
Historia z poradnika „Nie mów, nie ufaj, nie czuj. Poradnik dla dorosłych dzieci alkoholików”
Historia Marcina jest fikcyjna – złożyliśmy ją z doświadczeń wielu osób, a szczegóły zmieniliśmy.
Czterdziestojednoletni Marcin zadzwonił do poradni w poniedziałek rano. W sobotę krzyknął na ośmioletniego syna tak głośno, że chłopiec rozpłakał się i schował w łazience. Poszło o rozlany sok. Kiedy Marcin stał pod zamkniętymi drzwiami, usłyszał w głowie głos własnego ojca. Tego samego dnia żona powiedziała mu spokojnie, że dłużej tak nie da rady.
Na pierwszej sesji od razu zaznaczył, że nie przyszedł „gadać o dzieciństwie”. Chciał nauczyć się nad sobą panować. O tym, że ojciec pił, powiedział w pierwszych minutach, krótko, jak o czymś oczywistym.
„Przez ciebie w tym domu nie ma spokoju”
Ojciec Marcina był kierowcą. Pił w weekendy, a z czasem także w tygodniu. Po alkoholu robił się drażliwy i szukał zaczepki. Matka starała się, żeby w domu było cicho i żeby nic go nie zdenerwowało. Starsza o trzy lata siostra Marcina, Dorota, miała świetne oceny, grała na pianinie i pomagała mamie w kuchni. Była dumą rodziny.
Marcin był tym trudnym. W podstawówce bił się z kolegami, przynosił uwagi, zgubił dwie kurtki w jednej zimie. Kiedy ojciec wracał pijany, a w dzienniczku była nowa uwaga, w domu wybuchała awantura. Matka mówiła potem: „Po co go prowokujesz? Przez ciebie w tym domu nie ma spokoju”. Marcin to zapamiętał. Wiele lat później powiedział na sesji, że jako dziecko był pewien, że ojciec pije przez niego.
W rodzinach z problemem alkoholowym taką rolę nazywa się kozłem ofiarnym. Dziecko, które sprawia kłopoty, ściąga na siebie uwagę i złość całej rodziny. Dzięki temu nikt nie musi patrzeć na to, co naprawdę się dzieje, czyli na picie ojca.
Dorosły, który szybko wybucha
Marcin wyprowadził się z domu zaraz po technikum. Przez kilka lat sporo pił, aż po jednej imprezie obudził się na izbie wytrzeźwień. Przestraszył się, że idzie drogą ojca, i ograniczył alkohol prawie do zera. Założył małą firmę remontową, ożenił się z Ulą, urodził im się Staś.
Firma szła nieźle, z Ulą dogadywali się w większości spraw. Gorzej było ze złością. Potrafił nakrzyczeć na pracownika, który źle przyciął panele, a raz w korku uderzył pięścią w kierownicę tak, że przez tydzień bolała go ręka. Po każdym takim wybuchu było mu wstyd, przez kilka dni był wyjątkowo miły i obiecywał sobie, że to ostatni raz.
Najtrudniej było ze Stasiem. Syn był żywy i trochę roztrzepany, podobny do Marcina z dzieciństwa. Kiedy coś rozlał albo zgubił, w Marcinie coś się zapalało, zanim zdążył pomyśleć. Bał się, że staje się dla syna tym, kim jego ojciec był dla niego.
Terapia: skąd się bierze ta złość
Marcin wybrał sesje indywidualne w gabinecie w Warszawie, raz w tygodniu. Pierwsze spotkania poświęcone były temu, co dzieje się w nim tuż przed wybuchem. Okazało się, że prawie zawsze pojawia się wtedy ta sama myśl: „Znowu wszystko przeze mnie” albo „Znowu ktoś zrobi ze mnie winnego”. Złość przychodziła szybciej niż wstyd, który był pod nią.
O dzieciństwie zaczął mówić dopiero po kilku tygodniach, i to niechętnie. Opowiadał, jak siedział w swoim pokoju ze słuchawkami na uszach, żeby nie słyszeć tego, co dzieje się w kuchni, i jak Dorotę stawiano mu za wzór. Matki długo bronił: miała ciężko, robiła, co mogła. Któregoś razu, mówiąc o czymś zupełnie innym, rzucił, że awantury ojca jakoś zniósł. Gorzej było z tym, co potem mówiła mama.
Na sesjach wracali do tego wiele razy. Marcin powoli przyjmował, że jako dziecko nie miał szans: gdyby nie on, rodzina znalazłaby inny sposób, żeby nie rozmawiać o piciu ojca. Poczucie winy nie zniknęło, ale złość przestała go tak zaskakiwać. Zaczął wyłapywać moment, w którym rośnie, i wychodzić z pokoju, zanim podniesie głos. Nie zawsze mu się udawało. Raz przyszedł na sesję po tygodniu, w którym, jak powiedział, „wszystko szlag trafił”.
Rozmowa z matką
Ojciec Marcina zmarł pięć lat wcześniej. Matka żyła sama i co tydzień dzwoniła do Doroty. Do Marcina rzadziej. Po roku terapii Marcin zdecydował się zaprosić ją na wspólne spotkanie. Prowadził je inny terapeuta z zespołu, który zajmuje się sesjami dorosłych dzieci z rodzicami.
Rozmowa była trudna. Matka przez większą część spotkania powtarzała, że Marcin „zawsze był trudnym dzieckiem” i że ona nie miała siły. Kiedy powiedział jej, że przez całe dzieciństwo myślał, że ojciec pije przez niego, zaczęła mówić o Dorocie i o tym, ile ona jej pomaga. Terapeuta dwa razy wracał do jego zdania. Za drugim razem matka powiedziała cicho, że nie wiedziała. Nie przeprosiła. Pod koniec zapytała, czy przyjadą do niej na święta ze Stasiem.
Co się zmieniło
Marcinowi wciąż zdarza się wybuchnąć, choć rzadziej niż kiedyś. Kiedy czuje, że złość rośnie, mówi Uli „daj mi pięć minut” i wychodzi na balkon. Ula przyznaje, że te pięć minut czasem ją irytuje, bo wolałaby skończyć rozmowę od razu. Woli to jednak niż krzyk.
Niedawno Staś rozbił kubek. Marcin poczuł znajome ukłucie i zdążył jeszcze powiedzieć „no pięknie”, zanim się zatrzymał. Potem kucnął obok syna i razem zbierali skorupy. Na sesji powiedział, że to „no pięknie” wciąż go gryzie.
O czym mówi ta historia: o roli kozła ofiarnego, którą opisujemy w części o rolach dzieci w rodzinie alkoholowej, o tym, jak dzieciństwo wraca, gdy samemu zostaje się rodzicem, i o rodzicu, który nie pił. O tym, jak taki dom wpływa na związek, piszemy w artykule „Mężczyzna DDA w związku”. Inną historię opisujemy w historii Joanny. Jeśli rozpoznajesz w niej siebie, możesz zrobić nasz bezpłatny test DDA.

