Moje dziecko ciągle płacze i potrzebuje uwagi. Czy to kiedyś minie?

Moje dziecko ciągle płacze i potrzebuje uwagi. Czy to kiedyś minie?

Witam, jestem mamą 6-miesięcznego dziecka, które od samego porodu nie należy do dzieci spokojnych. Moje dziecko ciągle potrzebuje uwagi. Nawet na chwilę nie mogę zostawić go samego w pokoju, bo zaraz zaczyna panicznie płakać. Ogólnie jest nerwowym dzieckiem. Gdy coś mu nie wychodzi lub nie dostaje tego co chce, od razu się denerwuje, skacze na leżaczku, krzyczy i płacze. Zostałam sama z jego wychowaniem, ponieważ mąż ma swoją firmę i jest ciągle w pracy, wraca do domu wieczorami.

Od jakiegoś czasu zauważyłam, że bardzo szybko staję się nerwowa z byle powodu, do tego stopnia, że aż serce mi mocno wali, a w środku cała chodzę. Kiedy moje dziecko zaczyna grymasić i nic mu się nie podoba, cokolwiek mu nie dam czy zrobię, to wówczas mam ochotę postąpić niedelikatnie, odłożyć go do łóżeczka czy leżaczka, tak żeby to odczuł.

Czasem z nerwów i bezsilności wbijam sobie paznokcie w ciało, np. w nogę, żeby choć trochę odreagować ciągły krzyk i płacz mojego dziecka.

Nie wyobrażam sobie nawet 5 minut bez dziecka. Jednak kiedy ono tak ciągle płacze i marudzi, mam ochotę po prostu krzyczeć i uderzyć głową w ścianę. Zaczęło mnie nawet denerwować to, że kiedy dziecko śpi, a nasz pies chodzi po panelach, słychać jak jego pazury stukają po podłodze. Martwię się, czy nie dopadła mnie czasem jakaś nerwica lub depresja po porodzie.

Przed ciążą byłam pełną energii, towarzyską dziewczyną, a teraz, tak szczerze podchodzę do wszystkiego mało entuzjastycznie. Nawet sposób mojej wymowy, ton głosu zmienił się na smutny, jakby ktoś umarł mi w rodzinie.

Bardzo proszę o poradę – czy to samo minie, czy może powinnam podjąć jakiś krok, by sobie pomóc? Czuję się coraz bardziej bezsilna. Dziękuję z góry za odpowiedź.

Dzień dobry,

czytając Pani list myślę o kilku sprawach, do których chciałabym się odnieść.

Po pierwsze moment stawania się mamą jest nie lada wyzwaniem. Nawet, gdy bardzo pragniemy dziecka i czas wydaje się właściwy, to w praktyce okazuje się, że nic nie wiemy o byciu mamą. Przecież żadna książka, ani żadna inna kobieta nie była mamą tego właśnie jednego dziecka. Z jednej strony stajemy przed wymarzoną, oczekiwaną przez nas rolą. Zaś z drugiej strony stykamy się z szeregiem strat, rozczarowań, frustracji i zmęczenia.

Czytając opis zachowań Pani dziecka, myślę o tym, że pasuje on do dzieci określanych w literaturze jako High Needs Babies – czyli dzieci o wysokich potrzebach. Nie jest to żadne zaburzenie. Po prostu dzieci takie są i na pewno warto poczytać o tym więcej, bo zaspokojenie tych potrzeb jest niezwykle wyczerpujące dla rodziców. Warto sięgnąć po tytuł „Księga wymagającego dziecka” – powinna ona przynieść Pani dużo ukojenia.

Nie bez znaczenia jest też Pani obniżony i pełen napięcia nastrój – małe dzieci są naszym emocjonalnym przedłużeniem. Jeśli najbliższa im osoba jest zmęczona, smutna, zirytowana, one odzwierciedlają takie same emocje.

Druga sprawa – to brak wsparcia. Napisała Pani, że męża właściwie nie ma w domu. Pytanie – czy ktoś Panią wspiera w opiece nad dzieckiem, czy ma Pani chwile dla siebie, czas na spotkania czy rozmowy z innymi młodymi mamami, które często borykają się z podobnymi emocjami, sytuacjami? Pojawiają się pytania: czemu mąż tak mało uczestniczy w życiu dziecka i Pani, czy można o tym rozmawiać, czemu trudno pozwolić sobie na czas dla siebie?

Te dwie sprawy składają się na trzecią – dziecko o wysokich potrzebach, plus brak wsparcia – prowadzą bardzo często do przemęczenia, frustracji i stanów depresyjnych, które mogą objawiać się poddenerwowaniem i irytacją. Negatywnymi myślami o sobie i dziecku.

Nie wiem, czy można to już zdiagnozować jako depresję. Jeśli nie zajmie się tym Pani na czas, może w depresję się rozwinąć. Samo nie minie. Trzeba uważnie przyjrzeć się temu, co się z Panią dzieje, co można zmienić, co wymaga pracy. Mam tu na myśli zarówno Panią, jak i pewnie w późniejszym czasie relację z mężem.

Skutecznie pomagamy rozwiązać problemy rodzinne. Skontaktuj się z Nami!

Oceń ten artykuł

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *