Ktoś obciąża Cię swoimi problemami, z którymi nic nie robi? Postaw granice!

Ktoś obciąża Cię swoimi problemami, z którymi nic nie robi? Postaw granice!

Podstawą dobrych relacji jest umiejętność stawiania granic. Jednak nie ma chyba takich ludzi, którzy bez względu na relacje i kontekst sytuacyjny, nie mieliby z tym jakiegoś problemu. Łatwo jest odmówić komuś, kogo zdecydowanie nie darzymy sympatią, a na utrzymaniu dobrej relacji nam nie zależy.

Kłopot zaczyna się wtedy, gdy z osobą, która zbyt natarczywie i często zwierza się nam ze swoich trudności, łączą nas związki emocjonalne lub służbowe.

Rzeczywista pomoc czy podtrzymywanie problemu?

Od 15 lat kolega, który mieszka w USA, co jakiś czas dzwoni do mnie lub wysyła wiadomości z prośbą o pomoc i radę w ważnej dla niego sprawie. Są to problemy różnej wagi, od błahych i codziennych po trudniejsze tzw. życiowe. Ponieważ dosyć szybko zorientowałem się, że gotowość do opowiadania o problemach nie idzie u niego w parze z chęcią lub czasem nawet z próbą ich rozwiązywania, od jakiegoś czasu powstrzymuję się od udzielania konkretnych rad.

Sądzę, że ludzie obarczają nas swoimi problemami, często po to by zwolnić się z odpowiedzialności za ich rozwiązywanie. Udzielając im rad zmniejszamy ich poczucie odpowiedzialności i znacznie osłabiamy samodzielność.

Kilka dni temu kolega zadzwonił po raz kolejny. W jego życiu nastąpił właśnie długo wyczekiwany moment. Wymarzone mieszkanie w Polsce kupione i umeblowane, nic tylko wracać i zacząć nowe życie. Aż tu nagle niespodzianka. Wysoki spadek w Ameryce, którego konsumpcja jest możliwa tylko wtedy, gdy kolega zostanie w USA. Przyjaciel tak się tym przejął, że nie śpi, nie ma apetytu i tylko rozmyśla jaką podjąć decyzję. Zadzwonił pytając, co ma robić. Od razu powiedziałem mu, że nie mam pojęcia, ale cieszę się, że go słyszę i dziękuje za zaufanie (powiedziałem szczerze). Znając mojego kolegę, powiedziałem, że zawsze bardzo dobrze radził sobie w życiu, więc przypuszczalnie bez spadku też sobie jakoś poradzi. Jeśli natomiast zostanie w Ameryce, to być może odziedziczony majątek złagodzi żal za niezrealizowanym pomysłem powrotu do ojczyzny.

Czyli nic konkretnego nie umiałem (ale też świadomie nie chciałem) doradzić, ale ponieważ zależy mi na relacji, powiedziałem to, co w tej sytuacji pomyślałem, otwarcie i szczerze.

W związku z tym, warto jest zawsze mówić jasno i szczerze to, co nie krępuje naszej osobistej wolności. Nie ulegajmy wewnętrznej pokusie lub naciskowi innych, że powinniśmy w każdej sytuacji umiejętnie rozwiązać czyjeś problemy. Tym bardziej, że w większości przypadków jest to niemożliwe i bywa szkodliwe.

Brak granic uczy bezkarności

Trochę inna sytuacja. Szef w firmie mając trudności w swoim małżeństwie, gdy tylko ku temu jest sposobność przychodzi do podwładnej i opowiada o swoich kłótniach, kłopotach i niesprawiedliwym traktowaniu przez żonę. Ona czuje się zakłopotana, nie wie jak ma odpowiedzieć szefowi, że znalazła się w niezręcznej sytuacji. Szef coraz bardziej bezkarny, powierza podległej mu koleżance intymne szczegóły związku z żoną.

Pani Kasia (przyjmijmy, że tak ma na imię) najpierw nie odmawiała z grzeczności, później już jej zachowanie jest konsekwencją braku postawienia granic podczas pierwszej rozmowy. Teraz to już za późno – twierdzi – gdybym mu teraz powiedziała, że czuję się zakłopotana jego zwierzeniami, mógłby poczuć się dotknięty, to przecież w końcu mój szef. Bierność jest zgodą na traktowanie nas bez szacunku.

Pomijając kontekst zależność służbowej, dyrektor w sposób oczywisty naruszył granice relacji z panią Kasią. Naturalnie, że teraz będzie trudniej przeciwstawić się, ale bezwzględnie trzeba. Nie wiadomo co jeszcze przyjdzie do głowy szefowi, gdy kolejny raz czuć będzie frustrację z powodu nieudanego związku. Brak szybkiego postawienia granic, uczy innych bezkarności.

Teraz pani Kasia musi odważyć się i powiedzieć szefowi: Panie Dyrektorze bardzo cenię zaufanie, którym mnie pan obdarza. Proszę uszanować to, że w mojej sytuacji bycie pana powierniczką jest dla mnie bardzo niekomfortowe.

Czy pod wpływem wymuszonych rad dyrektor skutecznie rozwiązał swoje małżeńskie problemy? Sądzę, że mogły się nawet pogłębić, ponieważ szef nie wziął za nie odpowiedzialność usilnie starając się przerzucić je na panią Kasię.

W innej sytuacji matka dorosłej córki uporczywie domaga się, by ta ją pocieszała, przejęła odpowiedzialność za samopoczucie i spełnienie w życiu. Córka w imię miłości do matki, całymi godzinami daje dobre rady, pociesza, ale bez żadnego skutku. Matka jest coraz bardziej rozżalona, a córka przybita i sfrustrowana zadaniem, któremu nie ma końca. Z całą pewnością odbija się to na zdrowiu psychicznym jej i całej rodziny. Matka również nie osiąga korzyści. Wymagając od córki, aby zaspakajała jej swoje życiowe aspirację, sama oddala się od właściwego dla niej punktu widzenia.

Asertywność – krok wyzwolenia

Kiedy przepełnia nas lęk i poczucie winy, łatwo możemy wpaść w pułapkę powinność wobec innych. Musimy pamiętać, że przejmując odpowiedzialność za bliskich z całą pewnością utrwalamy ich problemy. Podstawą zachowania powinna więc być asertywność, która na pierwszym miejscu stawia przede wszystkim szacunek do siebie.

Kiedy jesteśmy silni wewnętrznie, możemy dawać siebie innym bez żalu i pretensji, ale na naszych zasadach. Kiedy przepełnia nas lęk i poczucie winy, łatwo wpaść w pułapkę powinność wobec innych.

Stawianie granic należy więc rozumieć jako troskę o siebie, która nie pozostaje bez konsekwencji także dla innych.

Choć na nasze wybory często wpływają utrwalone przez wychowanie wzorce i schematy, możemy uczyć się nowych sposobów myślenia, przeżywania, doświadczania praktycznie przez całe nasze życie. Dobrym pomysłem jest podjęcie własnej psychoterapii, która z pewnością zmieni optykę postrzegania problemów naszych i bliskich.

Potrzebujesz pomocy psychoterapeuty? Skontaktuj się z Nami!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *