Osoba w spektrum żyje w świecie, który dociera do niej głośniej i ostrzej niż do innych. Światło w restauracji, kilka rozmów naraz, zapach perfum, metka w swetrze to nie drobiazgi, lecz bodźce, które zużywają siły. Uwaga działa jak snop światła: oświetla jedną rzecz do głębi, a wszystko poza nią znika. Gdy jest zajęta pracą, lekturą czy pasją, nagłe pytanie partnera nie dociera od razu, a kiedy dotrze, wyrwanie ze skupienia boli niemal fizycznie. Z zewnątrz wygląda to na ignorowanie. Od wewnątrz jest to koszt przełączenia, którego nikt nie widzi.
Rozmowa oznacza jednoczesne śledzenie słów, tonu, miny i tego, co niewypowiedziane. U większości osób dzieje się to samo; dla osoby w spektrum to praca wykonywana świadomie, słowo po słowie. Aluzje, ironia, pytanie „czy mógłbyś”, które znaczy „zrób to”: każda z tych rzeczy wymaga odszyfrowania i w pośpiechu bywa rozumiana dosłownie. Dlatego osoba w spektrum ceni, kiedy ktoś mówi wprost, i sama tak mówi, nie zdając sobie sprawy, że dla drugiej strony brzmi to szorstko.
Emocje są, często bardzo silne, ale trudno je rozpoznać i nazwać w chwili, gdy się pojawiają. Pytanie „co czujesz” zastaje osobę w spektrum bez odpowiedzi nie dlatego, że nic nie czuje, lecz dlatego, że uczucie nie ma jeszcze słowa. Płacz partnera wywołuje bezradność, a bezradność bywa odbierana jako obojętność. Współczucie jest, ale nie wie, co z sobą zrobić.
Wiele osób w spektrum przez całe życie uczyło się grać kogoś, kim nie są: utrzymywać kontakt wzrokowy, śmiać się w odpowiednich momentach, mówić zapamiętanymi zdaniami. W pracy ta maska działa bez zarzutu i nieraz przynosi sukces. Kosztuje jednak tyle, że po powrocie do domu nie zostaje już nic, ani na rozmowę, ani na gest. Dom staje się jedynym miejscem, gdzie można przestać udawać, i właśnie tam partner widzi milczenie, zamknięte drzwi, wyczerpanie. Osoba w spektrum słyszy wówczas, że znów zawiodła, i nie rozumie, co właściwie ma zmienić. Po latach takiego życia przychodzi stan, który same osoby w spektrum nazywają wypaleniem autystycznym: głębokie zmęczenie, wycofanie, utrata umiejętności, które wcześniej działały.
Potrzeba stałości nie jest kaprysem. Rutyna, własne miejsce przy stole, ten sam porządek wieczoru to rusztowanie, które trzyma dzień w ryzach, gdy świat jest nieprzewidywalny. Odwołany plan czy niezapowiedziani goście burzą to rusztowanie i wywołują napięcie, które z zewnątrz wygląda na nieproporcjonalne. Zainteresowania, w które osoba w spektrum zanurza się godzinami, służą temu samemu: porządkują umysł i dają wytchnienie. Dla partnera bywają jednak dowodem, że dla niego nie ma już miejsca.
Jedno pytanie, zadane przez osobę w spektrum, oddaje tę sytuację najlepiej: „Nie spełniam jej potrzeb, bo ich nie widzę. Jak więc mam je spełnić?”