Część poradnika „Własny dom” · część 5 z 7
W jej domu rodzinnym kłótnie wybuchały głośno i gasły równie szybko. Matka trzaskała drzwiami, ojciec podnosił głos, a pół godziny później wszyscy siadali razem do kolacji, jakby nic się nie stało. W jego domu nikt nigdy nie krzyczał. Kiedy rodzice byli na siebie źli, w mieszkaniu zapadała cisza, która potrafiła trwać kilka dni, a dzieci chodziły na palcach i próbowały zgadnąć, co się stało. Każde z nich wyniosło więc z domu zupełnie inną wiedzę o tym, jak wygląda konflikt między dwojgiem bliskich osób.
Kiedy zamieszkali razem, ich pierwsza poważna kłótnia przebiegła dokładnie tak, jak można się było spodziewać. Ona podniosła głos, bo w jej rodzinie właśnie tak rozmawiało się o ważnych sprawach. On zamilkł, wyszedł do drugiego pokoju i zaczął bardzo starannie składać pranie, które od rana leżało na suszarce. W jego domu krzyk zapowiadał bowiem coś naprawdę złego, a w takich chwilach najlepiej było zająć czymś ręce i nie rzucać się w oczy. Ona odebrała jego milczenie jako karę, a on jej krzyk jako atak. Oboje byli przekonani, że sami zachowują się zwyczajnie, a dziwnie zachowuje się druga strona. I oboje mieli rację, tylko każde według zasad innego domu.
Rodzina pochodzenia mówi w związku przez Wasze odruchy
Rodzina pochodzenia to rodzina, w której się dorastało. Z tego domu wynosi się nie tylko wspomnienia, ale też cały zbiór niepisanych zasad. Te zasady mówią, jak się kłócić i kto pierwszy przeprasza. Mówią też, jak okazywać czułość, jak rozmawiać o pieniądzach, co robić, kiedy ktoś zachoruje, i jak powinny wyglądać święta. Nikt ich nigdy nie spisał, a jednak każde dziecko zna je na pamięć.
Własne zasady są zwykle niewidoczne dla tego, kto je ma. Wydają się po prostu normalnym sposobem życia. Dostrzega się je dopiero wtedy, gdy spotyka się kogoś, kto wyrósł w innym domu i ma zupełnie inne zasady. Dlatego w pierwszych latach związku tak wiele sporów dotyczy rzekomo drobiazgów, takich jak głośność rozmowy, porządek w kuchni albo to, czy w niedzielę jeździ się do rodziców. W rzeczywistości ścierają się wtedy dwa domy, a para bierze to za konflikt dwóch osób.
Rodzice wchodzą więc do Waszego związku na dwa sposoby. Pierwszy jest widoczny, bo chodzi o odwiedziny, telefony, rady i czasem otwarte wtrącanie się. O tym piszę w poradniku „Etapy związku: od zakochania do kryzysu”, w części Nieprzecięta pępowina. Drugi sposób jest dużo mniej widoczny i właśnie o nim jest ta część. Rodzice są obecni w Waszym związku także wtedy, gdy mieszkają na drugim końcu Polski, bo przemawiają przez Wasze odruchy.
Dawny dom potrafi wejść do związku jeszcze inaczej. Dziecko, które dostało od rodziców za mało troski, nosi w sobie poczucie niespłaconego długu. W dorosłym życiu ten dług bywa nieświadomie ściągany od partnera. Jego spóźnienie, zapomniana rocznica albo gorszy dzień ważą wtedy dużo więcej, niż powinny, bo partner płaci także za to, czego nie dali rodzice. Terapia rodzin nazywa to destrukcyjnym uprawnieniem. Krzywda z dzieciństwa była prawdziwa, ale partner nie jest jej dłużnikiem, a zobaczenie tego często przynosi ulgę obojgu.
Rodzina partnera nie jest drugą szansą na dzieciństwo
Spotkanie dwóch domów jest wyzwaniem dla każdej pary. Dla osoby, która wyrosła w trudnym domu, ma jednak dodatkowy wymiar. Bardzo często jej partner pochodzi z rodziny, która wydaje się zupełnie zwyczajna. Jego rodzice dzwonią, żeby zapytać, co słychać, i nie stoi za tym żaden ukryty cel. W niedzielę wszyscy jedzą razem obiad i nikt przy stole nie wybucha. Dla kogoś, kto nigdy czegoś takiego nie znał, pierwsza wizyta w takim domu bywa prawdziwym wstrząsem.
Reakcje na ten wstrząs są zwykle dwie. Pierwsza polega na tym, że rodzina partnera staje się rodziną zastępczą, której zawsze się pragnęło. Osoba z trudnego domu stara się być idealną synową albo idealnym zięciem. Pomaga w kuchni, pamięta o wszystkich imieninach i bardzo zabiega o to, żeby teściowie ją polubili. Bywa w tym dużo ciepła, ale bywa też coś znajomego. To ta sama rola dobrego dziecka, które musi zasłużyć na miłość, tylko w nowym domu. Z czasem teściowie okazują się zwyczajnymi osobami, które mają swoje wady i czasem coś zaniedbają. Rozczarowanie bywa wtedy bardzo bolesne.
Druga reakcja wygląda odwrotnie. Ciepło w rodzinie partnera budzi podejrzliwość, jakby za każdą życzliwością musiał kryć się jakiś rachunek. Osoba z trudnego domu czuje się tam obco, męczy się na rodzinnych spotkaniach i szuka pretekstu, żeby wyjść wcześniej. Czasem odczuwa też coś, do czego trudno się przyznać. Patrzy na zwyczajną, dobrą rodzinę partnera i czuje smutek, a nawet złość, że jej samej coś takiego się nie zdarzyło. Partner, który dorastał w spokoju, zwykle nie rozumie, co się dzieje, i bierze tę niechęć do siebie.
Obie reakcje są zrozumiałe. Obie też mówią więcej o dawnym domu niż o rodzinie partnera. Kiedy uda się to zobaczyć, łatwiej jest traktować teściów jak zwyczajne osoby, a nie jak drugą szansę na dzieciństwo albo jak zagrożenie.
Wstyd za dom rodzinny ma w związku swoją cenę
Wiele osób z trudnych domów przez długi czas nie mówi partnerowi całej prawdy o swojej rodzinie. Opisuje ją jako trochę surową, trochę chłodną, ale w gruncie rzeczy normalną. Odsuwa w czasie moment, w którym partner pozna rodziców. A kiedy do spotkania już dochodzi, spędza je w ogromnym napięciu, pilnując każdego tematu rozmowy i każdej wypowiedzi matki czy ojca. Za tym wszystkim stoi zwykle wstyd, i to wstyd szczególnego rodzaju. Dziecko z trudnego domu bardzo często czuje się współwinne temu, co działo się w domu, i nosi to poczucie także w dorosłym życiu. O tym, skąd się bierze taki wstyd i jak wpływa na bliskość, piszemy w artykule Toksyczny wstyd.
Ukrywanie prawdy o domu sporo jednak kosztuje. Partner widzi Twoje reakcje, ale nie zna ich źródła. Nie wie, dlaczego po telefonie od matki przez cały wieczór się nie odzywasz ani dlaczego przed świętami robisz się coraz bardziej spięty. Szuka więc przyczyny w sobie albo w Waszym związku. Nie trzeba opowiadać mu wszystkiego naraz ani ze szczegółami, które wciąż bolą. Wystarczy na początek powiedzieć prawdę w ogólnym zarysie, na przykład że w Twoim domu było dużo krzyku i strachu albo że matka potrafiła tygodniami się nie odzywać. Takie zdanie bywa trudne do wypowiedzenia, ale daje partnerowi klucz do zrozumienia wielu Twoich zachowań.
Partner pomaga najbardziej jako świadek, a nie obrońca
Kiedy partner pozna prawdę o Twoim domu, zwykle jakoś na nią zareaguje, i nie zawsze w sposób, którego się spodziewasz. Jedni partnerzy wpadają w złość na Twoich rodziców. Chcą im powiedzieć, co o nich myślą, przestają ich odwiedzać albo namawiają Cię do zerwania kontaktu. Robią to z miłości i z chęci, żeby Cię chronić. Mimo to taka reakcja bywa dla Ciebie trudna, bo nagle musisz bronić rodziców, na których przed chwilą sam się skarżyłeś. Inni partnerzy reagują odwrotnie i umniejszają Twoje doświadczenie. Mówią, że przecież każda matka czasem krzyczy albo że Twój ojciec jest naprawdę sympatycznym człowiekiem. Zwykle chcą w ten sposób Cię uspokoić, ale Ty słyszysz to samo, co słyszałeś w dzieciństwie, czyli że przesadzasz.
Najbardziej pomaga partner, który jest świadkiem. Świadek widzi to, co się dzieje, i wierzy Ci, kiedy mówisz, że coś Cię zraniło. Nie walczy jednak za Ciebie z Twoimi rodzicami i nie podejmuje za Ciebie decyzji o tym, jak bliski ma być Wasz kontakt. Te decyzje należą do Ciebie, bo to Twoja rodzina i Twoja historia. Partner ma natomiast prawo do własnych granic. Nie musi znosić obraźliwych uwag pod swoim adresem ani udawać, że nic się nie stało, kiedy Twój ojciec go upokarza przy stole. O sytuacjach, w których rodzic zaczyna rywalizować z partnerem dorosłego dziecka, piszę w części poradnika „Niewidzialne klatki” Szantaż emocjonalny i konflikty lojalnościowe.
Wiele napięć znika, kiedy partnerzy powiedzą sobie wprost, czego od siebie potrzebują. Może to być zdanie w rodzaju: „Nie broń mnie przed moją matką, ale bądź obok, kiedy z nią rozmawiam”. Albo: „Kiedy mówię o ojcu, nie tłumacz go, tylko mnie posłuchaj”. Partner, który dostaje taką wskazówkę, nie musi zgadywać, a Ty nie musisz się bać, że jego reakcja znów postawi Cię między dwiema stronami.
Po wizycie u rodziców wraca dawna rola
Osoby z trudnych domów często zauważają u siebie coś, czego nie potrafią wyjaśnić. Po weekendzie u rodziców wracają do własnego domu odmienione. Są drażliwe, milczące albo dziwnie dziecinne. Wszczynają kłótnie o drobiazgi, płaczą bez wyraźnego powodu albo przez dwa dni nie mają na nic siły. Złość i chłód spadają wtedy na partnera, choć niczego nie zrobił, a on często nie rozumie, skąd ta zmiana.
Dzieje się tak dlatego, że w domu rodzinnym bardzo szybko wraca dawna rola. Wystarczy kilka godzin przy znajomym stole, żeby dorosła osoba znów poczuła się jak dziecko, które pilnuje nastrojów matki albo czeka na krytykę ojca. Ta rola nie znika w chwili, w której zamykają się drzwi samochodu. Przyjeżdża razem z Tobą do Waszego domu i potrzebuje trochę czasu, żeby ustąpić.
Pomaga przede wszystkim nazwanie tego zjawiska. Kiedy oboje wiecie, że po wizycie u rodziców przez dzień albo dwa jesteś w innym stanie, łatwiej jest nie brać tego do siebie i nie zaczynać wtedy ważnych rozmów. Pomocne bywają też praktyczne ustalenia. Można jeździć do rodziców własnym samochodem, żeby wyjechać wtedy, kiedy się chce. Można nocować w hotelu, a nie w dawnym pokoju dziecięcym. Można też ustalić wspólny znak, po którym oboje wiecie, że pora się zbierać. Takie ustalenia służą przede wszystkim Waszemu związkowi, bo chronią go przed skutkami wizyty, która dla jednego z Was wciąż jest powrotem do dawnej roli.
Wasz dom ma prawo do własnych zasad
Każda para, czy tego chce, czy nie, buduje własną kulturę rodzinną. Może przejąć bez zastanowienia zasady jednego z domów, może też niechcący powtarzać zasady obu, które nie bardzo do siebie pasują. Może jednak zrobić coś jeszcze. Może świadomie przyjrzeć się obu domom i wybrać, co z każdego z nich chce zatrzymać, a z czego chce zrezygnować. Para z początku tej części po kilku miesiącach terapii ustaliła, że w ich domu wolno się kłócić, ale nie wolno trzaskać drzwiami ani milczeć dłużej niż do wieczora. Żadne z nich nie wyniosło takiej zasady z domu. Stworzyli ją sami.
Najwyraźniej widać to przy świętach. Dla wielu osób z trudnych domów Boże Narodzenie jest najtrudniejszym czasem w roku. Wszyscy oczekują ciepła i zgody, a przy rodzinnym stole wracają dawne napięcia, tylko w odświętnym opakowaniu. Tymczasem para ma prawo zdecydować, jak chce spędzać święta. Może spędzać Wigilię na zmianę u obu rodzin. Może też spędzić ją we własnym domu, tylko we dwoje albo z dziećmi, a rodziców odwiedzić w pierwszy albo drugi dzień świąt. Taka decyzja nie odbiera rodzicom miejsca w Waszym życiu. Pokazuje tylko, że powstała nowa rodzina, która ma własny dom i własny stół.
Własne zasady to nie tylko wielkie decyzje. To także drobne codzienne zwyczaje, takie jak wspólna herbata wieczorem, niedzielne śniadanie bez telefonów albo sposób, w jaki witacie się po powrocie z pracy. Badania nad rodzinnymi rytuałami pokazują, że właśnie takie powtarzalne, drobne zwyczaje dają rodzinie poczucie stałości i bezpieczeństwa. Osoba z trudnego domu często takich zwyczajów nie zna, bo w jej rodzinie każdy dzień wyglądał inaczej, w zależności od nastroju rodzica. Budując je dziś, daje sobie coś, czego jej zabrakło. Daje to także Waszym dzieciom, o czym piszę w następnej części poradnika.
Pytania do refleksji
Nie są testem. Mają pomóc zobaczyć, co z Waszych dwóch domów żyje dziś w Waszym związku.
Jakie trzy niepisane zasady wyniosłeś ze swojego domu rodzinnego? Które z nich Ci służą, a które chciałbyś zostawić?
Jak się czujesz w rodzinie partnera? Bardziej jak dziecko, które chce zasłużyć na miłość, czy jak gość, który czeka na haczyk?
Ile Twój partner wie o Twoim domu rodzinnym? Czego jeszcze mu nie powiedziałeś i co Cię przed tym powstrzymuje?
Jak się zachowujesz po powrocie od rodziców? Czy Twój partner wie, co się wtedy z Tobą dzieje?
Gdybyście razem narysowali drzewo trzech pokoleń obu Waszych rodzin i zaznaczyli na nim rozwody, zdrady, alkohol, wczesne śmierci oraz osoby, które przestały ze sobą rozmawiać, jakie powtórzenia byście zobaczyli?
Jaki zwyczaj chcielibyście mieć w swoim domu, choć nie znało go żadne z Was?
Kiedy pomaga rozmowa z psychoterapeutą
Jeśli zasady wyniesione z dwóch domów stale się ze sobą ścierają albo jeśli po każdej wizycie u rodziców w Waszym związku na kilka dni robi się chłodno, można o tym porozmawiać z psychoterapeutą. Prowadzimy terapię par i psychoterapię dla młodych dorosłych, online i w Warszawie.
O autorce
Marta Mauer-Włodarczak jest psychoterapeutką par i założycielką poradni Sensity. Z parami pracuje od 2006 roku, a w swojej pracy dużo uwagi poświęca rodzinom pochodzenia obojga partnerów i temu, jak dawne wzorce wracają w małżeństwie. Poradnik powstał na podstawie jej praktyki oraz doświadczeń zespołu psychoterapeutów Sensity, który od 2010 roku pomaga pacjentom online i w gabinecie w Warszawie.
Bibliografia
- Boszormenyi-Nagy, I., Spark, G. M. (1973). Invisible Loyalties: Reciprocity in Intergenerational Family Therapy. New York: Harper & Row.
- Fiese, B. H. (2006). Family Routines and Rituals. New Haven: Yale University Press.
- McGoldrick, M., Carter, B., Garcia-Preto, N. (2011). The Expanded Family Life Cycle: Individual, Family, and Social Perspectives. Boston: Allyn & Bacon.
Spis treści poradnika · część 5 z 7
Jeśli Twoja sytuacja wygląda inaczej
- „Niewidzialne klatki” – jeśli wciąż jesteś mocno uwikłany w relację z rodzicami i dopiero nazywasz to, co działo się w Twoim domu.
- „Nie mów, nie ufaj, nie czuj” – jeśli w Twoim domu rodzinnym był alkohol.
- „Etapy związku: od zakochania do kryzysu” – jeśli Wasz związek jest już w kryzysie, a kłótnie albo chłód trwają od dawna.

