
– Powiedział wczoraj, że chce rozwodu. Że od dawna nic do mnie nie czuje.
– A wcześniej coś zapowiadało tę rozmowę?
– Nic. Wszystko było zupełnie normalnie.
Prawie każda historia o rozwodzie zaczyna się od takiego nieporozumienia. Dla osoby, która usłyszała słowo „rozwód”, kryzys zaczął się wczoraj wieczorem. Dla osoby, która je wypowiedziała, trwa od lat. Między tymi dwiema perspektywami leży cała historia małżeństwa. Jedno z małżonków jej nie zauważyło, a drugie dawno przestało ją opowiadać.
Ten poradnik powstał dla osoby, która chce ratować związek, choć druga strona mówi o odejściu albo nie wie, czego chce. Piszemy go z doświadczenia całego zespołu Sensity. Od dwudziestu lat pracujemy z parami w kryzysie, w gabinecie w Warszawie i online. Wiele z tego, o czym piszemy, dotyczy jednak także osoby, która wypowiedziała słowo „rozwód”, a w głębi duszy nie jest pewna swojej decyzji.
Opracowanie merytoryczne: Marta Mauer-Włodarczak, psychoterapeutka par, założycielka Sensity, razem z zespołem psychoterapeutów Sensity.
Cisza w małżeństwie nie oznacza zgody
Pacjentka, której słowa przytoczyliśmy na początku, przez kilka pierwszych spotkań powtarzała, że w domu było normalnie. Dopiero na trzecim spotkaniu powiedziała mimochodem, że mąż od dwóch lat zasypia przed telewizorem. Wcześniej, przez kilkanaście lat, kładli się razem. Kiedy zapytaliśmy, czy o tym rozmawiali, zdziwiła się. Nie było o czym rozmawiać, bo przecież nikt się nie kłócił.
Skąd bierze się to przekonanie, że brak kłótni oznacza spokój? Z tego, że większość z nas wyniosła z domu obraz kryzysu jako awantury. Tymczasem kryzys, który kończy się słowem „rozwód”, zwykle przebiega cicho. Najpierw jedna osoba prosi o rozmowę, o wspólny czas, o zwykłe zainteresowanie. Prośby powtarzane latami zamieniają się w pretensje. Pretensje, które odbijają się od obrony albo od milczenia, przechodzą w gorycz. W końcu ta osoba przestaje prosić. W domu robi się spokojniej, a druga strona przyjmuje ten spokój z ulgą. Właśnie wtedy ktoś przestał walczyć o związek i zaczął się z nim żegnać.
Dlatego zdanie „przecież wszystko było normalnie” jest prawdziwe i mylące zarazem. Normalnie było w tym sensie, że nikt już nie podnosił głosu. Jednak brak kłótni oznaczał w tym małżeństwie brak nadziei, a nie porozumienie. Mąż, który zasypiał przed telewizorem, nie był zmęczony. Przestał czekać, że ktoś zapyta, dlaczego nie przychodzi do sypialni.
Słowo „rozwód” rzadko jest ostatnim słowem
Osoba, która usłyszała od partnera o rozwodzie, przeżywa to jak wyrok. Tymczasem myśl o rozwodzie jest stanem, który przychodzi i odchodzi, a nie postanowieniem wyrytym w kamieniu. W amerykańskim badaniu trzech tysięcy małżonków co trzecia osoba przyznała, że kiedyś poważnie myślała o rozstaniu. Dziewięć na dziesięć z nich cieszyło się, że małżeństwo przetrwało. Spośród osób, które rozważały rozwód w chwili badania, po roku mniej więcej połowa zmieniła zdanie.
Jeszcze więcej mówią dane o parach, które już złożyły pozew. Wśród rozwodzących się rodziców w Minnesocie co czwarta osoba uważała, że małżeństwo dałoby się jeszcze uratować. W co trzeciej parze jedna strona chciała spróbować, choć druga nie. Takie pary nie potrzebują kolejnych miesięcy zawieszenia. Potrzebują decyzji, że przez jakiś czas oboje naprawdę spróbują. W Sensity prosimy o taką decyzję po pierwszych spotkaniach. Nie namawiamy nikogo do pozostania razem za wszelką cenę. Prosimy tylko, żeby zanim ktoś postanowi odejść, para dała swojemu małżeństwu jedną prawdziwą próbę.
Wiele osób wierzy też, że odejście z nieszczęśliwego małżeństwa samo z siebie poprawi im życie. Rzadko tak bywa. Pacjenci, którzy odeszli bez zrozumienia, co się stało w ich związku, wracają do nas po kilku latach z nowym partnerem i z tym samym problemem. Trudny okres w małżeństwie nie musi więc być jego końcem. Bywa początkiem jedynej rozmowy, na którą przez lata nie było odwagi.
Pierwsze tygodnie decydują o tym, czy rozmowa będzie jeszcze możliwa
Po słowie „rozwód” osoba, która chce ratować małżeństwo, chce działać natychmiast. Wyprowadza się, „żeby dać przestrzeń”. Stawia ultimatum. Przegląda telefon partnera. Każdego wieczoru wraca do tej samej rozmowy albo opowiada o wszystkim rodzinie. Każde z tych zachowań płynie z lęku przed utratą. Każde daje na chwilę poczucie, że coś się robi. Jednak druga strona odbiera je jako nacisk. Nacisk z kolei utwierdza ją w przekonaniu, że w tym związku nie da się już oddychać. Szczegółowo piszemy o tym w części o pierwszych tygodniach po słowie „rozwód”.
Znacznie więcej daje w tym czasie spokój, o który bardzo trudno, gdy wszystko w człowieku krzyczy. Przekonywanie zastępuje wtedy prośba o czas: „Nie decydujmy teraz o rozwodzie. Dajmy sobie kilka miesięcy na prawdziwą próbę i poprośmy kogoś o pomoc”. Takie zdanie nie wymaga od partnera obietnicy na całe życie. Prosi o decyzję, że przez określony czas oboje spróbują ratować małżeństwo. Na to zgodzić się dużo łatwiej.
Za kryzys rzadko odpowiada jedna strona
W pierwszych tygodniach widać przede wszystkim winę drugiej osoby. To ona chce odejść, ona przestała się starać, ona nie chce rozmawiać. Po kilku spotkaniach obraz okazuje się zwykle bardziej złożony. Oboje małżonkowie wnoszą do związku własne, nieprzepracowane sposoby reagowania. Najczęściej wynieśli je jeszcze z domów rodzinnych. Przez lata te sposoby ścierają się ze sobą, aż jedno z małżonków nie ma już siły. Za konkretne zachowania odpowiada ten, kto się ich dopuścił. Jednak za układ, który doprowadził do wieczoru ze słowem „rozwód”, odpowiadają zwykle obie strony.
W tym rozpoznaniu kryje się nadzieja, a nie oskarżenie. Skoro układ tworzą dwie osoby, każda z nich może go zmienić. Kiedy osoba, która dotąd naciskała, przestaje naciskać, całe małżeństwo zaczyna się przestawiać. Tak samo dzieje się, kiedy osoba, która uciekała, zostaje w rozmowie odrobinę dłużej. Ten mechanizm opisujemy szerzej w poradniku „Etapy związku: od zakochania do kryzysu”, w części o pogoni i ucieczce. Dlatego w Sensity pracujemy także z jedną osobą z pary, gdy druga nie chce przyjść. Partner, który przez miesiące powtarzał, że nigdzie nie pójdzie, bardzo często w pewnym momencie sam pyta, o czym są te spotkania.
Kiedy szukać pomocy
Terapia par należy do najlepiej przebadanych form pomocy psychologicznej. W przeglądzie dwudziestu badań nad terapią skoncentrowaną na emocjach, metodą opracowaną przez kanadyjską psycholog Sue Johnson, około siedemdziesięciu procent par kończyło terapię bez objawów kryzysu. Poprawa utrzymywała się długo po jej zakończeniu. Trudność polega na czym innym. Pary przychodzą późno, po latach narastających pretensji, i często tylko jedna osoba jest przekonana, że warto.
Na pomoc nie trzeba czekać, aż oboje będą gotowi. Gdy druga strona odmawia, pracę można zacząć samodzielnie. Gdy oboje są gotowi usiąść razem, choćby bez wielkiej wiary, zapraszamy na terapię par, w gabinecie w Warszawie albo online. Pierwsze spotkania, zwykle trzy, mają charakter konsultacji. Po nich terapeuta dzieli się swoim spojrzeniem na sytuację i proponuje plan dalszej pracy.
Co znajduje się w kolejnych częściach poradnika
W pierwszej części piszemy o tym, co naprawdę oznacza zdanie „już cię nie kocham” i jak na nie odpowiedzieć, żeby nie zamknąć drogi do rozmowy. Druga część dotyczy pierwszych tygodni po słowie „rozwód” i zachowań, które w tym czasie najczęściej szkodzą. W trzeciej piszemy o tym, jak rozpoznać, czy partner rzeczywiście podjął decyzję, czy dopiero się waha. Czwarta odpowiada na pytanie, co może zrobić jedna osoba, gdy druga nie chce rozmawiać.
Słowo „rozwód”, raz wypowiedziane, zostaje w domu na długo, ale nie musi być ostatnim słowem tego małżeństwa.
Spis treści
Jeśli sytuacja wygląda inaczej
- „Etapy związku: od zakochania do kryzysu” – jeśli nikt jeszcze nie mówi o rozwodzie, ale kłótnie albo chłód trwają od dawna.
- „Zdrada” – jeśli kryzys zaczął się od zdrady albo w tle jest ktoś trzeci.
- Gdy partner nie chce iść na terapię – jak wygląda praca jednej osoby nad małżeństwem i jak się na nią umówić.
Umów konsultację dla pary
Pierwsze spotkania, zwykle trzy, mają charakter konsultacji. Po nich terapeuta dzieli się swoim spojrzeniem na sytuację i proponuje plan dalszej pracy. Prowadzimy terapię par online i w gabinecie w Warszawie. Gdy partner na razie nie chce przyjść, pracę można zacząć samodzielnie.
O poradniku
Poradnik przygotowała Marta Mauer-Włodarczak, psychoterapeutka par i założycielka poradni Sensity, razem z zespołem psychoterapeutów Sensity. Z parami pracuje od 2006 roku. Poradnia Sensity od 2010 roku pomaga parom w kryzysie, online i w gabinecie w Warszawie.
Źródła
- A. J. Hawkins, A. M. Galovan i in., National Divorce Decision-Making Project, 2017.
- W. J. Doherty, B. J. Willoughby, B. Peterson, „Interest in Marital Reconciliation Among Divorcing Parents”, Family Court Review, 2011.
- Metaanaliza skuteczności terapii par skoncentrowanej na emocjach (EFT), 20 badań, Couple and Family Psychology: Research and Practice, 13(2), 2024.





