Jak radzić sobie z depresją w związku?

Jak radzić sobie z depresją w związku?

Od kilku lat cierpię na depresję, przez większość czasu nieleczoną, z rocznym epizodem w postaci terapii humanistyczno-egzystencjalnej, która w ogóle mi nie podchodziła i niewiele pomogła. Tydzień temu, psychiatra przepisała mi leki na poprawę nastroju i znoszące niepokój oraz doraźne uspokajające. Rozważam też rozpoczęcie terapii, tyle że w innym nurcie. Od półtora roku jestem w swoim pierwszym związku, który rozbudził we mnie zbyt duże nadzieje na poprawę mojego własnego samopoczucia, gdy tymczasem ono poszło swoim torem, w inną stronę, niż rozum.

Od kilku miesięcy męczy mnie potrzeba uwagi i czułości, jakich wcześniej nie miałam. Co drugą noc przepłakuję. Boję się zasnąć, obarczam się winą i w końcu, mam myśli samobójcze. Wiem, że wszystko wygląda inaczej, kiedy chociaż na chwilę udaje mi się wychylić głowę na powierzchnię. Jednak przez większość czasu, jestem przerażonym dzieckiem, błagającym o ciągłe dowody na to, że jest wartościowe i kochane. Zdaję sobie jednak sprawę, że taki stan rzeczy w końcu zacznie przytłaczać mojego partnera. Jako zdrowy człowiek ma swoje życie, przyjaciół i pasje, którym też pragnie poświęcać swój czas i nie chce być nieustannie bombardowany przez negatywne emocje.

Jest wiele porad dla partnerów osób z problemami emocjonalnymi. Jednak ja zastanawiam się, jak jednocześnie być chorym i pozostać dobrym partnerem. Jak nie stać się ciężarem zbyt wielkim do udźwignięcia, przy jednoczesnym poszanowaniu własnych potrzeb… A także jak być zrozumianym. Momentami jestem w stanie zebrać myśli i starać się, ale przez większość czasu jestem zapłakanym i beznadziejnym kłębkiem nerwów. Zdaję sobie sprawę, że mój partner też ma swoją wytrzymałość i ta świadomość jest dla mnie trudna do zniesienia. Nie mogę się pogodzić z tym, że tkwię przy nim jak piąte koło u wozu. Jako niezdolna już do cieszenia się wspólnymi pasjami, ani do bycia ciekawą osobą, z którą chce się przebywać.

Na razie on stara się mnie wspierać. Nigdy mi tego nie wyrzucał, ani mnie nie obwiniał. Zapewnia mnie o uczuciu i o tym, że bycie ze mną wiele mu daje. Jednak boję się, że w końcu nie wytrzyma, szczególnie, że w przyszłym miesiącu mamy zamieszkać wspólnie. Rozstanie teraz byłoby dla mnie zbyt dużym ciosem. Właściwie nie do zniesienia, po tym, jak bardzo się zaangażowałam i jak wiele dobrych emocji mi to dało.

Pani Anno,

Objawy, które Pani opisuje faktycznie w pierwszej kolejności mogą świadczyć o depresji. W mojej ocenie jednak warto skupić się również na objawach lękowych. Ten kierunek diagnozy i leczenia wynika zarówno z niektórych Pani objawów (np. „boję się zasnąć”), jak i z oceny lekarza, który zdecydował się przepisać Pani leki uspokajające. Wśród przeżywanych objawów i trudności wymieniła Pani również myśli samobójcze. W takiej sytuacji konieczne jest pozostawanie pod stałą opieką lekarza psychiatry, z zaleceniem odbywania jednocześnie sesji psychoterapeutycznych.

Leki zdecydowanie mogą Pani pomóc w poradzeniu sobie z odczuwanymi dolegliwościami i trudnościami. Nie rozwiązują jednak źródła problemu i nie uczą jak można sobie radzić w przyszłości. To jest zadaniem właśnie, wspomnianej powyżej, psychoterapii, do której gorąco Panią zachęcam. Jeśli nie odpowiadał Pani nurt humanistyczno-egzystencjalny mogę polecić Pani psychoterapię w nurcie poznawczo-behawioralnym, w którym ma Pani szansę na stosunkowo szybkie doświadczenie poprawy w procesie zdrowienia.

Chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na inny aspekt Pani postrzegania doświadczanej rzeczywistości. Napisała Pani, że od półtora roku jest Pani w związku, „który rozbudził w Pani zbyt duże nadzieje na poprawę własnego samopoczucia”. Bliska relacja z drugą osobą, z partnerem, jest ważnym aspektem naszego życia, nie może jednak stanowić źródła i metody poprawy własnego nastroju i zaspokajania potrzeb. Wchodząc i angażując się w relację w taki sposób nie daje sobie Pani szansy na prawdziwe, radosne i bezpieczne jej rozwijanie. Jednocześnie wyklucza Pani osobisty wpływ na własne samopoczucie. Rezygnuje Pani z korzystania z własnych zasobów w dążeniu do szczęścia i umniejsza Pani swoją rolę we własnym życiu.

Uzależniając swoje szczęście, samopoczucie czy, ogólnie pojęte, życie od innej osoby czy od związku, podporządkowuje im Pani siebie. Uważam, że drogą do nie czucia się jak „przerażone dziecko, błagające o ciągłe dowody na to, że jest wartościowe i kochane” jest pokochanie siebie, zyskanie autonomii, docenienie swojej wartości (też zauważanie własnych zasobów, zalet, możliwości). Dochodzenie do tego pozwoli Pani na świadome przejęcie większej kontroli nad Pani postrzeganiem i funkcjonowaniem, co z kolei da Pani szansę tak pokierować swoim życiem, aby mogła w nim Pani doświadczać prawdziwego i trwałego szczęścia niezależnie od otaczającej rzeczywistości.

Skutecznie pomagamy osobom cierpiącym z powodu depresji, także online.

1 komentuj

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *