Byłam świadkiem czyjejś śmierci. Jak żyć z tym ciężarem?

Byłam świadkiem czyjejś śmierci. Jak żyć z tym ciężarem?

Mam ciężar na duszy, z którym nie mogę się uporać. 14 dni temu w moich ramionach zmarła sąsiadka. Nigdy nie widziałam śmierci w taki sposób (zawał). Sąsiadka chorowała na nadciśnienie, więc chcąc je obniżyć pod język psiknęłam jej lekiem.

Wezwałam pogotowie, do przyjazdu była prowadzona reanimacja. Niestety, nim przyjechało pogotowie było już za późno. Mam wyrzuty sumienia, że zamiast pomóc to zaszkodziłam. Może mogłaby jeszcze żyć? Jak mam żyć z tym ciężarem?

Odpowiedź psychologa

Pani Małgorzato,

to co Pani przeżyła niewątpliwie jest przeżyciem traumatycznym. Bycie świadkiem czyjejś śmierci jest przeżyciem poruszającym, nierzadko wstrząsającym, dotykającym nas bardzo głęboko. Człowiek staje w obliczu nieuchronnego, niezrozumiałego…

Ma Pani prawo do przeżywania całej gamy emocji: smutku, złości, żalu, co jest związane z okresem żałoby.

Rozumiem, że dręczą Panią wyrzuty sumienia, co jest zupełnie zrozumiałe. Nie jestem lekarzem, a tym samym nie jestem odpowiednią osobą, aby stwierdzić czy kroki, które Pani powzięła były właściwe. To co może Pani zrobić to skonsultować się z lekarzem, szczegółowo opisując to co się wydarzyło. Lekarz będzie mógł rozwiać Pani wątpliwości.

Jak poradzić sobie ze stratą?

To co ja mogę Pani zaproponować to zmianę myślenia. Zamiast myśli: „może zamiast pomóc zaszkodziłam?”, zachęcam Panią do zastąpienia jej myślą: „zrobiłam WSZYSTKO, aby jej POMÓC”, „moją intencją było POMÓC”.

Najważniejsze było to, że Pani była przy sąsiadce, że nie umarła w samotności. Myślę, że to jest jedna z najważniejszych rzeczy, które możemy zrobić dla drugiego człowieka. Towarzyszyć mu w ostatnich chwilach, które dla obu stron są bardzo trudne. Jeżeli „ciężar”, o którym Pani napisała będzie przybierać na sile, zachęcam Panią do konsultacji z psychologiem lub psychoterapeutą. Warto by miała Pani w kimś wsparcie.

Skutecznie pomagamy przezwyciężyć trudności życiowe. Skontaktuj się z Nami!

0 komentarzy:

Dodaj komentarz

Chcesz się przyłączyć do dyskusji?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *