Część poradnika „Własny dom” · część 4 z 7
Musiał jechać na lotnisko o piątej rano, a samochód od dwóch dni stał w warsztacie. Mógł zamówić taksówkę, tak jak robił to przez całe dorosłe życie. Tym razem jednak postanowił poprosić żonę, żeby go zawiozła. Napisał do niej wiadomość, chociaż siedziała w pokoju obok. Napisał ją trzy razy i trzy razy skasował, bo każda wersja wydawała mu się albo zbyt natarczywa, albo zbyt błaha. W końcu wysłał krótkie pytanie, czy da radę wstać tak wcześnie, i od razu dopisał, że jeśli nie, to nic się nie stanie, bo weźmie taksówkę. Żona przyszła do niego z telefonem w ręku i zapytała, dlaczego pisze do niej z pokoju obok. A potem powiedziała, że oczywiście go zawiezie.
Kiedy opowiadał o tym w gabinecie, sam był zdziwiony, ile kosztowała go ta jedna prośba. Miał czterdzieści pięć lat, prowadził własną firmę i bez wahania negocjował kontrakty warte miliony. A jednak poproszenie żony o podwiezienie na lotnisko zajęło mu cały wieczór. W jego domu rodzinnym prośba zawsze oznaczała kłopot. Matka wzdychała, ojciec przypominał, ile już dla niego zrobili, i dziecko szybko się nauczyło, że lepiej radzić sobie samemu. Ta lekcja przetrwała w nim czterdzieści lat i odezwała się w chwili, w której chodziło o zwykłą przysługę.
Zależność, której bałeś się przez całe życie
Dla osoby z trudnego domu słowo „zależność” brzmi groźnie. Zależeć od kogoś znaczyło kiedyś być zdanym na kogoś, kto mógł w każdej chwili się rozgniewać, odejść albo wystawić rachunek za swoją pomoc. Nic dziwnego, że w dorosłym życiu taka osoba stara się nie zależeć od nikogo. Planuje wszystko sama, płaci za siebie, nie prosi o pomoc i ma zawsze plan awaryjny na wypadek, gdyby ktoś ją zawiódł.
Tymczasem dorosła zależność wygląda zupełnie inaczej niż ta z dzieciństwa. Psychologia przywiązania od dawna pokazuje coś, co na pierwszy rzut oka wydaje się paradoksem. Osoby, które potrafią na kimś polegać, są w życiu bardziej samodzielne, a nie mniej. Mają bowiem za sobą bezpieczne miejsce, do którego mogą wrócić, i dlatego odważniej idą w świat. Kiedy wiesz, że ktoś odbierze telefon w trudnej chwili, łatwiej Ci podjąć ryzyko w pracy, zmierzyć się z chorobą albo przeżyć stratę. Zdrowa zależność nie odbiera samodzielności, tylko daje jej oparcie.
Trzeba przy tym odróżnić ją od zależności, która niszczy. Uzależnienie od partnera, w którym ktoś rezygnuje z siebie, żeby nie zostać porzuconym, nie jest bliskością, tylko innym przebraniem tego samego lęku. W tej części piszę o czymś innym. Piszę o zwykłym, dojrzałym poleganiu na drugiej osobie, którego dziecko z trudnego domu nie miało okazji się nauczyć.
Bliskość buduje się z małych ryzyk
O tym, skąd bierze się lęk przed bliskością i jak się objawia, piszemy w artykule Lęk przed bliskością – skąd się bierze i jak sobie z nim poradzić. Tutaj chcę pokazać, jak w praktyce wygląda nauka bliskości u kogoś, kto już rozumie swój wzorzec i chce go zmienić.
Ta nauka rzadko zaczyna się od wielkich rozmów o uczuciach. Zaczyna się od drobnych ryzyk, takich jak prośba o podwiezienie na lotnisko. Każda taka prośba jest małym eksperymentem. Ciało spodziewa się westchnienia, wyrzutu albo odmowy, a dostaje coś innego. Partner się zgadza, czasem nawet się cieszy, że może pomóc. Po kilkudziesięciu takich doświadczeniach dawne oczekiwanie zaczyna słabnąć, bo nic go już nie potwierdza.
Podobnie jest z mówieniem o potrzebach. Osoba z trudnego domu zwykle czeka z tym tak długo, aż potrzeba urośnie do rozmiarów pretensji. Wtedy wybucha, a partner słyszy atak, a nie prośbę. Nauka polega na tym, żeby mówić wcześniej i prościej, kiedy potrzeba jest jeszcze mała. Zdanie „Potrzebuję dzisiaj, żebyś posiedział ze mną wieczorem” jest dużo łatwiejsze do przyjęcia niż „Nigdy nie masz dla mnie czasu”, choć oba mówią o tym samym.
Jeszcze trudniejsze bywa przyjmowanie troski. Wiele osób potrafi przyjąć pomoc tylko wtedy, gdy od razu może się odwdzięczyć. Kiedy partner zrobi kolację, one natychmiast zmywają, a kiedy przyniesie prezent, szukają okazji, żeby dać coś w zamian. W domu rodzinnym każda przysługa była długiem, więc dziś trudno uwierzyć, że może być po prostu darem. Ćwiczeniem jest tu coś bardzo prostego. Przyjąć troskę, podziękować i nic więcej nie robić. Wytrzymać przez chwilę poczucie, że coś się komuś jest winnym, i zobaczyć, że nikt tego długu nie ściąga.
Kiedy wraca dawny odruch
Nauka bliskości nie przebiega w linii prostej. Będą dni, w których znowu się zamkniesz, odsuniesz partnera albo wybuchniesz o drobiazg. Wiele osób traktuje takie dni jak dowód, że cała praca poszła na marne. Tymczasem w zdrowych związkach chwile oddalenia zdarzają się bardzo często. O sile związku nie decyduje to, czy partnerzy się od siebie oddalają, tylko to, czy potrafią do siebie wrócić.
Ten powrót jest właśnie miejscem, w którym zaczyna się nowe doświadczenie. W domu rodzinnym po kłótni zwykle zapadała cisza, która trwała dniami, i nikt nigdy nie wracał do tego, co się stało. Dziecko uczyło się, że konflikt kończy się chłodem. W dorosłym związku możesz zrobić coś, czego nie zrobili Twoi rodzice. Możesz po kilku godzinach podejść do partnera i powiedzieć, że odsunąłeś się, bo się przestraszyłeś, a nie dlatego, że przestało Ci zależeć. Takie zdanie wymaga odwagi. Jednak każdy taki powrót uczy Was oboje, że oddalenie nie oznacza końca.
Partner nie wyleczy Cię z dzieciństwa, ale może być częścią zmiany
Bliska osoba nie może zastąpić terapii ani wziąć na siebie Twojej przeszłości. Może jednak być kimś, przy kim nowe doświadczenia zdarzają się każdego dnia. Dlatego bardzo pomaga, kiedy partner wie, co się w Tobie dzieje. Nie chodzi o to, żeby opowiedzieć mu całe dzieciństwo, tylko o to, żeby powiedzieć, które sytuacje budzą w Tobie dawny lęk. Partner, który rozumie, że Twoje milczenie jest strachem, a nie obojętnością, reaguje na nie zupełnie inaczej.
Trzeba też pamiętać, że partner również przyniósł do związku swój dom rodzinny. Czasem jego wzorzec pasuje do Twojego jak zamek do klucza i oboje utrwalacie w sobie dawne lęki, choć bardzo się kochacie. Wtedy sama dobra wola zwykle nie wystarcza. Pomocna bywa terapia par, w której oboje uczycie się widzieć, co wnosi każde z Was, i budować bliskość w tempie, które jest do zniesienia dla obojga.
Brak bliskości w związku można odwrócić także po latach
Nauka bliskości nie jest zarezerwowana dla młodych par. Pracujemy z wieloma małżeństwami, które przeżyły razem dwadzieścia albo trzydzieści lat i od dawna mieszkają obok siebie, a nie ze sobą. Zwykle oboje wynieśli z domu przekonanie, że o uczuciach się nie mówi, a trudności trzeba przeczekać. Przez lata działało to całkiem dobrze, bo było dużo pracy, dzieci i obowiązków. Kiedy dzieci wyprowadzają się z domu, nagle okazuje się, że małżonkowie nie bardzo wiedzą, jak ze sobą być.
Taki brak bliskości w związku nie musi być wyrokiem. Te same małe ryzyka, o których pisałam wyżej, działają także po trzydziestu latach małżeństwa. Prośba, która wcześniej wydawała się zbędna, rozmowa o tym, co się czuje, a nie tylko o tym, co trzeba załatwić, powrót do siebie po kłótni. O tym, jak wygląda związek, w którym dawne konflikty zastygły na lata, piszę w poradniku „Etapy związku: od zakochania do kryzysu”, w części Zastygnięcie. W następnej części tego poradnika zajmę się z kolei tym, co dzieje się w związku, kiedy w małżeństwie wciąż obecni są rodzice jednego z partnerów.
Pytania do refleksji
Nie są testem. Mają pomóc zobaczyć, jak dziś wygląda Twoja bliskość.
O co ostatnio poprosiłeś partnera? Ile czasu zajęło Ci, zanim się na to zdecydowałeś?
Jak przyjmujesz troskę? Czy potrafisz po prostu podziękować, czy od razu szukasz sposobu, żeby się odwdzięczyć?
Co robisz po kłótni? Czekasz, aż partner zrobi pierwszy krok, przeczekujesz w milczeniu, a może wracasz do rozmowy?
Czy Twój partner wie, w jakich sytuacjach się wycofujesz i dlaczego?
Kiedy pomaga rozmowa z psychoterapeutą
Jeśli mimo starań wciąż trudno Ci polegać na bliskiej osobie albo jeśli w Waszym związku od dawna brakuje bliskości, można o tym porozmawiać z psychoterapeutą. Prowadzimy psychoterapię dla młodych dorosłych i terapię par, online i w Warszawie.
O autorce
Marta Mauer-Włodarczak jest psychoterapeutką par i założycielką poradni Sensity. Z parami pracuje od 2006 roku, a w swojej pracy dużo uwagi poświęca rodzinom pochodzenia obojga partnerów i temu, jak dawne wzorce wracają w małżeństwie. Poradnik powstał na podstawie jej praktyki oraz doświadczeń zespołu psychoterapeutów Sensity, który od 2010 roku pomaga pacjentom online i w gabinecie w Warszawie.
Bibliografia
- Bowlby, J. (2007). Przywiązanie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
- Johnson, S. (2008). Hold Me Tight: Seven Conversations for a Lifetime of Love. New York: Little, Brown. Wyd. pol.: Siedem rozmów wzmacniających związek. Jak pogłębić relację i stworzyć emocjonalną bliskość.
- Levine, A., Heller, R. (2010). Attached: The New Science of Adult Attachment and How It Can Help You Find – and Keep – Love. New York: TarcherPerigee.
Spis treści poradnika · część 4 z 7
Jeśli Twoja sytuacja wygląda inaczej
- „Niewidzialne klatki” – jeśli wciąż jesteś mocno uwikłany w relację z rodzicami i dopiero nazywasz to, co działo się w Twoim domu.
- „Nie mów, nie ufaj, nie czuj” – jeśli w Twoim domu rodzinnym był alkohol.
- „Etapy związku: od zakochania do kryzysu” – jeśli Wasz związek jest już w kryzysie, a kłótnie albo chłód trwają od dawna.

