
Część poradnika „Płonący dom. Poradnik Sensity o kryzysie w związku” · Moduł 2. Dlaczego wybraliśmy siebie nawzajem · część 5 z 28
W skrócie: Zdanie „źle się dobraliśmy” słyszę w gabinecie bardzo często i rzadko się z nim zgadzam. Dwoje ludzi łączą zwykle wzorce wyniesione z domów rodzinnych, w dużej mierze nieuświadomione, i stąd bierze się zdumiewające dopasowanie ich dawnych ran i sposobów obrony. Badania nad przywiązaniem u dorosłych pokazują, że w tym dopasowaniu widać wyraźne prawidłowości.
Czy to był błąd?
Kiedy mija zakochanie, a w domu coraz częściej toczy się wojna o drobiazgi, wiele osób dochodzi do wniosku, który brzmi rozsądnie: „Po prostu źle się dobraliśmy”. Po dwudziestu latach pracy z parami widzę to inaczej. Partnera wybiera w nas przede wszystkim ta część, która ukształtowała się w dzieciństwie, a rozsądek dochodzi do głosu zwykle wtedy, gdy decyzja dawno już zapadła.
Dlaczego pociąga nas to, co znane, nawet jeśli boli?
Zygmunt Freud nazwał przymusem powtarzania skłonność do odtwarzania w dorosłym życiu sytuacji, które kiedyś bolały. To pojęcie z psychoanalizy i trudno je zmierzyć w laboratorium, ale jego ślady widzę w gabinecie prawie codziennie. Człowiek, który dorastał w domu pełnym napięcia albo chłodu, uznaje taki klimat za normalny. Kiedy potem spotyka kogoś ciepłego i stabilnego, często zamiast ulgi czuje niepokój albo nudę, bo spokój wydaje mu się podejrzany i brakuje w nim „chemii”. Ta pojawia się zwykle przy kimś, kto porusza miejsca, które w dzieciństwie bolały najbardziej.
Część tego mechanizmu wyjaśnia psychologia uczenia się. W latach pięćdziesiątych Charles Ferster i B.F. Skinner pokazali, że zachowanie nagradzane nieregularnie wygasa dużo wolniej niż takie, za które nagroda przychodzi za każdym razem. Pół wieku później zespół Wolframa Schultza zauważył u małp, że część neuronów dopaminowych najsilniej pobudza się w oczekiwaniu na nagrodę wtedy, gdy szanse jej otrzymania wynoszą mniej więcej pół na pół, czyli przy największej niepewności. Interpretacja tego wyniku wciąż budzi spory, ale dobrze pasuje on do tego, co widzę u par. Jeśli czułość wraca raz po raz, a nigdy nie wiadomo kiedy, taka relacja trzyma mocniej niż spokojna.
Ważną rolę odgrywa też pamięć. Wczesne przeżycia emocjonalne zapisują się w dużej mierze w pamięci niejawnej, która nie podsuwa obrazu ani daty, tylko gotową reakcję. Dlatego ton głosu nowo poznanej osoby albo gest, którym się odsuwa, potrafią w ułamku sekundy obudzić lęk, którego źródła człowiek nie umie wskazać.
Kiedy w kolejnych związkach powtarza się ten sam ból, można poszukać jego źródła w rodzinie pochodzenia. To praca, którą w Sensity prowadzimy na co dzień. Spotykamy się w gabinecie w Warszawie i online.
Czym jest koluzja, czyli tajne porozumienie dwojga ludzi?
Do związku wchodzą dwie osoby, ale w każdej kłótni biorą udział także ich domy rodzinne, razem z niewypowiedzianymi lojalnościami i starymi ranami. Szwajcarski psychiatra Jürg Willi nazwał to zjawisko koluzją, od łacińskiego colludere, czyli „grać razem w tajemnicy”. W jego koncepcji najbardziej przekonuje mnie spostrzeżenie, że dwoje ludzi nosi w sobie bardzo podobny konflikt, tylko broni się przed nim na przeciwne sposoby. Jedno z partnerów staje się silne i opiekuńcze, a drugie słabe i zależne. Każde potrzebuje tamtego, żeby nie musieć spotkać się z tą częścią siebie, którą tamto uosabia.
Badania nad przywiązaniem u dorosłych zapoczątkowali w 1987 roku Cindy Hazan i Phillip Shaver. Kilka lat później Lee Kirkpatrick i Keith Davis, badając 354 pary w stałych związkach, stwierdzili, że style przywiązania nie łączą się w nich przypadkowo. W całej grupie nie znalazła się ani jedna para, w której oboje mieliby styl lękowy, ani taka, w której oboje unikaliby bliskości. Badaczy zaskoczył jeszcze jeden wynik: związki mężczyzn unikających bliskości z kobietami o lękowym stylu przywiązania przetrwały kolejne trzy lata wyjątkowo dobrze, choć sami partnerzy oceniali je na początku dość nisko.
Badanie dotyczyło młodych par przed ślubem, ale jego wynik dobrze oddaje to, co widuję w gabinecie. Osoba, która dorastała w chłodzie, często wybiera kogoś emocjonalnie niedostępnego i wciąż próbuje zdobyć uwagę, której kiedyś nie dostała od rodzica. Osoba unikająca bliskości może przy takim partnerze spokojnie trzymać dystans, bo emocjonalną stronę związku bierze na siebie ktoś inny. Oboje się skarżą, a jednak każde dostaje w tym układzie coś ważnego i dlatego bywa on zadziwiająco trwały.
Co zmienia zrozumienie własnego wyboru?
Wyjście z takiego układu zaczyna się od myśli, którą trudno przyjąć: „Coś we mnie wybrało tego człowieka, żeby odegrać z nim dawny scenariusz”. Wiele osób słyszy w tym zdaniu oskarżenie. W mojej pracy bywa ono raczej punktem zwrotnym, bo pokazuje, że część tego, co dzieje się w związku, zależy także od nas, a na to mamy wpływ.
Zalążki dawnego scenariusza widać zwykle już na początku znajomości. Cecha, która kiedyś najbardziej ujmowała („była taka niezależna, niczego ode mnie nie potrzebowała”), po latach często staje się osią konfliktu („jest zimna, w ogóle jej na mnie nie zależy”). Pierwowzór dzisiejszego sporu kryje się nierzadko w małżeństwie rodziców jednego albo drugiego z partnerów. Kiedy oboje dostrzegą to połączenie, pytanie o winę powoli ustępuje miejsca pytaniu o to, co każde z nich wniosło do związku.
Muszę tu wyraźnie zaznaczyć, że koluzja opisuje związki, w których oboje nieświadomie podtrzymują konflikt. Nie stosuję tego pojęcia do przemocy, bo za przemoc odpowiada ten, kto ją stosuje. Piszę o tym w częściach 2.3 i 7.2.
Najczęstsze pytania
Dlaczego ciągle trafiam na podobnych partnerów?
Zwykle dlatego, że ciągnie nas do tego, co znamy z dzieciństwa. Dopóki ktoś nie rozpozna tego wzorca, kolejne związki go powtarzają.
Czy „brak chemii” oznacza, że związek nie ma przyszłości?
Niekoniecznie. Osoba, która dorastała w napięciu, często bierze za brak chemii zwykły brak lęku, a z takiego spokoju może wyrosnąć trwała więź.
Czy da się zmienić swój „typ”?
Tak, choć wymaga to czasu. Praca nad własnymi schematami, na przykład w psychoterapii indywidualnej, stopniowo zmienia to, co odczytujemy jako przyciąganie.
Czytaj także: strona oferty terapii par · psychoterapia indywidualna · poradnik „Niewidzialne Klatki” · część 2.3 „Zamek i klucz”
O autorce
Marta Mauer-Włodarczak jest psychoterapeutką par i założycielką poradni Sensity. Z parami pracuje od 2006 roku, a w swojej pracy dużo uwagi poświęca rodzinom pochodzenia obojga partnerów i temu, jak dawne wzorce wracają w małżeństwie. Poradnik powstał na podstawie jej praktyki oraz doświadczeń zespołu psychoterapeutów Sensity, który od 2010 roku pomaga parom w gabinecie w Warszawie i online.
Bibliografia
- Willi, J. (2014). Związek dwojga. Psychoanaliza pary (wyd. II, tłum. M. Szwecow-Szewczyk). Warszawa: Oficyna Wydawnicza Fundament.
- Freud, S. (1920). Jenseits des Lustprinzips. Leipzig, Wien, Zürich: Internationaler Psychoanalytischer Verlag.
- Hazan, C., Shaver, P. (1987). Romantic love conceptualized as an attachment process. Journal of Personality and Social Psychology, 52(3), 511–524.
- Kirkpatrick, L. A., Davis, K. E. (1994). Attachment style, gender, and relationship stability: A longitudinal analysis. Journal of Personality and Social Psychology, 66(3), 502–512.
- Ferster, C. B., Skinner, B. F. (1957). Schedules of Reinforcement. New York: Appleton-Century-Crofts.
- Fiorillo, C. D., Tobler, P. N., Schultz, W. (2003). Discrete coding of reward probability and uncertainty by dopamine neurons. Science, 299(5614), 1898–1902.
Spis treści poradnika · część 5 z 28

