
Historia z poradnika „Nie mów, nie ufaj, nie czuj. Poradnik dla dorosłych dzieci alkoholików”
Historia Joanny jest fikcyjna – złożyliśmy ją z doświadczeń wielu osób, a szczegóły zmieniliśmy.
Trzydziestoośmioletnia Joanna zgłosiła się do poradni po kłótni z partnerem. Właściwie trudno to nazwać kłótnią. Bartek przez pół godziny mówił, że czuje się w ich związku samotny, a Joanna siedziała w milczeniu i patrzyła w stół. Kiedy w końcu zapytał, co ona o tym myśli, odpowiedziała: „Nie wiem”. I naprawdę nie wiedziała.
Na pierwszej sesji powiedziała, że miała spokojne dzieciństwo. Nikt w domu nie krzyczał, nikt jej nie bił. Mama była księgową, tata dużo pracował. O tym, że mama piła, wspomniała dopiero na trzecim spotkaniu, jakby przy okazji.
Wino w szafce z ręcznikami
Matka Joanny nie wyglądała na osobę, która ma problem z alkoholem. Chodziła do pracy, płaciła rachunki, piekła ciasta na urodziny. Piła wieczorami, w kuchni, po cichu. Najpierw kieliszek wina do kolacji, potem kolejne, już bez kolacji. Butelki chowała w szafce z ręcznikami i w torbie z rzeczami na działkę. Joanna znalazła je, kiedy miała dziewięć lat. Nikomu o tym nie powiedziała.
Wieczorem matka robiła się inna. Mówiła wolniej, kilka razy zadawała to samo pytanie, czasem płakała przed telewizorem. Bywało, że zasypiała na kanapie w ubraniu, a rano zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Ojciec wracał późno. Kiedy zastawał żonę śpiącą, przykrywał ją kocem i szedł do siebie. W domu nikt nie używał słowa „alkohol”. Mówiło się, że mama „jest zmęczona” albo „źle się czuje”.
Starszy brat Joanny zaczął się buntować w liceum. Wagarował, wracał nad ranem, kłócił się z ojcem. Cała uwaga rodziców skupiła się na nim. Joanna zrobiła coś odwrotnego. Była cicha, miała dobre oceny i niczego nie potrzebowała. Odrabiała lekcje w swoim pokoju, sama robiła sobie kolację, a jako nastolatka sama chodziła do lekarza. Dorośli mówili o niej: „Z Joanną nigdy nie ma problemu”. W rodzinach z problemem alkoholowym taką rolę nazywa się dzieckiem niewidzialnym.
Dorosła, która niczego nie chce
W dorosłym życiu z Joanną nadal nie było problemu. W pracy nie prosiła o podwyżkę, choć od lat robiła więcej niż inni. Ze znajomymi zgadzała się na każdy pomysł na wieczór. Zapytana, czego chce, odpowiadała: „Wszystko mi jedno”. Mówiła to szczerze.
Najtrudniej było w związku. Bartek był ciepły i lubił rozmawiać. Joanna go kochała, ale kiedy rozmowa robiła się poważna, wycofywała się. W czasie kłótni miała pustkę w głowie i ciężkie ciało. Potem przez dwa dni zachowywała się tak, jakby nic się nie stało. Bartek odbierał to jako obojętność. Tymczasem Joanna robiła to samo co w dzieciństwie: przeczekiwała.
Był jeszcze jeden sygnał, którego długo nie łączyła z domem. Kiedy Bartek otwierał wieczorem butelkę wina, Joanna czuła ścisk w żołądku. Czasem wychodziła wtedy z kuchni pod byle pretekstem. Bartek wypijał jeden kieliszek do kolacji i na tym koniec, ale sam dźwięk korka wystarczał, żeby przez resztę wieczoru była spięta. Kiedy w końcu mu o tym powiedziała, był zaskoczony: „Dlaczego nigdy nic nie mówiłaś?”. Odpowiedź znalazła dopiero na terapii. W jej domu o takich rzeczach się nie mówiło.
Terapia: uczyć się mówić „chcę”
Joanna wybrała sesje indywidualne online, raz w tygodniu. Pierwsze miesiące były trudne, bo przez większą część spotkań nie wiedziała, co powiedzieć. Terapeuta nie naciskał. Pytał o drobne rzeczy: co dziś jadła, czy było jej zimno w drodze do pracy, co poczuła, kiedy szef przełożył spotkanie. Joanna zaczęła zauważać, że odczucia ma, tylko przez lata nikt o nie nie pytał, więc sama przestała ich słuchać.
Po kilku miesiącach pojawiło się coś, czego się nie spodziewała: złość. Na matkę, że piła. Na ojca, że przykrywał ją kocem i udawał, że wszystko jest w porządku. Na brata, że zabrał całą uwagę. Na siebie, że była takim wygodnym dzieckiem. Długo bała się tej złości, bo kojarzyła jej się z awanturami brata z ojcem. Na sesjach mogła ją wypowiedzieć i przekonać się, że nikt przez to od niej nie odchodzi.
Po pół roku Joanna i Bartek zapisali się też na kilka sesji dla par u innego terapeuty z zespołu. Bartek po raz pierwszy usłyszał tam, co dzieje się z Joanną w czasie kłótni. Zrozumiał, że jej milczenie nie oznacza, że jej nie zależy. Umówili się, że kiedy Joanna „zamarza”, robią przerwę i wracają do rozmowy następnego dnia, a nie za tydzień.
Słowo, którego nie używano
Z matką Joanna nie rozmawiała o alkoholu. Matka nadal pije, choć mniej niż kiedyś. Joanna odwiedza ją w niedzielę przed obiadem, a nie wieczorami, i nie zostaje, kiedy na stole pojawia się wino. Za to przy ojcu po raz pierwszy powiedziała na głos słowo „alkohol”. Ojciec długo milczał, a potem powiedział: „Wiem”. Na razie tyle.
Finał: „właściwie wolałabym”
Joannie wciąż zdarza się powiedzieć „wszystko mi jedno”. Coraz częściej łapie się na tym i poprawia: „Właściwie wolałabym zostać dziś w domu”. W pracy poprosiła o podwyżkę i ją dostała. Kiedy Bartek otwiera wino, czasem jeszcze czuje ścisk w żołądku. Teraz jednak mówi o tym, zamiast wychodzić z kuchni. Bartek mówi, że dopiero teraz naprawdę ją poznaje.
O czym mówi ta historia: o roli dziecka niewidzialnego, którą opisujemy w części o rolach dzieci w rodzinie alkoholowej, o zasadzie „nie mów, nie ufaj, nie czuj”, o rodzicu, który nie pił, i o tym, kim są dorosłe dzieci alkoholików. Inną historię, o synu, który był w rodzinie kozłem ofiarnym, opisujemy w historii Marcina. Jeśli rozpoznajesz w niej siebie, możesz zrobić nasz bezpłatny test DDA.

