Wpisy

Z miesiąca miodowego na kozetkę - kiedy pojawia się kryzys w młodym małżeństwie?

Z miesiąca miodowego na kozetkę – kiedy pojawia się kryzys w młodym małżeństwie?

Małżeństwo to najczęściej formalny związek dwóch osób regulowany zasadami, obyczajami, przekonaniami i postawami. Zasady i obyczaje to reguły zewnętrzne definiujące prawa i obowiązki, oraz status ich dzieci.

Inaczej mówiąc, wchodząc w związek małżeński decydujemy się na pełnienie w nim pewnej roli. Owa rola opisana jest zestawem pewnych zasad i ustaleń, które kulturowo i obyczajowo ustanowione anektujemy do związku, jako fundament dalszego wspólnego życia. Dobrze by było, gdybyśmy te zasady i reguły przyjęli z pełną świadomością konsekwencji jakie wynikają ze zmiany, na jaką się decydujemy.

Najczęściej – symbolicznie wobec świadków – małżonkowie składają sobie obietnicę, „przysięgę małżeńską”, która od tej pory ma stanowić bezpieczne granice funkcjonowania w związku, ale też opisywać sposób/skrypt działania wobec drugiej osoby w sytuacjach kryzysowych. Czasami tak się dzieje, że osoby jeszcze przed ślubem, dostrzegają kwestię przysięgi małżeńskiej, jako przestrzeń do porozmawiania o tych zasadach. Zasady te zazwyczaj mają charakter ogólny, dlatego też warto się do nich odwołać, żeby spróbować pokazać drugiej stronie jak je rozumiemy. A najczęściej okazuje się, że rozumiemy je zupełnie inaczej. Z tego punktu możemy zauważyć, że mamy zupełnie inne oczekiwania i wyobrażenie jak taki związek ma wyglądać, gdyż nasze wewnętrzne przekonania zupełnie się różnią.

Zasady wewnętrzne – przekonania

Przekonania to indywidualny zestaw generalizacji na temat otaczającego nas świata, ludzi i nas samych. Przekonania są mniej lub bardziej uświadomione, ale w ogromnym stopniu determinują to, jak zachowujemy się na co dzień. Przykładowo: „mężczyźni są silni, kobiety są słabe”, lub „faceci nie płaczą”, albo przekonanie na temat ról społecznych: „kobiety dbają o ognisko domowe, mężczyźni zarabiają pieniądze”, „kobiety wychowują dzieci”, „nie mówimy o tym co się dzieje w domu”, „sami rozwiązujemy nasze problemy”, itp.

Dysponujemy odmienną wiedzą i doświadczeniem (wyniesionym z własnej rodziny i otoczenia społecznego) tego, jak ma wyglądać małżeństwo. Niby decydujemy się na przyjęcie tych samych zasad: „Świadomy(a) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię i nazwisko pani młodej/pana młodego) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe.” (formułka zaciągnięta z oświadczenia o wstąpieniu w świecki związek małżeński – w USC). Najprawdopodobniej te słowa możemy interpretować w zupełnie inny sposób. Z samej formuły wynika, że obydwie osoby są świadome praw i obowiązków, oraz będą starały się uczynić małżeństwo szczęśliwym i trwałym.

Nasuwają się następujące pytania:

  • Jakich praw i obowiązków jestem świadomy?
  • Kto w małżeństwie decyduje o tym, jak i kiedy spełniać obowiązki, a jak odwoływać się do swoich praw?
  • Jakie są moje prawa?

Z założenia okazuje się, że tak duży poziom ogólności rzeczywiście jest bardzo dobrą przestrzenią na to żeby wspólnie z partnerem/partnerką spróbować ustalać sobie bardziej szczegółowe zasady i reguły. Daje to przede wszystkim możliwość lepszego poznania drugiej osoby i jej odmiennych przekonań – niwelując efekt rozczarowania: „a miało być tak pięknie”.

„On/Ona był(a) inny(a) przed ślubem”

Czasami dzieję się tak, że z racji innych przekonań, odnośnie tego jak ma wyglądać wspólne życie po ślubie możemy mieć poczucie, że przecież on/ona był/a inną osobą przed ślubem. W tym może być pułapka wynikająca z tego, że sami mamy inne oczekiwania wobec drugiej osoby, albo też rzeczywiście dlatego, że druga strona zaczyna działać na rzecz naszego związku, zgodnie z tym w jaki sposób według niej/niego nasz związek ma najlepiej wyglądać.

W dążeniu do zgodnego, trwałego i szczęśliwego małżeństwa, możemy zgubić realne wsłuchanie się w czyjeś oczekiwania i potrzeby. Próbując im sprostać, tak naprawdę idziemy drogą własnych przekonań, bo w naszej intencji często chcemy jak najlepiej. W takich okolicznościach, z drugiej strony dostajemy informację zwrotną, że to co robimy wcale się komuś nie podoba, a to frustruje: „przecież tak bardzo się staram”. Często jest też tak, że w podążaniu za wyobrażeniem „zgodnego małżeństwa” unikamy konfliktów – czyli możemy mieć tendencję do unikania sporów, lub nie mówienia o trudnościach. Bo przecież „zależy mi, żeby było dobrze”. Bardzo często, wzbudzamy tym samym w sobie wewnętrzną niezgodę, później złość i frustrację. Jednak „nie powiemy dla świętego spokoju”, bo możemy mieć przekonanie, że „trzeba ustępować” i „nie warto się kłócić”. Albo wydaje nam się, że istnieją dwie wersje sytuacji małżeńskiej: „święty spokój” albo „wojna domowa”.

Odmienne przekonania

Wydaje się, że skoro konflikt istnieje w środku, tylko nie jest wypowiedziany – unikamy kłótni dla dobra relacji. Wewnątrz odczuwając duże rozczarowanie i niezgodę. Taki stan jest destrukcyjny dla nas, ponieważ jest bardzo męczący. Jednocześnie naraża relację, gdyż budujemy sobie wewnętrzne negatywne przekonania na temat intencji, działań i drugiej osoby w ogóle. W małżeństwie to oddala, a nie przybliża. W konsekwencji powstaje sytuacja, w której mamy znacznie więcej negatywnych emocji i uczuć do drugiej osoby oraz naszej relacji – niż tych pozytywnych. Konflikt, którego miało nie być – jest, a my sami często nie rozumiemy genezy tego co się wydarzyło. Bo wyjściowo też mamy przecież inne przekonania.

Nowe reguły – profilaktyka i lek

Zanim dojdzie do serii konfliktów i frustracji wynikających z braku, lub nieskuteczności rozwiązań, najlepszym i najskuteczniejszym przeciwdziałaniem jest uczenie siebie nawzajem otwartości w komunikacji. Paradoksalnie narażenie się na brak zrozumienia, może być przestrzenią na podjęcie próby wspólnego wymyślenia rozwiązania. Natomiast, nie wtedy kiedy jest kłótnia i silne emocje, tylko właśnie w momencie kiedy jest między nami spokój i czas do rozmowy.

Trudne tematy i ważne sprawy najlepiej jest omawiać w tych dobrych momentach. Bowiem jest to przestrzeń, w której istnieje jakakolwiek szansa na zrozumienie partnera/partnerki. Czasami techniczne ustalenie zasad co do tego: w jaki sposób dzielimy obowiązki domowe i pozadomowe, jak spędzamy wspólnie i oddzielnie czas, jak planujemy czas spędzany z dziećmi, jak organizujemy wydatki i budujemy budżet, kto i kiedy za to odpowiada – pozwalają zrealizować swoje indywidualne potrzeby w relacji małżeńskiej.

To, że jesteśmy w związku (takim/czy innym) nie zmienia przecież faktu, że jesteśmy (zupełnie) innymi ludźmi, którzy przecież mają prawo do swojej intymności. Mają inne potrzeby oraz inne oczekiwania. Dobrze jest wtedy, kiedy potrafimy o tym rozmawiać i nawzajem „pochylać się” nad tym, co zgłasza druga strona, a nie tylko nad tym, co nam się wydaje, że jest najlepsze. Próba empatyzowania – wczucia się w drugą osobę – czego on/ona potrzebuje, dążenie do zrozumienia jej/jego potrzeb, czasami jest najlepszym rozwiązaniem pozwalającym nie tylko radzić sobie w kryzysie, ale także budować bliskość w codziennym funkcjonowaniu.

Wskazówki dla młodych małżeństw

Oto kilka porad, które pomogą uniknąć, przezwyciężyć pojawiające się problemy w młodym małżeństwie:

  • Staraj się mówić o tym, co myślisz i czujesz. Nawet jeśli wydaje ci się, że to bzdura i że to mało ważne.
  • Względnie na bieżąco – najlepiej codziennie, ustalcie czas na wspólną rozmowę o tym, co u was słychać na co dzień.
  • Zgłaszaj swoje frustracje i złość do drugiej osoby. Dbaj o to, by być dobrze zrozumianym, ale nie bądź agresywny.
  • Ustalcie wspólnie podział ról i obowiązków zgodnie z sytuacją w jakiej funkcjonujecie. Uwzględniajcie zmiany w życiu zawodowym, powiększenie się rodziny oraz starajcie się uaktualniać planery i grafiki, podziały.
  • Dbajcie o swoją autonomię, hobby, zainteresowania i znajomych, ale dzielcie się tym przy różnych okazjach.
  • Próbujcie dążyć do kompromisu. Takiego, którego koszta będą względnie najmniejsze dla każdej ze stron.
  • Stosujcie regułę wymiany z założeniem, że jeśli drugiej osobie jest dobrze to mi też jest dobrze.
  • Zauważajcie i chwalcie to, co w drugiej osobie i jej zachowaniu, wam się podoba. Nawet jeśli są to rzeczy codzienne, tj.: smaczny obiad, wspólnie spędzony czas, itp.
  • Uznajcie, że małżeństwo, podobnie jak każdy bliski związek, wymaga pracy nad nim po obu stronach. Wymaga dbania o drugiego człowieka i siebie.
  • W razie kryzysu szukajcie pomocy i wsparcia. Czasami jest tak, że nie będziemy w stanie zrozumieć dlaczego pomimo prób i starań niewiele się zmienia. Warto zaryzykować, bo w najgorszym wypadku nic się nie zmieni.
  • Jeśli samodzielnie nie uda się dojść do porozumienia, warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty par. Do poradni Sensity zgłasza się bardzo wiele par niemal prosto z podróży poślubnej. To dobry moment na wypracowanie zdrowej i silnej relacji na resztę życia.

Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy. Skontaktuj się z Nami.

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Skąd się bierze strach przed współżyciem seksualnym?

Skąd się bierze strach przed współżyciem seksualnym?

W dzisiejszych czasach już od dziecka jesteśmy bombardowani masą informacji przesyconych seksem. Seksualizacja życia wdziera się właściwie w każdy zakątek naszego funkcjonowania: szkoła, dom, rodzina, praca. Z jednej strony seks przestał być tematem tabu. Jednak z drugiej strony został nadbudowany marketingowym bełkotem, z którego najczęściej rzadko kiedy wynika coś dobrego dla zdrowia seksualnego ludzi.

Lęk przed seksem – z czego wynika?

Wypalenie potrzeb seksualnych w relacji – oziębłość seksualna

Coraz częściej możemy usłyszeć o zjawisku ogólnego wypaleniu potrzeb seksualnych u niektórych osób. Wraz z rozwojem mediów internetowych, oraz ekspansją pornografii i łatwości dostępu do niej, wzrasta możliwość zaspokojenia potrzeb seksualnych bez udziału drugiego człowieka. Teoretycznie nie ma nic w tym złego, ponieważ masturbacja jest zjawiskiem naturalnym, potrzebnym i zdrowym.

Kłopot pojawia się wtedy, gdy z zaspokajania potrzeb seksualnych wykluczona zostaje druga osoba. Kiedy zostaje zastąpiona filmami, gadżetami coraz bardziej przypominającymi ludzi fantomami/lalkami oraz wirtualną rzeczywistością. Okazuje się, że łatwo i szybko można się od tego uzależnić. Dosłownie, z całą paletą konsekwencji uzależnienia, podobnie jak to ma miejsce w przypadku alkoholu. To znaczy, że potrzeba ilości i częstości wzrasta, a przyjemność maleje. Jeśli ktoś miał już pierwotnie problemy w relacjach z drugim człowiekiem to najprawdopodobniej takie problemy mogą się pogłębić. I jak to bywa w uzależnieniu, staje się ono głównym filarem funkcjonowania człowieka, coraz bardziej przesłaniającym rzeczywistość.

Lęk przed oceną, lęk przed bliskością

Czym jest lęk przed bliskością? Może być tak, że to co czujemy i robimy nie zawsze jest przez nas zupełnie uświadomione. Zazwyczaj coś robimy i jakoś funkcjonujemy nie zastanawiając się nad tym. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy wiemy że mamy problem, ale nie chcemy się nim zajmować. Czasami taka postawa jest wygodna. Jednak bywa nadmiernie ryzykowna, kiedy unikamy myślenia o problemach, o których gdzieś w środku wiemy, że nas dotyczą.

Niech za przykład posłuży sytuacja, w której od dłuższego czasu (miesięcy, lat) nie inicjujemy kontaktu seksualnego z partnerem/partnerką. Pomimo, że ona/on zgłasza nam taki problem, my staramy się unikać tematu, zbywać, racjonalizować. Do tego jeszcze więcej pracujemy, rzadziej jesteśmy w domu – więcej robiąc „dla dobra związku lub rodziny”. Gdzieś w środku zakładamy, że problem sam się rozwiąże. Aczkowliek nie będziemy chcieli zagłębiać się w ten trudny temat, ciągle czymś zajęci, np.: pracą w nadgodzinach. Wobec tego, że więcej pracujemy będzie narastało zmęczenie fizyczne, zresztą jako dobry pretekst do unikania zbliżenia. Dalej – wiedząc, że partner/partnerka będzie mógł od nas czegoś wymagać (choćby czasem poruszenia niewygodnego tematu rozmowy), tym bardziej możemy unikać z nim/nią kontaktu w ogóle, nie chcąc się narazić na krytykę, konflikt i kłótnię.

W kontekście zaburzonego funkcjonowania sfery seksualnej w relacji, taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. W następstwie oddalenia się od siebie. Zarówno jedna i druga strona może chcieć szukać zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych i emocjonalnych poza tą relacją. Może to nastąpić poprzez poszukiwanie substytutu (pornografia, media społecznościowe) lub innej osoby do relacji. W tym wzorcu frustracja potrzeb seksualnych jest czytelnym elementem kryzysu związku.

Nadrzędnym elementem kryzysu jest unikanie bliskości (w ogóle), rozumianej jako funkcji otwartości, zaufania, próby zrozumienia problemu i wzajemnych oczekiwań partnerów. Inaczej mówiąc, ktoś ma z czymś problem i nie chce o tym mówić partnerowi/partnerce. Wynika to z obawy, że zostanie oceniony, skrytykowany, wyśmiany, niezaakceptowany a w konsekwencji odrzucony. Tym bardziej możliwe, jeśli osoba w relacji tej wcześniej miewała takie poczucie, ale też o tym nie mówiła z tego samego powodu – z lęku przed oceną.

Taki schemat funkcjonowania ma swoje źródło w dzieciństwie. W uproszczeniu, jest wynikiem doświadczenia realnego lub emocjonalnego odrzucenia osoby (braku akceptacji, zdewaluowania potrzeb emocjonalnych, braku treningu otwartości – możliwości mówienia o swoich emocjach), bardzo sztywnych norm i reguł w domu, deprywacji potrzeb seksualnych (krytyki i dewaluacji sfery seksualnej w domu, braku edukacji seksualnej) lub nadużyć seksualnych (molestowanie, gwałt) i pośrednich, naruszenia granic intymności dziecka (dziecko traktowane przez rodzica jak „przytulanka” w celu zaspokajania potrzeb emocjonalnych rodzica – sypianie z dzieckiem).

W ten sposób buduje się wewnętrzne (najczęściej nieuświadomione) przekonanie, że bliskość z drugim człowiekiem rani (bo rodzice też krzywdzili). Lęk pojawia się w następstwie, zaś ucieczka jest sposobem uniknięcia krzywdy.

Ludzie w dzisiejszych czasach aby zadbać o prokreację, wcale niekonieczne muszą dążyć do bliskości fizycznej z drugim człowiekiem. Rozwijają się metody zapłodnienia poza ciałem kobiety, dzisiaj powszechnie uważane za skuteczne metody leczenie niepłodności – i bardzo dobrze, że są! Jednakże te same metody mogą być użyte do osiągnięcia przez ludzi upragnionego potomstwa bez żadnej inicjacji lub nawiązywania kontaktów seksualnych.

Można by postawić prostą tezę, że lęk przed kontaktami seksualnymi jest wynikiem lęku przed bliskością z drugim człowiekiem. Wobec tego warto zadać sobie pytanie, jakie wzorce i od kogo będzie mogło czerpać potomstwo osób, które poczęły dzieci w wyniku unikania bliskości fizycznej (a nie jako potrzebę leczenia problemu niepłodności)? Wychodząc naprzeciw teorii nauki, że to co człowiek zobaczył i doświadczył już na etapie wczesnego dzieciństwa, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w swoim życiu odtworzy wzorzec funkcjonowania swoich rodziców.

Lęk czerpany i wzmacniany z negatywnych wzorców

Właściwie bez przerwy środki masowego przekazu generują mnogość różnorodnych informacji. Przede wszystkim o tym, jaki seks jest, jaki powinien być, co należy zrobić żeby poprawić jakość życia seksualnego, jaki powinien być mężczyzna i kobieta w akcie zbliżenia. Reklamy, polityka, kultura popularna, postępujące zmiany społeczne w coraz większym zakresie skupione są na elemencie seksu. Przedstawienie seksu często jest mocno zdeformowane, zniekształcone. Mało zdrowe w kontekście rozumienia seksu jako aktu, ale też naturalnej potrzeby oraz ważnego elementu mającego wpływ na kształtowanie się i budowanie wzorców, relacji międzyludzkich.

Lęk przed seksem negatywnie wpływa na życie wielu ludzi, ale może też być powodem rozpadu związków. Jest wiele przyczyn, które mogą zaburzać życie seksualne:

  • brak właściwej edukacji, nierealistyczne wzorce czerpane z pornografii;
  • uzależnienie od pornografii;
  • kompleksy (u osób które jeszcze nie rozpoczęły życia seksualnego, u kobiet po ciąży, ale także u osób, które w relacji seksualnej doświadczyły krzywdy, upokorzenia, krytyki, negatywnej oceny);
  • doświadczenie przemocy seksualnej, nadużycia seksualnego i gwałtu;
  • niskie poczucie własnej wartości;
  • brak satysfakcji z seksu, brak orgazmu;
  • problemy emocjonalne;
  • lęk przed oceną (jak się wypadnie w oczach partnera/partnerki).

Jeśli mamy kompleksy i negatywne wzorce, to czego się dowiadujemy – od znajomych w szkole czy w pracy, z mediów, Internetu i filmów dla dorosłych – okazuje się dalece inne od tego jak my funkcjonujemy. W związku z tym budujemy lub wzmacniamy w sobie przekonanie, że nie jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom innych ludzi. Porównujemy się do kobiet i mężczyzn z telewizji, filmów, powieści i opowieści znajomych (często przerysowanych). Czując się często przy tym gorsi i mniej wartościowi. W skrajnych przypadkach (coraz częściej!) możemy uznać, że seks w ogóle nam nie jest potrzebny. Lęk przed negatywnymi konsekwencjami dla naszej samooceny (oceną, krytyką, odrzuceniem) jest tak silny, że lepiej w ogóle zrezygnować z życia seksualnego, ale także podważyć swoją seksualność w ogóle.

Jak sobie radzić z lękiem przed seksem?

Wydaje się, że dzisiaj łatwo jest o wiedzę, jednak gorzej z jakością tej wiedzy. Warto szukać informacji i wiedzy specjalistycznej – zarówno medycznej, ale też psychologicznej.

Jeśli mamy wątpliwości, możemy szukać źródeł wiedzy. Jak  na przykład badań, które mogą dać nam szerszy ogląd sytuacji lub wyjaśniać różne wątpliwości dotyczących nas i naszych problemów.

O seksie w relacji warto otwarcie i szczerze rozmawiać. Trzeba sobie uświadomić, że nasze potrzeby są naturalne. Zaś mówienie o nich nie oznacza tego, że ktoś ma robić to czego oczekujemy. Sam fakt, że możemy o czymś mówić i świadomość, że ktoś nas wysłucha i będzie o tym wiedział, to już bardzo wiele. W ogóle otwartość w komunikacji buduje bliskość i pozwala przełamać lęk. Nie warto też unikać rozmawiania o własnych problemach, gdyż zazwyczaj taka postawa pogłębia problemy w relacji i wzmaga lęk. Jeśli czujemy, że nie jesteśmy w stanie sobie poradzić najlepiej szukać profesjonalnej pomocy: seksuologa, psychologa lub psychoterapeuty.

Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy. Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Czy cele psychoterapii indywidualnej powinny być konkretne, realistyczne?

Czy cele psychoterapii indywidualnej powinny być konkretne, realistyczne?

Czy cele stawiane na terapii powinny być konkretne, mierzalne i realistyczne? Dotychczas spotkałem się z kilkoma specjalistami i za każdym razem proponowano mi poprawę mojego zachowania lub rozmowę o uczuciach. Jednak to budziło mój niepokój, zważywszy na zbyt duży poziom ogólności.

Szanowny Panie,

odpowiedź na Pana pytanie wydaje się prosta i zarazem nie taka oczywista. Cele stawiane na terapii powinny być przede wszystkim realistyczne. Poziom skonkretyzowania i mierzalność zależą od nurtu terapeutycznego, oraz od problemu z jakim zgłasza się pacjent. Ze względu na to, że pacjenci czasem sami nie są w stanie określić źródła, przyczyny, lub definicji problemu, początkiem terapii jest diagnoza, która obejmuje wywiad z pacjentem. Dobra diagnoza to taka, która pozwala pomóc pacjentowi zrozumieć swój problem. Jak również, w toku pracy z terapeutą, nazwać oraz ustalić cele wspólnej pracy – czyli dążyć do skonkretyzowania.

Bywa też tak, że pacjent oczekuje, że da się sprawić aby, np.: w ogóle nie odczuwał lęku, lub złości. To są cele nierealistyczne. Na pewno da się zredukować natężenie trudnych w przeżywaniu emocji, ale nie można się ich pozbyć. Dlatego zadaniem terapeuty może być razem z pacjentem zbudowanie skali nasilenia objawów lub siły emocji. Jak również w toku terapii określić wyjściowe nasilenie emocji i objawów, jako jeden z mierzalnych celów do pracy.

Zdarza się, że pacjent zgłasza się z problemem, którego nie da się rozwiązać za pomocą terapii. Można zrozumieć źródła, a terapeuta może służyć swoim wsparciem i pomocą w trudnych życiowych momentach (strata, trauma). Być może później uda się określić inne skonkretyzowane cele.

Przy założeniu, że możemy od terapii oczekiwać określenia konkretnych celów, to terapia od pacjenta będzie wymagała nierzadko wdrożenia konkretnych działań. Dlatego często efektem (czasami też celem) psychoterapii będzie zmiana zachowania. Jako element terapii ma być odpowiedzią na pytanie: co się zmieni jeśli to ja zmienię swoje zachowanie? W procesie terapii poznawczo-behawioralnej takie celowe działanie nazywamy „eksperymentem behawioralnym”, ale ten etap pracy wymaga:

  • od terapeuty diagnozy, którą zna pacjent,
  • odpowiedniego przygotowania do takiego działania (planu),
  • oraz w szczególności dobrej relacji terapeutycznej (odpowiedni poziom bezpieczeństwa i wzajemnego zaufania).

Według mnie proces terapeutyczny, niezależnie od tego czego dotyczy i w jakim podejściu jest prowadzony, powinien być zrozumiały, jak również przejrzysty dla pacjenta. Odpowiedzialność za to – zwłaszcza na początku ponosi terapeuta, który niejako jest „przewodnikiem” osoby, która zgłasza problem.

Z doświadczenia wiem, że bywa też tak, że pomimo starań terapeuty pacjent nie jest w stanie przyjąć natłoku informacji. Zaś terapeuta, pomimo że chce jak najlepiej, nie zauważa tego po stronie pacjenta. Jednocześnie pacjent czując się niezrozumianym ma tendencję do zakończenia współpracy. Często bez wznoszenia tego problemu na terapię, gdyż jego sposobem radzenia sobie jest właśnie unikanie trudności.

Z Pana listu odczytuję, że u Pana mogło być podobnie. Mógł Pan wycofać się z psychoterapii, bez zgłoszenia terapeucie właśnie tego, jak czuje się Pan w trakcie terapii. Bardzo często źródłem lęku jest mówienie o swoich uczuciach i nierzadko – bardzo sfrustrowanych potrzebach. Najczęściej bywa tak, że osoby z którymi pracujemy nie mają swoistego „treningu otwartości” i tym bardziej boją się, albo nie potrafią o tym mówić. W związku z tym uruchamiają się procesy myślowe i mechanizmy obronne, które będą pozwalały racjonalizować oraz unikać doświadczania lęku.

Elementem każdej terapii jest relacja terapeuty z pacjentem i pacjenta z terapeutą. A za to odpowiedzialność spoczywa po obu stronach – z zastrzeżeniem, że psychoterapeuta również omówi ten wątek na początku wspólnej drogi (lub w kryzysie terapii). Terapeuta może na bieżąco monitorować komfort pacjenta w terapii, pytając wprost jak pacjent czuje się w kontakcie z terapeutą. Ta niezwykle istotna przestrzeń do wspólnej pracy pozwala również dostrzec i sformułować cele do dalszej pracy w trakcie psychoterapii. Pozwala budować poczucie bezpieczeństwa – tak istotne w tego typu pracy.

Jeśli korzystał Pan już z kilku psychoterapii i ma Pan poczucie, że któryś terapeuta szczególnie Panu odpowiadał – to pomimo poczucia braku skonkretyzowania i określenia celów terapii, powinien Pan tam wrócić. Powinien Pan powiedzieć, z czym się Pan boryka.

Natomiast jeśli nie jest Pan na to gotowy – proszę wybrać terapeutę, który pracuje w nurcie poznawczo-behawioralnym i przedstawić swoją historię, włącznie z tym co Pan napisał w tym liście. Wierzę, że uda się Panu uzyskać profesjonalną pomoc. Jednakże każdy terapeuta i w zasadzie każda znana mi forma psychoterapii, opierać się będzie na mówieniu o uczuciach i emocjach, czasami nie będą to te pozytywne. To od Pana zależy na ile wyrazi Pan swoją gotowość.

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Jestem bardzo zazdrosna o swojego chłopaka. Co robić?

Jestem bardzo zazdrosna o swojego chłopaka. Co robić?

Mam problem z zazdrością i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Mimo tego iż wiem, że mój chłopak mnie kocha, to każdy kontakt z jakąkolwiek kobietą działa na mnie denerwująco. Nie wybucham złością, wręcz przeciwnie, staje się cicha i jakby nieobecna.

Przypuszczam, że za jakiś czas pewnie mnie zostawi, mimo jego zapewnień, że tak nie będzie. Myślę, że może to być również spowodowane moją samooceną. Co robić w takiej sytuacji?

Szanowna Pani,

wydaje się, że pozornie najprostszym sposobem jest przeprowadzenie szczerej rozmowy z partnerem. Porozmawianie o tym, co Pani czuje i w jakich sytuacjach. Bardzo istotnym elementem budowania zaufania w relacji jest szczerość i otwartość w mówieniu o swoich uczuciach oraz emocjach. Równie istotnym aspektem pozytywnego przeżywania swojego związku i siebie w nim, jest też wyznaczanie granic.

Z treści Pani listu wynika jednak, że najbardziej istotny wydaje się fakt Pani przeżywania sytuacji kontaktu partnera z innymi kobietami, a nie nieadekwatność tych kontaktów. Kluczowe jest to, jak Pani interpretuje – w sposób „automatyczny” – takie sytuacje. Czy umniejsza Pani siebie stawiając w kontraście do „innych kobiet”, czując się zagrożoną, a wręcz odrzuconą? W dalszej Pani narracji (myśleniu) pojawia się obawa urzeczywistnienia bycia odrzuconą – perspektywa rozstania. W Pani zachowaniu interpretuję wyraźną tendencję do tłumienia przeżywanych emocji i wycofywania się. To najprawdopodobniej może się okazać bardziej szkodliwe dla Pani, ale też waszej relacji w ogóle.

Pani reakcja – w odpowiedzi na przeżywanie frustracji i bezsilności – może być interpretowana przez partnera jako oddalenie się i unikanie bliskości, być może oziębłość emocjonalną. W tym sensie rzeczywiście w Waszej relacji zaczyna tworzyć się dystans. We wzajemnym dalszym odbiorze siebie nawzajem i w reakcjach (zachowaniu) może „napędzać” przeżywane przez Panią emocje i narrację o niechybnym rozstaniu. Przeżywanie oddalenia się od siebie i ochłodzenia emocjonalnego można – w swoim przeżywaniu – zinterpretować jak kryzys w związku.

Pomagamy uporać się z zazdrością. Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Granice w relacjach - czy to jeszcze relacja koleżeńska, a może coś więcej?

Granice w relacjach – czy to jeszcze relacja koleżeńska, a może coś więcej?

Witam, mam pytanie. Mężczyzna jest wolny i pisze z kobietą, która jest zajęta. Ta kobieta wysyła mu swoje zdjęcie w bieliźnie, itp. On komentuje je w sposób jednoznaczny. Twierdzi, że to tylko relacja koleżeńska, bo te zdjęcia i tak są dostępne w internecie. Czy można to uznać za relację koleżeńską, czy raczej jakąś inną? Z góry dziękuję za odpowiedź.

Dzień dobry,

z tego co udaje mi się zrozumieć z treści listu, może chodzić o określenie granic relacji. Jeśli ludzie ze sobą korespondują, to właściwie mogą sobie pisać i wysyłać, co im się podoba. Oczywiście w zależności od tego w jakich relacjach czy związkach aktualnie funkcjonują. Wówczas możemy mówić lub nie o naruszeniu granic, lub zasad bycia w relacji.

Najprościej mówiąc „granica” określa bezpieczną przestrzeń, po której mogą się swobodnie poruszać ludzie w związku. Bez naruszania bezpieczeństwa drugiej osoby lub samej relacji. Na przykład ludzie po ślubie obiecują sobie wierność, czyli to, że będą wobec siebie szczerzy i nie będą się spotykać z innymi ludźmi bez wiedzy drugiej osoby celem nawiązania relacji w bliskości emocjonalnej lub fizycznej podobnej do ich relacji. Chcą razem budować swoje bezpieczeństwo, bliskość i zaufanie. To wymaga nakładów pracy, próby poznania i zrozumienie drugiego człowieka. To z kolei wymaga poświęcania czasu, uwagi oraz energii. Choćby z tych powodów trudno jest stworzyć wiele takich zażyłości jednocześnie. Nie można być wyjątkowym dla wielu, bo wtedy przestaje się być wyjątkowym. Wobec czego ustalenie zasady wierności to granica o której wiemy, że dla dobra relacji i drugiej osoby lepiej jej nie przekraczać, nie łamać zasady.

O tym jak możemy postrzegać różne rodzaje relacji warto jest rozmawiać, aby wiedzieć gdzie druga osoba ma swoją własną granicę np. poprzez rozumienie koleżeństwa, lub przyjaźni. Czasami bywa tak, że posługujemy się tą samą etykietą na różne definicje.

Na przykład: dla jednej osoby kolega/koleżanka to jest osoba, z którą sporadycznie spędzam czas bo lubię jej/jego poczucie humoru i wyznaje podobne wartości jak ja. I to nas zbliża do siebie. Przyjaźń może być na przykład wtedy, gdy oprócz warunków koleżeństwa łączy nas długa znajomość. W wyniku wspólnych doświadczeń wiemy, że jesteśmy w stanie na kimś polegać i pozwalamy sobie się z kimś dzielić naszymi osobistymi doświadczeniami/problemami. Istotna jest perspektywa i intencja osoby, która dokonuje wewnętrznej analizy jakiś relacji z innymi ludźmi.

W przypadku sytuacji opisanej w liście wygląda na to, że pani będąca w związku wysyła zdjęcia panu, który jest stanu wolnego. Wydaje się, że nie jest istotne czy nazwiemy taką relację koleżeńską, czy nie. Najważniejsze jest to, czy którakolwiek z tych osób łamie jakieś zasady/granice relacji. Jeśli została przekroczona granica, mogą pojawić się konsekwencje, np. partner tej pani może poczuć się skrzywdzony lub zdradzony. Pan z kolei może czuć się uwikłany w relację z panią jeśli nie wie, że ona już z kimś się spotyka. Cóż, każdy jest dorosły i może jedynie się zastanowić nad potencjalnymi korzyściami oraz stratami płynącymi z takiego sposobu nawiązywania relacji.

Z punktu widzenia norm społecznych czy kulturowych wydaje się, że istnieje różnica między epatowaniem swoją nagością w internecie i mediach społecznościowych, a przekazywanie tych samych treści bezpośrednio jakiejś osobie z komentarzem o podtekście seksualnym. Kontekst komunikacji bezpośredniej pozwala podjąć próbę odczytania intencji nadawcy i najprawdopodobniej dostrzeżemy tu flirt. Wówczas może to być próba nawiązania bliższej relacji niż koleżeńska, zażyłości opartej o seksualną fascynację. Z definicji potocznej z kolegami/koleżankami nie przekraczamy granic wzajemnego zaspokajania swoich potrzeb seksualnych. Spoglądając na tą sytuację z perspektywy partnera/partnerki odbiorcy treści erotycznych, jak najbardziej wyjaśnianie tego, że to relacja koleżeńska może być niewystarczające, patrząc na tą sytuację przez pryzmat komfortu tej osoby.

Jeśli czujesz się dotknięty/dotknięta takim zachowaniem partnera/partnerki to znaczy, że właśnie ktoś naruszył granice waszej relacji lub Twojego własnego bezpieczeństwa w tej relacji. Niech wskazówką będzie ogólne rozumienie norm społecznych i pytanie: czy to zwyczajne zachowanie, kiedy ludzie będący w związkach wysyłają/dostają zdjęcia trzeciej osoby w bieliźnie i z nią flirtują? Odpowiedź nasuwa się sama. Osoba w związku, która jest świadkiem takiego zachowania partnera/partnerki ma prawo czuć się zraniona, dotknięta i zaniepokojona. Może się po prostu nie zrozumieli, lub nie ustalili granic bezpiecznych dla ich relacji. Chyba że założenia relacji są takie, że ludzie się na to zawczasu godzą. Ale to już inna historia i prawdopodobnie inne konsekwencje.

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Jestem chorobliwie zazdrosna. Jak sobie pomóc?

Jestem chorobliwie zazdrosna. Jak sobie pomóc?

Jak mam poradzić sobie z brakiem panowania nad sobą i chorą zazdrością? Każdy kontakt mojego chłopaka z inną dziewczyną sprawia, że uważam, że mnie zdradza i zostawi mnie dla innej. Mimo zapewnień z jego strony, że tylko mnie kocha, wszystko robi dla mnie i nie ma zamiaru szukać innej.

Wybucham często agresją, mówię wszystko, co mi ślina na język przyniesie, przez co jeszcze bardziej go denerwuje. Zaczynam rzucać słowami, które nigdy nie powinny paść z moich ust w jego stronę. Później żałuję tego ale on nie chce ze mną rozmawiać. Powtarza mi ciągle, że mam problem, ale ja każdą pomoc z jego strony traktuje jak atak.

Już nie wiem, co robić i jak sobie pomóc. Wiem, że niszczę swój związek z dnia na dzień. Błagam o poradę. Co robić?

Odpowiedź psychologa

Pani Ewelino,

dziękuję za list, który Pani napisała – dzieląc się swoim doświadczeniem i trudnościami. Z tego co Pani napisała wynika, że przeżywa Pani dużo złości wobec partnera na tle uczucia zazdrości, jakiej Pani doświadcza.

Nie wiem na czym polegają kontakty Pani chłopaka z innymi kobietami, ale być może pierwszym krokiem jaki można wykonać to próba podjęcia spokojnej rozmowy o granicach w relacji. Granice można rozumieć jako zbiór wspólnych zasad w relacji – co do których się umawiamy, że nie będziemy ich przekraczać/łamać, bo wywołuje to negatywny skutek w tym jak się czujemy. Przykładowo: nie spotykamy/kontaktujemy się z innymi kobietami/mężczyznami (kolegami/koleżankami) bez wiedzy drugiego z partnerów, nie flirtujemy, etc.

Rozmawiając o tym warto zadbać o ważność tego, co chcemy poruszyć. Najlepiej rozmawiać w „cztery oczy”, w sytuacji neutralnej emocjonalnie (nie w kłótni!), przy wyłączeniu TV i telefonów. Warto przy tym próbować nazywać swoje emocje – dlaczego chcę ustalić takie zasady, np.: „Czuję złość i boję się, że to źle wpływa na naszą relację. Zależy mi na tym aby było między nami dobrze”.

Jeśli jednak Pani widzi, że w tej sytuacji nie dochodzi do naruszenia granic – źródłem Pani cierpienia jest to, w jaki sposób Pani przeżywa siebie w relacji (jak się czuje Pani na ogół, jakie ma Pani poczucie własnej wartości, samoocenę). Często źródłem silnej złości i agresji jest poczucie/przekonanie bycia źle traktowanym/traktowaną przez drugiego człowieka.

W tym kontekście złość jest emocją potrzebną do wyrażania sprzeciwu wobec zranienia – ataku ze strony innych. Ze względu na pewne doświadczenia ludzi w dzieciństwie – doznanie jakiegoś rodzaju krzywdy (przemocy, ignorowania, unieważniania potrzeb) w późniejszym życiu jest skojarzone automatycznie z doświadczaniem bycia w innej bliskiej relacji i poniekąd odczytywane/interpretowane jako stan zagrożenia. Przykładowo: dziecko, które doświadczyło swoistego rodzaju porzucenia (też emocjonalnego), może się nauczyć, że bliskie relacje ranią i automatycznie w dorosłym życiu będzie odczuwać napięcie w relacji z drugim człowiekiem – lęk przed odrzuceniem.

Zazdrość i reakcja złości ma dawać poczucie kontroli nad partnerem, ale paradoksalnie powoduje destrukcyjne działanie dla relacji – potwierdzając schemat, niejednokrotnie prowadzi do rozpadu związku i potwierdzenia bycia w poczuciu odrzucenia. No bo przecież bliskie relacje są krzywdzące – potrzeba kontroli i agresja paradoksalnie budują dystans w relacji będąc swoistą barierą/ochroną przed bliskością. Bo bliskość jest źródłem cierpienia w doświadczeniu z dzieciństwa.

Oczywiście nie wiem na ile trafna jest moja interpretacja Pani doświadczania kryzysu, ale zachęcam do podjęcia psychoterapii, choćby w celu lepszego zrozumienia swoich emocji i potrzeb. Być może też nauczenie się ich wyrażania w sposób asertywny: otwarty i zrozumiały, ale bez użycia przemocy, agresji i siły, bo te elementy są szkodliwe dla każdego związku.

Wierzę, że jeśli podejmie Pani próbę zrozumienia siebie to może być kluczowe do poprawy funkcjonowania w tej relacji, ale też każdego bliskiego związku z drugim człowiekiem.

Pomagamy uporać się z zazdrością. Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Mąż nie panuje nad nerwami. Co dalej z moim związkiem?

Mąż nie panuje nad nerwami. Co dalej z moim związkiem?

Dzień dobry, mam problem. Nie wiem nawet, jak zacząć i jak opisać o co chodzi. Jestem z moim mężem 10 lat. W wieku 18 lat zaszłam z nim w ciąże. Przez tamte lata przeżyliśmy wiele złego – docieranie się, wpływ rodziny, brak pieniędzy, brak porozumienia. Ale ogólnie to wszystko przetrwaliśmy. Mimo iż, rozstawaliśmy się wiele razy.

W 2014 roku wzięliśmy ślub. Od tego czasu nasza miłość jest/była ogromna, a każdy nasz dzień cudowny. Mimo że, obydwoje mamy problemy – ja jestem bardzo emocjonalna, a mój mąż nie potrafi panować nad agresją. Obydwoje dużo złego przeżyliśmy w dzieciństwie ale mimo to, udało nam się wiele osiągnąć razem – zbudowaliśmy sobie drogę, którą podążamy.

Uwielbiamy razem spędzać czas. Jesteśmy totalnymi przeciwieństwami ale strasznie się przyciągamy. Jesteśmy dla siebie atrakcyjni. Dzwonimy do siebie będąc w pracy i rozmawiamy o wszystkim.

Nie jesteśmy typowym przykładem rodziny, w której panuje przemoc fizyczna, dlatego nie wiem co mam robić. Pół roku temu, mój mąż wpadł w szał po alkoholu. Na imprezie zaczął mnie szarpać, powodem było coś całkowicie nieprawdziwego. Później wróciliśmy do hotelu, pociął wszystkie swoje ubrania.

Poczuł, że potrzebuje pomocy, bo nie radzi sobie z nerwami. Poszedł do psychiatry, a ten przepisał mu tabletki, zalecił terapię ale skończyło się na tabletkach. W ten sam dzień, ponownie wpadł w furię i obciął sobie włosy, by zrobić mi na złość wiedząc, że uwielbiam jego długie włosy. Stwierdził, że psychiatra powiedział mu, że to wszystko moja wina…

Podczas kłótni, przez 10 lat związku to było normalne, że mąż próbował mną manipulować, bym to ja czuła się winna. Było to zawsze zachowanie z bezsilności, w emocjach, zazwyczaj z braku argumentów. Ale wracając do sprawy, przez ostanie pół roku brał tabletki. Wszystko było w miarę dobrze, choć wiedziałam, że to powierzchowne.

Ostatnio wyjechaliśmy na weekend. Mąż zapomniał tabletek. Piliśmy alkohol. Doszło do pewnego nieporozumienia, a gdy wróciliśmy do pokoju, mąż znów się na mnie rzucił. Tak jakby potrzebował się wyładować. Mam wrażenia, jakby on dusił w sobie mnóstwo emocji i nie miał ich gdzie rozładować. Ma monotonną pracę, w której ma dużo czasu do myślenia. Jego jedyną rozrywką po pracy jest gra w grę, podczas której przeklina, denerwuje się – coś strasznego.

Nie wiem naprawdę co robić. Wiem, że to dobry człowiek. Jest wspaniałym ojcem, jako mąż też jest naprawdę wspaniały, mogę na niego liczyć, pomaga mi we wszystkim. Jednak ma strasznie duży problem i wiem, że męczy się sam ze sobą i ciężko mu się do tego przyznać.

Jest też trudno zebrać się do działania, bo na co dzień nasze życie wygląda naprawdę dobrze, a jego ataki zdarzają się raz na jakiś czas. Jednak boję się, że to zacznie pojawiać się częściej i będzie bardziej intensywne.

Chcę podjąć jedną, ostatnią próbę i pomóc mu. Czy jest w ogóle jakiś sens? Czy powinnam odejść ze względu na to, że mnie uderzył? Co do terapii z jego strony, wiem że zdecyduje się na nią, gdy będzie wiedział, że odejdę. Nigdy tego jeszcze nie zrobiłam, co też jest moim błędem, bo ciągle powtarzamy sobie z mężem, że zawsze będziemy razem. Ale zauważyłam, że on wykorzystuje to przeciwko mnie. Proszę o pomoc.

Witam, z Pani listu odczytuję ogromny dylemat i pytanie: „co dalej z moim związkiem?”. Ilość trudnych sytuacji i negatywnych emocji, jakich Pani doświadczyła i przeżywa nadal pozwala mi sądzić, iż rzeczywiście jest Pani bardzo związana ze swoim mężem. Nie jest moją wolą i rolą negować to, że rzeczywiście jest dobrym człowiekiem i ojcem dla swoich dzieci.

Natomiast z całą pewnością uznaję Pani podstawy do niepokoju, w oparciu o opis jego napadów złości i przejawy agresji wobec Pani. Uważam, że rzeczywiście w Państwa rodzinie dochodzi do przemocy fizycznej, ale też psychicznej, z którą ani Pani mąż, ani Pani nie potraficie sobie poradzić.

Myślę, że fakt podjęcia przez męża konsultacji psychiatrycznej i zażywanie leków może redukować poziom napięcia emocjonalnego, jakiego doświadcza mąż. Jednak bazując na opisie jaki Pani przesłała można wnioskować, że to leczenie nie jest wystarczające, lub w niewłaściwy sposób realizowane przez Pani męża.

Zdecydowanie najlepiej byłoby, gdyby Pani mąż wrócił na konsultację do lekarza prowadzącego celem modyfikacji leczenia. Również ważnym i najlepszy krokiem jest podjęcie przez niego psychoterapii – zgodnie zresztą z zaleceniem psychiatry. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego zachowania autoagresywne mają podłoże w trudności z kontrolowaniem złości przez męża, ale też mają charakter manipulacyjny wobec Pani.

Bardzo istotnym aspektem jest Pani obawa/lęk o to, że napady złości i wybuchy agresji Pani męża przybierają na sile i częstotliwości. Zresztą to wynika z samego opisu i można uznać, że to stało się faktem i istnieje ryzyko, że będzie jeszcze bardziej eskalować. Z mojego punktu widzenia niepokojące i godne zainteresowania jest poszukanie odpowiedzi na pytanie: dlaczego pomimo tylu złych doświadczeń i przemocy, Pani dalej się naraża na takie traktowanie ze strony męża? Zastanowiłbym się również nad kwestią alkoholu. Z Pani opisu wynika, że agresywne zachowania męża pojawiają się często w sytuacji, w której spożywacie Państwo alkohol. Może warto ten czynnik wziąć również pod lupę?

Nie mam pełnych informacji o tym, jak Państwo zachowujecie się podczas kłótni. Zastanawiam się, czy Pani wystarczająco jasno i wyraźnie zgłaszała sprzeciw wobec niepożądanego zachowania męża. Czasem bywa tak, że chcąc powstrzymać agresywne zachowania partnera,  nieświadomie “podgrzewamy” sytuację i eskalujemy emocje. Oprócz słów wypowiedzianych wprost, bardzo duże znaczenie mają komunikaty pozawerbalne, czyli tak zwana mowa ciała. Mają one często silniejszy wpływ na otoczenie, niż rzeczywiście wypowiedziane słowa. Oczywiście, nie zmienia to faktu, że odpowiedzialność za kontrolę własnych emocji i nie stwarzanie zagrożenia dla otoczenia spoczywa po stronie męża. Jeśli jednak pyta Pani, co ze swojej strony mogłaby Pani zrobić, żeby pomóc mężowi zapanować nad jego złością, proponowałbym rozważenie indywidualnej konsultacji z psychoterapeutą, w celu przyjrzenia się, czy Pani sposoby radzenia sobie w tych trudnych niewątpliwie sytuacjach są adekwatne i czy mają szansę przynieść założony cel. Oprócz tego, może uda się odkryć jakie sygnały pozawerbalne wysyłacie Państwo do siebie nawzajem. Przytoczone przez Panią przykłady agresywnych zachowań, często wiążą się z nieuświadomionym przekonaniem dotyczącym własnej nieważności. Są to przekonania wyniesione z domów rodzinnych, ukształtowane jeszcze w okresie naszego dzieciństwa. Niestety, w dorosłym życiu mamy tendencję do projektowania ich na najbliższe nam osoby. Dlatego ważne jest to, żeby się przyjrzeć na ile stawia Pani mężowi granice, a na ile nieświadomie wchodzi Pani w jego schemat i niechcący być może go podtrzymuje.

Z Pani listu odczytuję bardzo wyraźną troskę o męża: jego problem z kontrolowaniem złości i dość wyraźny sposób Pani radzenia sobie w podobnych sytuacjach przez podporządkowanie i nie stawianie mu granic. Na podstawie Pani listu, mogę wnioskować, że przyjęła Pani rolę ofiary i wiele lat znosiła Pani przemoc ze strony męża. Mogę się tylko domyślać, że taki sposób bycia w relacji z mężem jest swoistą kalką sposobu Pani radzenia sobie z doświadczaniem agresji przez Panią w dzieciństwie. Rozumiem, że taki styl bycia w związku miał być w Pani intencji dobrą drogą do utrzymania tej ważnej dla Pani relacji. Paradoksalnie dzisiaj staje Pani przed wątpliwościami: co dalej?

Myślę, że bardzo dobrze iż podniosła Pani trud tego dylematu, gdyż przede wszystkim zaczęła Pani się zajmować swoimi problemami. Z uwagi na Pani ostatnie doświadczenia widać, że odczuwa Pani strach, ale jednocześnie ma Pani pełne prawo do nietykalności osobistej. Mąż narażając Panią na uszczerbek na zdrowiu łamie to prawo. Warto rozważyć jakąś formę separacji (przynajmniej tymczasowej) z uwagi na bezpieczeństwo.

Skoro ma Pani przeczucie, że on zdecyduje się na podjęcie terapii, w sytuacji kiedy Pani decyduje się na odejście – to jest to jakaś droga, żeby mąż zgłosił się po pomoc. Jednak w pierwszej kolejności zdecydowanie zaleciłbym rozmowę o sytuacji w Państwa relacji. Może Pani spróbować otwarcie wyrazić swoje obawy, co do dalszej przyszłości bycia w związku z mężem i zaproponować podjęcie indywidualnej/wspólnej konsultacji psychoterapeutycznej. Bo jak rozumiem, że chociaż Pani tego jeszcze nie spróbowała zakłada Pani, że to nie zadziała. Warto podjąć taką próbę, żeby móc ocenić jej skuteczność. Na ile mąż realnie będzie gotowy do zmiany swojego zachowania? nie wiadomo.

Zdecydowanie natomiast zalecam, aby to Pani wykonała kolejny ważny krok dla siebie i podjęła kontakt z psychoterapeutą. Uważam, że w związku z faktem doświadczania przemocy przez Panią na przestrzeni lat warto spróbować lepiej zrozumieć swoje emocje. Głównie po to, aby zadbać o siebie i swoje potrzeby, a w perspektywie uchronić się przed powtarzaniem podobnego schematu funkcjonowania w innych relacjach – w roli ofiary, w nadmiernym podporządkowaniu wobec agresji.

Być może pojawi się przestrzeń na podjęcie wspólnej pracy psychoterapeutycznej w ramach terapii dla par. Jeśli mąż wyrazi gotowość może warto spróbować od podjęcia wspólnej konsultacji na początek.

Życzę wytrwałości i zalecam konsekwencję w dążeniu do rozwiązania Pani ważnych i niełatwych problemów. Bowiem istnieje duża szansa na to, że uda się Pani tak poukładać swoje życie, żeby towarzyszyło Pani więcej radości i satysfakcji, a mniej trudności i „smutków”. Serdecznie pozdrawiam.

Skutecznie pomagamy parom i rodzinom pokonywać kryzysy. Skontaktuj się z Nami!

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Asertywność a agresja - gdzie jest granica?

Asertywność a agresja – gdzie jest granica?

Jeśli miałbym się podjąć odpowiedzi na powyższe pytanie jednym zdaniem to: granica między asertywnością a agresją zawiera się w odpowiedzialności. Wiem, brzmi dziwnie i tajemniczo. Poniżej w kilku zdaniach postaram się opowiedzieć dlaczego tak może być.

Asertywność i agresja – charakterystyka pojęć

Asertywność i agresja to dwa zupełnie odmienne sposoby komunikowania tego, co myślisz, czujesz, co Ci się nie podoba a co przeszkadza. Postawy, jakie przyjmujesz w stosunku do innych ludzi wzbudzają różne reakcje. Być może, w odpowiedzi na czyjeś zachowanie automatycznie, niemalże odruchowo reagujesz złością, próbując się obronić lub zawalczyć o własne prawa? Dzieje się tak wtedy, kiedy masz poczucie, że Twoje granice zostały naruszone – Twój wewnętrzny spokój został naruszony.

Postawa agresywna

Przykłady postawy agresywnej:

  • w sklepie ktoś stojący w kolejce za nami, w opryskliwy sposób skrytykuje, że np. “za wolno robimy zakupy”, “jesteśmy ślamazarni” itp.
  • podczas domowej sprzeczki jedno zarzuca drugiemu: “nie umiesz podejmować decyzji”, “zawsze utrudniasz” , “do niczego się nie nadajesz” itp.

Takie zachowania mogą prowadzić do niżej opisanych sposobów reagowania:

Ucieczka

W przedstawionych powyżej przykładach możemy zareagować na różne sposoby. Każdy człowiek ma wyuczony, preferowany typ reakcji na rozmaite sytuacje. Taki rodzaj preferowanej reakcji jest automatyczny i najczęściej uruchamiany niemal natychmiastowo bez zbędnej refleksji, lub analizy. Po prostu wybieramy utarte ścieżki. Często nie zastanawiamy się, co moglibyśmy zrobić w odrębny spsoób, żeby w danej sytuacji poczuć się inaczej np.: bezpieczniej.

Sytuacje konfliktowe mogą się przerodzić w wielką kłótnię, która dostarczy nam różnych negatywnych doświadczeń emocjonalnych: złości, lęku, żalu, smutku, poczucia winy. W takich warunkach raczej niemożliwym jest znalezienie konstruktywnego rozwiązania konfliktu. Jedną ze strategii radzenia sobie z konfliktami jest ich unikanie – swoista ucieczka przed problemem, lub osobą i jej zachowaniem.

Możemy odczuwać lęk przed konfrontacją, która obarczona jest koniecznością rezygnacji z komfortu, spokoju i bezpieczeństwa. Ów spokój i bezpieczeństwo bywa bardzo pozorne. Jest to często paradoks, bo w sytuacji w której poddajemy się bez walki często uruchamiamy, lub potwierdzamy swoją negatywną samoocenę; np.: “jestem za słaby żeby się przeciwstawić”, “nie mam tyle odwagi”, “jestem tchórzem”. Przeżywając porażkę możemy czuć złość na siebie i pielęgnować przekonanie, że nie potrafimy zareagować – powiedzieć „stop”. Boimy się, że ta druga osoba będzie dalej atakować i nie poradzimy sobie w tej potyczce. W ten sposób budujemy lub potwierdzamy wewnętrzny obraz siebie i napędzamy mechanizm – swoisty zaklęty krąg:

Boję się zareagować → Myślę, że jestem do niczego i że sobie nie poradzę → Czuję lęk → Unikam sytuacji→ Uciekam → Następnym razem też boję się zareagować, bo ucieczką wzmacniam swój lęk (przecież bym nie uciekał, gdyby nie było się czego bać) → Myślę, że jestem do niczego i że sobie nie poradzę → Boję się zareagować → Czuję lęk → itd.…

W tym też miejscu zachęcam do autorefleksji na temat tego jak my, oraz inni mogą się poczuć w danej sytuacji; tj.: w trakcie trwania kłótni, oraz po jej zakończeniu. Zanurzając się w głąb swoich emocji możemy dokonać swoistego monitoringu: jak ja się czuję, co ja robię, czemu to służy, oraz jak się będę czuł jeśli podejmę różne działania. Warto szczególnie zadać sobie pytanie, jak chciałbym się czuć i jak może czuć się druga osoba pod wpływem mojego zachowania.

Niech za przykład posłuży sytuacja, w której się bardzo zdenerwowałem i postanowiłem nakrzyczeć na kogoś, żeby wpłynąć na jego zachowanie. W tym przypadku towarzyszy mi emocja złości. Mogę sprawdzić czy jeśli nakrzyczę na drugą osobę: jak ona zareaguje i co poczuje. Wystarczy tylko, że spróbuję wyobrazić siebie na jej miejscu. Jeśli zareaguje podobnie jak ja: krzykiem, to czy nie stanie się tak, że moja złość wzrośnie? A może dodatkowo pojawi się lęk – strach przed agresją słowną. Jeśli tak to czy mój stan emocjonalny jest dla mnie dobry, czy w ten sposób czuję spokój i ulgę. Jeśli nie, to może warto zrobić coś innego niż krzyczeć? Co mogę zrobić?

Atak

Może być też tak, że elokwentną, ale obraźliwą frazą dokonamy (publicznego) nokautu oponenta. Wynosząc oprócz poczucia wyższości i górowania nad pokonanym, poczucie winy i kaca moralnego. Oczywiście może być tak, że to my jesteśmy osobą która prowokuje innych; np.: ponagla innych w kolejce w sklepie. Czekamy z poczuciem krzywdy, że przez czyjąś opieszałość i ślamazarność gdzieś się spóźnimy. Postanawiamy zaatakować, żeby wywrzeć wpływ na czyjeś zachowanie. Często jednak się okazuje, że taka postawa nie przynosi zamierzonego efektu, a wręcz odwrotnie. Zaatakowany człowiek będzie się bronił, lub stawiał opór. Tak czy inaczej czas stania w kolejce może się wydłużyć. Tym samym spowodować w nas eskalację złości i poczucia bezsilności. Jak również wywołać poczucie winy i wstydu za doprowadzenie do niepotrzebnej kłótni.

Zapętlenie w złości – kiedy złość dominuje w życiu

Przeżywanie emocji złości nie jest problemem samym w sobie. Złość to uczucie, które w codziennym funkcjonowaniu pozwala nam identyfikować sytuacje, w których zostają naruszone nasze granice oraz zakłócony nasz wewnętrzny spokój. Gdybyśmy jej nie odczuwali nie wiedzielibyśmy, czy jakieś zachowanie innych ludzi nie jest zgodne np.: z naszymi oczekiwaniami.

Trudność w radzeniu sobie z przeżywaniem złości w relacji z ludźmi objawia się na etapie wyrażania tej emocji w sposób agresywny – naruszający granice komfortu. Styl wyrażania emocji, w tym złości, jest również wyuczony w procesie modelowania i socjalizacji od najmłodszych lat. Kiedy ktoś – poprzez wielokrotne zmuszanie nas do czegoś używał agresji, wywołując lęk i poczucie bezsilności, mógł nas nauczyć bezradności.

Brak możliwości stawienia oporu kształtuje postawę uległą wobec innych. Uczy częstego wybierania strategii ucieczkowej (unikanie konfliktów, żeby nie narazić się na czyjąś złość). Jak również tego, że gdy samemu będziemy agresywni to wywrzemy wpływ na innych poprzez wzbudzanie w nich strachu. Ktoś coś osiągnął bo się baliśmy, a później samemu stosując agresję udaje nam się uzyskać coś od innych. Uczymy się, że to skuteczny sposób “dbania o własne prawa i granice”. W efekcie może być tak, że będziemy funkcjonować w jednej lub w drugiej skrajności. Będąc agresywnym wobec innych, lub podporządkowując się, ulegając innym w obawie przed agresją. Czyli albo przerzucając odpowiedzialność za nasze emocje na innych, lub unikając odpowiedzialności za to jak się czujemy.

Złość skierowana na zewnątrz, bo to czyjaś wina, że mam źle

Próbując przeforsować swoje potrzeby siłowo, można spotkać się z oporem, na którego przełamanie trzeba by poświęcić jeszcze więcej energii i wysiłku. W efekcie końcowym i tak może okazać się, że korzyści emocjonalne (zadowolenie z “wygranej”) są mniejsze niż poniesione koszty i konsekwencje emocjonalne (wyczerpanie “walką”, doświadczanie złości i lęku, bycie w gotowości do ataku i trwanie w konflikcie).

Przykładem może być autorytarna i agresywna w swej postawie partnerka, która ma poczucie, że musi wymóc jakieś działania na swoim partnerze. Z czasem może czuć się unikana i odrzucana, co w efekcie też może ją złościć.

Na przykład: agresywna żona/partnerka narzucająca swój gust partnerowi np. w kwestii doboru ubioru na wspólne spotkania ze znajomymi, poprzez atakowanie go: “wyglądasz jak głupek”, “masz beznadziejny gust”, lub szantaż “jak się nie przebierzesz, to ja z tobą nigdzie nie wychodzę”.

W naturalny sposób jej partner może reagować przeciwnie do jej intencji – oporem, lub swoistą blokadą zachowania. Sam będzie przeżywał złość, a być może smutek, lub też poczucie winy. Jeśli uzna, że on swoim zachowaniem doprowadza ją do złości. Podsumowując: gdy jej partner będzie się buntował, to może wywołać u niej jeszcze większą złość. W efekcie może prowadzić to do pogłębienia konfliktu. Przy kolejnej podobnej sytuacji on może zdeklarować niechęć do wspólnych wyjść, lub uchylać się/unikać podobnych sytuacji.

W dalszej perspektywie kobieta ta może uznać, że on nie chce spędzać z nią czasu, lub nie lubi jej znajomych. Istnieje ogromne ryzyko, że to w dalszym ciągu będzie wzbudzać w niej złość – że ona nie ma na niego wpływu, a on unieważnia jej potrzebę wspólnego spędzania czasu. Dopóki on nie nazwie tego co się dzieje, a ona nie będzie gotowa wsłuchać się w tą wersję opisu. W konsekwencji ona będzie żyła w przekonaniu, że to jego wina, że przeżywa złość do niego.

Złość skierowana do środka (autoagresja), bo to moja wina, że mam źle

Przekonanie, że lepiej nie narażać się na konflikty i kłótnie, często bierze się stąd, że mamy “w głowie” zbudowany pewien model konfliktu, który nam się nie podoba. Mogąc doświadczyć kłótni rodzinnych jako dziecko, w późniejszym życiu nie chcemy odtwarzać podobnych sytuacji. Nie chcemy przeżywać również przykrych emocji: lęku, złości, bezradności. Myślimy, że nie ujawniając naszych uczuć związanych z danym wydarzeniem lub osobą, unikniemy sytuacji konfliktowej, w prawdzie przenosząc konflikt do naszego wnętrza (poprzez jego przeżywanie).

Kłopot polega na tym, że ładunek emocjonalny jak każda energia – w przyrodzie nie ginie. Może być tylko w coś przekształcona. Jeśli decydujemy się nie ujawniać swoich emocji to kierujemy je do środka – na siebie. Mając nie wyrażone: żal, złość, lub też bardzo pozytywne uczucia (lubienie, uznanie) możemy je przekształcić w zarzut wobec siebie. Najczęściej budujemy treści związane z oceną siebie. Przykładowo: “jeśli nie jestem w stanie powiedzieć komuś co do niego czuję, to znaczy że jestem tchórzem”, “jestem słabym człowiekiem”, albo “niegodnym miłości”, “gorszym, którego nikt nie rozumie”. Nasycone negatywną samooceną treści same w sobie są komunikatem agresywnym.

Sytuacja, która nierzadko odciska swoje piętno na wielu relacjach między ludźmi to przykład, gdy mąż autorytarnie decyduje o wspólnie spędzanym czasie. Żona pomimo, że jej się to nie podoba nic nie mówi, żeby uniknąć konfliktu. On będzie się uczył, że decyduje za nią, później już w ogóle nie biorąc pod uwagę jej zdania. Ona z kolei będzie mogła się poczuć nie ważna, że jej zdanie się nie liczy (chociaż nic nie mówiła…). W efekcie może doświadczyć poczucia bycia niezrozumianą, pomijaną, ale też myśleć że jest zbyt słaba żeby walczyć o swoje potrzeby.

Asertywność – remedium na agresję

Postawa asertywna zakłada, że my w kontakcie z drugim człowiekiem będziemy otwarcie i wprost komunikowali co myślimy i czujemy. Pozwalamy sobie na wyrażanie swoich potrzeb i chronimy własnych praw, ale przy jednoczesnym poszanowaniu praw drugiej osoby.

Wgląd – rozumienie własnych emocji

Gdyby spróbować zobrazować, na czym to polega możemy odnieść się do przykładu z niecierpliwym klientem w kolejce w sklepie. Klient ten wie, że się spieszy i czuje napięcie związane z tą sytuacją. Różnica polega na tym, że zamiast atakować, czy obrażać oczekujących w kolejce może poprosić o ustąpienie pierwszeństwa, bo się spieszy. Oczywiście może się zdarzyć, że osoba poprzedzająca odmówi, gdyż też się spieszy. Wówczas asertywność zakłada poszanowanie prawa drugiego człowieka do udzielenia nam odpowiedzi negatywnej. Niezależnie od wyniku komunikatu, dochodzi do interakcji, która pozwala rozładować emocje, oraz daje szansę na zrozumienie drugiej osoby.

Odzwierciedlanie – rozumienie emocji innych ludzi

Ważną składową dającą przestrzeń do podejmowania prób bycia asertywnym jest wyobrażenie sobie, jak może czuć się druga osoba kiedy coś usłyszy, lub doświadczy reakcji. Można zawsze zadać sobie pytanie – jakbym chciał(a), żeby mnie inni traktowali w konkretnych sytuacjach. Następnie sprawdzanie takiej postawy w codziennym życiu – również, a zwłaszcza w relacjach z bliskimi ludźmi.

Nadmierna uległość

Dotyczy to również osób nadmiernie uległych i nie potrafiących odmawiać. W pewnym sensie brak asertywności wynikać może z przekonania, że jeśli nie będę spełniał(a) czyichś oczekiwań to inni nie będą mnie akceptowali. Nie będą mnie lubli. Przykładem jest uległa żona, lub uciekający przed konfrontacją klient. Człowiek tak działający może się bardzo eksploatować, być ciągle zmęczony, nie mieć czasu dla siebie. Zaś w środku przeżywać złość na siebie i innych. Wyrzucać sobie,  że “nie potrafię powiedzieć stop”, lub “inni są źli, bo przerzucają na mnie wszystkie swoje sprawy”.

Postawa asertywna – komunikat “ja”

Postawa asertywna nie zakłada, że “musi być tak jak chcę”. Tylko, że mam prawo mówić, co chcę i wyrażać swoje potrzeby, bez naruszania potrzeb innych.

Asertywny mąż, który jest zły na żonę powie: “jest mi trudno samemu podejmować decyzje”, albo “czuję złość, że jeszcze nie podjęłaś decyzji, bo czuję, że zostaję z tym sam”. Asertywny klient powie: “Przepraszam. Bardzo się śpieszę, czy mogę jakoś pomóc w pakowaniu zakupów?”, lub “Przepraszam. Bardzo się spieszę. Czy mógłby pan/pani trochę szybciej robić zakupy?”.

Niezależnie od tego, czy identyfikujesz się jako osoba nadmiernie podporządkowana, czy jawnie agresywna w zachowaniu, dopiero gdy spróbujesz wziąć odpowiedzialność za swoje uczucia  – czyli wyrażać na zewnątrz to co Ci się nie podoba, czego nie chcesz robić, co chcesz robić, z czego zrezygnować, a co zmienić – masz szansę uwolnić się od negatywnych emocji, czyli schodzić ze ścieżki agresji i dążyć drogą asertywności.

Poczucie własnej wartości

Najczęściej źródłem agresji jest niestabilna, lub niska samoocena. Aby nauczyć się być asertywnym – żyć w zgodzie ze sobą i innymi – niewystarczające będzie poznanie sztywnych technik: “mówienia stop” i “stawiania granic”. Kluczowe jest poznanie siebie. Zbudowanie na tyle pozytywnego obrazu siebie, żeby móc uznać, że “ja” jestem “w porządku” w odniesieniu do siebie i innych ludzi. Wtedy inni i otaczający świat też mogą okazać się być “w porządku” w stosunku do mnie. Więcej na temat poczucia własniej wartości pisaliśmy tutaj.

Warto zacząć zmianę postawy od drobnych, codziennych spraw, a być może odkryjesz dlaczego dobrze jest być asertywnym.

Uczymy jak radzić sobie z niekontrolowanymi emocjami. Skontaktuj się z Nami!

 

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Niechciane rady przy wigilijnym stole - jak się na to przygotować?

Niechciane rady przy wigilijnym stole – jak się na to przygotować?

“Świąteczna gorączka”

Święta Bożego Narodzenia to dla wielu z nas okres wyjątkowy pod wieloma względami. Czas wytężonej organizacji planów i spotkań rodzinnych, planowania prezentów i zakupów świątecznych. Skołowani w zalewie różnych reklam oraz informacyjnego chaosu, jakiego cała ta otoczka może przysparzać, tracimy uważność na siebie, na to co naprawdę ważne. Zaczynamy odczuwać stres i frustrację.

Najczęściej nie zastanawiamy się nad tym, ale może być tak, że sporo tego napięcia – “świątecznej gorączki” generuje wizja spotkania w gronie rodzinnym. Ciepło i serdeczność w relacjach rodzinnych, które bije ze świątecznych pocztówek niestety nie jest dane każdemu.

Dla wielu osób spotkania rodzinne wiążą się z poczuciem niespełniania cudzych oczekiwań, z lękiem przed odrzuceniem. Wystarczy, że w przeszłości doświadczyliśmy krytyki i nieprzyjemnych emocji ze strony naszych bliskich. Przykładem mogą być niewygodne, graniczące ze wścibskością pytania lub inne formy ingerencji w nasze osobiste sprawy, abyśmy już nawet na kilka tygodni przed świętami czuli się spięci.

Konfrontacje przy wigilijnym stole

Doświadczenie wcześniejszych lat podpowiada nam, że wspólne spędzenie świąt będzie wymagało od nas przyjęcia specjalnej “ochronnej” postawy. Szukamy strategii poradzenia sobie, tak aby “przetrwać” ten czas w miarę spokojnie, bez nadmiaru niechcianych negatywnych emocji.

Przewidując atak sami się na niego nastawiamy:

Obrona:

Zakładając zbliżającą się konfrontację przy wspólnym wigilijnym stole, zakładamy specjalną niewidzialną zbroję, niczym świąteczny sweterek z reniferem na piersi. Bywa też tak, że na taką świąteczną wieczerzę bierzemy ze sobą “oręż”: ostry jak brzytwa język, żeby skuteczniej móc się bronić, lub w razie wyzwania oddać cios za cios.

Atak:

Może też być tak, że to my sami za pomocą słów zadajemy ciosy. Czasami z premedytacją, czasami nieprzemyślanie – dotykając czułych punktów u naszych bliskich. A przecież sami tego się najbardziej obawiamy.

Zasłona dymna:

Może być też tak, że zadajemy różne niełatwe pytania, lub poruszamy drażliwe tematy, żeby uniknąć rozmowy o nas samych, bo akurat coś się nam nie układa, przeżywamy jakiś problem, lub po prostu szanujemy swoją intymność i nie chcemy o czymś mówić.

Zanim nastawimy się na atak lub obronę, postarajmy się zobaczyć sytuację z szerszej perspektywy:

Postawa “bojowa” może, paradoksalnie, rodzić jeszcze większe napięcie i doprowadzić do niepotrzebnej kłótni. Będąc nastawionymi na atak, najprawdopodobniej go doświadczymy.

Zdarza się, że niektórzy traktują takie świąteczne sprzeczki jako sposób na rozładowanie różnych innych napięć. W związku z tym mniej lub bardziej świadomie mogą nacierać na nasze granice. Jeśli sami czujemy się zagrożeni i trzymamy wysoko gardę, prawdopodobnie na wybuch długo nie będzie trzeba czekać.

Święta to czas specyficzny, kiedy zarówno my, jak i członkowie naszych rodzin, pragniemy z ciekawości, lub troski dowiedzieć się co u nas słychać. Często przez cały rok nie było sposobności do rozmowy. Większość nietaktownych zachowań wynika z braku umiejętności zdrowego komunikowania się i własnych zranień. Rzadko jest intencjonalnym działaniem wymierzonym w uczynienie krzywdy drugiej stronie.

Choć owszem, zdarzają się przypadki, w których krzywdzenie drugiej strony jest działaniem celowym. Jednak, bez względu na intencje naszych współbiesiadników, pamiętajmy, że atak będzie najmniej efektywną formą obrony. Może nas narazić na konieczność przepraszania kogoś, kogo wcale przepraszać byśmy nie chcieli.

Jeśli naszymi myślami kieruje połączenie lęku i złości, to będziemy “łatwym celem”. Pierwszy krok do zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa i spokoju to zrozumienie siebie samego.

Dbanie o swoje granice

W natłoku spraw i obowiązków często brakuje nam czasu, żeby zastanowić się nad tym jakbyśmy sami chcieli, żeby czas spędzony wspólnie z rodziną wyglądał. Automatycznie wchodzimy w rolę dziecka, które nie ze wszystkim się zgadza. Jakoś trudno jest nam wejść w rolę dorosłego – zwłaszcza w naszym rodzinnym domu.

Warto jednak spróbować zatroszczyć się o siebie i oto w jaki sposób będziemy reagowali na zachowanie, lub zaczepki słowne wysyłane pod naszym adresem. Jeśli zadbamy o własny spokój, na pewno będzie go więcej również u innych domowników.

Punktem wyjścia może być zrobienie sobie listy tematów niepożądanych. Prawdopodobnie na liście tej umieścimy tematy, o których nie chcemy rozmawiać w szerszym gronie osób, ale być może są też takie, o których jesteśmy gotowi porozmawiać na osobności. Kiedy lista będzie gotowa, przygotujmy gotowe odpowiedzi, które będą chroniły nasze granice ale nie będą przekraczały cudzych. Zapiszmy sobie na kartce i nauczymy się na pamięć formuły, która wyraźnie zaznaczy nasze granice ale jednocześnie nie urazi uczuć drugiej osoby, zgodnie z zasadami asertywnej komunikacji. O różnicach między komunikacją asertywną a agresywną pisaliśmy tutaj.

Przykładowo w odpowiedzi na pytanie: “Kiedy w końcu się ożenisz?” lub “Kiedy w końcu doczekamy się wnuka?”, itp. możemy odpowiedzieć:

  • Nie mam potrzeby teraz o tym rozmawiać. Czuję się skrępowany tym pytaniem.

Zawsze możemy dodać – o ile mamy na to przestrzeń: Możemy o tym porozmawiać na osobności.

Oraz:

  • Jeśli podejmę (tak) ważną decyzję, to się z Tobą podzielę tą informacją.

Oczywiście w zależności od tego jaki jest temperament grupy osób w otoczeniu, dalej mogą mieć miejsce naciski, lub żarty. Od nas zależy na ile będziemy wytrwali w naszym dorosłym postanowieniu. Myślę, że nie warto silić się na zmianę tematu, ale możemy otwarcie zaproponować, że:

  • Chcę miło i spokojnie spędzić z Wami/Tobą czas. Teraz czuję się niekomfortowo.

Jeśli to nie działa, możemy dać sobie prawo, żeby wstać na chwilę od stołu lub opuścić pomieszczenie.

Wyrażanie potrzeb

Spodziewając się podobnej sytuacji jak wyżej (bo mamy doświadczenie, że powtarza się ona co roku), zawsze możemy przejąć inicjatywę i wyprzedzając niepożądane zdarzenia bezpośrednio, na osobności zwrócić uwagę czego nie chcemy przy wspólnym świętowaniu. Warto zadbać o to, żeby adresat komunikatu był przygotowany na to, że chcemy mu coś ważnego przekazać. Przed wspólnym spotkaniem, np.: telefonicznie warto uprzedzić:

  • Zanim wszyscy usiądziemy do stołu, chciałbym/chciałbym abyś znalazł(a) dla mnie chwilę czasu. Potrzebuję Ci coś ważnego powiedzieć.

Dzięki takiemu zabiegowi komunikat dla odbiorcy nabiera mocy, bo uznaje, że dla nas to naprawdę ważne. Jak już będziemy na miejscu, musimy odwołać się do wcześniejszej „chwili na rozmowę”. Następnie w otwarty sposób precyzujemy swoją potrzebę, odwołując się do wcześniejszych doświadczeń:

  • Czy pamiętasz jak w zeszłym roku przy stole wigilijnym w towarzystwie rodziny, zaczą(ę)łeś mnie wypytywać/mówić o moich związkach/moich dzieciach/… (tutaj inny krępujący temat). Chciałbym/Chciałabym żebyś w tym roku nie wspominał o moich osobistych sprawach. Jestem dorosły(a) i pomimo, że jesteśmy rodziną ta kwestia jest moją osobistą sprawą. Bardzo się krępuję/wstydzę/złoszczę na Ciebie kiedy o tym wspominasz. Czy możemy się umówić, że postarasz się o tym nie mówić?

Wątek umowy w wyrażaniu potrzeby jest szczególnie istotny. W ten sposób chcemy, żeby adresat zdawał sobie sprawę z tego, jak się wtedy czujemy. Ważne, abyśmy wytłumaczyli mu jego wpływ na nasze emocje.

Jeśli rozmówca zareaguje w negatywny sposób warto dodać:

  • Chcę spędzić z Tobą święta, dlatego przyjechałem/am. Przeszkadza mi to, że poruszasz ten temat. Chcę miło i spokojnie spędzić z Wami/Tobą czas. To dla mnie bardzo ważne, więc proszę uszanuj moją prośbę, nawet jeśli wydaje Ci się niezrozumiała.

Dawanie rad

W kontekście dawania rad warto zawsze się zastanowić nad tym, czy my też lubimy słuchać rad od innych. Zawsze dobrze jest wyobrazić sobie, jak się czujemy, kiedy ktoś daje nam “złote”rady lub recepty na życie.

Odzwierciedlając swoje uczucia możemy szybko sprawdzić, jak się będzie wtedy czuł odbiorca rad. Uwzględniając to, kiedy nie jesteśmy pewni czy ktoś tego od nas oczekuje. Możemy również wprost zapytać, czy tego od nas potrzebuje. Chcąc pomocy w rozwiązaniu jakiejś trudności sami również możemy się określić, czy my tego oczekujemy od innych.

Planowanie i dzielnie obowiązków

Przygotowując wspólne święta dobrze jest też zadbać o rozsądny podział obowiązków. Co do zasady istotna jest również asertywna i otwarta komunikacja. Jeśli np.: teściowa lub matka narzuca nam, to jak mamy przygotować jakąś potrawę wigilijną, lub jak organizować święta to naszą odpowiedzialnością jest zadbanie o własny komfort tej pracy. Warto jest się wtedy odwołać do własnych emocji:

  • Jest mi przykro, że nie podoba Ci się, że robię to inaczej niż chcesz, ale to mój przepis. Będzie mi miło, jeśli mimo wszystko spróbujesz mojej potrawy.

Wesołe święta

Jeśli nie będziemy komunikować wprost naszych emocji i potrzeb, istnieje duże prawdopodobieństwo, że narazimy się na wzrost napięcia (frustracji, złości, bezsilności) i sami sobie zepsujemy święta. Oczywiście możemy być przekonani, że to wina innych: rodziny, bliskich znajomych. Jednakże oni na pewno nie wiedzą, co my przeżywamy, zwłaszcza, że na przekór własnym emocjom staramy się ukryć nasz dyskomfort.

Często inni nawet nie mają złych intencji, ale po prostu inaczej nie potrafią się komunikować. My zawsze możemy zacząć od siebie, pokazując innym przy okazji jak inaczej da się ze sobą rozmawiać. Bo przecież warto spędzić święta wesołe, spokojne i radosne – właśnie takie, jak w tych życzeniach, które sobie składamy przy wigilijnym stole.

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Skontaktuj się z Nami!

 

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…
Mam ogromne problemy ze sobą. Jak mam sobie poradzić?

Mam ogromne problemy ze sobą. Jak mam sobie poradzić?

Mam ogromne problemy ze sobą. Popadam w długi mimo dobrej pracy. Uciekam w stronę alkoholu, bo pomaga mi zapomnieć o problemach i długach. Nie potrafię dbać o swoje obowiązki w pracy. Czuję się samotny i odrzucony, nie potrafię znaleźć swojej drugiej połówki. Nie mam tak naprawdę z kim porozmawiać na poważnie. Z rodzicami nie porozmawiam, bo zawiódłbym ich na całej linii. Jest coraz gorzej i nie wiem jak mam sobie z tym wszystkim poradzić.

Witam,

Pański list wybrzmiewa dla mnie jak wołanie o pomoc, którego wolałby Pan nie ujawniać. Domyślam się, że napisanie do naszej poradni też nie było dla Pana łatwym krokiem. Tym bardziej doceniam Pańską inicjatywę i odwagę.

Z Pańskiego listu odczytuję duży ładunek cierpienia jakiego Pan doświadcza. Jak również świadomość faktu, że to co do tej pory Pan robił, żeby ulżyć swojej duszy przestało działać. A to akurat najlepszy moment, aby zgłosić się po wsparcie psychologiczne i pomoc psychoterapeuty, do czego gorąco zachęcam.

Sytuacja, w której się Pan znalazł przypomina „błędne koło”. Samonapędzający się mechanizm. Schemat, który najprawdopodobniej będzie Pan powielał, jeśli nie podejmie Pan próby zrozumienia i zmiany modelu swojego funkcjonowania od „środka”. Pozwolę sobie to zobrazować na przykładzie opartym o informacje od Pana.

Napięcie emocjonalne wynikające z tego jak Pan o sobie myśli („odrzucony”, „nie spełniający oczekiwań”) – łagodzone poprzez wydawanie pieniędzy i alkohol. W konsekwencji popadanie w długi i kac moralny. Podtrzymuje to negatywny obraz siebie i „ułatwia” sięgnięcie po używkę – alkohol. Dodatkowo pozwala to zbudować na zewnątrz „fasadę”, że sobie radzę. Mimo to mam przekonanie, że sobie nie radzę. Dlatego „nie spełniam oczekiwań” i czuję się „odrzucony”. Z tego rodzi się ból i napięcie emocjonalne i tak „w kółko”…

Na podstawie tego jak Pan pisze o sprawianiu zawodu rodzicom wnioskuję, że w podobny sposób funkcjonuje Pan na innych płaszczyznach życia. Nie dawanie sobie prawa do popełniania błędów i nie przyzwalanie na to, że „mogę sobie nie radzić” wynika z lęku przed niespełnieniem oczekiwań innych ludzi. Pokazywanie na zewnątrz, że wszystko jest w porządku fałszuje obraz samego siebie. Dodatkowo buduje emocjonalną barierę, która ma chronić przed zranieniem. Zaś w konsekwencji utrudnia wchodzenie w relacje – prowadząc do poczucia osamotnienia (vide „Nie potrafię znaleźć swojej drugiej połówki”).

Specyficzny sposób myślenia o sobie, że czuje się Pan „odrzucony” i nie chce Pan „zawieść innych”, poprzez sposób Pańskiego działania tylko utwierdza w Panu przekonanie, że tak właśnie jest. Utrzymanie podobnej strategii – zaniedbywanie obowiązków, przy jednoczesnym radzeniu sobie z napięciem przez „uciekanie w alkohol”, może w konsekwencji prowadzić do utraty stanowiska pracy, będąc przypieczętowaniem „zawodzę innych ludzi”. Funkcjonowanie w poczuciu odrzucenia przy jednoczesnej trudności w nawiązywaniu relacji – poprzez myślenie, że nie można pokazywać słabości – prowadzi do poczucia, że „jestem odrzucony” (najprawdopodobniej popartego doświadczeniem w relacjach).

Sposoby myślenia i zachowania mogące wynikać ze schematów to zjawisko nazywane samospełniającym się proroctwem. Istnieje bowiem ryzyko, że im dłużej dany schemat działa, tym trudniej z niego „wyjść”. Tym bardziej, że dotychczasowe sposoby radzenia mogą się okazać problemem samym w sobie: nadużywanie alkoholu, wydawania pieniędzy, lub hazard. Paradoksalnie będą nadal chronić przed ewentualnym odrzuceniem i dalszym zawodzeniem innych i siebie – bo już się mogło dokonać. Natomiast nadal pozostanie uciekanie od bólu i cierpienia – jako pogłębiające się uzależnienie.

Przeżywanie negatywnych emocji w środku i uśmierzanie bólu alkoholem oraz jednoczesne nadbudowywanie poczucia własnej wartości wydawaniem pieniędzy na drogie i ładne rzeczy, lub hazard, w perspektywie czasu staje się potwierdzeniem tego, czego tak bardzo chce Pan uniknąć – pokazywania, że sobie Pan nie radzi, manifestacją słabości. A przecież to, że mamy słabości jest naturalne i bardzo ludzkie. Siła i odwaga wynika właśnie z tego, że próbujemy się skonfrontować z tym, co dla nas jest trudne i często nieznane.

Jeszcze raz gorąco zachęcam Pana do podjęcia psychoterapii. Poznanie i zrozumienie tego co się dzieje, może być pierwszym krokiem. Uczenie się tego, jak sobie z tym radzić to bardzo indywidualna droga, którą może Pan podążać, jeśli tylko Pan zechce.

Skutecznie pomagamy przezwyciężyć trudności życiowe! Skontaktuj się z Nami.

 

Kacper Fic - psycholog, psychoterapeuta
Specjalizuje się w terapii zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju, z uwzględnieniem ich w przebiegu zaburzeń osobowości. Pomaga w rozwiązywaniu problemów związanych ze stresem w pracy i wypaleniem zawodowym. Pracuje też z osobami mającymi trudność z budowaniem i utrzymaniem bliskich relacji. Czytaj więcej…