Trudne relacje z mamą - co robić?

Trudne relacje z mamą – co robić?

Nienawidzę swojej rodziny. Pochodzę z patologicznej rodziny, gdzie nigdy nie zaznałam miłości ze strony matki. Mieszkałam z dziadkami i mamą w mieszkaniu dwupokojowym, do 21 roku życia spałam na jednym łóżku z matką. Nigdy nie miałam swojego kąta do nauki, zabawy, czy żeby zaprosić kogoś do siebie do domu. Mojego ojca nie pamiętam, zostawił nas jak miałam 3 lata. Do tej pory nie odezwał się ani razu, uciekł za granicę żeby wywinąć się od płacenia alimentów. Matka nie chciała iść nigdy do pracy, wiecznie imprezy, alkohol jej były w głowie. Dziadek utrzymywał ją i mnie.  Nigdy nie usłyszałam od niej miłego słowa, jedynie że zostanę sprzątaczką i że powinna mnie oddać do domu dziecka.

W domu oglądałam wiecznie pijanego dziadka i matkę. A ja ciągle znerwicowana, zamknięta w sobie, na wychowaniu ulicy. Moja matka znalazła zatrudnienie, po kilkunastu latach imprez, na część etatu jako sprzątaczka i do dziś  pracuje. Nadal mieszka z dziadkami, którzy potrzebują pomocy. Ona jednak woli weekendy upić się, nie pomaga im w żaden sposób. Ostatnio doszło do mnie, że nie potrafi nic ugotować, czy posprzątać w domu, podać do stołu czy uprasować. Mieszkanie po dziadkach nie będzie jej się należeć, a perspektywa jakiejkolwiek pomocy dla niej budzi we mnie wstręt.

Ja mam obecnie 27 lat. Szkołę średnią skończyłam z wyróżnieniem, posiadam wyższe wykształcenie. Jestem w szczęśliwym związku od 10 lat. Spodziewam się pierwszego dziecka z mężem. Mieszkamy skromnie w domu rodzinnym mojego męża, jego rodzice nie żyją. Sami dajemy sobie radę i tworzymy cudowną, ciepłą rodzinną atmosferę. Moim największym życiowym koszmarem jest matka i jej nieporadność życiowa. Wydaje mi się, że po 40 latach picia ma jakieś upośledzenie albo otępienie alkoholowe. Rozmowa na poziomie 16-latki.

Chciałabym urwać z nią całkowicie kontakt, bo irytuje mnie każdy jej gest, wypowiedziane słowo. Boję się jednak, że całkowicie się załamie. Paraliżuje mnie strach, że za kilka lat nie będę miała co z nią zrobić, bo nie będzie miała gdzie mieszkać, nie będzie miała wypracowanych lat emerytury. Nie chce do swojego domu sprowadzać patologii. Nie stać mnie żeby ją utrzymywać. Nie wiem jak wpłynąć na nią, żeby coś zmieniła w swoim życiu. Cokolwiek do niej mówię zostaje bez odzewu, ma jakąś blokadę i udaje że nie słyszy. Mój mąż jest załamany stanem mojej matki i stanem mieszkania w którym przebywa. On też nie chciałby jej brać do siebie, żeby nasze dzieci nie musiały patrzeć na chorego człowieka. Poradzicie coś?

Szanowna Pani Aneto,

W Pani liście wybrzmiewa wiele smutku i żalu w związku z przeżyciami z domu rodzinnego – trudno uporać się z takim zranieniem. Jako psychoterapeuta poradziłabym Pani, by zadbała Pani o to, by przepracować te emocje i się z nimi uporać – niepotrzebnie obciążają Panią.

Rozumiem, że w pewnym sensie przejmuje Pani odpowiedzialność za matkę. To niewłaściwe. Warto byłoby sobie to uświadomić. Pani matka jest dorosłą osobą, która ma zasoby, by zadbać o siebie, a Wasza relacja jest wynikiem waszego obcowania na przestrzeni całego Pani życia. To również temat do pracy.

Proszę rozważyć własną pracę terapeutyczną. Moim zdaniem to by Panią wzmocniło i pozwoliło nauczyć się właściwie zarządzać relacją z matką, bez poczucia winy, nadmiernej odpowiedzialności, czy źle pojętego obowiązku.

Skutecznie pomagamy rozwiązać problemy rodzinne. Skontaktuj się z Nami!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *