
Część poradnika „Już cię nie kocham. Kiedy mąż albo żona chce rozwodu” · część 4 z 4
– Umówiłam nas na spotkanie. Powiedział, że nigdzie nie pójdzie, bo to ja mam problem, nie on.
– I co pani zrobiła?
– Odwołałam.
Tak kończy się wiele prób ratowania małżeństwa, zanim zdążą się zacząć. Jedna osoba widzi, że dzieje się coś złego, i chce działać. Druga nie widzi problemu albo widzi go wyłącznie w partnerze. Ta pierwsza odwołuje wizytę, bo uważa, że terapia par bez pary nie ma sensu. Potem przez kolejne miesiące czeka, aż druga strona dojrzeje.
Skąd bierze się to czekanie? Z przekonania, że związek naprawia się we dwoje albo wcale. Wynosi się je z domu i prawie nikt go nie kwestionuje. Brzmi logicznie, ale pomija jedną ważną rzecz. Małżeństwo nie składa się z dwóch osobnych osób, które muszą jednocześnie zdecydować się na zmianę. Jest układem, w którym każdy ruch jednej strony wywołuje ruch drugiej. Kiedy jedna osoba przestaje grać swoją dotychczasową rolę, druga nie może dalej grać swojej, bo nie ma już do kogo.
Dlaczego partner odmawia
Zanim napiszemy, co można zrobić w pojedynkę, warto zrozumieć, dlaczego druga strona odmawia. Powody są zwykle inne, niż sądzi osoba, która prosi.
Najczęściej odmawia ten, kto boi się, że na terapii usłyszy, że to on jest winny. Mężczyzna, który w dzieciństwie za każdy błąd dostawał reprymendę, jako dorosły unika wszystkiego, co przypomina ocenę. Gabinet terapeuty wyobraża sobie jak salę sądową. Żona będzie tam oskarżać, a obcy człowiek wyda wyrok. Nic dziwnego, że nie chce tam iść. Jego „to ty masz problem” nie jest złośliwością. Jest obroną przed czymś, co kojarzy mu się z upokorzeniem.
Odmawia też ten, kto nie wierzy, że cokolwiek może się zmienić. Słyszał już wiele zapowiedzi, że od jutra będzie inaczej. Nauczył się, że po zapowiedziach nic nie następuje. Terapia jest dla niego kolejną taką zapowiedzią. Nie widzi więc powodu, żeby angażować się w coś, co jego zdaniem i tak nie zadziała.
I wreszcie odmawia ten, kto po prostu nie widzi tego, co widzi partner. Żona od lat mówi, że jest samotna. Mąż patrzy na pełną lodówkę, spłacony kredyt i zdrowe dzieci. Nie bardzo rozumie, czego jej brakuje. W jego domu rodzinnym nikt nie mówił o samotności w małżeństwie, więc nie potrafi jej nawet nazwać. Nie odmawia terapii ze złej woli. Odmawia, bo nie wie, co miałoby być na niej naprawiane.
Nacisk utwierdza w odmowie
Osoba, która chce ratować małżeństwo, reaguje na odmowę zwykle na jeden z dwóch sposobów. Jedni proszą coraz mocniej, aż prośby zamieniają się w pretensje i ultimatum. Inni się wycofują i przestają mówić o czymkolwiek. Oba sposoby utrwalają to, co jest.
Kto naciska, potwierdza obawy drugiej strony. Terapia zaczyna jej się wtedy wydawać przedłużeniem domowych kłótni, tylko przy świadku. Kto milknie, potwierdza z kolei, że problem był wydumany. Skoro nikt już o nim nie mówi, widocznie go nie było. W obu przypadkach partner dostaje to, czego się spodziewał, i jego odmowa się umacnia.
Jest jeszcze trzecia droga, najtrudniejsza ze wszystkich. Wymaga, żeby przestać czekać i zacząć pracę samemu, bez partnera i bez jego zgody. Jej celem nie jest zmiana partnera, tylko zmiana własnej części układu. Wbrew pozorom to właśnie ona najczęściej zmienia całe małżeństwo.
Co się dzieje, kiedy zmienia się jedna osoba
Pacjentka, od której zaczęliśmy tę część, wróciła do nas po miesiącu. Tym razem przyszła sama. Przez pierwsze spotkania opowiadała głównie o mężu: czego nie robi i czego nie rozumie. Z czasem rozmowa zeszła na nią samą. Okazało się, że od piętnastu lat prosi męża o bliskość wyrzutem. Dokładnie tak samo jej matka prosiła o bliskość ojca. „Znowu siedzisz przed telewizorem.” „Nigdy ze mną nie rozmawiasz.”
Mąż słyszał w każdej takiej prośbie zarzut. Odpowiadał więc tak, jak odpowiada się na zarzut: bronił się albo uciekał. Ona prosiła coraz głośniej, a on uciekał coraz dalej. Oboje byli przekonani, że to drugie nie chce.
Kiedy przestała prosić wyrzutem, w domu zrobiło się cicho. Tym razem cisza nie oznaczała jednak wycofania. Oznaczała, że nikt już nikogo nie atakuje. Mąż przez kilka tygodni czekał na kolejny zarzut. Kiedy nie nadchodził, zaczął sam zagadywać. Po trzech miesiącach zapytał, o czym właściwie są te jej spotkania. Po czterech przyszedł razem z nią.
Nie każda historia tak się kończy. Czasem partner nie dołącza nigdy, a jednak małżeństwo i tak zaczyna wyglądać inaczej. Skąd ta zmiana? Z tego, że jedna z dwóch osób, które je tworzą, przestała powtarzać to, co znała z domu.
Bywa też, że praca w pojedynkę przynosi trudne odkrycie. Ktoś zauważa, że jego oczekiwania wobec partnera były w dużej części oczekiwaniami wobec własnego ojca albo matki. Część tego, czego domagał się od męża albo żony, w ogóle nie należy do tego małżeństwa. Takie odkrycie boli, ale bardzo odciąża związek.
Od czego zacząć w pojedynkę
Osobom, które przychodzą bez partnera, proponujemy najpierw, żeby przestały go opisywać. Na pierwszych spotkaniach większość pacjentów opowiada, co robi mąż albo żona. Czekają przy tym, aż terapeuta potwierdzi, że tego nie da się znieść. Taka rozmowa przynosi ulgę, ale niczego nie zmienia. Osoby, o której mowa, nie ma przecież w pokoju. Zmiana zaczyna się od pytania, co w tym układzie robi osoba, która siedzi w gabinecie. Nie chodzi o szukanie winy, tylko o zobaczenie własnego udziału.
Potem szukamy wzorca, który przyszedł z domu. Prawie każdy, kto ratuje małżeństwo w pojedynkę, powtarza w nim coś, co widział u rodziców. Może to być sposób proszenia, sposób milczenia albo karanie obrażaniem się. Dopóki ten wzorzec jest niewidoczny, wydaje się po prostu cechą charakteru: „ja już taka jestem”. Kiedy staje się widoczny, można go zmienić. Partner przez lata reagował właśnie na ten wzorzec, więc jego reakcje też zaczynają się zmieniać.
Z czasem zmienia się też pierwszy krok w codziennych sytuacjach. Nie chodzi o wielkie rozmowy, tylko o drobiazgi. Na przykład o to, jak zaczyna się rozmowę po powrocie z pracy albo co się mówi, kiedy partner spóźnia się o godzinę. W takich chwilach układ odtwarza się każdego dnia. Właśnie w nich można go przerwać. Partner zauważa taką zmianę szybciej, niż się wydaje, nawet jeśli długo nic o niej nie mówi.
Praca w pojedynkę to terapia indywidualna
Pacjenci często pytają nas, czy praca jednej osoby nad związkiem to już terapia par. Nie. Terapia par to spotkania, na które przychodzą oboje małżonkowie. Kiedy przychodzi jedna osoba, jest to terapia indywidualna, nawet jeśli w centrum rozmowy stoi kryzys w małżeństwie. Może to być także interwencja, czyli indywidualna pomoc w kryzysie związkowym. Rozmawiamy wtedy o historii tego związku i o rodzinach, z których pochodzą oboje małżonkowie. Zmiana, nad którą się pracuje, dotyczy jednak osoby obecnej w gabinecie.
Partner, który odmawiał, bardzo często dołącza po kilku tygodniach albo miesiącach. Nikt go do tego nie przekonuje. Po prostu w domu zaczyna się dziać coś, czego nie rozumie. Chce zobaczyć, skąd się to bierze. Nikt nie lubi być jedyną osobą w rodzinie, która nie wie, co się dzieje. Kiedy przychodzi, zaczyna się terapia par.
Jak taka praca wygląda w praktyce i jak się na nią umówić, opisujemy na stronie o sytuacji, gdy partner nie chce iść na terapię.
Żeby zacząć ratować małżeństwo, nie trzeba czekać, aż oboje będą gotowi. Wystarczy, że jedno z małżonków przestanie czekać.
Praca jednej osoby nad małżeństwem
Gdy partner nie chce przyjść, pracę nad małżeństwem zaczyna się w terapii indywidualnej. Kiedy partner dołączy, zaczyna się terapia par. Spotkania odbywają się online i w gabinecie w Warszawie.
O poradniku
Poradnik przygotowała Marta Mauer-Włodarczak, psychoterapeutka par i założycielka poradni Sensity, razem z zespołem psychoterapeutów Sensity. Z parami pracuje od 2006 roku. Poradnia Sensity od 2010 roku pomaga parom w kryzysie, online i w gabinecie w Warszawie.
Spis treści poradnika · część 4 z 4
Jeśli sytuacja wygląda inaczej
- „Etapy związku: od zakochania do kryzysu” – jeśli nikt jeszcze nie mówi o rozwodzie, ale kłótnie albo chłód trwają od dawna.
- „Zdrada” – jeśli kryzys zaczął się od zdrady albo w tle jest ktoś trzeci.
- „Jedno krzesło puste” – o tym, co dzieje się w parze, gdy jedno z partnerów nie chce iść na terapię (część poradnika „Etapy związku: od zakochania do kryzysu”).

