W terapii małżeńskiej ważne jest rozumienie własnych potrzeb Sensity.pl

W terapii małżeńskiej ważne jest rozumienie własnych potrzeb

Bardzo częstym tematem otwierającym cykl spotkań terapeutycznych jest przekonanie klientów o tym, że nie mają szans na osiągnięcie swoich indywidualnych celów. Brak realizacji potrzeb kotłujących się w nich zaczyna dusić, zamiast napędzać konstruktywną energię do działania.

Jest mi źle, to twoja wina.

Przyczyn takiego stanu zwykliśmy doszukiwać się w otaczającym nas świecie i ludziach, często zupełnie temu niewinnych. Borykając się z kolekcją problemów, których dzisiejszy świat dostarcza nam pełnymi garściami, zaczynamy przesuwać na otoczenie odpowiedzialność za trapiące nas rozgoryczenie i frustrację. Tymczasem, aby zacząć skutecznie usuwać zapory z naszej drogi życiowej, musimy dokonać swoistej “inwentaryzacji” tego, co już mamy, co jest dla nas dostępne.

Czy wiemy, czego chcemy?

Tak już jest, że najczęściej mamy jasność czego “nie chcemy”, a na pytanie: “czego chcemy”, nie potrafimy albo boimy się odpowiedzieć. Droga terapeutyczna prowadzi właśnie w te rejony – jest poszukiwaniem prawdziwych potrzeb i nauką ich szczerego komunikowania. W ten sposób rodzi się przestrzeń prawdziwego kontaktu z bliskimi. Kontaktu, w którym możemy poznawać i akceptować się wzajemnie, prowadzić spory o sprawy konfliktowe zamiast konfliktować się z człowiekiem.

Czy potrafimy docenić to, co już mamy?

Warto także zastanowić się, czy jesteśmy gotowi czerpać przyjemność z tego, co mamy. Nie tylko skupiać się na tym czego nie dostaliśmy, ale deficyt traktować jako przyczynek do wspólnego rozwoju, a nie pretekst do utwierdzenia się w rozczarowaniu. Postępując w ten sposób patrzymy przed siebie, a naszej uwagi nie odciąga roztrząsanie drobnych spraw z przeszłości, które urosły jak piramida dominująca krajobraz.

Dlaczego kolejne sukcesy mnie nie cieszą?

Często zwracam też klientom uwagę na spustoszenia, powodowane przez swoiste “nienasycenie”, jakie pobudza dzisiejsza rzeczywistość – dostępność, a nawet zalew możliwości wyparł z naszego życia przyjemność osiągania “czegoś’. Nie mamy nawet czasu nacieszyć się nowym gadżetem, a już pragniemy nowego. Celebrowanie sukcesu zawodowego trzeba kończyć, aby natychmiast pracować nad kolejnym. Rozpędzonym w ten sposób osobom perspektywa spędzenia kilku dni z bliskimi (lub samym sobą) bez dostępu do chaosu bodźców wydaje się nie do pomyślenia. Szybkiego tempa oczekujemy więc także od partnerów, dzieci, znajomych. Złości nas, że nie zmieniają się od razu na nasze życzenie. Zapatrzeni w “plan na życie” przegapiamy wiele wartościowych momentów.

Prowadząc terapię małżeńską zauważyłem, że partnerzy bardzo często spierają się o to, jak wiele złego jest w ich związku. Pracę rozpoczynam więc od śledztwa – ile dobrego w nim już jest!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *