
Gry. Świat, w którym syn wygrywa, i granica, za którą pasja przechodzi w uzależnienie od gier
Część 2 z 9 · Spis treści poradnika
– Jeszcze jedna runda.
– Mówiłeś to godzinę temu.
– Bo wtedy przegraliśmy. Teraz nie mogę ich zostawić.
Matka słyszy w tym wymówkę, ale syn mówi prawdę, przynajmniej swoją. W słuchawkach ma czterech kolegów, którzy liczą na niego bardziej niż ktokolwiek w szkole. Jeśli wyjdzie w połowie meczu, zawiedzie drużynę. Matka tych chłopców nigdy nie widziała i nie wie, gdzie mieszkają, a dla syna to czasem jedyni, którzy naprawdę na niego czekają.
Gry są dziś zwyczajną częścią dzieciństwa chłopców. W badaniu NASK „Nastolatki 3.0” pytano uczniów ostatnich klas podstawówki i pierwszych klas szkoły średniej, jak korzystają z internetu. W gry online grało 64,6% chłopców i 27,5% dziewcząt. W dzień szkolny nastolatki spędzają w sieci średnio 5 godzin i 36 minut. Syn, który gra, nie jest więc wyjątkiem. Ważniejsze od tego, czy gra, jest to, co gra mu daje i przed czym go chroni.
Co gra daje chłopcu
Psychologowie Richard Ryan, Scott Rigby i Andrew Przybylski sprawdzili w 2006 roku, dlaczego gry tak mocno przyciągają. Każdy z nas chce być w czymś dobry, sam o sobie decydować i mieć kogoś blisko, a dobra gra daje to wszystko naraz. Wyszło, że im lepiej gra spełniała te potrzeby, tym więcej sprawiała radości i tym lepszy nastrój mieli gracze po jej zakończeniu.
Chłopcu, który w szkole zbiera głównie uwagi, trudno to czymś zastąpić. W grze każdy wysiłek od razu coś przynosi: wyższy poziom, lepszy sprzęt, awans w rankingu. Wszyscy grają według tych samych, jasnych reguł, a pochwała przychodzi co kilka sekund, nie raz na kilka tygodni, jak w szkole.
Część tego, co daje gra, zostaje z nim także po wyłączeniu komputera:
- status, bo ranga zdobyta wieczorem liczy się nazajutrz wśród kolegów w szkole;
- wspólnotę, bo rozmowa przez słuchawki w czasie meczu bywa najdłuższą rozmową jego dnia;
- ulgę, bo przez dwie godziny nikt nie pyta o sprawdzian, a za ścianą nikt nie podnosi głosu.
Każdej z tych rzeczy syn naprawdę potrzebuje. Dlaczego tak rzadko dostaje je w szkole, opisujemy w części dlaczego chłopcy gorzej się uczą. Zanim rodzic zacznie ograniczać granie, dobrze, żeby zobaczył, co syn by przez to stracił.
Kiedy granie przechodzi w uzależnienie od gier
Uzależnienie od gier komputerowych to nazwa potoczna. Światowa Organizacja Zdrowia wpisała je do klasyfikacji chorób ICD-11 jako zaburzenie związane z graniem. Według WHO świadczą o nim trzy rzeczy:
- syn nie umie skończyć gry wtedy, kiedy zamierzał, i nie udaje mu się grać mniej, choć próbuje;
- dla gry porzuca inne zainteresowania, obowiązki i spotkania z rówieśnikami;
- gra dalej, choć widać już szkody: zawaloną szkołę, utracone przyjaźnie, ciągłe kłótnie w domu.
O zaburzeniu mówimy dopiero wtedy, gdy to wszystko poważnie utrudnia synowi życie i trwa zwykle co najmniej rok. Sama liczba godzin przed ekranem niczego jeszcze nie przesądza.
Takie zaburzenie ma niewielu graczy. W 2021 roku Stevens i współpracownicy zebrali wyniki 53 badań z siedemnastu krajów. Oszacowali, że uzależnionych jest około 3% graczy, a w najstaranniej prowadzonych badaniach niespełna 2%. Chłopcy są uzależnieni mniej więcej dwa i pół raza częściej niż dziewczęta. Większość synów, którzy dużo grają, nie jest więc uzależniona. W 2023 roku polska badaczka Kotyśko sprawdziła, czym uczniowie z objawami różnią się od pozostałych graczy. Okazało się, że wszystkich łączyło to samo: grali, żeby uciec od trudnych uczuć.
Gra jako schronienie przed napięciem
Ważniejsze od liczby godzin jest więc to, po co syn gra. Chłopiec, który gra, bo lubi, odkłada pada, kiedy wołają go na obiad, i wychodzi z kolegami, a po jakimś czasie zostawia grę dla innej zabawy. Inaczej jest z chłopcem, który w grze ucieka od wstydu, samotności albo lęku. Wraca do niej za każdym razem, gdy jest mu ciężko, bo nie zna innego sposobu, żeby się uspokoić.
Różnicę widać w drobiazgach. Kiedy ktoś przerwie mu grę, syn wpada w złość dużo większą, niż wymaga sytuacja, a bez gry snuje się po domu pusty i apatyczny. Zasypia coraz później i rano nie może wstać do szkoły. Ukrywa, ile naprawdę gra, i porzuca rzeczy, które niedawno lubił. Kolegów z klasy zastępują mu koledzy z gry, a każda rozmowa o ograniczeniach kończy się kłótnią, zanim na dobre się zacznie.
Wtedy trzeba zapytać, przed czym syn ucieka, a odpowiedź rzadko leży w samej grze. Może to być szkoła, w której codziennie przegrywa, koledzy, którzy go odrzucili, żałoba albo napięcie między rodzicami. Pewna matka opowiadała nam o piętnastoletnim synu, który zaczął grać całymi nocami. Zaczęło się to w roku, w którym ona i mąż kłócili się prawie każdego wieczoru. W słuchawkach syn nie słyszał tego, co działo się za ścianą. Kiedy rodzice zaczęli terapię par i w domu zrobiło się spokojniej, syn grał coraz mniej, choć nikt nie zabrał mu komputera.
Tego, jak radzić sobie z napięciem, chłopiec uczy się zwykle w domu. Jeśli ojciec po trudnym dniu znika na cały wieczór przed telewizorem albo zostaje w pracy, syn uczy się, że mężczyzna radzi sobie z przykrymi uczuciami, wychodząc z pokoju. Jeśli w domu nikt głośno nie mówi o smutku i złości, syn nie ma słów, żeby je nazwać. Gra daje mu wtedy to, czego nie dał mu dom: miejsce, w którym może się uspokoić bez rozmowy. Dlatego syn często zaczyna grać mniej dopiero wtedy, gdy dorośli w rodzinie inaczej radzą sobie z własnymi emocjami.
Dlaczego odcięcie internetu zwykle pogarsza sprawę
Kiedy syn traci kontrolę nad graniem, rodzice najczęściej robią to, co najprostsze: wyłączają router, chowają konsolę, zmieniają hasło. Chłopiec zostaje wtedy naraz bez wszystkiego, co dawała mu gra, i sam na sam z tym, przed czym uciekał. Buntuje się albo milknie, a gra dalej, tylko potajemnie, na telefonie albo u kolegi. Rodzice zamieniają się w strażników i tracą jego zaufanie, a bez zaufania trudno rozmawiać o tym, co naprawdę się z nim dzieje.
Więcej daje ciekawość niż zakaz. Rodzic, który poprosi syna, żeby pokazał mu swoją grę, w jeden wieczór dowie się o nim więcej niż w dziesięciu kłótniach. Wystarczy zapytać: „Pokażesz mi, w co gracie z Kubą? Chcę zrozumieć, dlaczego ta drużyna tak na ciebie liczy”. Na zasady przychodzi czas później. Najlepiej sprawdzają się te, które rodzice ustalą razem z synem i które pasują do gry, na przykład zasada, że syn kończy grać z końcem rundy, a nie o pełnej godzinie.
Równie ważne jest to, czym syn zajmie się zamiast grania. Potrzebuje czegoś, w czym będzie dobry, gdzie ktoś go zauważy i gdzie spotka rówieśników. Może to być drużyna sportowa, warsztat, remont z ojcem, obóz albo zajęcia, które sam wybierze. Ojciec, który czasem siada do gry razem z synem, ma zwykle większy wpływ na to, ile syn gra, niż ojciec, który tylko liczy godziny. O starszych synach, którzy po dwudziestce grają całe noce, nie pracują i nie studiują, piszemy w części o gniazdownikach.
Kiedy potrzebna jest pomoc
Z terapeutą dobrze jest porozmawiać, gdy rodzice od dłuższego czasu widzą, że syn nie panuje nad graniem, porzuca dla gry inne zajęcia i gra mimo szkód. Niepokoić powinny też wagary, odwrócony rytm dnia i nocy, unikanie rówieśników albo smutek, który nie mija. W Sensity prowadzimy psychoterapię dzieci i młodzieży. Terapeuta szuka w niej razem z chłopcem tego, przed czym on ucieka. Rodzice mogą też przyjść sami na konsultację dla rodziców, zwłaszcza kiedy w domu codziennie trwa już wojna o komputer.
Dobrym znakiem jest wieczór, w którym syn sam zdejmuje słuchawki i przychodzi do kuchni porozmawiać.
Najczęściej zadawane pytania
Ile godzin grania oznacza już uzależnienie od gier?
Nie ma takiej granicy. O uzależnieniu świadczy to, że syn traci kontrolę nad graniem i ponosi szkody, a nie sam czas przed ekranem. Nie potrafi przestać, dla gry porzuca inne zajęcia i gra dalej, choć ma przez to kłopoty w szkole, z przyjaciółmi i w domu. Jeśli syn gra całymi dniami w weekend, ale w tygodniu chodzi do szkoły, ma przyjaciół i potrafi odłożyć pada, najczęściej nie jest uzależniony.
Czy zabranie synowi komputera pomaga?
Zwykle nie. Syn traci wtedy to, co dawała mu gra, i zostaje sam z tym, od czego uciekał. Buntuje się, milknie albo gra potajemnie, a rodzice tracą zaufanie, bez którego trudno o rozmowę. Więcej dają zasady ustalone razem z nim i inne zajęcie, przy którym poczuje, że jest w czymś dobry.
Kiedy z synem, który dużo gra, iść do psychologa?
Wtedy, gdy gra wygląda na jedyny sposób, w jaki syn radzi sobie z napięciem, i pojawiają się inne kłopoty: wagary, odwrócony rytm snu, unikanie rówieśników, wybuchy złości po przerwaniu gry albo smutek, który nie mija. Terapeuta pomaga zrozumieć, przed czym syn ucieka, bo to zwykle ważniejsze niż sama gra. Rodzice mogą zacząć od konsultacji bez syna.
Umów konsultację dla rodziców
Na konsultację dla rodziców przychodzi jedno z rodziców albo oboje, bez syna. Terapeuta opowiada, co zobaczył w historii rodziny, i razem z rodzicami układa plan. Prowadzimy też wspólne sesje rodzica z nastolatkiem. Sesja trwa 50 minut, spotkania prowadzimy online i w gabinecie przy ul. Grochowskiej 258/260 lok. 11 w Warszawie.
O poradniku
Poradnik przygotowała Marta Mauer-Włodarczak, psychoterapeutka par i założycielka poradni Sensity, razem z zespołem psychoterapeutów Sensity. Z parami pracuje od 2006 roku. Poradnia Sensity od 2010 roku pomaga rodzinom i parom w kryzysie, online i w gabinecie w Warszawie.
Źródła
NASK, Nastolatki 3.0. Raport z ogólnopolskiego badania uczniów i rodziców, 2023
WHO, Gaming disorder – pytania i odpowiedzi
Kotyśko, profile graczy wśród polskich uczniów, Studia Paedagogica Ignatiana, 2023
Spis treści poradnika · część 2 z 9
Jeśli sytuacja wygląda inaczej
- „Jak rozmawiać z nastolatkiem, który zamyka się przed rodzicami” – jeśli syn jest młodszy i problemem jest przede wszystkim milczenie w domu.
- „Kryzys męskości” – dla ojców, którzy w opisach syna rozpoznają siebie.
- „Już cię nie kocham. Kiedy mąż albo żona chce rozwodu” – jeśli za wycofaniem syna stoi kryzys w małżeństwie rodziców.

