Wpisy

Koronawirus Covid-19 - czego naprawdę się boimy?

Koronawirus Covid-19 – czego się boimy, poza zakażeniem? Jak sobie radzić z lękiem?

Koronawirus wywołuje strach, co ciekawe, nie tylko przed samym zachorowaniem. Boimy się najbardziej tego, co nienazwane. Często unikamy nazwania źródła lęku, bo samo myślenie o nim wywołuje trudne emocje. Na tym właśnie polega spirala lęku. Lęk rośnie w siłę, im bardziej unikamy konfrontacji z nim. Ten mechanizm działa dokładnie w taki sam sposób w przypadku każdego innego źródła strachu. Zatem czego konkretnie, poza samym zakażeniem, boimy się w związku z epidemią koronawirusa? Kiedy ten lęk jest nadmiarowy? Tego właśnie dowiesz się z tego artykułu.

Lęk o to jak zachowają się inni ludzie? Na ile jestem od nich zależny/a?

Boimy się paniki tłumu, czyli lękowych, a w efekcie nieracjonalnych i niebezpiecznych reakcji ludzi znajdujących się wokół nas, którzy się tymi reakcjami od siebie zarażają. W efekcie boimy się naszej samotności w tłumie i naszej zależności, od osób, których lojalność staje się dziś nad wyraz ważna. Sytuacje zagrożenia nasilają zachowania zarówno altruistyczne jak i egoistyczne, wydobywają z ludzi prawdę o nich samych, to, czego często sami o sobie nie wiedzieli. Takie okoliczności określane są czasem próby – naszych charakterów, siły woli, odwagi, wytrwałości, uczciwości. 

Po części jest to lęk adaptacyjny, czyli taki, który chroni nas przed podejmowaniem zbyt ryzykownych zachowań. Jeśli jednak ten lęk zaczyna nadmiernie ogarniać nasz umysł, uniemożliwia koncentrację uwagi na sprawach ważnych dla codziennego funkcjonowania. Wówczas jest to informacja o tym, że mamy w sobie zbyt mało poczucia wiary w siebie, a za bardzo czujemy się zależni od innych osób, lub czynników losowych.

Ci, którzy potrafią opanować emocje zwykle myślą proaktywnie, czyli zastanawiają się co mogą sami zrobić, żeby poprawić swoją sytuację. Ci, u których emocje biorą górę, zwykle mają przekonanie o tym, że sami nie mogą zrobić wiele. W efekcie przejawiają zachowania unikowe – unikają czynnika ryzyka do przesady, lub wręcz odwrotnie, wypierają go lekceważąc zagrożenie. U części osób, zachowania unikowe silnie wiążą się z postawą roszczeniową, czyli “to inni powinni, ja niewiele mogę, ale jednak oczekuję, że oni zrobią”.

Paniczny lęk wywołany epidemią koronawirusa a nieadaptacyjne schematy zachowań

Okres kwarantanny najtrudniej znoszą osoby, które już wcześniej cierpiały z powodu nadmiarowych reakcji lękowych na różne bodźce, najczęściej z powodu lęku uogólnionego. W ciągu swojego życia, te osoby zdążyły wypracować różne formy protezowania swoich lęków. Protezy były dostosowane do warunków życia sprzed okresu kwarantanny, w obecnej sytuacji przestały działać. Najczęściej ze względu na to, iż były one oparte o inne osoby, lub zewnętrzne czynniki, do których aktualnie dostęp został ograniczony. Wypracowanie nowych protez, o ile będzie możliwe, zajmie trochę czasu, a poziom lęku dla wielu osób stał się nie do zniesienia.

Tymczasową pomocą dla tych osób może być ograniczenie dopływu informacji na temat stanu rozwoju epidemii, poprzez sprawdzanie wiadomości nie więcej niż raz dziennie. Jednoczesne skupienie się na codziennych sprawach takich jak planowanie posiłków, spacerów, ćwiczeń, podziału opieki nad dziećmi, znalezieniu przestrzeni na własne przyjemności – może w znaczący sposób wpłynąć na uspokojenie myśli.

Jednak bez zmiany nabytych schematów myślenia, trudno będzie pokonać lęk. Warto przyjrzeć się dlaczego adaptacja do nowych warunków jest dla nas tak trudna, co stoi za naszym przekonaniem “nie poradzę sobie”?  To dobry czas na rozmowę z psychoterapeutą online, który z racji kwarantanny też prawdopodobnie został uziemiony w domu i czasu dla pacjentów może mieć więcej ;-)

Sprawdź nasze publikacje na temat psychoterapii problemów z nadmiernym lękiem.

Lęk przed odrzuceniem, kiedy powiem “dość”.

Skupiając się na “tu i teraz”, planując zadania na cały dzień, dbając o znalezienie chwili na własne przyjemności i dobry czas z najbliższymi, udało nam się w końcu zapanować nad lękiem. Chwila ciszy, jest dobrze. Nagle dzwoni telefon. No nie, to koleżanka, która już trzeci dzień z kolei zalewa mnie opowieściami o tym jak bardzo i czego się boi. Nie odbiorę, to będzie dzwonić w nieskończoność. Jak odbiorę, to znów zaszczepi we mnie niepokój, z którym tak usilnie sama walczę. Czy mam prawo postawić jej granice? Jak?

Podstawowa zasada odpowiedzialności za siebie i bliskich przebywających pod naszą opieką brzmi: w pierwszej kolejności zadbaj o siebie. Jeśli tego nie zrobisz, zamiast pomóc bliskim, tylko obciążysz ich dodatkowo swoim lękiem. Co więcej, pozwalając koleżance wylewać na Ciebie jej emocje, wcale jej nie pomagasz, a jedynie podtrzymujesz się ją w stanie, w którym ona nie bierze odpowiedzialności sama za siebie. Czym innym jest wzajemne wsparcie a zupełnie czymś innym jest pozwalanie innym, żeby używali nas do regulowania swoich emocji. Jak postawić granice osobom, które obciążają nas swoimi problemami, a jednocześnie same nie biorą za nie odpowiedzialności pisaliśmy tutaj

Kwarantanna w okresie epidemii, a relacje z bliskimi?

Kwarantanna wynikająca z epidemii koronawirusa jest testem na dojrzałość, która często ma niewiele wspólnego z wiekiem biologicznym. Dojrzałość definiuję jako umiejętność brania za siebie odpowiedzialności w taki sposób, aby nie przekraczać granic innych osób. To oznacza również dbanie o własne szczęście, żeby nie obarczać bliskich poczuciem winy za moje cierpienie, jak również dbanie o własne bezpieczeństwo, żeby inni nie musieli niepotrzebnie narażać siebie z mojego powodu.

Czy muszę bać się o swoich rodziców? Czy oni są odpowiedzialni?

Kwarantanna związana z koronawirusem uruchomiła w społeczeństwie szczególną uważność na osoby starsze, jako te znajdujące się w grupie największego ryzyka. Myślę, że wielu z nas wzruszało się na widok karteczek z ogłoszeniem chęci pomocy sąsiedzkiej. Jednak ta sytuacja obnażyła również splątane i trudne relacje rodzinne. W ostatnich dniach obserwuję starsze osoby bawiące w chowanego: “córka nie może się dowiedzieć, że wyszłam z domu”, “ syn się zezłości jak się dowie, że nie ma mnie w domu, ale wzięłam ze sobą receptę, więc w razie czego powiem, że byłam w aptece po leki”. To tragikomiczna gra w testowanie miłości własnych dzieci, która obnaża patologię wzorców relacji.

Wobec powyższej sytuacji, dorosłe dziecko niedojrzałego rodzica może rozwinąć lęk, którego nie będzie potrafiło nazwać. Będzie to lęk nie tyle o to, że rodzic może zachorować, ale o to, jakie znaczenie jego choroba będzie miała dla dziecka.  Dziecko znów będzie się czuło winne cierpieniu rodzica i w efekcie uzna, że po raz kolejny nie sprostało oczekiwaniom, zawiodło. W tym układzie ponownie dojdzie do odwrócenia ról rodzic – dziecko. Dziecko (dziś dorosłe) odczuje smutek, potwierdzi przekonanie o swoim osamotnieniu i odrzuceniu, o braku wpływu z jednoczesną wymuszoną odpowiedzialnością za konsekwencje. (O mechanizmie wywoływania poczucia winy pisaliśmy tutajtutaj)

To z jednej strony trudny ale z drugiej dobry moment na przyjrzenie się własnej umiejętności stawiania granic. Jeśli pozwolimy się psychicznie “przeczołgać” to nasz organizm nie będzie miał więcej odporności na walkę z wirusem i ani nasz partner ani nasze dzieci nie skorzystają na naszym zmęczeniu. A bycie w domu ze współmałżonkiem i dziećmi 24/h naprawdę wymaga sporych zasobów pozytywnego nastawienia, które trudno wykrzesać ze zmęczonego organizmu.

Lęk przed powrotem z pracy do domu

Nie tyle sam wirus, co kwarantanna, osadza nas w życiu rodzinnym. Dla niektórych osób to konfrontacja z tym, przed czym uciekali czasem przez wiele lat, znajdując wymówkę w postaci pracy. A co takiego mogło wywoływać tę ucieczkę? Czasem jest to brak zgody na dojrzałość; na pokorę w dźwiganiu codzienności, rutynowych, żmudnych zajęć, za które nie dostaniemy bezpośredniej, natychmiastowej nagrody. Czasem jest to lęk przed prawdziwym “ja” – nie szefem wielkiej firmy, świetnym menedżerem, którym na co dzień jestem, ale po prostu zwyczajnym człowiekiem, członkiem rodziny, nie zawsze idealnej. 

Lęk, dyskomfort, rośnie tylko do pewnego momentu, potem zaczyna opadać. Kiedy on zaczyna opadać, my zaczynamy myśleć konstruktywnie. Dlatego dajmy sobie chwilę na oswojenie się z nową sytuacją. Dajmy sobie chwilę na detox od adrenaliny związanej z codziennym pędem. W chwilach nasilonego dyskomfortu powtarzajmy sobie jak mantrę, że najwyżej cenionym dobrem w ludzkim życiu są zdrowe bliskie relacje. Aby budować wokół siebie takie relacje musimy najpierw nauczyć się dobrej akceptującej relacji z samym sobą – brzmi psychologizująco filozoficznie, wiem :-) ale w tym jest dużo sensu. W dzisiejszych czasach modne są różne formy medytacji, może w czasie kwarantanny pomedytuj nad tym, co znaczy zdrowa relacja z samym sobą? :-)

Lęk przed spędzaniem czasu ze współmałżonkiem/ partnerem.

Na co dzień spędzamy ze sobą zwykle nie więcej niż 2 godziny, w czasie których i tak zajmujemy się głównie domową krzątaniną. Po kilku dniach pobytu w domu na kwarantannie mamy już ogarnięte pranie, kuchnię wysprzątaną, zagraliśmy z dziećmi w gry, poszliśmy na spacer i nagle okazuje się, że mamy czas dla współmałżonka/ partnera. Paradoksalnie, u wielu osób ta świadomość zamiast wywoływać radość, wywołuje niepokój.

Nie jest to nic dziwnego. Umiejętność bycia razem, bez zewnętrznych rozpraszaczy jest prawdziwym testem na jakość związku i niełatwym wyzwaniem. Okazuje się nagle, że rozmowy, które dotąd odkładaliśmy na tzw. później nie mogą już dłużej czekać. Najwyższa pora porozmawiać naszych o uczuciach, o potrzebach, o tym co jest dobre a co złe. Przyszedł czas, aby się wreszcie poznać. Jeśli teraz nie wykorzystamy tej szansy, to możemy być ponownie zaskoczeni, kiedy dzieci wyprowadzą się z domu a my zakończymy aktywność zawodową. Tylko, że wówczas zdecydowanie trudniej będzie nam zmienić nasze nawyki i nadrobić kilkadziesiąt lat straconej bliskości.

Początek może być trudny. Napięcie, wybuchy złości, ale w końcu to musi minąć. Dajmy sobie czas. Człowiek jest istotą, która potrafi się zaadoptować praktycznie do każdych warunków. Do bycia z mężem/żoną 24h/dobę również :-). Jeśli będzie bardzo źle, zawsze możecie spożytkować czas na wspólną sesję z terapeutą par online. Dziś większość specjalistów pracuje już online, więc wybór jest spory.

Perfekcyjny rodzic, a oczekiwania członków rodziny

Wspólnie spędzony czas z rodziną może wywołać również obawę przed odrzuceniem przez własne dzieci i zmierzeniem się z przekonaniem o nieperfekcyjnym ja. Wiele mam wpadło w panikę, wobec problemu zagospodarowania dzieciom czasu. Nie mam tutaj na myśli fizycznej opieki nad dziećmi, ale zapewnienie dzieciom rozrywki. Dzisiejsze dzieci nie potrafią się nudzić, ba! nuda potrafi wywołać w nich zachowania lękowe. Być może to najlepszy czas, żeby poznały “panią nudę” i się z nią oswoiły? Wielokrotnie dzieci wymyślały najbardziej kreatywne rozwiązania po czasie nudy. Niech się więc ponudzą!. Biorąc pod uwagę tempo dzisiejszego życia, trochę nudy na zdrowie im wyjdzie. A dla nas to dobra lekcja trzymania granic i odwyku od przejmowania nadmiernej odpowiedzialności za nasze dzieci.

Lęk przed zdjęciem maski i prawdą o sobie

Kwarantanna może odkrywać wiele naszych zniekształconych przekonań. To przed nimi przecież na co dzień uciekamy, to one popychają nas do protezowania życia różnego rodzaju maskami, grami, unikami. Kwarantanna wyrywa nas z protez, które dotychczas pozwalały podtrzymać nieraz wątłe poczucie własnej wartości. Zostaliśmy my, na randce z samymi sobą, własną rodziną, bez zewnętrznych atrybutów podtrzymujących wizję o nas samych. To taka niespodziewana auto-psychoterapia z silnym elementem ekspozycji na bodziec. Cóż, trochę jak terapia poznawczo behawioralna w wersji DIY ;-). 

Jak radzić sobie z lękiem przed wirusem i nie dać się panice?

Nazwać po imieniu to, czego się naprawdę boimy i dopiero wówczas dostosować odpowiednią strategię radzenia sobie. W tym wypadku ustalenie strategii może okazać się dużo łatwiejsze, niż nazwanie źródła lęku. Jak już obejrzymy wszystkie filmy dostępne online, zrobimy porządki na, które wcześniej nie było czasu, przeczytamy zaległe lektury… odpowiedzi same zaczną do nas przychodzić i mogą stać się prowokacją dla  nowej życiowej przygody w poznawaniu siebie naprawdę :-).  Im lepiej siebie rozumiem, tym mam większy i bardziej świadomy wpływ na innych. Im mam więcej poczucia wpływu, tym odczuwam mniej lęku.

Układanie i ustawianie relacji z ludźmi to prawdziwa sztuka, która zaczyna się od uwolnienia od zniekształconych przekonań w nas samych. Epidemia podobno ma zmienić świat. Zacznijmy od zmiany siebie, żeby mieć wpływ na zmianę ogółu.