Część poradnika „Własny dom” · część 6 z 7
W pokoju dziecięcym, obok łóżeczka i półki z książkami, bywają też goście, których nikt nie zapraszał. Psychoanalityczka, która przez lata pracowała z młodymi matkami, nazwała ich duchami w pokoju dziecięcym. Są to dawni rodzice rodziców, a właściwie ich krzyk, chłód albo nieobecność. Wracają w chwili, w której dorosły sam bierze na ręce płaczące dziecko, i przez moment mówią jego głosem. Nie zjawiają się codziennie. Najczęściej przychodzą wtedy, gdy rodzic jest bardzo zmęczony, zaskoczony albo bezradny.
Ta sama psychoanalityczka zauważyła jednak coś, co daje dużo nadziei. Duchy nie odwiedzają wszystkich rodziców, którzy mieli trudne dzieciństwo. Wracają przede wszystkim do tych, którzy pamiętają fakty, ale nie pamiętają, jak bardzo wtedy cierpieli. Rodzic, który potrafi przypomnieć sobie swój dawny strach i znowu go poczuć, zwykle nie zrobi tego samego własnemu dziecku. Pamięta bowiem, jak to jest być po drugiej stronie. Rodzic, który o swoim dzieciństwie mówi chłodno i krótko, że „było, jak było, i jakoś przeżył”, łatwiej powtarza dawny scenariusz, bo nie ma w nim miejsca na tamten ból.
Wzorce przechodzą na dzieci przez to, czego nie przepracowano
Wiele osób z trudnych domów boi się mieć dzieci albo patrzy na swoje rodzicielstwo z ciągłym niepokojem. Zakładają, że skoro same wyrosły w takim domu, to prędzej czy później zranią swoje dzieci w podobny sposób. Ten lęk jest zrozumiały, ale badania nad przywiązaniem pokazują coś innego. O tym, jakie przywiązanie zbuduje dziecko, w dużo mniejszym stopniu decyduje to, co spotkało jego rodzica w dzieciństwie. Dużo ważniejsze jest to, jak rodzic dziś o tym opowiada.
Osoba, która potrafi opowiedzieć o swoim dzieciństwie spójnie, nazwać to, co bolało, i nie popaść przy tym ani w zaprzeczanie, ani w niekończącą się złość, ma zwykle dzieci o bezpiecznym stylu przywiązania. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy jej własny dom był naprawdę trudny. Psychologia nazywa to bezpieczeństwem wypracowanym. Nie dostało się go od rodziców, tylko zbudowało później, w dobrej relacji z partnerem, z przyjacielem albo w terapii. O tym, jak taka zmiana wygląda od środka, piszę w części o reparentyfikacji.
To odkrycie zmienia pytanie, które zadaje sobie wielu przyszłych rodziców. Zamiast pytać, czy po takim dzieciństwie w ogóle nadają się na rodziców, mogą zapytać, czy rozumieją swoją historię na tyle, żeby nie musiała się powtarzać. Na to drugie pytanie można odpowiedzieć pracą, a nie tylko lękiem. O tym, jak trudne doświadczenia przechodzą z pokolenia na pokolenie, piszę w module wprowadzającym „Niewidzialnych klatek”.
Dziecko budzi wspomnienia, o których dawno się zapomniało
Przez pierwsze lata rodzicielstwo może przebiegać zupełnie spokojnie. A potem, często bez żadnej zapowiedzi, coś się zmienia. Kobieta, która przez siedem lat była spokojną i czułą matką, w dniu siódmych urodzin córki zamknęła się w łazience i nie mogła przestać płakać. Tort ze świeczkami stał już na stole, goście czekali, a ona nie potrafiła wyjaśnić, co się z nią dzieje. Dopiero po kilku tygodniach terapii przypomniała sobie, że w tym samym wieku straciła ojca, który pewnego dnia wyprowadził się z domu i nigdy więcej się nie odezwał. Patrząc na córkę, zobaczyła siebie z tamtego roku.
Takie chwile zdarzają się bardzo często, choć rzadko ktoś wiąże je z dzieckiem. Dawne wspomnienia budzi wiek dziecka, jego pierwsze dni w szkole, pierwsza miłość albo pierwszy bunt. Budzą je też zwykłe sytuacje, w których dziecko robi coś, za co rodzic w dzieciństwie był surowo karany. Rodzic reaguje wtedy dużo silniej, niż wymaga tego sytuacja, i sam nie rozumie dlaczego. Złości się na rozlane mleko tak, jakby chodziło o coś dużo poważniejszego, albo wpada w panikę, kiedy nastolatek spóźnia się dziesięć minut.
Kiedy reakcja na dziecko jest wyraźnie silniejsza niż to, co się wydarzyło, to zwykle znak, że odezwał się dawny dom. Można się wtedy zatrzymać i zapytać siebie, ile lat miało się w chwili, w której przeżyło się coś podobnego. Często odpowiedź przychodzi szybciej, niż można by się spodziewać. Rozpoznany duch traci dużą część swojej siły, bo przestaje działać w ukryciu.
Przeciwieństwo dawnego domu też bywa jego powtórzeniem
Wiele osób z trudnych domów postanawia wychowywać dzieci dokładnie odwrotnie niż ich rodzice. Jeśli ojciec był surowy, one nie stawiają żadnych granic. Jeśli matka była zimna, one nie potrafią znieść ani chwili smutku dziecka i natychmiast go rozwiązują. Takie postanowienie wyrasta z miłości, ale ma jedną słabość. Wciąż wyznacza je dawny dom, tylko tym razem jako punkt odbicia. Terapia rodzin nazywa to skryptem odwróconym. Zdanie „nigdy nie będę jak moja matka” brzmi jak wolność, a jednak kierunek wciąż wyznacza w nim matka. Dziecko nie dostaje wtedy rodzica, który na nie patrzy, tylko rodzica, który przez cały czas walczy ze swoją przeszłością. O tym, jak wychowanie „na przekór” własnemu ojcu prowadzi do rezygnacji z granic, piszę w poradniku „Etapy związku: od zakochania do kryzysu”, w części Rodzic, który chce być lubiany.
Świadome rodzicielstwo nie polega więc na robieniu wszystkiego inaczej niż rodzice. Polega na tym, żeby w danej chwili odpowiadać na to dziecko, które jest przed Tobą, a nie na dziecko, którym kiedyś byłeś.
Anioły w pokoju dziecięcym
Duchy nie są jedynymi gośćmi z przeszłości. Badaczki, które rozwinęły myśl o duchach w pokoju dziecięcym, zwróciły uwagę na coś, o czym w trudnych domach łatwo zapomnieć. Prawie każdy, nawet w najtrudniejszym dzieciństwie, miał chociaż jedną osobę, przy której czuł się bezpiecznie. Mogła to być babcia, u której spędzało się wakacje, sąsiadka, która zawsze miała czas na rozmowę, albo nauczyciel, który zauważył, że dzieje się coś złego. Badaczki nazwały te postacie aniołami w pokoju dziecięcym.
Takie wspomnienia są dla rodzica ogromnym zasobem. Pokazują, że już w dzieciństwie poznał inny sposób bycia z drugim człowiekiem, nawet jeśli trwało to tylko kilka tygodni w roku. Dlatego w terapii poświęcamy im dużo uwagi. Kiedy w trudnej chwili z dzieckiem rodzic zapyta siebie, co zrobiłaby teraz babcia z wakacji, często znajduje odpowiedź, której nie podsunąłby mu żaden poradnik. Nie musisz wymyślać dobrego rodzicielstwa od zera. Masz w sobie więcej dobrych wzorów, niż Ci się wydaje.
Twoi rodzice jako dziadkowie
Szczególnie trudny moment przychodzi wtedy, gdy własni rodzice stają się dziadkami. Bywa, że zmieniają się nie do poznania. Ojciec, który nigdy nie miał czasu dla syna, godzinami buduje z wnukiem zamki z klocków. Matka, która krytykowała każdą Twoją ocenę, chwali wnuczkę za najmniejszy rysunek. Dla dorosłego dziecka to widok jednocześnie piękny i bolesny. Cieszy się, że jego dziecko dostaje coś dobrego, a zarazem czuje żal, a czasem nawet zazdrość, że samo nigdy tego nie dostało. Takie uczucia są żałobą po dzieciństwie, którego nie było, i potrzebują miejsca, a nie wstydu.
Bywa też odwrotnie. Dziadkowie traktują wnuki tak samo, jak kiedyś traktowali swoje dzieci. Porównują je, zawstydzają albo karzą milczeniem. Wtedy zadaniem dorosłego jest chronić własne dziecko, nawet jeśli wobec siebie samego nigdy nie potrafił się obronić. Pomagają jasne zasady, na przykład takie, że spotkania odbywają się przy rodzicach albo że przy dziecku nie komentuje się jego wyglądu i ocen. O tym, co robić, gdy dziadkowie podważają decyzje rodziców, piszę w części poradnika „Etapy związku: od zakochania do kryzysu” Nieprzecięta pępowina. Kiedy w rodzinie jest alkohol, zasady bezpieczeństwa opisujemy w części poradnika DDA DDA jako rodzic.
Co powiedzieć dziecku o swojej rodzinie
Prędzej czy później dziecko zaczyna zadawać pytania. Dlaczego nie jeździmy do dziadka? Dlaczego babcia nigdy nie przychodzi na urodziny? Dlaczego mama zawsze płacze po rozmowie z ciocią? Wielu rodziców odpowiada wtedy wymijająco albo zmienia temat, bo chce chronić dziecko przed trudną historią. Dziecko i tak jednak czuje, że coś jest nie tak. Kiedy nie dostaje odpowiedzi, uzupełnia ją samo, i bardzo często dochodzi do wniosku, że to ono zrobiło coś złego.
Dziecku nie trzeba opowiadać wszystkiego. Potrzebuje prawdy na miarę swojego wieku, powiedzianej spokojnie i bez obciążania go dorosłymi uczuciami. Kilkulatkowi wystarczy zdanie w rodzaju: „Dziadek nie zawsze był dla mnie dobry, kiedy byłam mała. Dlatego widujemy się rzadko. To nie ma nic wspólnego z tobą”. Nastolatek może usłyszeć więcej, jeśli o to pyta. Rodzinne tajemnice mają tę właściwość, że ciążą także tym, którzy ich nie znają. Prawda podana z troską jest dla dziecka dużo lżejsza niż milczenie, które wyczuwa w każdym rodzinnym spotkaniu.
Klatka nie musi przejść dalej
Nikt nie jest rodzicem idealnym i nikt nie musi nim być. Rodzic z trudnego domu też czasem krzyknie, zapomni o czymś ważnym albo zareaguje zbyt mocno. Różnica między dawnym domem a nowym polega na tym, co dzieje się potem. W dawnym domu nikt nie przepraszał i nikt nie wracał do tego, co się stało. W nowym domu rodzic może podejść do dziecka, powiedzieć, że przesadził, i wyjaśnić, że to nie była jego wina. Dla dziecka taka naprawa jest bezcenna, bo uczy je, że po trudnej chwili można wrócić do bliskości.
Najlepszą ochroną dla dzieci jest przy tym dobry związek ich rodziców. Dziecko, które widzi, że mama i tata potrafią się pokłócić i pogodzić, że się wspierają i lubią spędzać ze sobą czas, dostaje coś, czego Ty prawdopodobnie nie dostałeś. Dostaje dowód, że bliskość jest bezpieczna. Dobrze pokazuje to duże amerykańskie badanie, które objęło prawie siedem tysięcy młodych dorosłych. Każde rozstanie rodziców w dzieciństwie zwiększało szanse rozpadu ich własnych związków o 16 procent. Dorastanie w rodzinie trwałej, ale nieszczęśliwej zwiększało je jednak jeszcze bardziej, bo o 22 procent. Dzieci przejmują więc przede wszystkim atmosferę domu. Nie potrzebują rodziców idealnych, tylko takich, którzy naprawiają to, co się między nimi psuje. Problemy rozwiązane dziś nie obciążają potem dzieci. O tym, dlaczego związek rodziców powinien pozostać fundamentem rodziny, piszę w części poradnika „Etapy związku: od zakochania do kryzysu” Dziecko na tronie. W ostatniej części tego poradnika wrócę do całej drogi, którą opisałam, i do tego, jak wygląda dom, który budujesz po swojemu.
Pytania do refleksji
Nie są testem. Mają pomóc zobaczyć, co z Twojego dzieciństwa odzywa się dziś w kontakcie z dziećmi.
W jakich sytuacjach reagujesz na dziecko dużo silniej, niż wymaga tego to, co się stało? Ile miałeś lat, kiedy przeżyłeś coś podobnego?
Czy potrafisz opowiedzieć o swoim dzieciństwie tak, żeby nazwać to, co bolało, i nie zaprzeczać ani nie zalewać się złością?
Kto był aniołem w Twoim pokoju dziecięcym? Co by zrobił na Twoim miejscu w trudnej chwili z dzieckiem?
Co czujesz, kiedy patrzysz na swoich rodziców w roli dziadków?
Co Twoje dzieci wiedzą o historii Twojej rodziny? Czego się domyślają, choć nikt im tego nie powiedział?
Kiedy pomaga rozmowa z psychoterapeutą
Jeśli przy dzieciach wracają reakcje, których nie chcesz, albo jeśli trudna historia rodziny ciąży na Waszym domu, można o tym porozmawiać z psychoterapeutą. Prowadzimy psychoterapię indywidualną, terapię par, a także sesje rodzica z dzieckiem i terapię rodzinną, online i w Warszawie.
O autorce
Marta Mauer-Włodarczak jest psychoterapeutką par i założycielką poradni Sensity. Z parami pracuje od 2006 roku, a w swojej pracy dużo uwagi poświęca rodzinom pochodzenia obojga partnerów i temu, jak dawne wzorce wracają w małżeństwie. Poradnik powstał na podstawie jej praktyki oraz doświadczeń zespołu psychoterapeutów Sensity, który od 2010 roku pomaga pacjentom online i w gabinecie w Warszawie.
Bibliografia
- Amato, P. R., Patterson, S. E. (2017). The intergenerational transmission of union instability in early adulthood. Journal of Marriage and Family, 79(3), 723–738.
- Byng-Hall, J. (1995). Rewriting Family Scripts: Improvisation and Systems Change. New York: Guilford Press.
- Fraiberg, S., Adelson, E., Shapiro, V. (1975). Ghosts in the nursery: A psychoanalytic approach to the problems of impaired infant–mother relationships. Journal of the American Academy of Child Psychiatry, 14(3), 387–421.
- Lieberman, A. F., Padrón, E., Van Horn, P., Harris, W. W. (2005). Angels in the nursery: The intergenerational transmission of benevolent parental influences. Infant Mental Health Journal, 26(6), 504–520.
- Main, M., Kaplan, N., Cassidy, J. (1985). Security in infancy, childhood, and adulthood: A move to the level of representation. Monographs of the Society for Research in Child Development, 50(1–2), 66–104.
Spis treści poradnika · część 6 z 7
Jeśli Twoja sytuacja wygląda inaczej
- „Niewidzialne klatki” – jeśli wciąż jesteś mocno uwikłany w relację z rodzicami i dopiero nazywasz to, co działo się w Twoim domu.
- „Nie mów, nie ufaj, nie czuj” – jeśli w Twoim domu rodzinnym był alkohol.
- „Etapy związku: od zakochania do kryzysu” – jeśli Wasz związek jest już w kryzysie, a kłótnie albo chłód trwają od dawna.

