tym właśnie wyzwaniu. Dlatego zachęcam do kontynuowania pracy „nad sobą” przy wsparciu specjalisty, co umożliwia zbudowanie szerszej perspektywy rozwojowej.

Prowadzimy konsultacje diagnostyczne. Zapytaj Nas o szczegóły.

 

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Negatywne przekonanie na swój temat - czy może być początkiem choroby?

Negatywne przekonanie na swój temat – czy może być początkiem choroby?

Dzień dobry, mam dopiero 16 lat i nie jestem pewna, czy potrzebuję wizyty u psychologa, czy powinnam porozmawiać z rodzicami i umówić się na wizytę. Dlatego szukam pomocy anonimowo i bezpłatnie, by ewentualnie przekonać się do takiej wizyty.

Niedawno zaczęłam pierwszą klasę liceum. Znalazłam nowych przyjaciół i szybko zaaklimatyzowałam się w klasie. Jestem dość lubiana i w większej mierze moje życie jest normalne.

Zaczęłam myśleć o sobie negatywnie

Niestety od ok. 3 miesięcy mam problem. Nie wiem jak to dokładnie ubrać w słowa. Zaczęłam myśleć o sobie negatywnie, krytycznie. Każdy mój błąd jest dla mnie czymś przykrym i dobijającym.

Wcześniej byłam roześmianą nastolatką i cieszyłam się z każdego dnia. Teraz trudno o dzień, w którym nie płaczę lub nie zastanawiam się nad sobą. Bez powodu myślę, że jestem okropna, niechciana. Każda pretensja od rodziców lub przyjaciół jest dla mnie bardzo bolesna. Przez jedno słowo potrafię całkiem zapomnieć o tym, że mam w sobie jakieś pozytywne cechy.

Przez cały miesiąc praktycznie leżałam w łóżku, nie miałam siły iść na lekcje, przebrać się. Teraz, gdy chcę udowodnić sobie, że to tylko specjalne szukanie problemu, nadal nie przestaję myśleć o sobie w ten sposób. Staram się wykonać wszystko, co zaplanuję, ale zawsze zaczynam wątpić, myślę o tym, jaka jestem okropna. Wracam do tego wszystkiego, pomimo że się staram tak nie myśleć.

Chciałabym się dowiedzieć, czy to tylko przejściowe, czy jest to coś, nad czym muszę bardziej popracować. Szukam pomocy, ponieważ nawet nie umiem tego nazwać.

Dziękuję za wszelką chęć okazania pomocy.

Odpowiedź psychologa

Dzień dobry Moniko,

objawy, o których napisałaś, wyglądają jak objawy zaburzeń nastroju (depresji).

Zaburzenia nastroju – kiedy świadczą o rozwijającej się chorobie?

U każdego z nas pojawiają się wahania nastroju. Odczuwamy radość, zadowolenie, spokój, gdy wszystko układa się po naszej myśli, a innym razem złość po kłótni z rodzicem/koleżanką lub smutek po rozstaniu z kimś dla nas ważnym. Jednak zaburzenia nastroju, o których piszę są czymś bardziej poważnym i długotrwałym.

Jeżeli zauważasz u siebie 4 lub więcej z wymienionych poniżej objawów, które trwają przez cały dzień, minimum przez 2 tygodnie i to czego doświadczasz sprawia Ci cierpienie i zaburza Twoje funkcjonowanie, to może to świadczyć o rozwijającej się chorobie.

Objawy depresji

Główne objawy depresji to:

  1. obniżony nastrój (człowiek ma poczucie niezwykłego smutku, który nie zależy od zewnętrznych okoliczności);
  2. brak odczuwania przyjemności (anhedonia);
  3. brak siły, aby wykonywać codzienne czynności (obniżenie napędu);
  4. kłopoty ze snem (trudności z zasypianiem/budzenie się w nocy/zbyt wczesne budzenie się/nadmierna senność);
  5. wahania wagi i apetytu;
  6. pobudzenie/spowolnienie;
  7. negatywny obraz siebie („jestem beznadziejna”, „jestem głupia”, „jestem bezwartościowa”, „nie zasługuję na nic dobrego”), świata („ludzie są beznadziejni”, „świat jest zły”) i rzeczywistości;
  8. niepokój i napięcie.

Leczenie depresji

Depresja jest chorobą, nie jest „specjalnym szukaniem problemu”. Nie da się nad nią zapanować siłą woli. Dlatego potrzebna jest konsultacja ze specjalistą. Psycholog, pedagog czy lekarz rodzinny może podejrzewać depresję, jednak ostateczna diagnoza należy do lekarza psychiatry, w przypadku osób poniżej 18 roku życia – do psychiatry dziecięcego.

Psychoterapeuci i psychiatrzy często współpracują ze sobą. W wielu sytuacjach potrzebne jest zarówno leczenie farmakologiczne, jak i psychoterapia.

Zdecydowanie powinnaś porozmawiać z rodzicami o Swojej sytuacji, abyście jak najszybciej mogli umówić wizytę.

Skutecznie pomagamy w walce z depresją. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mąż przejawia agresywne zachowanie, a świadkiem tego jest córka. Co robić?

Mąż przejawia agresywne zachowanie, a świadkiem tego jest córka. Co robić?

Witam, ja też mam problem z mężem. Mój mąż jest bardzo nerwowy. Wyprowadzają go z równowagi najmniejsze i głupie rzeczy. Potrafi wpaść w szał – bije siebie, trzaska rzeczami, wali pięściami w ścianę.

Cały czas twierdzi, że nikt go nie rozumie, a ja widzę tylko jego błędy, a nie błędy innych. Mamy córkę i wystarczy, że ona nie posłucha lub nie zrobi czegoś o co ją się poprosi, to on wpada w szał. Nigdy nie zrobił krzywdy ani mi, ani dziecku. Po prostu boje się, że jego zachowanie bardzo źle na nią wpływa, kiedy widzi jego agresje.

Nie wiem, jak mam mu pomóc. Chciałabym, żeby wszystko wróciło do normy, a on się tak nie denerwował.

Odpowiedź psychologa

Pani Agato,

zapoznając się z opisaną przez Panią sytuacją wnioskuję, iż problem nabrał już dużych rozmiarów. Zachowania męża, które Pani opisuje, świadczą o atakach złości i agresji kierowanej na Panią i dziecko.

Kiedy złość przeradza się w agresję?

Złość jest najbardziej „energetyczną” emocją, można nawet ją porównać do ładunku wybuchowego. Jako emocja jest ważna ponieważ mówi, że się z czymś nie zgadzamy. Natomiast forma wyrażania złości, jak rzucanie przedmiotami, uderzanie pięściami w ścianę czy krzyki, mówi już agresji. Konsekwencje agresji wymierzonej wobec Pani i dziecka są poważne: naruszają granice, wprowadzają poczucie braku bezpieczeństwa, uderzają w godność osobistą, wywołują poczucie słabości.

Jak postępować wobec agresywnego zachowania męża?

Wyznaczyć stabilne granice

W momencie szału męża, to co może Pani zrobić dla siebie i dziecka to zdecydowane postawienie granicy – STOP, nie zgadzam się na takie zachowanie. I opuścić pomieszczenie, w którym jest mąż. Warto zapowiedzieć konsekwencje, jakie się pojawią, jeżeli agresywne zachowania nie ustaną. Na przykład w postaci zgłoszenia przemocy domowej do służb porządkowych.

Znaleźć przestrzeń na rozmowę

Moment tak silnych emocji nie jest przestrzenią do rozmowy, natomiast jak sytuacja się ustabilizuje, warto wrócić do tego. Ma Pani prawo powiedzieć, jak się Pani czuje w momencie, kiedy mąż kieruje agresję na Panią. Wspólna rozmowa i próba podjęcia analizy sytuacji pomoże poszukać i nazwać prawdopodobne przyczyny agresywnego zachowania ze strony męża oraz poszukać rozwiązania problemu.

Z opisu, który Pani przesłała nie wiem, jak wygląda Państwa relacja „pomiędzy” wybuchami złości i agresją. Na pewno znaczące byłoby przyjrzenie się, jak radzicie sobie Państwo jako para z różnymi problemami życia codziennego.

Poszukać wsparcia – psychoterapia

Bardzo istotne w rozwiązaniu problemu będzie również analiza Pani zachowań chwilę przed atakiem szału męża – może okazać się, że nawet nieświadomie pewne Pani reakcje, strategie „podsycają” złość u męża. Jeżeli działa się automatycznie, niełatwo jest je dojrzeć samodzielnie. Dlatego też zachęcam Panią do zapisania się na konsultację do psychoterapeuty. W bezpiecznych warunkach będzie mogła Pani poszukać rozwiązań w tej trudnej sytuacji. Trzymam za Panią kciuki.

Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Mam problem z agresją słowną i fizyczną. Nie chce skrzywdzić siebie, męża i córki. Co robić?

Mam problem z agresją słowną i fizyczną. Nie chce skrzywdzić siebie, męża i córki. Co robić?

Witam, borykam się z nasilającymi się atakami gniewu, agresji słownej i fizycznej. Agresja słowna jest z reguły wymierzona w mojego męża, fizyczna – na rzeczach i meblach.

Rok temu urodziłam córkę. Myślę o kolejnym dziecku ale martwię się o swój problem z opanowaniem emocji. Głównie pojawia się to w trakcie kłótni z mężem, które doprowadzają mnie do szału. Kłócimy się naprawdę rzadko ale solidnie.

Zastanawiam się nad potrzebą terapii u psychiatry. Nie chce skrzywdzić siebie, męża czy skrzywdzić psychicznie córki, która niestety była świadkiem mojego zachowania.

Odpowiedź psychologa

Pani Paulino,

z przesłanego przez Panią pytania wnioskuję, że problem stosowanej agresji słownej i fizycznej przez Panią w kierunku najbliższych nabrał już znaczących rozmiarów.

Odczytuję również, że jest Pani z tym trudno, być może pojawiło się zagubienie. Zauważam natomiast chęć zmiany i na tym będę się opierać w poniższej odpowiedzi – tak, nad tym problemem można pracować!

Skąd się bierze agresja?

Agresja jest stanem, rodzajem zachowania. Potocznie mówimy: „ktoś jest agresywny” czy „zachowuje się agresywnie”. Jest to forma wyrażania emocji, jaką jest złość, jednak w bardzo niebezpieczny sposób. Każdy z nas doświadcza złości, każdy ma możliwość jej odczuwania, ale różnimy się tym, co z naszą złością robimy.

Od czego może zależeć sposób wyrażania złości?

Po pierwsze, od cech indywidualnych, temperamentu. Po drugie, względnie stałe sposoby radzenia sobie ze złością wypracowujemy w procesie wychowania i obserwacji naszego środowiska – według tego, jak jesteśmy przyzwyczajeni i wzorów, jakie nabyliśmy w najwcześniejszym etapie życia; jak nasi rodzice nauczyli nas obsługiwać złość, czy pozwalali nam ją okazywać. Trzecią kwestią będzie to, co nasi rodzice sami robili ze swoją złością – czy pokazywali ją w sposób adaptacyjny: że nie była ona dla dziecka raniąca, że ma ono równe relacje z innymi i mogło się nauczyć, że złość jest emocją akceptowalną, potrzebną i że ma dobre skutki.

Należy pamiętać, że agresja jest naruszeniem granic innych ludzi. Krzycząc czy rzucając przedmiotami wywoływany jest u nich strach.

Napisała Pani, że zachowanie agresywne odbywa się również w obecności córki. W tym miejscu apeluję, aby w pierwszej kolejności te zachowania zostały zatrzymane. Dziecko jest w takiej sytuacji bezbronne, może silnie odczuwać zagrożenie i tracić poczucie bezpieczeństwa.

Czy można zapanować nad agresywnym zachowaniem?

Warto jest jak najszybciej zatrzymać zachowania agresywne, które kieruje Pani w najbliższych. Następnie spróbować zrozumieć, co się pod nimi kryje. Powodów może być tak naprawdę wiele. W opisie podaje Pani kłótnie z mężem, nie wiemy za wiele co się dzieje zanim do takiej kłótni dojdzie, czyli jakie są okoliczności.

Agresja to jest niekontrolowana forma wyrażania złości. Kierunkiem pracy nad zmianą sposobu wyrażania złości jest przede wszystkim rozpoznawanie sygnałów świadczących o tym, że zaczyna się Pani złościć. Zatrzymanie na wcześniejszym etapie rozkręcającej się emocji i próba obniżenia napięcia na przykład poprzez głęboki oddech, wyjście bezpośrednie z sytuacji do drugiego pokoju i powrót do rozmowy, jak emocje opadną.

Pani Paulino nie ma na co czekać, zachęcam, aby jak najszybciej podjęła Pani pracę nad problemem razem z psychoterapeutą (na przykład poznawczo-behawioralnym). Dzięki psychoterapii będzie miała Pani możliwość zmiany jakości swojego życia oraz poprawy relacji z najbliższymi.

Uczymy, jak zapanować nad niekontrolowanymi emocjami. Skontaktuj się z Nami.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Jesteśmy rodzeństwem i żadne z nas nie było w związku. Z czego to wynika? Czy to może wpływ rodziców, wychowania?

Jesteśmy rodzeństwem i żadne z nas nie było w związku. Z czego to wynika? Czy to może wpływ rodziców, wychowania?

Dzień dobry, chciałbym zapytać czy istnieją pewne zależności między rodzeństwem w sprawach związków partnerskich w życiu dorosłym?

Mam 29 lat i mam o rok młodszą siostrę. Mamy oboje rodziców. Ani ja ani moja siostra nie byliśmy nigdy w żadnym związku, nie mówiąc o zaręczynach czy ślubie. Fakt, że zdarzyło mi się spotykać dwukrotnie w życiu przez krótki okres z dziewczyną, a moja siostra raz w życiu spotykała się z chłopakiem przez krótki czas, nic poważnego.

Dlatego chciałbym zapytać, czy jest to raczej przypadek, że obydwoje nie jesteśmy ani nie byliśmy w związkach? Czy może występować tu jakaś zależność, np. wychowanie, czy wpływ rodziców, może geny? Trochę mnie to zastanawia i martwi.

Odpowiedź psychologa

Panie Filipie,

uczymy się siebie, świata od członków rodziny i innych osób w otoczeniu. To oni mówią: „trawa jest zielona”, „to jest kot” itd. Wiele tych komunikatów pokrywa się z rzeczywistością, jak np. „to jest kot”. Dlatego wierzymy we wszystko co słyszymy, choć nie wszystko odpowiada prawdzie, np. „jesteś dziwny”, „nikogo sobie nie znajdziesz”.

Jak rodzina kształtuje nasze wzorce myślowe i jak to wpływa na budowanie relacji?

Wychowując się w konkretnej rodzinie, obserwujemy relacje rodziców oraz relacje innych osób. Staje się to pewnego rodzaju matrycą, na podstawie której budujemy nasze przekonania między innymi o innych ludziach, związkach międzyludzkich czy choćby o tym czy mam prawo do szczęścia, czy zasługuję na miłość. Z domu rodzinnego wynosimy schematy myślenia.

Przekonania kluczowe pomagają zrozumieć świat we wczesnym dzieciństwie. Natomiast bardzo często nie poddajemy ich powtórnej weryfikacji w kontekście dorosłych przeżyć. Czasami wystarczy ujawnić przekonania jakie mamy o sobie, o innych, o świecie, aby zrozumieć problemy powtarzające się w naszym życiu. Rozpoznanie przekonań jakie Pan ma w obrębie związków, może pomóc pełniej zrozumieć dlaczego Pan nie jest w relacji lub ma trudność w jej utrzymaniu.

Augustus Napier w swojej książce „Małżeństwo: krucha więź” (2008) dzieli role na dwie grupy: gracze w kręgu i gracze poza kręgiem. W pierwszej grupie są dzieci silnie przyciągane przez rodziców. Zasadniczo większość rodziców pragnie, aby dzieci stały się samodzielne, ale niektórzy rodzice tak bardzo potrzebują swoich dzieci, że nieświadomie utrudniają im proces indywidualizacji. Mogą to być bardzo subtelne i nieświadome komunikaty, ale dzieci będąc lojalnymi i wyczulonymi na potrzeby rodziców, reagują niezwykle silnie na ich lęk przed rozstaniem. Dlatego mogą nie utrzymywać dłuższych relacji. Im dłuższa relacja, tym większe zaangażowanie. Im bardziej jest zaangażowany w relację z inną osobą, tym mniej jest zaangażowany w relację z rodzicami. Czy w Pana doświadczeniu pojawia się konflikt lojalności?

Warto przyjrzeć się swojej rodzinie pochodzenia, swoim doświadczeniom w zakresie relacji z innymi (czy były jakieś traumy?) i przekonaniom. Ważne jest, aby zidentyfikować swoją rolę w rodzinie pochodzenia. Po to, aby móc się od niej uwolnić. Inaczej ta rola nas determinuje, decyduje w jaki sposób ustawiamy relacje z innymi ludźmi.

Potrzebujesz skonsultować się z psychoterapeutą? Sprawdź najbliższe wolne terminy!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Wszędzie doszukuję się problemów i nie potrafię sobie już z tym poradzić. Co robić?

Wszędzie doszukuję się problemów i nie potrafię sobie już z tym poradzić. Co robić?

Witam, jak mam sobie poradzić z ciągłym szukaniem problemów dookoła i brakiem cieszenia się z życia w młodym wieku? Rodzice mówią mi, że wymyślam sobie problemy (też tak myślałam przez pewien czas). Natomiast z powodu narzekania na wszystko staje się to uciążliwe dla mnie oraz dla moich znajomych.

Odpowiedź psychologa

Oliwio,

Twój opis jest dość oszczędny, ale jeśli dobrze rozumiem, trudno Ci, ponieważ wiele rzeczy postrzegasz jako trudność czy problem. Wpierw zwracali Ci na to uwagę najbliżsi, a z czasem zaczęło to także Tobie przeszkadzać w codziennym funkcjonowaniu. Wyobrażam sobie, że musi to być przykre doświadczenie. Po pierwsze z braku zrozumienia czy wręcz zniecierpliwienia ze strony rodziny i przyjaciół, a po drugie, gdy codzienność odbieramy jako pełną zagrożeń, trudności, problemów, faktycznie może nam odbierać pozytywne emocje.

Schematy poznawcze i ich rola w życiu – dlaczego to takie ważne?

Pierwszy krok za Tobą – zdałaś sobie z tego sprawę. To co warto zrobić dalej to uważnie przyjrzeć się Twoim schematom poznawczym – czyli wiedzy, która organizuje nasze rozumienie świata i zdarzeń zachodzących wokół. Pełnią one bardzo ważną rolę – porządkują naszą wiedzę i pozwalają dużo szybciej nadać sens doświadczeniom. Ale potrafią też, tak jak w Twoim przypadku, płatać nam psikusy i sprawić, że pewne rzeczy zaczynamy odbierać w subiektywny sposób i dopowiadamy sobie różne rzeczy, czy interpretujemy według naszego schematu, a niekoniecznie zgodnie z tym co się faktycznie dzieje. Czasem te schematy są wynikiem naszych doświadczeń, czasem pewną narracją świata, którą „dostajemy” od rodziców.

Na szczęście jest to do zmiany. Warto podkreślić, że zmiana ta musi być aktywna – to znaczy nie zadzieje się sama, tylko musisz nad nią pracować. Możesz spróbować sama, sięgając po takie książki jak „Umysł ponad nastrojem” czy bardziej skupioną na psychologii pozytywnej „Nowe życie, nowy początek. Wokini”, albo udać się po wsparcie do psychologa poznawczo-behawioralnego. Życzę Ci powodzenia, bo o dobre życie warto zawalczyć. Trzymam kciuki za Twoją drogę.

Potrzebujesz skonsultować się z psychoterapeutą? Umów spotkanie online!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Ojciec alkoholik, matka mitomanka, zawistny brat – jak poradzić sobie ze skutkami trudnych relacji rodzinnych?

Jak poradzić sobie z wieloletnim konfliktem w rodzinie?

Chciałabym się poradzić, co mogę zrobić, żeby łatwiej było mi przełknąć skutki wieloletniego tworzenia alternatywnej wersji rzeczywistości przez moją rodzinę. Obecnie mam 47 lat i nie wiedziałam, że od co najmniej 15 lat za moimi plecami mama rozpowiadała na mój temat niestworzone historie, racząc nimi krewnych, sąsiadów i każdego, kto chciał słuchać. Sprawa wyszła na jaw jakieś 10 miesięcy temu, gdy mama zmarła i zaraz napiszę o tym więcej.

Relacje w rodzinie ucierpiały przez alkohol, agresję

Wcześniej o niczym nie wiedziałam, ponieważ mieszkam kilkaset kilometrów od domu rodzinnego. Rodziców rzadko odwiedzałam – głównie ze względu na alkoholizm ojca, jego agresję, ale też przez postawę matki z której jasno wynikało, że ona z tą sytuacją nie ma zamiaru nic robić. Natomiast żąda na tej podstawie atencji i współczucia od całego świata, a ode mnie posłuszeństwa(?), podziwu dla jej „poświęceń” oraz pełnego zaangażowania w różne jej intrygi i kłótnie rodzinne. A że wzruszałam na to wszystko ramionami i żyłam swoim życiem, nie mieszając się w nie swoje sprawy – dorobiłam się miana osoby zimnej, gruboskórnej, chorej psychicznie, bez odrobiny uczuć, wyrodnej córki, itd.

Byłam święcie przekonana, że to już wszystko, co złego może mnie spotkać ze strony własnych rodziców, więc dalej wzruszałam ramionami, czytując sobie do poduszki poradniki o asertywności i z uporem maniaka nie dając się wciągać w trójkąty dramatyczne. I nawet miałam złudne poczucie bezpieczeństwa w tych swoich granicach, które zresztą pękło później jak bańka mydlana. Początkowo wydawało mi się, że skoro ja się od tego trzymam z daleka, to chory i dysfunkcyjny świat sam do mnie nie przyjdzie. Niestety, w pewnym sensie i na jakiejś płaszczyźnie przyszedł nieproszony.

Otóż na pogrzebie matki dowiedziałam się od osób składających mi kondolencje, jaką to wspaniałą osobą była moja mama, ile ona opowiadała o swoich hojnych datkach finansowych na moją rzecz, o luksusowym mieszkaniu zakupionym dla mnie, o drugim, które zapisała mnie i siostrze, bo bratu zapisała jakoby coś innego. I tak w nieskończoność, ku mojemu osłupieniu. A prawda jest taka, że ja żadnych nieruchomości ani znaczących kwot finansowych od rodziców nie dostałam. Oczywiście zdarzało się, że matka wepchnęła mi w rękę 20-30 złotych „na taksówkę”, co jak się później dowiedziałam – też urosło do kwot wielotysięcznych.

Czuję się osamotniona, nie mam wsparcia wśród rodzeństwa

Oczywiście te historyjki jeszcze można byłoby przełknąć i sprostować lub nie, w zależności od rangi znajomości z osobą, która w nie uwierzyła. Jednak na tym nie koniec. Po pogrzebie nasłuchałam się pretensji od brata, jak to ja w życiu miałam lepiej od niego i że coś mu jakoby odebrałam, przy czym nie bardzo wiadomo, z czego go okradłam.

Przedstawiał się jako ten pokrzywdzony, a skrzywdziłam go tym, że zdałam maturę, skończyłam studia, a nawet zrobiłam doktorat, gdy tymczasem on zakończył edukację na technikum. Tyle tylko, że brat jest starszy ode mnie o 8 lat, a o 10 od siostry, i w żaden sposób nie stanęłam mu na drodze do jego sukcesów. Matury w ogóle nie zdał, bo dosyć osobliwie się do niej przygotowywał ze swoją dziewczyną (w negliżu pod nieobecność rodziców). Efekty? Oprócz niezdanej matury również nieplanowana ciąża, szybki ślub, wkrótce po ślubie pobór do wojska oraz inne życiowe „atrakcje”, z którymi w zasadzie należało się liczyć w zaistniałej sytuacji. Tylko co ja mam wspólnego z jego, kolokwialnie mówiąc, głupimi życiowymi wyborami i dlaczego miałabym brać na siebie odpowiedzialność za jego decyzje?

Na samych pretensjach brata oczywiście nie koniec. Niemal pół roku po śmierci matki siostra dowiedziała się od ojca, że brat wymusił aby został wskazany w testamencie jako jedyny spadkobierca i coś tam obiecał w zamian, ale nie wywiązał się. Siostra zażyczyła sobie wglądu w ten dokument (sfotografowała go i przesłała mi) i wynika z tego, że ojciec nie wskazał żadnych warunków na jakich powołuje naszego brata do spadku, zatem ten ostatni mógł jawnie śmiać mu się w nos. Ponieważ testament został sporządzony notarialnie, siostra poradziła ojcu aby poszedł go odwołać, a jeśli chciałby w zamian za spadek opiekę – żeby sporządził inny, w którym byłoby to jasno doprecyzowane.

Nie mogę dogadać się z bratem, który jest wobec mnie agresywny

Niestety, jak przystało na alkoholika, zamiast zrobić tak jak radziła siostra, po jej odwiedzinach ojciec wpadł w ciąg alkoholowy i w dwa dni zapił się na śmierć. To, że pił na umór nie zainteresowało brata, który jako jedyny mieszka w tej samej miejscowości. Ale na tym też nie koniec dramatów. Brat namówił wcześniej ojca, aby wskazał tylko jego jako beneficjenta polisy opiewającej na grubszą kwotę i do pogrzebu nie wiedział o tym, że ja i siostra dowiedziałyśmy się o testamencie i polisie. W trakcie mszy brat przyjął komunię, po czym w tym „uświęconym” stanie zaczął za urną ojca szarpać mnie agresywnie za ubranie, domagając się ode mnie pieniędzy na pokrycie kosztów pogrzebu i przedstawiając siebie jako osobę w niedostatku materialnym, a mnie – jako bogatą, ciągle coś mu dłużną. Do konfrontacji doszło na cmentarzu (w miarę bez zachowań, które rzuciłyby się w oczy pozostałym żałobnikom). Oznajmiłyśmy z siostrą bratu, że wiemy o wszystkim, co wywołało jego dalsze agresywne zachowania i stawianie się w roli ofiary.

Od siostry dowiedziałam się również, że odkąd obroniłam pracę doktorską, matka podjudzała brata przeciw mnie, przedstawiając mnie jako chciwą bogaczkę, która zarabia na państwowej uczelni niemalże miliony(?) i specjalnie ukrywa je przed rodziną, żeby nie dzielić się z bratem, który zresztą po tej niezdanej maturze naprodukował taśmowo kilkoro dzieci i zawsze z tego tytułu był w „niedostatku”. Ponadto usłyszałam, że regularnie matka skarżyła się bratu, że bez przerwy „wyciągam” od niej jakieś ogromne pieniądze na utrzymanie rancza(!?), którego zresztą nigdy nie posiadałam, i że odwiedzam rodziców jedynie w celu tego „wyciągania kasy”. Nawet jeśli rozjaśniło mi to w głowie co do przyczyn zawiści brata, to w niczym nie usprawiedliwiło ani jego zachowania, ani tym bardziej bajeczek matki. Ten pogrzeb odchorowałam kilkudniową gorączką.

Rodzina wyniszczyła mnie emocjonalnie

Nie będę kryła, że jakkolwiek na płaszczyźnie poznawczej, nawet takie wydarzenia jestem w stanie wziąć na klatę i funkcjonować bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym, to na płaszczyźnie emocjonalnej to już nie działa w ten sposób. Czuję się w jakiejś sferze oszukana i zdradzona zarówno przez ojca alkoholika, matkę mitomankę jak i brata, na którego określenie nie znajduję żadnego przyzwoicie brzmiącego słowa. Czuję, że sami rozwalili wszelkie podwaliny tego, co mogłoby być fundamentem jakichkolwiek relacji rodzinnych, że to ja zostałam okradziona z jakichś części czy elementów mojego życia.

Nie dramatyzowałabym, że mi je ktoś zmarnował czy pozbawił mnie dzieciństwa. Dzieckiem byłam jak każdy, bo drzwi na łańcuch nikt nie zamykał i w każdej chwili mogłam wyjść z domu, nawet jeśli akurat pijany ojciec demolował mieszkanie, a matka z nastoletnim bratem właśnie się z nim szamotali. Ale z pewnością nie było mi dane zaznać bycia córką matki, bycia córką ojca czy bycia siostrą brata, bo te trzy osoby nigdy nie były dla mnie matką, ojcem czy bratem. Pomijam natomiast bardziej szczegółowe opisy dorastania w rodzinie z problemem alkoholowym, bo sprawa jest tak znana i przewałkowana, że ja nic tu nie wniosę nowego.

Czuję się skrzywdzona przez rodzinę. Dlaczego mnie to spotkało?

Bolą mnie piekielnie wszystkie te historyjki rozpowiadane przez matkę za moimi plecami, niewiadomo w jakim celu. Przez całe życie kierowała do mnie przekaz, niejednokrotnie wyrażany wprost: „ja tam dzieci mieć nie chciałam; nie czuję się zobowiązana; nie przychodź do mnie ze swoimi problemami, radź sobie sama, bo ani pomocy, ani pieniędzy ode mnie nie dostaniesz”. Jak się ma do tego ten „matrix”, którym uczęstowała pół miasta? Dlaczego tyle masek, tyle hipokryzji?

Boli mnie to wszystko do tego stopnia, że hipokryzją są dla mnie również nurty psychologiczne doradzające przebaczenie jako rozwiązanie wszelkich problemów emocjonalnych. Co to znaczy przebaczenie w tym kontekście? Dla mnie przebaczenie to stan, w którym mogę wejść w skórę drugiego człowieka i patrząc na świat z jego perspektywy zrozumieć motywy jego postępowania lub znaleźć jakieś okoliczności łagodzące, które wyjaśnią mi dlaczego ten człowiek sprawił mi przykrość. I z perspektywy tej osoby mogę przyznać jej bodaj częściową rację w danej sprawie.

A w odniesieniu do ojca, matki czy brata nic takiego nie znajduję. Bo czy jest usprawiedliwieniem dla przemocy i braku obecności ojca w moim życiu przez alkoholizm, z którym nic nigdy nie zamierzał robić? Czy jest usprawiedliwieniem dla emocjonalnej obojętności mojej matki, dla zajmowania się wyłącznie budowaniem fałszywego wizerunku siebie to, że wychowywała się na wsi w skromnej sytuacji materialnej, a po ślubie z moim ojcem i przeprowadzce do miasta jej życie nie okazało się telenowelą, której się spodziewała? Czy jest jakimś usprawiedliwieniem, że moje przyjście na świat odebrało starszemu bratu status jedynaka i że on zawsze czuł się pokrzywdzony, co często w dzieciństwie dawał mi do zrozumienia, po prostu mnie bijąc? Dla mnie to są wyjątkowo kiepskie argumenty, które w żaden sposób nie są w stanie ukoić mojego bólu, żalu i gniewu oraz tym podobnych uczuć w całej mnogości ich kwaśno-gorzkich odcieni.

Tak więc od strony emocjonalnej jest mi bardzo ciężko, choć równocześnie jakaś racjonalna część mojej osobowości mówi, że w sumie nic się nie stało, bo to żadna nowość, że źli ludzie czynią złe rzeczy. Na to odpowiada ta część emocjonalna, że ona protestuje i nie daje swojej zgody i przyzwolenia na taki kształt świata i na istnienie takich potworków emocjonalnych jak ta moja niby „rodzina”. Po czym ja, patrząc na to z obu perspektyw naraz, czuję ogromny ból istnienia, bo na najgłębszym poziomie siebie samej wiem, że obie te części mają rację i że przedstawiają mi swoje prawdy, a prawda jako taka jest błogosławieństwem od Boga. I tak w kółko w klimacie refleksyjno-filozoficznym odkrywam rozmaite dysonanse poznawcze, które ciągle mnie uwierają i nie dają mi spokoju. Więc jakkolwiek czuję się szczodrze obdarowana Bożym błogosławieństwem pod postacią owocu poznania dobra i zła, to dużo łatwiej by mi się żyło w błogiej nieświadomości wielkich prawd życiowych. I tym samym powróciłam właśnie do tej racjonalnej części siebie, która rozpoczęła pisanie, dopuszczając jednak do głosu również część emocjonalną.

Odpowiedź psychologa

Pani Joanna,

po pierwsze czytając Pani list czułem się poruszony i wzruszony losami Pani jako dziecka w tej trudnej historii. Jednocześnie upatruje w tych przeżyciach Pani determinacji i siły w radzeniu sobie z niełatwymi, prawdopodobnie bardzo dramatycznymi sytuacjami i siłą rzeczy zawiłymi relacjami rodzinnymi.

Widzę ogromną chęć i potrzebę uwolnienia się od trudnych relacji i emocji, jakie ze sobą niosły Pani losy oraz pewną niemoc pomimo naprawdę heroicznych wysiłków z Pani strony. Widzę, że w dużej mierze przez lata pomagało Pani pogłębianie swojej wiedzy i samoświadomości na tyle na ile każdy z nas może to próbować robić. Jednocześnie wielka siła odpychania i przyciągania w Pani historii względem rodziny jest odczuwalna – widać tutaj ciągłą walkę pomiędzy tym co racjonalne i tak trudne emocjonalne.

Skrzywdzone dziecko – czy można poradzić sobie z trudną relacją rodzinną?

Widzę, że próbowała Pani utrzymać dystans od tego co trudne oraz raniące i budować granice, wymykać się spod wpływu i opresji jakie niosły ze sobą raniące Panią kontakty z bliskimi. I prawie się udało… Wydaje mi się, że rzeczywiście w tej niemalże desperackiej próbie utrzymania bezpieczeństwa i spokoju ducha musiała się Pani chronić. Żeby nie dać się krzywdzić, trzeba poniekąd się utwardzić i obudować siłą oraz emocjonalnie odizolować – to często jedyne co dziecko może zrobić, żeby nie doświadczać krzywdy.

I tutaj pojawia się problem natury psychologicznej. Starając się chronić to wewnętrzne skrzywdzone dziecko, poniekąd próbując być silnym i doroślejszym, pozostawia się je w poczuciu wielkiej krzywdy. Ta krzywda staje się ciężarem na tyle dużym, że może utrudniać przejść przez życie w poczuciu bezpieczeństwa, bo przecież przez cały czas muszę mieć poczucie kontroli nad tym ciężarem, żeby mnie nie przygniótł. Więc staram się rzeczywiście być silną i sprawczą osobą, która sobie radzi pomimo bólu i cierpienia jakiego doświadcza. Inni też tak zaczynają mnie postrzegać, więc nie mają powodu do „litości” i współczucia. Na pewno nie widzą tam skrzywdzonego dziecka. A paradoksalnie to czego potrzebuję to zaopiekowania się emocjami skrzywdzonego dziecka. To jest źródło spokoju i bezpieczeństwa.

Inni widzą silną radzącą sobie osobę, która nie wymaga wsparcia. Pytanie: czy ja chcę żeby rzeczywiście mnie taką osobą widzieli? Przecież może nie potrzebuję tak bardzo uznania w ich oczach…., a może jednak tak? Bo to może stanowi jakąś rekompensatę za poniesione szkody i krzywdy. Poczucie bycia silną i radzącą sobie w oczach tych ludzi, którzy są/byli przyczynkiem moich krzywd.

Konsekwencją takiego sposobu przeżywania relacji jest ciągłe poczucie bycia krzywdzoną, weryfikowaną w swojej sile i poczuciu pewności. A to nie daje poczucia bezpieczeństwa. Czasami odpowiedzią jest zerwanie więzi i przeżycie poczucia straty, po tym czego tak naprawdę nigdy nie mieliśmy – spokojnego dzieciństwa i pozytywnych relacji z bliskimi. Czasami pomaga oddanie odpowiedzialności za relacje bliskim uznając swoje prawo do posiadania tylko tych dla nas pozytywnych. Może to nie my musimy zabiegać o utrzymanie poprawnych relacji z bliskimi, niech oni o to zadbają, jeśli im zależy.

Może się pojawi przestrzeń na „przepraszam”. Czasami bardzo trudno jest też przebaczyć bliskim, którzy nas skrzywdzili. Wydaje mi się, że przebaczenie, czasami symboliczne, przede wszystkim powinno być gestem, który ma zdejmować z nas poczucie krzywdy, a nie być prezentem adresowanym do kogoś, kto nadużył naszego bezpieczeństwa.

Pomoc psychoterapeuty

Kiedy funkcjonujemy w odniesieniu do krzywd jakich doświadczyliśmy też dźwigamy ze sobą ciężar, który nakazuje nam być czujnym i nieufnym, a to często za dużo jak na jednego człowieka. W odniesieniu do konfliktu i dysonansu jaki Pani przeżywa mogę zachęcić do podjęcia psychoterapii. Tak aby Pani mogła z pomocą i w towarzystwie psychoterapeuty, przejść drogę w poszukiwaniu zranionego dziecka, którym Pani może się zaopiekować. Bo to dziecko na to właśnie zasługuje i czeka, aż ktoś je emocjonalnie przytuli. Życzę odwagi i determinacji w dążeniu do tego właśnie poczucia bezpieczeństwa, które niech symbolizuje zaopiekowane dziecko.

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Poznaj nasz zespół.

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Odczuwam blokadę w związku i na kilka dniu ucinam kontakt z dziewczyną. Dlaczego tak postępuję?

Odczuwam blokadę w związku i na kilka dniu ucinam kontakt z dziewczyną. Dlaczego tak postępuje?

Mam duży problem związany z moim związkiem, a właściwie ze sobą. Bardzo kocham swoją dziewczynę ale problem jest taki, że raz na jakiś czas odcinam się od niej na dwa lub trzy dni bez kontaktu. To tak jakbym zamykał się w sobie. Ona do mnie wydzwania, a ja boję się odebrać od niej telefon, bo czuję się tak jakby mnie coś blokowało. Nie potrafię jej tego wytłumaczyć, czemu tak postępuje. Bardzo proszę o pomoc.

Odpowiedź psychologa

Panie Hubercie,

blokada, o której Pan napisał, najpewniej bierze się z niewyrażonych emocji lub granic w Waszej relacji. W powszechnym rozumieniu w języku psychologii, ale też w potocznym rozumieniu blokadę emocjonalną możemy kojarzyć z lękiem. Lęk to emocja, która pojawia się w nas wtedy, gdy coś jest dla nas zbyt trudne lub problematyczne. Do tego im trudniej nam dostrzec swoje emocje tym bardziej nie rozumiemy co się z nami dzieje. Myślę, że dobrze byłoby dla Pana, ale też dla Waszej relacji, żeby Pan podjął próbę zrozumienia swoich emocji i pozwolił sobie je wyrazić partnerce. Istnieje ogromna szansa, że jeśli Pan zrozumie, na czym polega problem, którego Pan doświadcza ona też będzie mogła to zrozumieć.

Dlaczego rozumienie emocji jest ważne?

Z Pańskiego listu bardzo trudno mi złapać jest szerszy kontekst, ale pozwolę sobie przytoczyć przykład – jak nasze emocje w praktyce mogą działać. Załóżmy, że w relacji zdarza się tak, że ktoś robi coś co nam się nie podoba, albo wymaga od nas czegoś, czego tak naprawdę nie chcemy. Mimo to – bo przecież zależy nam na drugiej osobie staramy się spełnić jej/jego oczekiwania lub zgadzamy się na coś wbrew sobie. Nie chcemy przecież, żeby ktoś o nas myślał, że nie jesteśmy gotowi spełniać czyichś oczekiwań. Nie wyrażamy swojego niezadowolenia lub złości bo boimy się, że ktoś może zostać przez nas skrzywdzony.

Tym sposobem własne emocje (wewnętrzną niezgodę – złość, spełnianie czyichś oczekiwań w lęku) tłumimy. Z czasem pojawia się swoista blokada – niechęć utrzymywania kontaktu lub lęk przed kolejną porcją zadań do wykonania w relacji. Dlatego też nieświadomie budujemy sobie azyl, w którym z jednej strony możemy poczuć spokój, ale z drugiej strony poczucie winy, że odcinamy się od kontaktu. Później w poczuciu odrobienia tego w relacji znowu wpadamy w spełnianie oczekiwań i pomijanie siebie, z lęku przed utratą tej relacji. Z czasem taki schemat może być wypalający i ryzykowny dla trwałości związku.

Pozdrawiam i gorąco zachęcam do podjęcia konsultacji z psychoterapeutą. Podczas terapii nauczy się Pan rozpoznawać swoje emocje.

Uczymy jak właściwie rozpoznawać swoje emocje. Skorzystaj z konsultacji online.

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Źle się czuję w rodzinie męża

Źle się czuję w rodzinie męża.Teściowie są do mnie niechętnie nastawieni a mąż zawsze przedstawia mnie w złym świetle. Czy to normalne?

Jesteśmy z mężem 18 lat po ślubie. Mamy 3 dzieci. Od początku czułam, że rodzina mojego męża jest do mnie niechętnie nastawiona. Do dziś nie wiem dlaczego. Nie lubię do nich jeździć. Strasznie się wtedy denerwuję. Z wnukami też się nigdy nie bawili. Nie jeżdżą również do wnuków, tylko czekają, aż wnuki przyjadą do nich. Mają pretensje, że wnuki do nich nie jeżdżą. Faktycznie mało tam przyjeżdżam i moje dzieci również. Wynika to stąd, że czuję się źle u teściów a dziećmi i tak nikt się nie zajmuje. Obserwują dzieci i widzą tylko ich wady. Moje dzieci mają 12 lat, 4 i 2 latka.

Mąż ma jednak do mnie pretensje, że tak to wszystko wygląda. Oprócz tego rozmawia o naszych wszystkich sprawach rodzinnych ze swoją siostrą, co mi się od zawsze nie podobało. Przed swoją rodziną przedstawia mnie zawsze w złym świetle, ukrywając przy tym swoje wady. Zauważyłam, że mąż woli, aby jego rodzice czepiali się mnie a nie jego. I wszystko co złe jest moją winą. Zauważyłam, że swoją rodzinę stawia na pierwszym miejscu i bardziej chce ich zadowolić. Czy to normalne? Nie wiem co o tym sądzić. Mam już tego dosyć.

Odpowiedź psychologa

Pani Justyno,

w przesłanym pytaniu napisała Pani o tym, że nie została zaakceptowana przez rodzinę męża i brakuje Pani lojalności z jego strony. Rozumiem także, że bardzo trudno jest przyjąć krytykę dotyczącą dzieci ze strony rodziny męża.

Czytając to, co Pani przesłała, uważam, że warto przemyśleć kwestię skorzystania z pomocy i terapii małżeńskiej. Do tej pory nie udało się Państwu wypracować wspólnego stanowiska, dojść do kompromisu czy znaleźć satysfakcjonującego rozwiązania, a jesteście Państwo małżeństwem z długoletnim stażem. Myślę, że warto porozmawiać przy pomocy terapeuty o relacjach panujących w rodzinie i powodach, dla których nie czuje się Pani swobodnie. Boli Panią to, że mąż o Państwa sprawach rodzinnych rozmawia z siostrą. Napisała Pani także o tym, że jest obwiniana o wszystkie przykre wydarzenia. Trudno będzie Państwu samodzielnie się z tym uporać. Sądzę, że warto podjąć próbę polepszenia nie tylko relacji małżeńskich, ale także relacji całej rodziny.

Skutecznie pomagamy rozwiązać problemy rodzinne. Skontaktuj się z Nami.

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.

Od dnia śmierci siostry czuję paniczny strach. Boję się odwiedzić jej grób czy myśleć o niej. Dlaczego tak się dzieje?

Witam, 3 tygodnie temu w wypadku samochodowym zginęła moja siostra. Całe życie kochałyśmy się całym sercem i widywałyśmy na co dzień. Od dnia śmierci siostry panicznie boję się podejść do jej grobu, odwiedzić dom w którym mieszkała. Cała się trzęsę i czuję paniczny strach i lęk na myśl o siostrze i jej mężu, jakby mieli mi coś zrobić. Co to za uczucie? Dlaczego i skąd się wzięło?

Odpowiedź psychologa

Pani Wioleto,

bardzo mi przykro z powodu Pani straty. Była Pani mocno związana z siostrą i naturalnym jest uczucie głębokiego smutku, którego Pani doświadcza. Smutek jest emocjonalną odpowiedzią na doświadczenie utraty jednej z najważniejszych osób w Pani życiu.

Mogą pojawiać się również inne uczucia: szok, rozpacz, poczucie winy, złość, gniew, tęsknota, poczucie opuszczenia czy samotności. Poczucie opuszczenia wiąże się z cierpieniem, które wynika ze straty ważnych osób. Osoba w głębokim smutku może zacząć płakać po usłyszeniu słów, które przypominają im zmarłe osoby. Może również płakać bez powodu.

Jak poradzić sobie ze smutkiem po śmierci bliskiej osoby?

Napisała Pani: „boję się podejść do grobu… jakby mieli mi coś zrobić”. Podstawową tezą terapii poznawczej jest przekonanie, że myślenie wpływa na sferę uczuć i zachowanie. Oznacza to, że na uczucia człowieka oddziałuje to co myśli o danej sytuacji. Dlaczego mieliby coś zrobić? Za pojawiającymi się uczuciami mogą stać nierozwiązane konflikty lub nierozwiązane uczucia związane z osobą zmarłą. Czy tak jest w Pani przypadku? Czy raczej za tym pojawiającym się uczuciem lęku stoi coś innego? Warto by było się temu przyjrzeć.

Na intensywność i czas trwania smutku mają wpływ między innymi: rodzaj związku ze zmarłą osobą, przyczyna śmierci (czy była to śmierć nagła czy śmierć była wynikiem długotrwałej choroby), historia życia osoby (czy były już doświadczenia straty), osobowość i styl radzenia sobie z sytuacjami trudnymi.

Pani Wioleto, gorąco Panią zachęcam do tego, aby rozmawiała Pani o tym co przeżywa z bliskimi osobami. Proszę rozważyć również konsultację z psychologiem/psychoterapeutą, który może pomóc w rozpoznaniu myśli, które kryją się za panicznym lękiem i pomoże w radzeniu sobie ze stratą.

Jesteśmy wsparciem dla osób, które doświadczyły utraty bliskiej osoby i żałoby. Skontaktuj się z Nami!

Logo Sensity.pl

Sensity.pl to poradnia psychologiczna, której misją jest pomoc rodzinom w pokonywaniu kryzysów, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z parami i małżeństwami, które znajdują się w sytuacji około rozwodowej. Sensity.pl nie mediuje rozwodów, zawsze walczymy o uratowanie związku i rodziny.